Blog
Uroczystość Objawienia Pańskiego, Trzech Króli
Iz 60, 1–6; Ef 3, 2–3a.5–6; Mt 2, 1–12
ŚWIĘTO DARU
1. Jedna z koptyjskich legend, popularna wśród egipskich chrześcijan, mówi o nocnej wędrówce Świętej Rodziny podczas ucieczki z Betlejem przez pustynię. W ciszy słychać było szloch kobiety, który zbudził chmarę owadów. Przyleciały one, kierując się głosem, i zobaczyły, że osioł i mężczyzna śpią na piasku, a kobieta trzymająca dziecko na rękach płacze. Jeden z owadów zapytał ją wówczas: „Dlaczego płaczesz?”. „Bo Herod nienawidzi mego Syna i polecił Go zabić. Zabójcy nas ścigają, a tutaj ciemno i nie możemy wędrować, bo nie widać drogi”.
Wówczas owad przyznał, że on świetnie widzi w nocy, a wraz z innymi owadami może poprowadzić całą gromadkę do granicy, gdzie będą już bezpieczni. Kobieta uradowana propozycją czym prędzej zbudziła mężczyznę, który posadził Ją z Synem na osiołku, i ruszyli w drogę. Owady fruwały wokół nich i kierowały ich krokami: „Bardziej w lewo!”, „Tu ścieżka jest równa!”, „Uwaga na kamienie i dziury!”.
Po kilku godzinach wędrowania dotarli do granicy, gdzie byli już bezpieczni. Kobieta, dziękując za ich towarzystwo i pomoc, stwierdziła, wskazując na ciągle śpiącego małego Jezusa, że z pewnością też by im chętnie podziękował, ale zmorzył Go sen. Owady otoczyły twarz Dziecka, a wówczas dolne części ich odwłoków zostały rozświetlone jak gwiazdy. Mężczyzna zwrócił się do nich: „Jak się nazywacie, bym mógł powiedzieć Jezusowi o waszej dobroci!”. „Zbyt mało znaczymy, by ktokolwiek nadał nam imię”. „Będziecie się zatem nazywać świetliki, gdyż rozświetliłyście nam noc na pustyni jak gwiazdy”, powiedziała Maryja.
W tej katechetycznej legendzie najważniejszym pouczeniem jest to, że u Boga każdy dar i każde dobro znajduje nagrodę. Bóg nagrodzi nawet najmniejsze dobro. A święto Trzech Króli jest świętem daru i przypomnieniem o potrzebie wdzięczności Bogu za wszystko, co dla nas uczynił.
2. Każdy dar jest znakiem miłości. Wiąże się z ofiarą, wyrzeczeniem się pewnych dóbr po to, by inni mogli z nich skorzystać. Bywa, że niewielki dar może uratować nawet wielkie dzieła i zmieniać świat. Ks. Stefan Wyszyński był przez krótki czas, od lutego 1945 roku, rektorem włocławskiego seminarium, które chwilowo miało swą siedzibę w podmiejskiej parafii Lubraniec. Wówczas też miał miejsce epizod, o którym Prymas Polski wspominał w kazaniu wygłoszonym 18 maja 1969 roku we Włocławku.
Był to czas tuż po wyzwoleniu, gdy życie gospodarcze dopiero się organizowało. Nowe powojenne władze miasteczka nie przewidziały aprowizowania Seminarium. Brakowało chleba dla kleryków. Na prośby, by można go było zakupić, władza nie odpowiadała. Wszelkie sposoby załatwienia sprawy zawiodły. Wówczas siostry zakonne troszczące się o kuchnię seminaryjną poprosiły o pomoc ludzi. Bardzo szybko Seminarium otrzymało od różnych dobroczyńców ponad 70 bochenków chleba.
