Lectio Divina

XXV niedziela zwykła rok C

Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny.

Życie w uczciwości

Am 8,4-7; 1 Tm 2, 1-8; Łk 16,10-13


Jezus powiedział do uczniów: «Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie. Jeśli więc w zarządzie niegodziwą mamoną nie okazaliście się wierni, prawdziwe dobro kto wam powierzy? Jeśli w zarządzie cudzym dobrem nie okazaliście się wierni, kto wam da wasze? Żaden sługa nie może dwom panom służyć. Gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego miłował; albo z tamtym będzie trzymał, a tym wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie»” (Łk 16, 10-13).

Drodzy!

1. Władysław Bartoszewski, więzień Auschwitz, działacz Polskiego Państwa Podziemnego, podporucznik Armii Krajowej, uczestnik powstania warszawskiego, zmarły w 2015 roku, powiedział kiedyś: „Warto być uczciwym, choć nie zawsze się to opłaca. Opłaca się być nieuczciwym, ale nie warto”. A co na ten temat mówi Biblia? Dzisiejsza Ewangelia odpowiada, że wszyscy – mali i wielcy, biedni i bogaci, ważni i mniej ważni – muszą podejmować codzienne decyzje dotyczące uczciwego życia. Codziennie, w najbardziej nieoczekiwanej chwili czy sytuacji, człowiek staje przed koniecznością podjęcia ważnej czy mniej ważnej decyzji, uczciwej lub nieuczciwej, której skutki zobaczy w przyszłości. Jest mnóstwo takich sytuacji. Pojawiają się chociażby w sklepie, kiedy sprzedawca wydaje nam za dużo reszty i rodzi się pytanie: Zwrócić czy zatrzymać? Albo kiedy znajdziemy portfel, kuszeni jesteśmy, aby przywłaszczyć go sobie, wszak nikt nie widział, że go znalazłem, pełnego pieniędzy i kart bankowych itd. Męczy nas często pokusa, aby nie powiedzieć całej prawdy, bo postawiłaby nas w nieco gorszym świetle. Oparcie się pokusie jest tym trudniejsze, kiedy widzimy wokół siebie postępujących nieuczciwie. Mówimy wtedy: Dlaczego oni mogą, a ja nie? Czy jestem gorszy od nich? Jestem uczciwy i nie mam nic z tego, więc czy warto? Takich pytań jest sporo.

Pismo święte podkreśla potrzebę uczciwości. Jezus uczy, że „kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie”. Lecz mówi to nie tylko Jezus. W Starym Testamencie znaleźć można wiele podobnych wypowiedzi. Autor Księgi Przysłów uczy, że „wstrętne dla Pana są usta kłamliwe (Prz 12,22) i że „w nienawiści ma Pan… kłamliwy język (Prz 6,16–17). Z kolei w Księdze Kapłańskiej Pan nakazuje: Nie będziecie kraść, nie będziecie kłamać, nie będziecie oszukiwać jeden drugiego (Kpł 19,11). Zaś św. Paweł pisze w Liście do Efezjan: „Dlatego odrzuciwszy kłamstwo, niech każdy z was mówi prawdę do bliźniego, bo jesteście nawzajem dla siebie członkami… kto dotąd kradł, niech już przestanie kraść, lecz raczej niech pracuje uczciwie własnymi rękami, by miał z czego udzielać potrzebującemu” (Ef 4,25.28).

Czy zatem wymagania Jezusa nie są – po ludzku – zbyt wygórowane? Czy człowiek może im sprostać? Jest to trudne, ale czy rzeczywiście jest to niemożliwe? Wiara uczy, że nie możemy żyć nieuczciwie i jednocześnie mówić, że kochamy Boga. Nie możemy oszukiwać naszych bliźnich i mówić, że ich kochamy. Uczciwość daje nam wiarygodność. W dzisiejszej Ewangelii Jezus zaprasza ponadto, aby być uczciwym w małych rzeczach, bo małe wykroczenia zazwyczaj prowadzą do większej nieuczciwości. Kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie (Łk 16,10).

2. Czy bycie uczciwym bliskie jest sercu człowieka? Czy przychodzi nam łatwo bycie uczciwymi? Gdyby tak było, Jezus nie musiałby nas do tego zachęcać ani nam tego nakazywać. Raczej bycie nieuczciwym jest pragnieniem ludzkiej natury. Powie więc Jezus, że „z serca ludzkiego pochodzą złe myśli… kradzieże… podstęp” (Mk 7,21–22).

