Lectio Divina

I niedziela Adwentu rok A

I niedziela Adwentu

Iz 2, 1–5; Rz 13, 11–14a; Mt 24, 37–44

1. Rozpoczynamy nowy rok liturgiczny, czyli Adwent – oczekiwanie na przyjście Zbawiciela w ludzkim ciele. Pewne jest, że On przyjdzie, lecz nie wiemy, kiedy to nastąpi, w jakim miejscu i w jakiej postaci. Faktem jest, że przyjdzie, ale nieznane są nam tego okoliczności. Stąd apel Jezusa: „Czuwajcie!”.Jezus, którego oczekujemy, już przyszedł, lecz teraz przyjdzie ponownie. Jego przyjście będzie tym razem bardzo osobiste – przyjdzie osobiście do każdego z nas, do tych, którzy tego oczekują i pragną, ale także do tych, którzy Go nie oczekują lub w Niego nie wierzą. On przyjdzie do wszystkich – wszak jest Bogiem i Panem wszystkich ludzi. Wszyscy do Niego należą i wszyscy będą musieli przed Nim stanąć. Będą musieli zdać sprawę z tego, co zrobili ze swoim życiem, jak rozwinęli to, co otrzymali, czy to zmarnowali, czy też zaowocowało to w ich życiu czymś pięknym, szlachetnym, cudownym.

W dzisiejszej Ewangelii Chrystus nie tylko zachęca do czuwania, ale wręcz je nakazuje. Mówi wyraźnie: Czuwajcie więc! Nie prosi, ale nakazuje. Co znaczy czuwać? Ten, kto czuwa, nie śpi, nie przysypia, nie lekceważy tego, co dzieje się wokół. Czuwać znaczy także nie być zbyt mocno skoncentrowanym na sobie, na swoich potrzebach, na doznanych przez siebie krzywdach czy trudnościach, aby nie dosięgły nas jeszcze większe krzywdy czy trudności.

2. Czuwanie jest zaproszeniem do uważnego patrzenia na to, co dzieje się wokół. Także do ostrożności. Kto czuwa, ma oczy i uszy szeroko otwarte na to, co dzieje się w nim samym i wokół niego. Stara się niczego ważnego nie stracić, ale – owszem – coś dobrego zyskać, coś, co go wzbogaci czy uświęci. Trzeba czuwać, kiedy kieruje się samochodem lub przechodzi przez jezdnię, kiedy wychodzi się w góry lub idzie kładką nad przepaścią. Brak czujności można bowiem przypłacić życiem.

Czuwać znaczy też nie rozpraszać się, być skupionymna tym, coistotne, na tym, co w danej chwili wydaje się ważne czy wręcz najważniejsze. Stąd pytanie: Co jest dla mnie najważniejsze w życiu? Co jest najważniejsze w danej chwili? Tylko tego, co uważam za ważne dla siebie, strzegę, pilnuję integralności, szanuję. A zatem kto z bliskich jest dla mnie ważny? Które ze spraw, jakimi się zajmuję, są ważniejsze od innych? Kiedy zostanę zmuszony do dokonania wyboru, kto lub co okaże się ważniejsze?

Wszystko, co mnie otacza, i wszyscy, z którymi się przyjaźnię, których kocham, są ważni, lecz kto z nich jest ważniejszy od pozostałych? W życiu nie można mieć wszystkiego i wszystkich, trzeba ciągle wybierać – jedno zatrzymać, z innego zrezygnować. To także wymaga czujności, mądrości wybierania. Łatwo bowiem przegapić ważne okazje i spotkania z interesującymi osobami. Piękne okazje zdarzają się rzadko, jakby mimochodem, i trzeba być czujnym, by ich nie przegapić. Od nich zależy wiele w życiu. Także osoby, które pozornie wyrządzają nam krzywdę, mogą jednocześnie wyświadczać pewne dobro, zauważalne dopiero wtedy, kiedy spogląda się z perspektywy. Trzeba zatem czuwać, być rozważnym, by czegoś ważnego dla siebie nie zlekceważyć. Człowiek przyszedł na świat tylko po to, by narodzić się do prawdziwego życia w niebie. Ziemskie życie jest jedynie wstępem do innego, autentycznego. Potrzeba zatem rozwagi, mądrości i jednocześnie ostrożności, by przeżyć ten „wstęp”.

3. Czuwaćnie oznacza „nic nie robić”. Kto czuwa, nie stoi w miejscu, w bezruchu. On rośnie. Kiedy wierzący czuwa, to znaczy, że nie śpi, nie poddaje się znudzeniu i nie ulega rozproszeniom. Ponieważ wyczekuje przyjścia kogoś ważnego dla siebie, trwa w napięciu.

Czujność jest podstawową postawą chrześcijanina. To postawa ucznia Chrystusa, który powiedział: Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie (Mt 24, 42). Pan Jezus mówi w Ewangelii, że dzień Jego przyjścia będzie niespodziewany, jak potop za czasów Noego. Kiedy potop się pojawił, zastał ludzi całkowicie pochłoniętych troskami i radościami doczesności. Był dla nich zaskoczeniem i tragedią. Żyli pochłonięci zupełnie przez codzienność, nie myśląc o przyszłości. Ludzie ci nie robili nic złego, ale byli za bardzo, przesadnie, zabiegani wokół spraw bieżących. Troszczyli się wyłącznie o to, co chwilowe, ziemskie. I w jednym momencie stracili wszystko, w czym wręcz ślepo lokowali swoje szczęście. Nie grzech ich zgubił, ale lokowanie pewności i szczęścia w rzeczach codziennych.

Wierzący wezwany jest do czujności. Nie może przegapić sytuacji, kiedy coś musi oddać, a coś odebrać, zrezygnować z czegoś, co nie jest mu już dłużej potrzebne, i przyjąć coś nowego, co jest dla niego cenniejsze, bardziej wartościowe. Tak często bywa w życiu. Nie można kurczowo trzymać się tego, co się posiada, zawsze trzeba być wolnym do rezygnacji, aby w zamian otrzymać coś ważniejszego. Wierzący nie może pokładać nadziei w rzeczach, ale w duchu. Musi nauczyć się patrzeć na świat i ludzi wokół inaczej niż wszyscy. Tylko wówczas cierpienie, kiedy przyjdzie, nie złamie go, choroba go nie pokona, trudności nie zniechęcą do bycia dobrym.

Czuwać znaczy zatem żyć mądrze. Znaczy wybierać i żyć według tego, co gwarantuje dobrą przyszłość, przejście do życia prawdziwego, do pełni. Adwent jest oczekiwaniem na Tego, który – kiedy zostanie przyjęty – może pomóc nam przejść mądrze przez obecne życie i wejść w nowe.

Adwent jest czasem ważnej nauki. Przypomina, niczym dobry nauczyciel, że wszyscy oczekujemy przyjścia Mesjasza. Nie wiemy dokładnie, kiedy On przyjdzie, wiemy jedynie, że przyjdzie na pewno. Najpewniejsze jest Jego przyjście w dniu naszej śmierci. Wtedy dopiero okaże się, czy człowiek czuwał i czy jest gotów, by Go przyjąć. Czas śmierci jest zarazem progiem nowego życia – we wspólnocie z Bogiem lub w oddaleniu od Niego.

Trzeba stale sobie przypominać, gdzie jestem i po co żyję, jaki jest sens moich starań, zmagań o lepszą codzienność, o bardziej ewangeliczne relacje z bliźnimi. Pisze bowiem św. Paweł: Teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu. Teraz bowiem zbawienie jest bliżej nas niż wtedy, gdyśmy uwierzyli (Rz 13, 11).

Z tymi słowami wchodzimy w piękny czas Adwentu.

Zdzisław Kijas OFMConv.

++++++++++++++++++++++++++++++

I niedziela Adwentu

Iz 2, 1–5; Rz 13, 11–14; Mt 24, 37–44

O pewnym postanowieniu

Znawcy tematu twierdzą, że przynajmniej od XVIII wieku całej kulturze europejskiej ton nadaje kultura francuska. Odcisnęła ona swoje piętno na kulturze jedzenia, picia i ubioru, a francuska powieść stała się wzorem doskonałego opisu rzeczywistości. Z pewnym zdumieniem konstatujemy więc fakt, że najbardziej wpływowym francuskim pisarzem obecnego czasu jest niejaki Michel Houellebecq, mizantrop pozujący na kogoś, kto po prostu wzgardził życiem. Na okładkach jego książek znajdziemy niemal zawsze fotografię, z której rozczochrany i niedbale ubrany autor uśmiecha się do nas z nutą cynizmu, trzymając w dłoni nieodłączny papieros. Oglądanie samych tylko zdjęć Houellebecqa pozwala odczytać niedwuznaczny przekaz niepoprawnego politycznie pisarza: Nic nie zostało z dawnej wielkiej Europy – Europy Szekspira, Bacha, Mozarta, Moliera… Europy francuskich katedr, włoskich zamków, słynnych uniwersytetów… Nic.

Houellebecq nienawidzi poprawności politycznej, nienawidzi Unii Europejskiej i twierdzi, że Europa zmierza ku upadkowi. To on jest autorem wielokrotnie powtarzanego stwierdzenia: „islam jest najgłupszą religią świata”, przez co z jednej strony stał się pierwszym wrogiem międzynarodowej lewicy, a z drugiej jednym z najbardziej poczytnych i wpływowych Francuzów. Kreśli on czarną wizję przyszłości, czy raczej udawania, że stary kontynent żadnej przyszłości już nie ma i mieć nie będzie. Jednym słowem, Michel Houellebecq jest doskonałym pisarzem adwentowym, mówiącym o bliskim końcu świata, jaki znamy.

Od dawna planowałem przeczytać książki francuskiego skandalisty, którymi zaczytuje się cała kulturalna Europa, lecz kto dzisiaj ma czas na czytanie powieści? Z pewnością nie biedny wiejski proboszcz, który sam jeden głosi słowo Boże w trzech zabytkowych kościółkach, z niezrozumiałych względów wciąż wymagających jakichś remontów. Dopiero Boży dopust w postaci zapalenia płuc pozwolił mi na chwilę relaksu i radość z lektury trzech książek Houellebecqa. Były to słynne Cząstki elementarne, PlatformaUległość, w której to autor kreśli wizję Francji zdominowanej przez islam.

Właśnie w tej ostatniej książce znalazły się zdania, którymi dziś chciałem się z Tobą, drogi Czytelniku, podzielić. Houellebecq pisze mianowicie tak: „Wszystkie zwierzęta i miażdżąca większość ludzi żyje bez najmniejszej potrzeby sensu. Zgodnie ze swoim rozumowaniem żyją, ot i wszystko; zapewne umierają, bo umierają i na tym kończy się ich analiza”.

Dzisiejsze słowo Boże wskazuje, że życie pozbawione głębi, sprowadzone do zaspokajania podstawowych potrzeb, nie jest, wbrew pozorom, cechą charakterystyczną tylko naszych czasów. Jak powiada Pan Jezus, tak było już za dni Noego. Jedli i pili, żenili się i za mąż wydawały, chodzili na pole, kładli się spać i mełli na żarnach – ot, i całe ich życie. Za niczym nie tęsknili, o niczym nie marzyli i niczego nie pragnęli… No, może tylko jednego: żeby broń Boże w ich życiu nic się nie zmieniło, jak śpiewał Jacek Kaczmarski w piosence Rokosz: „Niech zatem będzie tak, jak było!”.

Adwent to niezwykły czas, w którym grzmiący głos anielskiej trąby wyrywa nas z marazmu, budzi ze snu i obojętności, w jakich żyjemy. Ów głos zwiastujący nadejście dnia ostatniego wstrząsa naszym światem. Przewraca wszystko do góry nogami. Burzy pozorny spokój, jaki żeśmy sobie zafundowali. Przewraca stoły bankierów, zapowiada zburzenie Jerozolimy, dociera do uszu tych, którzy oddają się bez pamięci hulankom i pijatykom, rozpuście i wyuzdaniu, tych, co zbytnio troszczą się o swoje ciało, a duszę i umysł wypełnia strasznym słowem: BIADA! Biada wam, „bo jesteście jako groby pobielane, z zewnątrz piękne, lecz wewnątrz pełne kości trupich i wszelkiego plugastwa!”(Mt 23, 27).

Adwent to czas, gdy Jezus ukazuje się nam jako Światłość prawdziwa. Wkracza On w nasze ciemności i ukazuje rzeczy takimi, jakie są. Przede wszystkim ukazuje nam prawdę o nas: o naszej grzeszności, beznadziei i bezmocy.

Ta prawda docierająca do naszej świadomości musi nami wstrząsnąć i skłonić do otwarcia serca na łaskę nawrócenia i przemiany. To dlatego św. Paweł pisze: „Noc się posunęła, a przybliżył się dzień. Odrzućmy więc uczynki ciemności, a przyobleczmy się w zbroję światła. Żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień” (Rz 13, 12–13).

Z podobną zachętą zwraca się do nas adwentowy prorok Izajasz. Również on zauważa, że skończył się czas gnuśności i lenistwa; czas oszukiwania samych siebie i trwania w dawnych grzechach. Dlatego woła do nas: „Chodźcie, wstąpmy na górę Pana, do świątyni Boga Jakuba! Niech nas nauczy dróg swoich, byśmy kroczyli Jego ścieżkami” (Iz 2, 3).

Wielu już to uczyniło. Wielu powstało, poszło za głosem Boga… i odnalazło pokój oraz szczęście. Jednym z nich jest Ignacy Loyola, mistrz duchowy, który całe swoje życie streścił w łacińskich słowach Ad maiorem Dei gloriam (ku większej chwale Boga).

W autobiografii zatytułowanej Opowieści pielgrzyma Ignacy wyznaje, że do dwudziestego szóstego roku życia był całkowicie pochłonięty sprawami tego świata. Jedyną wartością, jaką naprawdę cenił, była sława rycerska, o której wciąż marzył. Szukając jej, znalazł się w oblężonej przez Francuzów Pampelunie. To m.in. dzięki jego uporowi nie poddano twierdzy, lecz zdecydowano się na beznadziejną obronę. Zrządzeniem losu już na początku szturmu zabłąkana kula strzaskała mu jedną nogę, a drugą poważnie uszkodziła. Gdy Ignacy padł, twierdzę natychmiast wydano Francuzom, którzy okazali się ludźmi honorowymi i zatroszczywszy się o rannego wroga, umożliwili mu powrót do rodzinnej miejscowości. Wbrew opinii lekarza, który przewidywał rychłą śmierć, rycerz zaczął powoli wracać do sił. Będąc już prawie zdrowym, zapragnął zabić nudę rekonwalescencji lekturą ksiąg opowiadających o przygodach podobnych mu kawalerów, lecz okazało się, że w domu, który służył mu za szpital, znajdowały się tylko dwie książki: Życie ChrystusaŻywoty świętych.

Lektura, którą podjął z konieczności, wywierała na nim coraz większe wrażenie. W jego duszy pojawiły się pytania, które cytuje we wspomnieniach: „Co by było, gdybym zrobił to, co św. Franciszek albo św. Dominik?”. Potem miejsce pytań zajęła decyzja: „Zrobił to św. Dominik, więc i ja muszę to zrobić. Zrobił to św. Franciszek, więc i ja muszę to zrobić”.

W końcu Ignacy zanotował, w charakterystyczny dla siebie sposób, przeżycia tamtych dni, opisując je w trzeciej osobie, jakby rozprawiał o kimś innym:

Uzyskawszy niemało światła z tej lektury, zaczął [Ignacy] więcej rozmyślać o swoim przeszłym życiu i o tym, jak wielki ciążył na nim obowiązek pokutowania za nie. Wtedy też zrodziło się w nim pragnienie naśladowania świętych. I nie tylko zastanawiał się nad szczegółami, ile raczej obiecywał sobie, że przy łasce Bożej dokona tego, czego oni dokonali.

A co by było, drogi Czytelniku, gdybyś Ty zrobił to samo? Zrobił to św. Ignacy, a Ty nie możesz? Nie możesz nawrócić się ku Chrystusowi? wyznać grzechów w sakramencie przebaczenia? pokutować za zło i czynić dobro? Zrobił to św. Ignacy, a Ty nie możesz? Pamiętaj, co mówi poeta:

Bo wolność – to nie cel lecz szansa by

Spełnić najpiękniejsze sny, marzenia

Wolność – to ta najjaśniejsza z gwiazd

Promyk słońca w gęsty las, nadzieja

Wolność to skrzypce z których dźwięków cud

Potrafi wyczarować mistrza trud

Lecz kiedy zagra na nich słaby gracz

To słychać będzie tylko pisk, zgrzyt, płacz

(…)

Wolność to także i odporność serc

By na złą drogę nie próbować zejść

Bo są i tacy, którzy w wolności cud

Potrafią wmieszać swoich sprawek brud

A wolność to królestwo dobrych słów

Mądrych myśli, pięknych snów

To wiara w ludzi

Wolność

Ją wymyślił dla nas Bóg

Aby człowiek wreszcie mógł

W Niebie się zbudzić

(Marek Grechuta)

Tak wolny był Ignacy, a Ty nie możesz?

ks. Wojciech Jaźniewicz

++++++++++++++++++++++++++++

I niedziela adwentu

Iz 2, 1–5; Rz 13, 11–14; Mt 24, 37–44

Nie idziesz sam. Początek drogi rodzi nadzieje i obawy, bo każdy z nas jest mniej lub bardziej świadomy swoich możliwości. Droga człowieka wierzącego jest zawsze wchodzeniem na górę, gdzie ma spotkać Boga i przyjąć Jego moc. Może się czasem wydawać, że idąc „pod górę”, może on liczyć jedynie na siebie, ale nie jest w tym samotny. „Chodźcie, wstąpmy na górę Pana”, zachęca dzisiaj prorok. Mówi tu do wspólnoty osób, nie tylko do pojedynczego człowieka. Wspólne podążanie ma swoje dobre i złe strony. Celem jego we wspólnocie wierzących jest rozpoznanie Boga, kiedy się modlimy, aby „On nas nauczył dróg swoich, byśmy kroczyli Jego drogami”, a wtedy możemy być pewni sukcesu.

Dzisiaj słyszymy o przekuwaniu mieczy na lemiesze i włóczni na sierpy; jest to symboliczny obraz zakończenia wojny i rozpoczęcia pracy w pokoju. Może to przypominać początek drogi Adama i Ewy. Oni po upadku musieli uprawiać ziemię, ale ich trud nie pozostawał bezowocny. Bóg obiecał im posłać Mesjasza, który powie wszystko o swoim Ojcu. I nas posyła w nowy adwent, abyśmy trudzili się, szukając pokoju i światła od Pana. Ten wysiłek nie będzie przekleństwem, ale pomoże choć trochę lepiej zrozumieć wartość Bożego daru. Jeśli podejmujemy drogę ku Bogu, On nam towarzyszy, Jego łaska jest naszą przewodniczką. Potrzeba nam zatem nadziei poznania Boga oraz czujnej troski, aby nie utracić Jego darów.

Chodzić w światłości. „Rozumiejcie chwilę obecną”. Rozumienie jest służbą prawdzie, jest współpracą z prawdą. Zrozumieć to znaczy odkryć sens i rozpoznawać procesy, jakie dokonują się w życiu. Służyć prawdzie i ją kochać to zadanie każdego chrześcijanina, który poważnie traktuje siebie, Boga i bliźnich. Nikt z nas nie chce być traktowany niepoważnie, nikt nie zasługuje na lekceważenie. Życie jest sprawą poważną, bowiem od „dzisiaj” zależy nasza droga do zbawienia.

Rozumienie rzeczywistości wymaga odwagi dobrych pragnień. Czy ktoś zdrowo myślący chce chodzić w ciemności i potykać się o każdy przydrożny kamień; czy warto zostać poobijanym w „hulankach, pijatykach, rozpuście, wyuzdaniu, kłótni czy zazdrości”? Szczęście płynie z wolności i przyjaźni z Chrystusem. On został poraniony naszymi grzechami, abyśmy zostali uleczeni Jego miłością. On nie szukał chwilowego szczęścia w tym, co ma pozory dobra i piękna. On jest dawcą prawdziwego dobra i piękna. Przyoblec się w Chrystusa to odczytać swoje powołanie do wolności. Najściślejsza więź z Nim nie czyni nas niewolnikami, ale udoskonala nas i zabezpiecza; w Nim i z Nim chodzimy w światłości.

Znaki dalekie i bliskie. We współczesnym świecie sensacja goni sensację, powtarzane przez wszystkich plotki stają się codziennym pożywieniem użytkowników mass mediów. Jezus Chrystus mówi dzisiaj o niespodziewanych wydarzeniach, jakie dotkną człowieka. Jednocześnie zapowiada to wydarzenie, którego spodziewa się, oczekuje każdy z nas. Przyjście Pana jest pewne; prawdomówny Bóg nigdy nie kłamie. On przynosi radość i odwagę; „nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie” .

Wierzący zdaje sobie sprawę, że Bóg daje zbawienie, a człowiek nie może na ten dar pozostać obojętny. Adwentowy czas to szansa, aby lepiej poznać Boga; szansa, aby ociężałe serce oczyścić i znaleźć w nim miejsce dla Zbawiciela. Otwarte serce staje się wrażliwe na Boży głos, a jednocześnie wolne od przewrażliwienia na sensacje.

ks. Jerzy Swędrowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *