Blog
XVII niedziela zwykła rok C
Jezus, przebywając w jakimś miejscu, modlił się, a kiedy skończył, rzekł jeden z uczniów do Niego: «Panie, naucz nas modlić się, tak jak i Jan nauczył swoich uczniów».
A On rzekł do nich: «Kiedy będziecie się modlić, mówcie: Ojcze, niech się święci Twoje imię; niech przyjdzie Twoje królestwo! Naszego chleba powszedniego dawaj nam na każdy dzień i przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto przeciw nam zawini; i nie dopuść, byśmy ulegli pokusie».
Dalej mówił do nich: «Ktoś z was, mając przyjaciela, pójdzie do niego o północy i powie mu: „Przyjacielu, pożycz mi trzy chleby, bo mój przyjaciel przybył do mnie z drogi, a nie mam co mu podać”. Lecz tamten odpowie z wewnątrz: „Nie naprzykrzaj mi się! Drzwi są już zamknięte i moje dzieci są ze mną w łóżku. Nie mogę wstać i dać tobie”. Powiadam wam: Chociażby nie wstał i nie dał z tego powodu, że jest jego przyjacielem, to z powodu jego natręctwa wstanie i da mu, ile potrzebuje.
I Ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a zostanie wam otworzone. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu zostanie otworzone. Jeżeli któregoś z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy zamiast ryby poda mu węża? Lub też gdy prosi o jajko, czy poda mu skorpiona? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, to o ileż bardziej Ojciec z nieba udzieli Ducha Świętego tym, którzy Go proszą».
++++++++++++++++++++++++
Rdz 18, 20–32; Kol 2, 12–14; Łk 11, 1–13
Modlitwa wysłuchana. Zwykle częściej prosimy Boga, niż zanosimy modlitwy dziękczynienia. Wypływa to z naszej niewystarczalności, a jednocześnie staje się znakiem wiary, że Bóg pomoże i spełni prośby. Modlitwa jest zawsze stanięciem wobec Bożej woli i wszechmocy; jeśli narzekamy na niespełnienie próśb, to znaczy, że jeszcze daleko nam do uznania, że Jego wola jest zbawienna. Ojciec wiary Abraham usłyszał Boży głos, powierzono mu tajemnicę planu wobec Sodomy i Gomory. Te dwa miasta są symbolem życia bez Boga i wbrew Bogu, dlatego zostały przeznaczone na zagładę. Abraham prosi o oszczędzenie ich ze względu na sprawiedliwych, którzy tam pozostają. Dobrze znamy tę rozmowę patriarchy z Bogiem, jest to swego rodzaju „targowanie się”, w którym Abraham z wielkim szacunkiem i oddaniem zanosi prośby za zagrożonych.
Z grzesznych miast cało ujdzie jedynie Lot i jego córki, zatem wydaje się, że modlitwa nie odniosła skutku. W Nowym Testamencie biblijny autor powie o wielkiej mocy wytrwałej modlitwy sprawiedliwego. Tę wytrwałość prezentuje także Abraham, a jego postawa nie ma w sobie nic z pretensji wobec Stwórcy. Można zadawać sobie pytanie: czy należało prosić o ocalenie ze względu na trzy czy cztery osoby? Ale chyba jednak lepiej zapytać: na ile my idziemy drogą sprawiedliwości, na ile innym pomagamy, aby na nią weszli? Żaden dobry czyn i żadna niewierność Bogu nie pozostaje bez konsekwencji; trzeba ciągle kształtować sumienia, aby nie przyzwyczaić się do braku wrażliwości na zło.
Zbawienie w Chrystusie. Pierwszy sakrament przyjmujemy najczęściej w wieku niemowlęcym, w naszym imieniu wyznają wiarę rodzice i chrzestni. Choć wiemy, że w chrzcie św. zmienia się całkowicie sytuacja człowieka – staje się on wolny od zmazy grzechu pierworodnego – pozostaje w nas niepewność, na ile jesteśmy odkupieni. Odkrywanie wartości sakramentów jest drogą poznawania Boga i kształcenia się w szkole Jego miłości. Przecież sakramenty są widzialnymi znakami niewidzialnej łaski, która w nas działa i ma nas przemieniać. Często wiedza katechizmowa zostaje jednak tylko dalekim wspomnieniem dzieciństwa i młodości, a codzienne zaangażowania przysłaniają jasność patrzenia w wierze.
Paweł w Liście do Kolosan przypomina i uświadamia, że zbawienie jest możliwe wyłącznie w Jezusie Chrystusie, że On jest jedynym Pośrednikiem między ludźmi a Ojcem. Każdemu wierzącemu potrzeba pytania siebie o obraz Chrystusa: kim On dla mnie jest, czy widzę w Nim drogę do Ojca? Zbawiciel skreślił „zapis dłużny obciążający nas nakazami”; pamiętamy przypowieści o miłosiernym panu, który daruje dług nie do spłacenia. Jeśli człowiekowi zaczyna się zdawać, że ofiara Chrystusa nie ma wpływu na jego życie, że sam sobie poradzi, warto przypomnieć pytanie o rzeczy ostateczne, o śmierć i sąd, warto pytać o zmartwychwstanie.
Prośba zostanie wysłuchana. Uczniowie patrzyli na swojego Mistrza, gdy wychodził na miejsca osobne, aby modlić się do Ojca. Ośmielają się prosić: „Panie, naucz nas się modlić”. Pragnienie zwycięża nieśmiałość, a prośba zostaje spełniona z wielką obfitością. Jezus nie mówi, czym jest modlitwa, ale od razu kieruje uczniów ku Temu, który Go posłał, ku Ojcu. Prośba znajduje odpowiedź, odrobina dobrej woli wystarcza, aby Bóg udzielił swoich darów. Jezus nakazuje uczniom, aby mówili: „Ojcze nasz…”. Jego zalecenie uświadamia, że modlitwa nie jest prywatną sprawą: jest zwróceniem się do Boga w imieniu swoim, ale także w imieniu bliźnich. Przecież nie modlimy się: „Ojcze mój…”.
Jezus każe zwracać się do Ojca, a poszczególne prośby tej modlitwy są niejako uzupełnieniem wskazań Dekalogu. Tam do czci oddawanej Bogu odnoszą się pierwsze trzy przykazania, w Modlitwie Pańskiej dwa pierwsze: „Niech się święci Twoje imię; niech przyjdzie Twoje królestwo”, które wyrażają nasze pragnienie zobaczenia Boga. Później Jezus powie do Filipa, że kto zobaczył Zbawiciela, zobaczył i Ojca. Kolejne prośby dotyczą powszedniego chleba, przebaczenia win i wolności od zła. Modlitwa Pańska dotyka konkretu życia ludzkiego wraz ze wszystkimi jego uwarunkowaniami. Nasza modlitwa ma być zanurzona w autentyzmie chrześcijańskich postaw, wtedy będzie szczera i zasługująca.
ks. Jerzy Swędrowski („Silni Słowem Bożym” wyd. Homo Dei)
++++++++++++++++++++++++++++++++++++++=
Rdz 18, 20–32; Kol 2, 12–14; Łk 11, 1–13
Czy znajdzie się jeden sprawiedliwy?
Już my byśmy wiedzieli, o co się modlić dla owych szubrawców z Sodomy i Gomory, którzy nie zważali na żadną świętość, deptali stare zwyczaje i obrażali Boga i ludzi wszelkimi możliwymi nieprawościami, że i sam Najwyższy nie mógł na to patrzeć. Czy nie słusznie byłoby prosić, by rychło dosięgła ich wieczna sprawiedliwość i zasłużona kara? Spraw więc, Panie, by rośli jako cebule – głowami do dołu. „Wszystkie to plemię w pień niech wytną (…). Niech je w niewolę uprowadzą, niech orzą nimi (…) jaszczurczy ten ród (…) wygubić trzeba”. Już my byśmy wiedzieli, o co się modlić dla takiego grzesznika, a mając Biblię pod ręką, wołalibyśmy nawet słowami psalmów:
Niech synów swoich dziś osieroci,
Niech żona wdową zostanie,
Niech dzieci żyją z ludzkiej dobroci,
Niech wiedzą, czym jest wygnanie.
Niechaj go lichwiarz puści z torbami,
Niech złodziej skradnie mu włości,
Niech serce ludzi twardym zastanie,
I niech nie znajdzie litości.
Niech wraże plemię człowieka tego
Na dzieciach jego wyginie,
Niech nie odpuści Bóg ojcom jego,
A matka z grzechów swych słynie (Ps 109, 9–14, tłum. W.J.).
Kto by pomyślał, że tak pięknie umiemy się modlić! Choć jest w nas jakiś dziwny niepokój, który przychodzi wraz z pytaniem: dlaczego Abraham tak się nie modli? Czemu ten, który jest ojcem naszej wiary, wybiera inną zgoła modlitwę? Czyżby nie ufał Bożym wyrokom?
Tego, jako wierni synowie Abrahama, nie możemy pomyśleć. Dlatego przyjęło się tłumaczyć, że Abraham w swojej modlitwie odwołuje się właśnie do Bożej sprawiedliwości, która nie karze niewinnych na równi z winnymi. Stąd prosi Pana: „Czy zamierzasz wygubić sprawiedliwych wespół z bezbożnymi? Może w tym mieście jest pięćdziesięciu sprawiedliwych; czy także zniszczysz to miasto i nie przebaczysz mu przez wzgląd na owych pięćdziesięciu sprawiedliwych, którzy w nim mieszkają? O, nie dopuść do tego, aby zginęli sprawiedliwi z bezbożnymi, aby stało się sprawiedliwemu to samo, co bezbożnemu! O, nie dopuść do tego! Czyż Ten, który jest sędzią nad całą ziemią, mógłby postąpić niesprawiedliwie?” (Rdz 18, 23–25).
Jest w tym wołaniu wiele racji. Kiedy jednak zatrzymamy się dłużej nad tekstem z Księgi Rodzaju, zauważymy, że modlitwa Abrahama jest głębsza, nie ogranicza się bowiem do zbawienia niewinnych. Patriarcha prosi o zbawienie wszystkich! Dlatego mówi: „Nie przebaczysz mu przez wzgląd na owych pięćdziesięciu sprawiedliwych, którzy w nim mieszkają?” (w. 24b).
Wypowiadając te słowa, Abraham odkrywa sprawiedliwość, która jest nieskończenie większa niż ludzkie poczucie proporcjonalnej zapłaty za dobro lub zło. Ów Boży wędrowiec zaczyna rozumieć, że istotą niebiańskiej sprawiedliwości jest poszukiwanie dobra. To zaś Bóg tworzy, hojnie udzielając przebaczenia, które przemienia grzesznika, nawraca go i zbawia. Abraham prosi więc pokornie nie tylko o stosowną odpowiedź Boga na popełnione zło, lecz o interwencję zbawczą, która mając na uwadze nielicznych sprawiedliwych, wybacza wielu grzesznikom. Patriarcha wie, że Stwórca jest miłosierny i potrafi położyć tamę złu, nie niszcząc miasta. Wie, że Pan gotów jest przebaczyć, że jest to wielkie pragnienie Jego serca. Czemu się tak jednak nie stało? Bo oba miasta były zamknięte w tak wielkim i paraliżującym złu, że nie znalazło się nawet tych dziesięciu, którzy mogliby być zaczynem czegoś nowego, i musiało wypełnić się słowo, które wiele lat później wypowie w proroczym widzeniu Jeremiasz: „Twoja niegodziwość cię karze, a twoje niewierności cię osądzają. Wiedz zatem i przekonaj się, jak przewrotne i pełne goryczy jest to, że opuściłaś Pana, Boga swego” (Jr 2, 19).
Pomyślmy, drogi Czytelniku: czy nasz dzisiejszy świat nie jest podobny do dwóch grzesznych miast, za które modlił się Abraham? Czy świat mordujący bezbronnych, dający prawne podstawy związkom sodomitów, za nic mający prawdę, dobro i piękno po stokroć bardziej nie zasłużył na Boży gniew i słuszną karę? Zapewne. Wielkie są nasze grzechy, lecz większe od nich jest miłosierdzie Boże. Już nie tych dziesięciu sprawiedliwych szuka Bóg. Teraz wystarczy Mu tylko jeden, jak powiedział prorok: „Przebiegnijcie ulice Jerozolimy, zobaczcie, zbadajcie i przeszukajcie jej place, czy znajdziecie kogoś, czy będzie tam ktokolwiek, kto by postępował sprawiedliwie, szukał prawdy, a przebaczę jej” (Jr 5, 1).
Lecz i tego jednego nie było. Dlatego Bóg sam stał się owym jedynym sprawiedliwym, doskonale niewinnym, który umierając na krzyżu, wysłużył nam zbawienie. Dlatego możemy ufnie modlić się wraz z Janem Kochanowskim:
My nieposłuszne Panie dzieci Twoje
W szczęśliwe czasy swoje rzadko Cię wspominamy,
Tylko rozkoszy zwykłych używamy.
Nie baczym, że to z Twojej łaski płynie,
A także prędko minie, gdy po nas wdzięczności
Nie uznasz Panie za Twe życzliwości.
Miej nas na wodzy, niech nas nie rozpycha
Doczesna rozkosz licha; niech na Cię pomniemy
Przynajmniej w kaźni, gdy w łasce nie chcemy.
Ale ojcowskim nas karz obyczajem,
Boć przed Twym gniewem stajem, jako śnieg niszczeje,
Kiedy mu słonko niebieskie dogrzeje.
Zgubisz nas prędko o potężny Panie,
Jeśli nad nami stanie Twa ciężka Boska ręka;
Już Twa niełaska sroga dla nas męka.
Ale od wieku Twoja litość słynie,
A prędzej świat zaginie, niż Ty wzgardzisz pokornym,
Choć był długo przeciw Tobie spornym.
Wielkie przed Tobą są występki moje,
Lecz miłosierdzie Twoje przewyższa me złości –
Użyj dziś Panie nade mną litości.
ks. Wojciech Jaźniewicz („Ewangelia na końcu świata. Rozważania na rok C”, wyd. Homo Dei)
++++++++++++++++++++
Drodzy!
1. Można się zgodzić, że w dzisiejszej Ewangelii na plan pierwszy wysuwają się następujące zawołania-prośby: „Panie, naucz nas!”, „Przyjacielu, użycz mi!”, „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam”.
Także pierwsze czytanie z Księgi Rodzaju opisuje rozmowę Boga z Abrahamem przed zniszczeniem Sodomy i Gomory, kiedy Abraham targuje się z Bogiem o to, by Bóg nie niszczył Sodomy, jeśli znalazłaby się w niej pewna liczba ludzi sprawiedliwych. Bóg powstrzymałby zagładę miasta ze względu na 50 sprawiedliwych, nie zniszczyłby go również, gdyby w mieście znalazło się 45, 40, 30, 20, a nawet tylko 10 sprawiedliwych. Na liczbie 10 rozmowa Abrahama z Bogiem się kończy. Abraham nie prosi już o więcej. Poprzestał na dziesięciu sprawiedliwych. Wstawiał się za ludźmi z Sodomy z miłości, miłosierdzia dla nich. To był jego czyn miłosierdzia, a Bóg ustępował wobec natarczywości próśb Abrahama, co było Jego, Bożym miłosierdziem. Lecz doszli do jakiejś granicy – granicy, którą symbolicznie można nazwać „liczbą 10”, granicy, której nie wiadomo dlaczego Abraham nie przekroczył. Nie wiemy, czy gdyby Abraham miał odwagę prosić dalej, Bóg okazywałby w dalszym ciągu miłosierdzie i nie przystąpiłby do zniszczenia Sodomy i Gomory? Nie wiemy! Możemy jedynie zaryzykować i powiedzieć, że człowiek – jak się wydaje – ma granice miłosierdzia, lecz nie ma ich Bóg. Miłosierdzie Boga jest bez granic. Dlaczego? Bo jest On miłością, a autentyczna miłość nie ma granic.
2. Warto wiedzieć, że słowo „wszechmocny”, które bardzo często powtarzane jest w liturgii, ani raz nie pojawia się w Ewangelii. Nigdy nie pojawia się na ustach Jezusa jako atrybut Boga. Jezus opowiada nie o wszechmocy, ale o miłości i czułości Boga, o Jego ujmującym miłosierdziu. Ponieważ Bóg jest miłością, nie może On wszystkiego, lecz może tylko to, co może miłość. Dla miłości, tymczasem, każda granica wydaje się być możliwa do przekroczenia, każda ofiara do przyjęcia, każda cena do zapłacenia. Moc Boga to nie moc chirurga, który działa i usuwa ból, ani moc wojska, które niszczy nieprzyjaciół, ani moc wulkanu, który zmienia geografię całej wyspy. To moc nasionka, moc kochanka, moc matki czy ojca czuwających obok chorego dziecka, którego rodzic nie może uleczyć, ale stoi obok niego, nie odchodzi, jedno serce przy drugim. Siła, bezpieczeństwo, wytrwała obecność. Abraham nie pyta dalej, bo nie kocha mieszkańców Sodomy i Gomory miłością Boga, który nie przestaje nam mówić: „Proście, a będzie wam dane”.
Bóg nie jest „Wszechmocnym, który kocha”. On nie jest królem o władzy absolutnej, który ośmiela się kochać. Bóg, przeciwnie, jest „Miłością wszechmocną”, która może kochać swoje stworzenie do samego końca, do głębi, bez granic, jak nikt inny. Powie Jezus do swoich uczniów: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15, 13). Bóg kocha jako pierwszy, kocha i jest na minusie, kocha, nie dostając nic w zamian. Bóg może tylko to, co może miłość, czyli w tym znaczeniu może wszystko. Jest Bogiem Wszechkochającym, a to znaczy, że jest On piękny, ponieważ normą, zasadą, nómos piękna jest miłość. Piękny jest każdy gest miłości, przepiękny jest ktoś, kto cię kocha aż do końca (por. Ermes Ronchi).
3. O człowieku, o tym, kim jest on w swoim wnętrzu, czego pragnie, co jest dla niego ważne itd. świadczy w dużej mierze nie to, co już ma, ale to, o co usilnie prosi. O co zabiega, czego szuka. Kiedy nie szuka wiedzy, traci tę, którą już może posiada. Jeśli nie stara się być z każdym dniem mądrzejszy, bogatszy w doświadczenie, zapomina o tym, co już wie i czego doświadczył, popadając w głupotę. Jeśli nie zabiega o pogłębienie miłości, pogłębienie relacji przyjaźni, łatwo utracić może miłość, która została mu podarowana lub rozluźnić więzi przyjaźni, która dawała mu tyle radości. Życie i nic, co z nim związane, nie stoi w miejscu – rozwija się albo usycha, nabiera nowych barw albo traci już posiadane. Jezus wie o tym i dlatego tak natarczywie mówi nam, abyśmy nie przestali prosić o to, co ważne, abyśmy nie rezygnowali z tego, co szlachetne. Jednym słowem, mówi, abyśmy nie zrezygnowali nigdy z budowy, umacniania, upiększania naszego życia.
Lecz przede wszystkim Jezus prosi, abym nie zrezygnował nigdy z Boga i z poznawania, Kim On jest, co mi daje i czego ode mnie oczekuje. Temu właśnie służy modlitwa „Ojcze nasz”. Właśnie o modlitwie i natarczywości w niej poucza w dzisiejszej Ewangelii. Zafascynowani postawą Jezusa, który często oddalał się na modlitwę, skąd czerpał siłę, nadzieję w sytuacjach trudnych, odwagę do przebaczania, miłość do ludzi, i to mimo że niektórzy na nią nie zasługiwali – uczniowie zapragnęli postępować tak samo. Stąd prośba, by nauczył ich modlitwy.
Lecz nie zawsze modlitwa jest łatwa. Przychodzą również trudności, kiedy się modlimy lub zanim zaczniemy się modlić. Można je pokonać w zależności od głębi i siły naszych pragnień. Jezus uczy, że ilekroć odmawiam modlitwę „Ojcze nasz”, tylekroć Jezus modli się ze mną. Wspiera mnie w modlitwie. Nie zostawia mnie samego, lecz towarzyszy mi. Rozbudza we mnie odwagę, abym nie lękał się Boga, ale ufnie zwracał się do Niego, wszak jest On dobrym, Wszechkochającym mnie Ojcem. Jego miłosierdzie względem mnie przekracza limity moich wyobrażeń. Abraham przestał targować się z Bogiem o oszczędzenie mieszkańców Sodomy i Gomory, bo zwątpił, że można prosić o więcej. Bóg tymczasem nie wątpi. Nie ma granic miłości. Nie stawia limitów czasowych nawrócenia, lecz zawsze gotów przebaczyć i obdarzyć miłością. Dlatego mówi Jezus w dzisiejszej Ewangelii: „Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą”.
Bóg gotów jest nam dać wszystko! Musimy jedynie Go o to prosić. A nawet wtedy, kiedy nie wiemy, o co i jak winniśmy Boga prosić, wystarczy prosić Go, aby przyszło Jego królestwo. Wszak z nim przyjdzie wszystko, co dobre i piękne.
Zdzisław Kijas OFMConv.