Blog
Sobota XII tydzień zwykły – św. Ireneusza
Gdy Jezus wszedł do Kafarnaum, zwrócił się do Niego setnik i prosił Go, mówiąc: „Panie, sługa mój leży w domu sparaliżowany i bardzo cierpi”. Rzekł mu Jezus: „Przyjdę i uzdrowię go”. Lecz setnik odpowiedział: „Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, a mój sługa odzyska zdrowie. Bo i ja, choć podlegam władzy, mam pod sobą żołnierzy. Mówię temu: »Idź«, a idzie; drugiemu: »Chodź tu«, a przychodzi; a słudze: »Zrób to«, a robi”.
Gdy Jezus to usłyszał, zdziwił się i rzekł do tych, którzy szli za Nim: „Zaprawdę powiadam wam: U nikogo w Izraelu nie znalazłem tak wielkiej wiary. Lecz powiadam wam: Wielu przyjdzie ze wschodu i zachodu, i zasiądą do stołu z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem w królestwie niebieskim. A synowie królestwa zostaną wyrzuceni na zewnątrz w ciemność; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”. Do setnika zaś Jezus rzekł: „Idź, niech ci się stanie, jak uwierzyłeś”. I o tej godzinie jego sługa odzyskał zdrowie.
Gdy Jezus przyszedł do domu Piotra, ujrzał jego teściową, leżącą w gorączce. Ujął ją za rękę, a gorączka opuściła ją. Wstała i usługiwała Mu. Z nastaniem wieczora przyprowadzono Mu wielu opętanych. On słowem wypędził złe duchy i wszystkich chorych uzdrowił. Tak oto spełniło się słowo proroka Izajasza: „On wziął na siebie nasze słabości i nosił nasze choroby”. Mt 8, 5–17
Nie ode mnie zależy
Wiele zależy ode mnie, od mojego zaangażowania. Wiele zależy od tego, jak dbam o coś, co jest mi dane pod opiekę. Wiele zależy od tego, jak podchodzę do powierzonych mi zadań, jaki mam stosunek do życia, do świata, do ludzi. Wiele zależy ode mnie…
Jest także prawdą, że wiele spraw dzieje się niezależnie ode mnie. Wydawało mi się, że wszystko powinno odbywać się spokojnie, a jednak jest wyjątkowo nerwowo. Wydawało się, że niczego nie powinno zabraknąć, a jednak wystarczyło tylko na przysłowiowe pięć minut. Wydawało się, że przy takim stylu życia powinienem być zdrowy, a okazuje się, że jestem najbardziej schorowanym członkiem rodziny. Wydawało się, że wszystko zostało dopięte na ostatni guzik, tymczasem było wyjątkowo dużo wpadek i niezrozumiałych sytuacji. Wiele zależy ode mnie, ale tak naprawdę od Boga zależy wszystko!
Do Jezusa przychodzili różni ludzie. Często z jakąś swoją biedą: chorzy, ubodzy, odrzuceni, skazani na tułaczkę, bezradni, bezbronni… Wszyscy szukali u Niego schronienia i ratunku. Zanim przyszli do Niego, prawdopodobnie zrobili wszystko, co było w ich mocy. Kiedy okazało się, że ludzkie zabiegi nie pomogły, w Nim zobaczyli ostatnią deskę ratunku! A On ich nie odrzucił. W Nim bowiem spełniły się słowa proroka Izajasza: On wziął na siebie nasze słabości i nosił nasze choroby.
Panie Jezu, dziękuję Ci za Twoją otwartość i gotowość przyjęcia mnie zawsze, a szczególnie wtedy, gdy nie mam już sił. Dziękuję, że w Tobie mogę znaleźć schronienie i uzdrowienie. Ty nie zawodzisz nigdy, nawet wtedy, gdy robią to inni, nawet ja sam. Dziękuję!
ks. Eugeniusz Ploch