Co więc robić, aby żyć uczciwie? Co robić, aby nie ulec pokusie nieuczciwości? Jezus daje podwójną radę. Pierwsza, aby nawiązać bliską relację władnie z Nim. Kiedy człowiek nawiąże bliską relację z Jezusem, wtedy pozwoli, aby to On działał poprzez niego, aby pomagał mu być dobrym, uczciwym, prawdomównym, kontrolować swoje myśli i pragnienia. Wtedy – uczy wiara – Bóg manifestuje się w życiu wierzącego.

Jezus daje jeszcze drugą radę. Zachęca tych, którzy chcą żyć dobrze, postępować uczciwie, aby otaczali się dobrymi ludźmi. Aby unikali złego towarzystwa, bo może ich wciągnąć w złą rozmowę, sprowokować do złego czynu, namówić do nieuczciwości. Pod wpływem ludzi człowiek dąży zarówno ku dobremu, jak i ku złemu. Kiedy przebywa w towarzystwie dobrych ludzi, sam jest dobry lub staje się lepszy niż był. Ale zasada ta działa też i w drugą stronę: kiedy otacza się złymi ludźmi, to nawet jeśli był osobą dobrą, z czasem jego życie ulega pogorszeniu, staje się złym człowiekiem. Św. Paweł pisał więc: Nie łudźcie się! Wskutek złych rozmów psują się dobre obyczaje” (1 Kor 15,33). A inny pisarz natchniony, autor Księgi Przysłów, powie: Uczestnik kradzieży – wrogiem swojej duszy” (Prz 29,24).

3. Wiara nie każe nam izolować się od innych, szczególnie zaś od tych, którzy są nieuczciwi. Owszem, zachęca nas, aby spotykać się z nimi, przebywać w ich gronie, ale po to, aby być dla nich solą i światłem, czyli nawracać ich. To ważna misja. Nie wszystkich jednak stać na nią. Są zbyt słabi, aby nie ulec presji i nie zerwać z uczciwością. Bycie uczciwym w środowisku osób nieuczciwych wymaga bowiem heroizmu. Stać na niego tylko ludzi świętych. Lepiej zatem nie prowokować losu. Łatwiej być uczciwym w otoczeniu ludzi uczciwych.

Jak ćwiczyć się w uczciwości? Modlitwa jest ważna, ale trzeba współpracować z Bogiem, który chce pomóc w prowadzeniu uczciwego życia. Stąd też trzeba budować uczciwość od wewnątrz, od środka. Przede wszystkim muszę więc nauczyć się myśleć szczerze, marzyć uczciwie, budować w myślach uczciwie relacje, uczciwą współpracę. Zazdrość, zachłanność i uprzedzenia mogą sprawić, że będzie ci trudno odróżnić prawdę od fałszu.

Każda informacja, która do mnie dociera, może być nieprawdziwa, dlatego warto ją sprawdzić, zanim przekażę ją dalej. Współczesne media posługują się bowiem półprawdą, przekazując jedynie „kuszącą” jej część, zasłaniając zaś mniej atrakcyjną. Kiedy postanowisz mówić prawdę w kontaktach z innymi ludźmi, nierzadko możesz się zdziwić, że spora część posiadanych przez ciebie informacji jest niepełna lub wręcz nieprawdziwa.

Jezus mówi, że człowiek „nie może dwom panom służyć”. Znaczy to, że nie może być jednocześnie uczciwy i nieuczciwy. Albo jest człowiekiem uczciwym – zawsze i wszędzie – albo nieuczciwym: tertium non datur.

„Praktyka czyni mistrza” – mówi przysłowie. Trzeba więc zacząć ćwiczyć się w uczciwości, „trenować”, jak czynią to sportowcy, którzy chcą zdobyć medal. Kto pragnie żyć uczciwie, musi postępować podobnie. W tym przypadku nie wystarczą dobre chęci. Dobrymi chęciami – mówi się – wybrukowane jest piekło. Trzeba zacząć praktykować uczciwość. Najlepiej zacząć od małych rzeczy, drobiazgów, które nie mają większego wpływu na życie codzienne. W ten sposób człowiek wyrabia w sobie nawyk bycia uczciwym i krok po kroku będzie go realizował w odniesieniu do coraz większych spraw. To może wydawać się nieco dziwne, ale działa.

Zdzisław Kijas OFMConv.