W pewnym momencie do furty seminaryjnej zgłosiła się mała dziewczynka, dźwigając w rękach ogromny bochen. „Mama przysyła chleb” – powiedziała. Na to Rektor, który z nią rozmawiał, odrzekł: „Podziękuj mamusi i powiedz, że już mamy 70 bochenków. To wystarczy”. Dziewczynka zaczęła płakać. „Czemu płaczesz?” „A bo ksiądz od bogatych to wziął, a że my są biedni, to od nas ksiądz nie chce wziąć chleba!” Wówczas ks. Wyszyński zaprowadził ją do spiżarni i pokazał zgromadzone zapasy. Dziewczynka szybko położyła chleb na stole i uciekła. Jak mówił Prymas: „Byłem bardzo przejęty i wzruszony. Żal mi było każdej łzy tego dziecka. A jednocześnie ujrzałem polską duszę…”.
Gościnność i poczucie solidarności były zawsze charakterystyczne dla polskiego wychowania. Gdy ktoś nie ma, brakuje mu, cierpi niedostatek, żyjący obok w naturalny sposób łamie bochenek, aby się nim podzielić. Drzwi polskich domów były stale otwarte dla potrzebujących i poszukujących ciepła i strawy. Pozostał po tych starych zasadach zwyczaj pustego krzesła przy stole wigilijnym czy chętne dzielenie się wielkanocną święconką.
Dzisiaj, chociaż coraz częściej na potrzeby biednych odpowiadają różnego typu instytucje, serdeczność i otwartość na innych jest równie pożądana i cenna. By nikt sam nie przemierzał pustyni własnego życia, nie musiał lękać się ciemnych nocy i pogubienia dróg – przydatne są „gwiazdy” nad głową utrudzonych wędrowców, świecący jasno przewodnicy i drobny dar na drogę. Tylko w ten sposób można mieć nadzieję, że pozostanie po nas wspomnienie dobroci. Cóż innego możemy przekazać następnym pokoleniom niż zachwyt nad przykładem: „Popatrzcie, jak oni się miłowali!”.
3. Cesarz Hadrian w czasie swojej podróży po Palestynie napotkał pewnego starca, który właśnie sadził drzewo figowe. Zapytał go, ile ma lat. Starzec odpowiedział, że właśnie dzisiaj kończy 100 lat życia, które było długie i błogosławione. „A czy masz nadzieję, że będziesz jadł owoce z tego drzewa?” – zapytał cesarz. Na to starzec odrzekł: „Ja sadzę to drzewo po to, by ono ludziom przynosiło owoce. Jeżeli Bóg zechce i dozwoli mi żyć tak długo, iż będę mógł z tego drzewa spożywać owoce, to będę się cieszył i przyjmę Jego wolę. A jeżeli nie, wtedy niech inni cieszą się po mnie z tego, tak jak ja się cieszę, kiedy spożywam owoce po tych, którzy żyli przede mną”.
Człowiek nie żyje tylko dla siebie, ale dla wszystkich, których spotyka. Dorasta, uczy się, pracuje i trudzi, a z efektów jego wysiłków korzysta wielu, nawet takich, których nie zna. Jeżeli może zapisać się w czyimś życiu dobrocią i pozostawić po sobie miłe wspomnienie, dlaczego ma tego nie uczynić? Tak może ułatwić uratowanie świata, przejście pustyni i zabezpieczyć komuś jego drogę.
ks. Andrzej Zwoliński
+++++++++++++++++++++++++
Objawienie Pańskie (ABC)
Iz 60, 1–6; Ef 3, 2–3a.5–6; Mt 2, 1–12
Pragnąć światła. Możemy zastanawiać się: jak ludzkość żyła przed przyjściem na świat Jezusa Chrystusa? Odpowiedzi będzie wiele, bo trzeba uwzględnić różnice geograficzne, kontekst kulturowy, stopień rozwoju cywilizacyjnego, specyfikę różnych ludów i narodów. Chodzi jednak o pytanie: gdzie szukano celu, kogo pytano o drogę? Dzisiaj prorok Izajasz mówi o świętym mieście Jeruzalem, w którym skupiają się wszelkie dobra, a nade wszystko jest tu światło i Boża chwała. Oto Jeruzalem staje się centrum świata, do którego zmierzają wszyscy ludzie dobrej woli; pragną oni światła, ale chcą także złożyć swoje dary, swoje bogactwa, w najpewniejsze ręce, bo tylko wtedy będą one dobrze zabezpieczone.
Bez światła człowiek błąka się po bezdrożach, gdzie, owszem, może czuć się przez jakiś czas królem. Wydaje mu się wtedy bowiem, że jest jedynym panem swojego życia; ale bardzo szybko okaże się, że błądzenie osłabia i odbiera nadzieję. Człowiek nie może żyć bez celu; może wegetować, ale zawsze, nawet w ostatniej chwili odezwie się w nim pragnienie światła, pragnienie oddania chwały Bogu. Uroczystość Objawienia Pańskiego jest dla nas darem łaski, bowiem Bóg nie tylko cierpliwie oczekuje na nasze przyjście do Niego, ale z zaufaniem powierza nam swoje dobra, abyśmy je dobrze ocenili.
Współuczestniczyć w głoszeniu Ewangelii. Najwygodniej i najbardziej komfortowo żyją ludzie, którzy są obserwatorami i mogą opowiedzieć się po którejkolwiek ze stron bez specjalnego zaangażowania. W życiu nie można jednak być tylko widzem czy kibicem. Apostoł mówi nam dzisiaj, że jesteśmy „współuczestnikami obietnicy w Jezusie Chrystusie przez Ewangelię”. Można jednak mówić o współuczestnictwie tylko wtedy, kiedy świadomie przyjmujemy dobro i stajemy się za nie odpowiedzialni. Można głosić Ewangelię tylko wtedy, kiedy wierzy się w jej treść, kiedy wierzy się jej Głosicielowi – Jezusowi Chrystusowi.
Mędrcy ze Wschodu okazali się godnymi przyjęcia tajemnicy i współuczestnictwa w jej głoszeniu. Wiele pokoleń oczekiwało na przyjście Zbawiciela, dlatego potrzeba było ciągłej czujności. Dobra Nowina działa w ludziach dobrej woli niezależne od ich pochodzenia. Pogańscy mędrcy korzystają ze wszystkiego, co im dostępne na drodze do poznania Boga. Zdają sobie sprawę, że odkrywanie tajemnicy wymaga ogromnego zaangażowania, podjęcia ryzyka i rezygnacji z egoistycznie pojmowanego dobra. Odkrywać tajemnicę to stanąć przed nią w pokorze ze swoją niewystarczalnością, ale i z mocnym przekonaniem, że warto zostawić dobre dla lepszego.
Oddać pokłon Panu – uwierzyć w otrzymane dary. Mędrcy idą z odwagą i przekonaniem, że światło gwiazdy doprowadzi ich do prawdziwego światła, które nigdy nie gaśnie. Mocno trzymają się usłyszanego słowa; proroctwo o Betlejem w Judzie stało się dla nich koleją wskazówką. Dwór Heroda z monarchą na czele zadrżał na myśl o nowym i potężnym Królu. Mędrcy słuchają uważnie proroctwa, jak również słów Heroda, i potrafią odróżnić prawdę od fałszu. Oni znają własną wartość, a także wartość darów, które złożą Nowonarodzonemu. Przybywając do Betlejem, nie oczekują pochwały za swoją wytrwałość, ale są wdzięczni za możliwość spotkania z Jezusem Chrystusem.
Dziękowanie Bogu jest naszym przywilejem, gdyż odkrywamy, że dziękując, otrzymujemy więcej, niż sami przynieśliśmy. Tylko oddając pokłon prawdziwemu Bogu i Królowi, nie tracimy swej godności i wolności, lecz utwierdzamy się i upewniamy o słuszności naszej drogi. Mędrcy otrzymali we śnie nakaz i udali się do ojczyzny inną drogą. Wrażliwość na Boży głos pozwala nam bronić się przed rutyną i przyzwyczajeniem do naszych postaw religijnych. Mędrcy wracali do ojczyzny inną, ale pewną drogą; wskazał im ją sam Bóg. Nasza ojczyzna jest w niebie, jak zapewnia Apostoł – idziemy do niej, podążając za Bożymi natchnieniami.
ks. Jerzy Swędrowski
+++++++++++++++++++++++++
Gdzie jest nowo narodzony król żydowski?
Pokorne poszukiwanie Chrystusa
Objawienie Pańskie
Iz 60, 1–6; Ef 3, 2–3a.5–6; Mt 2, 1–12
1. Uroczystość Objawienia Pańskiego. Święto Boga i ludzi. Święto szczególnie tych, którzy niezmordowanie szukają Boga – by wierzyć w Niego, by przyjąć to, co ofiaruje, by zgodzić się z Jego świętą wolą, by wytrwać do końca, mimo wszelkich trudności, na drodze, która prowadzi do Niego i podąża Jego śladami.
W istocie Epifania jest świętem każdego człowieka, każdego wierzącego. Bowiem nikt nigdy nie może powiedzieć, że Boga już zna, że już Go poznał i że nie potrzebuje Go ciągle szukać i poznawać coraz bardziej. Kto tak myśli, jest w błędzie i w poważnym niebezpieczeństwie. Bóg jest życiem, a życie jest w ciągłym rozwoju.
Kiedy człowiek udaje się na poszukiwanie Boga, musi uzbroić się w cierpliwość. Musi też być gotów na wysiłek – wszak Boga szuka się inaczej niż zagubionych rzeczy. A wszystko ożywiać musi miłość, ona bowiem jest ową niewidzialną siłą, która daje początek drodze poszukiwania Boga, kieruje człowiekiem, kiedy idzie on za Jezusem, i jest źródłem nadziei na zjednoczenie z Nim w życiu wiecznym.
Nie jest dobrze ruszać samemu w drogę życia, w pielgrzymkę wiary. Tradycja mówi, że mędrców było trzech. Opatruje ich także imionami: Kasper, Melchior i Baltazar. W Ewangelii nie pojawiają się jednak ich imiona. Nie mówi się też dokładnie, ilu ich było. Lecz liczba ta nie jest dla nas istotna. Ważne jest natomiast, że nie był to jeden mędrzec, ale „wspólnota” mędrców.
Ważna jest wspólnota, która idzie za Bogiem. Może nią być nawet mała wspólnota, kilka osób. Kiedy idzie się razem, wspólnie, idzie się lepiej, radośniej, bezpieczniej. Już nie jedna para oczu patrzy, ale kilka par, a wtedy łatwiej dostrzec znaki od Pana, łatwiej usłyszeć Jego głos, bezpieczniej też jest iść przez momenty duchowej ciemności, wspierać się w doświadczeniu pozornej nieobecności Boga czy obronić się przed pokusami świata.
Biblijni mędrcy byli istotnie mądrzy, bo w długą drogę na poszukiwanie Zbawiciela wybrali się razem. Nie tylko patrzyli lepiej, ale wzajemnie byli dla siebie oparciem. Pomagali sobie w trudnościach, jeden drugiego pocieszał czy pomagał, kiedy ciążyła droga.
Największym, najważniejszym skarbem, jaki ofiarowali mędrcy Jezusowi, nie było złoto, kadzidło ani mirra. Największym skarbem była ich droga do Niego. A kiedy mówimy „droga”, to rozumiemy także: czas, odwaga, gotowość na poświęcenie, podjęcie określonego ryzyka, pogodzenie się ze swoją ograniczoną wiedzą, a stąd konieczność pytania, szukania wskazówek itd. To był ich największy skarb, jaki złożyli przed Jezusem. Ważny jest bowiem nie przedmiot, jaki ofiarowuję, ale fakt, że składam Jezusowi w ofierze samego siebie.
2. Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę – mówią nieznani z imienia mędrcy.
Bardzo piękne słowo: „ujrzeć”. Dotąd się nie widziało i raptem coś pięknego, cennego się ujrzało, coś, co zmienia życie. „Ujrzeć” znaczy w tym miejscu niemal to samo, co znaleźć drogocenną perłę (zob. Mt 13, 46). Kto ją znalazł, sprzedał wszystko (wręcz musiał to uczynić), aby nabyć drogocenną rzecz, przewyższającą wszystkie posiadane dotąd cenne rzeczy. Ale termin „ujrzeć” – w domyśle: gwiazdę Mesjasza – jest także bliski słowu „znaleźć” z przypowieści o skarbie ukrytym w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Uradowany poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę (Mt 13, 44).
Ten tylko, kto patrzy uważnie na życie swoje czy świata, kto mądrze rozgląda się wokół, ten tylko widzi i znajduje rzeczy cenne, które następnie postanawia nabyć, zdobyć, osiągnąć.
Lecz może być również tak, że ten, kto uważnie patrzy, odkrywa, że w jego dotychczasowym życiu brakuje czegoś istotnego, że może wiele ma, ale już go to nie cieszy, nie interesuje, a może nawet go męczy. Takie „ujrzenie” wybudza człowieka z duchowego uśpienia, przywraca chęć opuszczenia tego, co mało istotne, by udać się na poszukiwanie Boga, którego pragnie jego serce, ale jego głos był zagłuszany przez radości i przyjemności przelotne, materialne.
Ważne jest, by „patrzeć” mądrze na siebie i świat. Takie patrzenie nie rodzi lęków o przyszłość, ale przeciwnie, przywraca nadzieję na lepsze jutro.
Człowiek rusza w drogę za Jezusem, kiedy „podniesie głowę” i ujrzy, że świat jest większy, niż mu się dotąd wydawało, że go przekracza, że jest pełen tajemnicy. Człowiek udaje się na poszukiwanie Boga, kiedy przestaje grzebać się w swoim „ja”, kiedy zrywa z narzekaniem na to, co wokół, kiedy nie koncentruje się już tylko na swoich trudnościach, swojej chorobie, doznawanych przykrościach. Rusza w drogę ku lepszej przyszłości, kiedy zrezygnuje ze swojej pozornej wygody czy z pozornego bezpieczeństwa. Kiedy uwolni się z duchowego lenistwa, które go wewnętrznie i intelektualnie usypia, kiedy uświadomi sobie, że wie już wprawdzie wiele, ale jeszcze nie wszystko. W istocie Boga szukają ludzie o sercu mądrym, ale jednocześnie pokornym. Powie Jezus: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom (Mt 11, 25).
3. Gdy wreszcie zobaczyli Dziecię, upadli na twarz i oddali Mu pokłon. Nie uklękli przed Zbawicielem, przed Mesjaszem ani przed Ukrzyżowanym. Oto biblijni mędrcy, ludzie bywali, bogaci, oddali pokłon Dzieciątku. Ileż pokory w ich zachowaniu! Ludzie mądrzy, materialnie dobrze sytuowani, z bogatym doświadczeniem, szanowani w swoich środowiskach – oto tacy wielcy ludzie klękają przed Dzieciątkiem, które spoczywa na rękach Matki. Rzecz wręcz niesłychana.
Wiara wymaga od człowieka wielkiej pokory. Wymaga ciągłej pokory, wszak Bóg – jak wiemy – nie stoi w miejscu.
Ale jest również coś niezwykle pięknego w zachowaniu Boga, kiedy objawia się jako Dzieciątko. Nie jest wtedy Bogiem zasiadającym na wysokim tronie, niedostępnym, surowym, karzącym. Nic podobnego! Nie jest Bogiem tylko podobnym do nas, ale Bogiem-z-nami, Bogiem, który się uniżył, by być pośród nas.
Nie można się lękać takiego Boga. Przeciwnie, trzeba szukać Go z tęskniącą miłością, zawsze, przez całe życie.
Panie, naucz nas szukać Cię ciągle na nowo i ciągle z większą miłością!
Zdzisław Kijas OFMConv.