+++++++++++++++++++++++++++++

Am 8, 4–7; 1 Tm 2, 1–8; Łk 16, 1–13

O polityce

„Kościół miesza się do polityki”; „Kościołowi w polityce mówimy – nie!”; „U nas polityka miesza się z religią”. To, drogi Czytelniku, tylko kilka haseł wyjętych z artykułu zamieszczonego w jednej z polskojęzycznych gazet.

„Nie chodzę do kościoła, bo ksiądz mówi o polityce”. To z kolei usłyszałem od jednej z moich parafianek, która tak podsumowała moje kazania (trzy, bo tyle słyszała: jedno swoje ślubne, drugie na chrzcie dziecka i trzecie na ślubie, na którym świadkiem był jej mąż).

Dzisiejsze czytania mszalne są za to doskonałą okazją do tego, by zająć się polityką na poważnie. Co niniejszym, nie bez przyjemności, czynię.

Na początek spróbujmy odpowiedzieć sobie na ważkie pytanie, czym polityka jest lub przynajmniej czym być powinna. Oto od czasów Machiavellego przez politykę rozumie się sztukę zdobywania, zachowania i umocnienia władzy. Jednak słowo to było znane już wcześniej. Pochodzi ono z języka greckiego, gdzie wyraz polis oznaczał wolne miasto i jego mieszkańców. Polityką zaś było wszystko to, co dotyczyło urządzenia społecznego. Była ona zatem, jak powiada Jan Paweł II w encyklice Laborem exercens, roztropną troską o dobro wspólne.

Czy tak rozumiana polityka może mieć dla chrześcijan jakieś znaczenie? Z całą pewnością tak, skoro w dzisiejszym drugim czytaniu św. Paweł zwraca się do nas z niedwuznaczną zachętą, by modlić się za polityków, za rządzących, od których zależy nasz los. Czytamy: „Zalecam więc przede wszystkim, by prośby, modlitwy, wspólne błagania, dziękczynienia odprawiane były za wszystkich ludzi: za królów i za wszystkich sprawujących władzę, abyśmy mogli prowadzić życie ciche i spokojne” (1 Tm 2, 1–2).

Chrześcijanin zatem, choć serce ma w niebie i żyje jego sprawami, nie może jednocześnie uciekać od spraw tego świata. Chrześcijańska świętość realizuje się bowiem w konkretnym czasie i w określonych okolicznościach politycznych. Pięknie pisał o tym żyjący w II wieku nieznany z imienia autor Listu do Diogeneta:

Chrześcijanie nie różnią się od innych ludzi ani miejscem zamieszkania, ani językiem, ani strojem. Nie mają bowiem własnych miast, nie posługują się jakimś niezwykłym dialektem, ich sposób życia nie odznacza się niczym szczególnym. Nie zawdzięczają swej nauki jakimś pomysłom czy marzeniom niespokojnych umysłów, nie występują, jak tylu innych, w obronie poglądów ludzkich. Mieszkają w miastach greckich i barbarzyńskich, jak komu wypadło, stosują się do miejscowych zwyczajów w ubraniu, jedzeniu, sposobie życia, a przecież samym swoim postępowaniem uzewnętrzniają owe przedziwne i wręcz nie do uwierzenia prawa, jakimi się rządzą.

Mieszkają każdy we własnej ojczyźnie, lecz niby obcy przybysze. Podejmują wszystkie obowiązki jak obywatele i znoszą wszystkie ciężary jak cudzoziemcy. Każda ziemia obca jest im ojczyzną i każda ojczyzna ziemią obcą.

Nie wolno nam się zatem odwrócić od ziemi. Nie wolno zostawić jej innym. My jesteśmy za nią odpowiedzialni. Przypomniał o tym w 2013 roku papież Franciszek. W czasie jednej z homilii wygłoszonych w Domu św. Marty mówił, że obywatele nie mogą nie interesować się polityką. Nikt nie może powiedzieć: politykę zostawiam innym, to oni rządzą. Każdy z nas odpowiada bowiem za to, jak „oni” rządzą, i każdy z nas musi uczynić wszystko, by rządzili jak najlepiej. Każdy z nas ma obowiązek uczestniczyć w życiu politycznym.

Nie mogę się powstrzymać, by nie przypomnieć, jak mieszanie się do polityki wyglądało w czasach bpa Ignacego Krasickiego. Oto zamiast na elekcjach i sejmach politykowano przy stołach, o czym opowiada jeden z bohaterów poezji biskupa Ignacego. Wspomina on tak:

Jakże nie poczęstować, gdy kto w dom przychodzi?

Jak częstować, a nie pić? i to się nie godzi;

Więc ja znowu do wódki, wypiłem niechcący:

Omne trinum perfectum, choć trunek gorący,

Dobry jest na żołądek. Jakoż w punkcie zdrowy,

Ustały i nudności, ustał i ból głowy.

Zdrów i wesół wychodzę z moimi kompany,

Wtem obiad zastaliśmy już przygotowany.

Siadamy. Chwali trzeźwość pan Jędrzej, my za nim,

Bogdaj to wstrzemięźliwość, pijatykę ganim,

A tymczasem butelka nietykana stoi.

Pan Wojciech, co się bardzo niestrawności boi,

Po szynce, cośmy jedli, trochę wina radzi:

Kieliszek jeden, drugi zdrowiu nie zawadzi,

A zwłaszcza kiedy wino wytrawione, czyste.

Przystajem na takowe prawdy oczywiste.

Idą zatem dyskursa tonem statystycznym:

O miłości ojczyzny, o dobru publicznym,

O wspaniałych projektach, mężnym animuszu;

Kopiem góry dla srebra i złota w Olkuszu,

Odbieramy Inflanty i państwa multańskie,

Liczemy owe sumy neapolitańskie,

Reformujemy państwo, wojny nowe zwodzim,

Tych bijem wstępnym bojem, z tamtymi się godzim,

A butelka nieznacznie jakoś się wysusza.

Przyszła druga; a gdy nas żarliwość porusza,

Pełni pociech, że wszyscy przeciwnicy legli,

Trzeciej, czwartej i piątej aniśmy postrzegli.

I wiesz, drogi Czytelniku, niewiele sie chyba zmieniło od tamtych czasów sławnych. Byłem ci ja onegdaj na weselu. W ciągu jednej nocy panowie zwolnili cały rząd, powołali do istnienia drugi, lepszy, i zreformowali gospodarkę. Pięknie. Jednak obok słów potrzeba jeszcze czynów. Tak mówił Ojciec święty we wspomnianym rozważaniu. Powiadał on, że choć o rządzących mówi się najczęściej źle, to my mamy z nimi współpracować dla dobra wspólnego. W końcu stwierdził: „Dobry katolik miesza się do polityki, dając z siebie to, co najlepsze, aby rządzący mógł rządzić. Cóż jest jednak najlepszą rzeczą, jaką możemy dać rządzącym? Modlitwa! O tym właśnie mówi św. Paweł”.

Ojciec święty każe modlić się również wtedy, gdy rządzący są źli, gdy nam nie odpowiadają, a nawet kiedy błądzą. Powiada: „Módl się za niego [polityka], by mógł dobrze rządzić, aby miłował swój lud, aby mu dobrze służył, aby był pokorny. Módl się, aby się nawrócił, ale się módl”.

Drogi Czytelniku, tyle pokoleń Polaków marzyło o czasach, kiedy będą sami gospodarować na tej pięknej ziemi ojczystej, bez kajdan na rękach i nogach. Tak długo trwał u nas podział na swoich i obcych. Dziś mamy możność i radość stanowić władzę spośród siebie, choć czasem to nasze życie polityczne wygląda, jak to określił ks. prof. Czesław Stanisław Bartnik, jak po jakiejś całopolskiej powodzi lub pożarze. Wymaga ono ogromnej przenikliwości, orientacji, przezorności, a przede wszystkim wzajemnej miłości i rodzinnego przebaczenia. Ale to jest nasze życie i to my mamy o nie dbać…

No i wreszcie było o polityce.

ks. Wojciech Jaźniewicz

++++++++++++++++++++++++++++++

XXV niedziela zwykła

Am 8, 4–7; 1 Tm 2, 1–8; Łk 16, 1–13

Problem niesprawiedliwości. Przemiany w świecie, często bardzo gwałtowne, dokonywały się w wyniku rażących niesprawiedliwości. Żyjemy w świecie, gdzie informacja rozchodzi się lotem błyskawicy; jej przepływ wydaje się zupełnie niekontrolowany, a odbiorcy wiadomości mogą się chwilowo poczuć królami świata. Oczywiście nikt rozsądny nie uwierzy, że środki społecznego przekazu dostarczają wiadomości jedynie ze względu na prawdę. Niektóre informacje można powtarzać do znudzenia, inne przemilczeć albo podać z opóźnieniem; tego rodzaju „gospodarowanie” wiedzą daje wielkie możliwości kształtowania ludzkich gustów i postaw.

Historia uczy, że przejawy niesprawiedliwości były wykorzystywane do podżegania rewolucji, a te przynosiły jeszcze większą niesprawiedliwość. My przychodzimy na Mszę św. często obarczeni pokusą uznania, że nigdzie nie znajdziemy prawdziwej i pełnej sprawiedliwości; jednocześnie możemy się okazać naiwni i przyjąć różne hasła i idee jako jej obietnicę. Przychodzenie do Jezusa Chrystusa jest szukaniem sprawiedliwości, jest znakiem wielkiego pragnienia, aby w świecie panowało dobro i prawda. Wiemy dobrze, że dochodzenie do sprawiedliwości wymaga wysiłku i jest dość ryzykowne, wielu bowiem chce rozmyć jej pragnienie i zmusić nas do tolerowania zła.

Odpowiedzialni za innych. Słyszymy dzisiaj, że potrzebna jest nasza modlitwa za innych, „abyśmy mogli prowadzić życie ciche i spokojne z całą pobożnością i godnością”. Apostoł wzywa, aby modlić się za sprawujących władzę, i trudno się z tym wezwaniem nie zgodzić; przecież już starożytny filozof mówił, że władza deprawuje. Zresztą sam Jezus stwierdza wobec Apostołów kłócących się o pierwszeństwo, że wielcy dają odczuć swoją władzę innym. Pokonawszy w sobie zazdrość o władzę innych, mamy szansę, aby zyskać łaskę Zbawiciela, który pomoże nam panować przede wszystkim nad naszymi słabościami i wadami. Im człowiek lepiej współpracuje z Bożą łaską, tym skuteczniej usuwa u siebie grzech; jeśli go pozostawia, przestaje go zauważać.

„Życie ciche i spokojne”, o którym mówi Apostoł, nie oznacza wcale życia bez problemów i doświadczeń, ale oznacza świadomość, że jesteśmy blisko Boga, że On nas wspomaga. A jeśli On nas wspomaga, możemy także modlić się za innych, którym powierzono jakieś zadania w społeczności – jeśli i oni będą bliżej Boga, uczynią więcej dobra, które stanie się także naszym udziałem. Spokój i cisza nie są zarezerwowana dla starców, ale dane każdemu z nas. Jeśli nie lękamy się spokoju i ciszy, jesteśmy na dobrej drodze; uciekając od nich, uciekamy od samych siebie i od Boga. On nie wzywa nas do bezczynności i samozadowolenia; On daje siły, aby przemieniać świat przepełniony „niegodziwą mamoną”, ale jednocześnie świat, w którym idziemy ku zbawieniu.

Komu służę? „Nie możecie służyć Bogu i mamonie” – usłyszane dzisiaj wezwanie może budzić w nas sprzeczne odczucia. Przecież wielu mówi, że pieniądz nie jest najważniejszy, a ugania się za nim prawie obłąkańczo. Inni twierdzą, że chcą służyć społeczeństwu, i gotowi są na służbę publiczną, a bardzo szybko zapominają, że „minister” to znaczy właśnie sługa. Służba dwóm panom jest zawsze oznaką dramatu człowieka, jego wewnętrznego rozdarcia. Niewierność w małżeństwie to służba dwóm panom, podobnie wszelkie przejawy nieuczciwości. Zdrada państwa w czasie wojny karana jest śmiercią, w czasie pokoju także nie może pozostać bez kary i musi skutkować odebraniem zaufania.

Wierzący znajduje się w sytuacji uprzywilejowanej, choć po ludzku trudniejszej. Jezus powiedział o tych, którym więcej dano, że staną też wobec większych wymagań. Oczywiście łatwo odnieść to do innych, trudniej do siebie; a jednak musimy zrozumieć, że to dotyczy każdego z nas. Mamy sumienie, możemy więc odróżniać dobro od zła; jako uczniowie Jezusa Chrystusa wiemy o prawdzie, która wyzwala, i o przykazaniach, które nie są udręczeniem i utrapieniem, ale niezbędnym drogowskazem. Bliskość Boga sprawia, że odnosimy do Niego i drobne, i wielkie rzeczy. Wierność wydaje się niepopularna i niepraktyczna, ale jest postawą człowieka szczęśliwego, który odnalazł sens i cel życia. Życie, szczególnie rodzinne, składa się ze zwyczajnych, codziennych obowiązków, których nikt wydaje się nie zauważać i nie doceniać, a jednak tylko dzięki nim biegnie harmonijnie.

ks. Jerzy Swędrowski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *