Blog
XVII niedziela zwykła rok A
1 Krl 3, 5. 7-12; Rz 8, 28-30; Mt 13, 44-52
ks. Marcin Cholewa ks. Marek Gilski
Ewangelia XVII niedzieli zwykłej ukazuje trzy ważne umiejętności, niezbędne dla chrześcijanina.
1. Ukrycie. Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Mądry człowiek potrafi nie tylko odkrywać rzeczy wartościowe, ale i ukrywać je. Na to, co cenne, jest wielu amatorów. Aby nie stracić wartościowych osób i rzeczy, trzeba się nauczyć o nich milczeć. Umiejętność ukrycia swojego skarbu, aby go nie stracić, to bardzo ważna umiejętność.
2. Rezygnacja. Uradowany poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę. Dla wielkich wartości trzeba zrezygnować z małych wartości. Nigdy nie będziemy mieć wszystkiego. Umiejętność rezygnacji to jedna z najważniejszych umiejętności. Nie osiągnie życiowego celu ten, kto będzie tylko gromadził. Trzeba się nauczyć pozostawiać rzeczy, które spowalniają marsz ku temu, co w życiu najcenniejsze.
3. Ocena. Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do kupca, poszukującego pięknych pereł. Gdy znalazł jedną drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją. Mądry człowiek potrafi oceniać wartość, z którą się spotyka, oddzielić to, co wartościowe, od tego, co najcenniejsze. Tego trzeba się uczyć. Nie spotka się z największym pięknem ten, kto zadowoli się jedynie jego namiastkami.
Co jest moim największym skarbem? Czy ktoś o nim wie? Czy nie obnoszę się z moimi skarbami? Z jakiej wartościowej rzeczy potrafiłem zrezygnować? Czy nie stawiam wszystkiego na jednym poziomie?
Z życia wzięte
Świadectwo siostry Claire-Elie.
Rok, w którym ukończyłam dziewiętnaście lat, przyniósł ze sobą jedno z najcięższych doświadczeń mojego życia. Tamtego roku straciłam dwanaście osób z mojego otoczenia: bliskich krewnych albo przyjaciół. Średnio jeden zgon na miesiąc to było dla mnie dużo, o wiele za dużo! Niektórzy umarli w wyniku choroby, konkretnie na raka, lecz zdarzyły się także wypadki nagłej śmierci: samobójstwa, wypadki na paralotni, na motorze, na nartach, a nawet wypadek lotniczy. Było to wręcz nieprawdopodobne i pod koniec roku poczułam się całkowicie bezsilna, z ciążącym na mnie brzemieniem śmierci. Budziłam się rano pełna niepokoju, że za chwilę dzwonek telefonu oznajmi kolejną śmierć… Ponieważ zostałam wychowana w rodzinie praktykujących katolików, byłam wierząca i nawet bardzo zaangażowana w sprawy wiary. Należałam do młodzieżowej grupy modlitewnej, wierzyłam w życie wieczne i wiedziałam, że śmierć „jest jedynie przejściem”. Nic to jednak nie pomogło! Te kolejno po sobie następujące zgony pogrążyły mnie w rozpaczy. Zaczęłam się zastanawiać nad sensem życia: po co żyć? Po co się stresować studiami, pracą, kiedy śmierć może przyjść tak łatwo, tak brutalnie? Codziennie w drodze na uniwersytet zatrzymywałam się na środku mostu, mówiąc sobie, że może niezłym rozwiązaniem byłoby przełożyć nogi przez barierkę i skoczyć… Nie zrobiłam tego, gdyż w głębi serca zachowałam świadomość, że moje życie jest darem Bożym i że decyzja o przerwaniu go nie należy do mnie. Ogromny ciężar odpowiedzialności, jaki dźwigałam w wyniku samobójstw moich trzech przyjaciółek, także mnie powstrzymywał, gdyż nie chciałam stawiać moich bliskich przed podobnym doświadczeniem. W tamtym okresie bardzo pomocna okazała się serdeczność i modlitwa przyjaciół z grupy modlitewnej. Dzięki nim mogłam doświadczyć łaski danej nam, chrześcijanom, łaski pozwalającej zmagać się z trudnościami nie samotnie, lecz w Kościele, mając za sobą wstawiennictwo i wsparcie osób żyjących taką samą wiarą. Dzięki temu powoli – trwało to jednak dwa lata – wyszłam z tunelu rozpaczy, odnalazłam swoisty smak życia. Bóg jednak chciał mnie uzdrowić całkowicie, a w tym celu potrzebny był jeszcze jeden etap.
Nastał rok 2001, od tamtych wydarzeń minęło sześć lat. Rozpoczęłam rok rozeznawania w nowej wspólnocie powstałej na gruncie Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej. Czułam się tam szczęśliwa. Czasami jednak zalewały mnie fale niepokoju, a przede wszystkim nie byłam w stanie się modlić! Kiedy tylko wokół mnie zapadała cisza, choćby na kilka chwil, w głowie zaczynały mi się przesuwać kolejne obrazy: widziałam siebie w sytuacjach coraz bardziej gwałtownych (kłótnie, wypadki itd.). Starałam się odpędzić te myśli, lecz mi się to nie udawało. Powiedziałam o wszystkim mojej kierowniczce duchowej i razem postanowiłyśmy modlić się szczególnie w tej intencji. W trakcie modlitwy odwołała się do Imienia Jezusa i poprosiła Go, by zechciał mnie uwolnić od tych obrazów śmierci. Nie wiem, czy wierzycie w potęgę modlitwy, lecz ja od tamtej pory jestem zmuszona w nią wierzyć! Zdecydowanie istniał czas przed tą modlitwą i czas po niej. Przejście przez ciemności śmierci pozwoliło mi konkretnie sobie uświadomić, że Jezus jest Zmartwychwstaniem i Życiem, i że nie chce dla nas wegetacji, lecz życia w obfitości! Doświadczenie to pozwoliło mi także być blisko ludzi, których wówczas spotykałam i którzy przeżywali żałobę – potrafiłam zrozumieć ich odczucia. Odzyskałam radość życia i mogę nawet powiedzieć, że stała się ona głębsza i silniejsza niż była wcześniej. O radości, Chrystus zmartwychwstał! To zawołanie wielkanocnego poranka stało się moim zwycięskim okrzykiem i najpiękniejszą nowiną, którą mam nadzieję promieniować! Obecnie jestem siostrą konsekrowaną we wspólnocie Słowo Życia i cieszę się, że mogę w taki sposób świadczyć o Jezusie, Słowie, które dało mi ŻYCIE!1
1 O. Belleil, Zachować ufność! Jak sobie radzić w trudnych chwilach na podstawie ośmiu historii biblijnych, Kraków 2017, s. 182-184.
*****************************************
ks. Jerzy Swędrowski
1 Krl 3, 5.7–12; Rz 8, 28–30; Mt 13, 44–52
Uporządkować pragnienia. Jak wiele naszych pragnień dalekich jest od rzeczywistości, jak często chcemy żyć życiem innych ludzi? Ile razy wydaje się nam, że nie zostaliśmy dostatecznie docenieni i wynagrodzeni? Bóg nie męczy się rozdawaniem swojej łaski, hojną ręką nasyca pragnienia naszego serca. Dzisiaj czytamy Jego rozmowę z młodym królem Salomonem; może ona być dla nas wielką pomocą w zagospodarowaniu darów Bożych. Młody król słyszy: „Proś o to, co mam ci dać”; można tu zobaczyć, jak bardzo Bóg otwiera się przed człowiekiem. Salomon według ludzkich miar posiada wszystko; ojciec zostawił mu uporządkowane królestwo, przygotował materiały do zbudowania świątyni w Jerozolimie i zabezpieczył pokój ze wszystkimi sąsiadami.
Salomon posiada także coś, czego nie można nabyć za żadną cenę; jest młody, przed nim całe życie. Prosi Boga o umiejętność rozstrzygania spraw sądowych, czyli o mądrość, która jest umiłowaniem sprawiedliwości. Prośba króla nie dotyczy jedynie jego osoby, ale całego narodu. Salomon zdaje sobie sprawę z wad swoich rodaków, z czekających go trudności, ale rozumie swoją odpowiedzialność. Żaden Boży dar nie jest naszą prywatną własnością, ale mamy dzielić się nim z innymi. Jeżeli nasze talenty zachowamy dla siebie, zmarnujemy je. Trzeba nam zrozumieć, jak bardzo niszczy nas grzech zaniedbania dobra, duchowego lenistwa, grzech, który gasi w nas radość życia.
Bóg zawsze bliski. Kiedy mówimy, że kochamy Boga, stajemy wobec bezmiaru możliwości. Potwierdza to św. Paweł, mówiąc: „Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra”. On dopomaga nam, bowiem nas poznał i przeznaczył, abyśmy stawali się podobni do Jego Syna. To „przeznaczenie” nie jest ślepym fatum, nie odbiera nam wolności, ale zwiększa nasze szanse. Bóg nas poznał, wie o nas wszystko. Nie powinniśmy próbować ucieczki przed Nim; przecież On wydobywa z nas to, co najcenniejsze. Bóg dał nam życie i nie chce nas pozbawiać żadnego ze swoich darów, nigdy się też nie zniechęca. Współdziałanie z Bożą łaską jest naszym przywilejem, przywilejem ludzi wolnych, którzy potrafią docenić otrzymany dar.
Jesteśmy powołani i usprawiedliwieni w Jezusie Chrystusie; Jego męka i śmierć dają nam nową i pełną wolność. Ofiara Syna Bożego zastąpiła wszelkie wcześniejsze ofiary i tylko ona otwiera nam życie wieczne. Przez Jezusa Chrystusa mamy zapewnioną bezpieczną drogę ziemskiej pielgrzymki oraz przystęp do Ojca. Warunkiem jest wpatrywanie się w Jezusa, naśladowanie Go, czyli dosłownie chodzenie po Jego śladach. W Piśmie Świętym znajdziemy zapewnienie skierowane do Apostoła: „wystarczy ci mojej łaski”; Bożej łaski możemy być zawsze pewni. Stawanie się na wzór Syna Bożego to zaproszenie dla nas. Jesteśmy ważni dla Boga, skoro chce, abyśmy upodabniali się do Jego Syna. Tę swoją ważność i wartość przed Bogiem mamy odczytywać z wdzięcznością, aby mieć udział w chwale Chrystusa.
Wartość wiary i życia. Jeżeli odkryjemy sens naszego istnienia i postępowania, przestają nas męczyć codzienne okoliczności. Ten sens nadaje nam dar życia i wiary, otrzymany od samego Boga. Pan Jezus w swoim nauczaniu przekazuje nam rzeczywistość królestwa Bożego. Możemy czuć się odrobinę bezradni wobec jego potęgi i zasięgu. Przypowieści obrazują to, co trudno sobie wyobrazić, poruszają nasze serca, zaskakują świeżością i siłą. Te same słowa Ewangelii mamy odczytać indywidualnie i realizować w swoim życiu. Każda z dzisiejszych przypowieści niesie głębokie zrozumienie ludzkiej indywidualności.
Człowiek, który znalazł skarb w ziemi, wcale tego skarbu nie szukał; tak możemy stwierdzić na podstawie słów o kupcu poszukującym pięknych pereł. Ten drugi szuka i znajduje perłę najpiękniejszą. Obaj sprzedają wszystko, co posiadali, aby zdobyć skarb wydobyty z ziemi czy z morza, bo obaj uznali, że znaleźli cel swojego życia. Zastanówmy się i my nad wartością znalezionego dobra. Królestwo Boże jest naszym celem, życie wieczne ma być dla nas najważniejsze. Oczywiście nie pomniejszamy wartości tego, co doczesne, ale to nie wystarczy. Może jesteśmy gotowi poświęcić dla zbawienia tylko trochę. Trzecia przypowieść o sieci, która zagarnia wszystko, staje się dla nas wezwaniem. Kiedy sieć się napełni, kiedy wszyscy dojrzeją do królestwa Bożego, trzeba nam będzie stanąć twarzą w twarz z Bogiem.
******************************************
Zdzisław Kijas OFMConv.
Wiara nie męczy się szukaniem ukrytego skarbu
1 Krl 3,5.7-12; Rz 8,28-30; Mt 13,44-52
„Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Uradowany poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę. Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do kupca, poszukującego pięknych pereł. Gdy znalazł jedną drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją.Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do sieci, zarzuconej w morze i zagarniającej ryby wszelkiego rodzaju. Gdy się napełniła, wyciągnęli ją na brzeg i usiadłszy, dobre zebrali w naczynia, a złe odrzucili. Tak będzie przy końcu świata: wyjdą aniołowie, wyłączą złych spośród sprawiedliwych i wrzucą w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.Zrozumieliście to wszystko?» Odpowiedzieli Mu: «Tak jest». A On rzekł do nich: «Dlatego każdy uczony w Piśmie, który stał się uczniem królestwa niebieskiego, podobny jest do ojca rodziny, który ze swego skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare»” (Mt 13,44-52).
1. „Znalazł” i „poszukiwał”. Ewangelia mówi o dwóch różnych postawach. Ten, kto znalazł ukryty skarb wcale go nie szukał. Znalazł go zupełnie przypadkiem. Jedyne, co umiał, to odróżnić wielki skarb od innych rzeczy, o mniejszej wartości. Z kolei kupiec wie, czego szuka. On szuka świadomie. Podejmuje wysiłki i gotów jest na określone wydatki, żeby gdy wreszcie odkryje, nabyć drogocenną perłę. Dwie różne postawy. Pierwszy cieszy się szczęściem, że znalazł nie szukając, drugi z kolei jest pełen radości, bo szukał długo i wreszcie odkrył drogocenną perłę. Powiedział na innym miejscu Jezus: „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą” (Mt 7, 7-8).
Czy i czego szukam w życiu? Czy umiem rozróżnić rzeczy cenne o mniej wartościowych? Bywa, że szczęście pojawia się w moim życiu, ale go lekceważę, bo nie umiem odróżnić prawdziwego szczęścia od jego namiastki.
Pojęciem centralnym dla obu przypowieści jest „odnalezienie”, czyli ponowne odkrycie. Nie chodzi jednak o odzyskanie tego, co zostało utracone (jak w przypowieści o zagubionej owcy i zagubionej monecie: Łk 15, 4-7.8-10), ale w sensie odkrycia czegoś nowego, nowej jakości, nowej wartości. Uświadomienie sobie, że coś ważnego wchodzi w moje życie, co zakłóca to, co było dotąd, ale co przyjęte, może przemienić moją egzystencję.
Taką nowość może przynieść – paradoksalnie – także cierpienie czy choroba. Tak często było w życiu przyszłych wielkich świętych. Warto pomyśleć chociażby o św. Franciszku z Asyżu. Więzienie, w którym się znalazł po przegranej bitwie, stało się dla niego miejsce/czasem refleksji nad swoim dotychczasowym życiu i decyzją o zmianie swojej postawy. Podobnie było w przypadku Ignacego Loyoli. Rany, odniesione w bitwie i konieczna rekonwalescencja, sprawiły jego przemianę duchową. Franciszek ani Ignacy nie szukali „perły” nawrócenia, ale kiedy ją odkryli, zostawili wszystko i ją przyjęli. Ale tak było też ze św. Bratem Albertem i wieloma innymi. Nie szukali, ale Bóg ich szukał i dali Mu się odnaleźć.
Zarówno rolnik jak kupiec, kiedy znajdują lub nabywają rzecz cenną, są pełni radości. „Uradowany poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę”.
Skarbem i perłą jest w istocie wiara. Kto ją posiada, jest pełen radości. Wiara jest źródłem radości, nie smutku. Chrześcijaństwo jest religią paschalną, nie zaś religią wielkiego piątku. Nikt nie chce wiary smutnej. Nikogo ni pociąga oblicze smutne, ale chce być w Górnie ludzi o nastawieniu radosnym.
Chrześcijanie, nawet jeżeli podejmują posty, czegoś sobie odmawiają, to czynią to nie po to, by z czegoś rezygnować. Robią to po to, by mieć czegoś więcej, czegoś, co jest cenniejsze od tego, z czego zrezygnowali, czego sobie odmówili, co porzucili.
2. „Skarb ukryty w roli”. Była to ziemia kamienista. Takie są wszystkie ziemie w Palestynie, szczególnie zaś Judei. Jakby przypominały powierzchnię życia, pełnego trudności, cierpienia, doznanej krzywdy, czyli „kamieni”. I właśnie – mówi Chrystus – także w trudnościach życiowych, w chwilach samotności, opuszczenia, krzywdy itd. może znaleźć „skarb”, coś cennego. Możesz odkryć prawdę o sobie lub innych. Może wydawało ci się, że jesteś słaby, nieporadny, że wiara nie służy niczemu, że zawęża się jedynie do modlitw i niedzielnej mszy św., niczego konkretnego nie dając w zamian, aż nagle – znalazłeś (aś) się w poważnej trudności, zaskoczyła cię złość innych, którzy chcą cię zniszczyć, wyeliminować z życia. Nie wiesz, co zrobić. Udajesz się z pytaniem do wiary i oto odkrywasz cenny skarb. Wiara staje się dla ciebie skarbem. Daje ci siłę, aby przetrwać trudny czas i nie zatonąć, nie poddać się, nie zdezerterować z życia.
Dla tego, kto wierzy, wiara jest również źródłem cierpliwości i mądrości. Uczy go przebaczać i zapominać, bo trzeba żyć dalej, trzeba odbudować zburzone mosty przyjaźni, zaufania. Po każdej wojnie następuje odbudowa.
Wiara uczy, jak odbudować to, co się nie udało. Jest ona jest wielkim skarbem. Treścią wiary jest Bóg i wiara uczy wierzącego, jak „odnaleźć” Jego obecność w szarości czy trudności życia, usianego kamieniami.
Wierzący nie mają od razu w ręku wszystkich rozwiązań. Chrześcijanie po prostu szukają rozwiązań na trudności, które ich spotykają.
Oni nie siedzą i nie płaczą, że coś im się nie udało, że życie im się pogmatwało, że spotkało ich nieszczęście, że doznają niesprawiedliwości czy czegoś jeszcze innego, nieprzyjemnego. Nie stoją w miejscu, ale szukają rozwiązań, sposobi wyjścia z trudnej sytuacji. Są podobni do rybaka, który nie ma w ręku ryby, ale rzuca wędkę, by ją złowić.
Chrześcijanie są pielgrzymami do celu. Są ciągle w drodze.
3. „Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra, z tymi, którzy są powołani według [Jego] zamiaru” (Rz 8, 28) – mówi św. Paweł w drugim czytaniu.
Apostoł chce przez to powiedzieć, że nawet trudności, raźnego rodzaju „kamienie”, które zasypują nasze życie, nie są w stanie ugasić życia. W sposób pełen tajemnicy, niewiedzy, po ludzku niezrozumiały, Bóg „współdziała we wszystkim dla dobra” tych, którzy wierzą, którzy w Nim pokładają nadzieję, którzy Mu zaufali.
Bywa, że nawet grzechy (etiam peccata) – powie na innym miejscu św. Augustyn – mogą być pomocne dla tych, którzy szukają Boga. Nawrócenie czyni z nich bowiem nowych ludzi.
Skarbem i perłą dla człowieka jest Bóg. Czy Bóg jest dla mnie skarbem czy ciężarem? Jeżeli Bóg jest skarbem, to wiara jest źródłem radości i siły. Przykro jest zaś wtedy, kiedy Bóg staje się ciężarem. Wtedy próbuję się Go pozbyć.
Ale prawdą jest, że skarbem i perłą dla Boga jest człowiek, jestem ja. By mnie zbawić gotów był na wszystko. Przyjął moje ciało, przyjął cierpienie i krzyż, z miłości do mnie przystał również na śmierć na krzyżu. W tajemnicy Wcielenia pozbył się „wszystkiego”, co boskie, by tylko „nabyć” mnie na nowo, ofiarować mi nowe życie, obdarzyć zbawieniem. Jest dla Boga skarbem, jestem dla Niego drogocenna perłą.
Panie Jezu, spraw, aby wiara była dla mnie skarbem, drogocenną perłą!
***********************************
ks. Wojciech Jaźniewicz
1 Krl 3, 5.7–12; Rz 8, 28–30; Mt 13, 44–52
O skarbie Salomona
Dzisiejsza liturgia słowa rozpoczyna się od przedstawienia postaci wielkiego króla Salomona. Człowiek to zgoła inny niż ojciec jego Dawid. Przywodzi na myśl postać dostojnego wschodniego monarchy, otoczonego dworem, przepychem i oficjalnymi ceremoniami. Nie był on mężem wojennym, zaś Opatrzność sprawiła, że żadne zewnętrzne wydarzenia i okoliczności nie przymuszały go do pełnienia obowiązków wodza i wojownika. Jego czas to czas pokoju, co symbolicznie wyraża już imię Salomon, które znaczy pokój.
Dziś ten wielki król korzy się na modlitwie i prosi o jedną jedyną rzecz, o jeden dar, na którym naprawdę mu zależy… Prosi o mądrość, która wyraża się w podwójnym działaniu: umiejętności sądzenia ludu oraz rozróżniania dobra i zła. To jego pragnienie znalazło wyraz w słowach, które zanotowano w Księdze Eklezjastesa: „Słowa Eklezjastesa, syna Dawida, króla jerozolimskiego. Ja, Eklezjastes, byłem królem izraelskim w Jeruzalem; (…) i umyśliłem w sercu swoim szukać i dowiadywać się mądrze o wszystkim, co się dzieje pod słońcem” (Koh 1, 1.13). Bóg łaskawie przychylił się do prośby króla: „Spełniam twoje pragnienie i daję ci serce mądre i rozsądne, takie, że podobnego tobie przed tobą nie było i po tobie nie będzie” (1 Krl 3, 12). Odtąd więc Salomon będzie mógł mówić o sobie: „Oto nagromadziłem i przysporzyłem mądrości więcej niż wszyscy, co władali przede mną na Jeruzalem” (Koh 1, 16).
Liturgia dzisiejsza skłania nas do pochylenia się nad tajemnicą owego daru, który Salomon otrzymuje od Boga. Zadajmy sobie zatem fundamentalne pytanie: Czym jest mądrość?
Platon powie, że mądrość to wiedza, z tym, że nie jakaś tam wiedza, lecz prawdziwa, pewna i dotycząca rzeczywistości. Nie jest ona prosta do osiągnięcia. Platon będzie do niej zmierzał przede wszystkim na drodze intuicji. Inni będą jej poszukiwali w doświadczeniu, dowodzeniu i studiach. Wielu ją zdobędzie, lecz ona sama nie jest jeszcze prawdziwą mądrością. Dobrze przedstawił to Goethe w swoim dramacie Faust, gdzie w usta tytułowego bohatera wkłada słowa:
Filozofię, ach, przestudiowałem,
Prawo i medycynę znam.
I teologię też poznałem
Niestety pośród żmudnych prac.
Lecz głupcem jestem, tak jak byłem,
Żadnej mądrości nie zdobyłem.
Choć jestem magistrem i doktorem
I od dziesiątków lat z uporem
Ścieżką nauki poplątaną
Studentów moich wodzę za nos,
Widzę, że moja wiedza na nic
I właśnie to me serce rani.
Wobec niewystarczalności zdefiniowania mądrości jako wiedzy warto przypomnieć, że inny starożytny filozof, Epikur, twierdził, iż mądrość to przede wszystkim pewna życiowa sprawność, dzięki której człowiek osiąga przyjemność. W tym duchu o. Józef Maria Bocheński pisał swój sławny Podręcznik mądrości tego świata, o czym świadczą takie choćby zdania:
Mądrość to nauka o tym, co nam w naszym tragicznym położeniu czynić wypada. Człowiek jest maleńkim i bezsilnym fragmentem świata, istniejącym tylko w ciągu ułamka komicznej sekundy, ale ten ułamek to wszystko, czym rozporządzamy. Jak postępować, by go nie zmarnować – o tym uczą przykazania mądrości.
Inaczej można tę kwestię oddać słowami Pieśni Filaretów:
Hej, użyjmy żywota!
Wszak żyjem tylko raz;
Niechaj ta czara złota
Nie próżno wabi nas.
Lecz i tego Salomon nie nazwie chyba prawdziwą mądrością. W drugim rozdziale Księgi Koheleta stwierdzi z goryczą: „Powiedziałem sobie: Nuże! Doświadczę radości i zażyję szczęścia! Lecz i to jest marność. O śmiechu powiedziałem: Szaleństwo!, a o radości: Cóż to ona daje?” (Koh 2, 1–2).
Dla Francisa Bacona z kolei mądrość to wiedza służąca praktyce. Dla Immanuela Kana – teoria poznania… Wszystko to prawda, lecz przecież samo poznanie jeszcze pojęcia mądrości nie wyczerpuje. Jaka jest zatem istota daru, który otrzymał Salomon od Boga?
Mądrość jako dar pochodzący od Boga jest iskrą, śladem i odbiciem Bożej mądrości. Zawiera w sobie wszelką wiedzę o rzeczach, bo zawiera w sobie początek wszechrzeczy, stąd Salomon włoży w Księdze Przysłów te oto słowa w usta uosobionej Mądrości:
Pan mnie stworzył, swe arcydzieło, jako początek swej mocy, od dawna, od wieków jestem stworzona, od początku, nim ziemia powstała. Przed oceanem istnieć zaczęłam, przed źródłami pełnymi wody; zanim góry zostały założone, przed pagórkami zaczęłam istnieć; nim ziemię i pola uczynił – początek pyłu na ziemi. Gdy niebo umacniał, z Nim byłam, gdy kreślił sklepienie nad bezmiarem wód, gdy w górze utwierdzał obłoki, gdy źródła wielkiej otchłani umacniał (Prz 8, 22–28).
Gdzie indziej Salomon powie: „Poznałem i co zakryte, i co jest jawne, pouczyła mnie bowiem Mądrość – sprawczyni wszystkiego!” (Mdr 7, 21). Dalej, znając istotę wszechrzeczy, Boża mądrość prowadzi człowieka ku szlachetnemu życiu i nakłania go do praktykowania cnoty. Powie Salomon: „Jej to dziełem są cnoty: uczy bowiem umiarkowania i roztropności, sprawiedliwości i męstwa, od których nie ma dla ludzi nic lepszego w życiu” (Mdr 8, 7). Rozważając tajemnice mądrości, których stał się uczestnikiem, syn Dawida konkluduje:
Jest bowiem w niej duch rozumny, święty, jedyny, wieloraki, subtelny, rączy, przenikliwy, nieskalany, jasny, niecierpiętliwy, miłujący dobro, bystry, niepowstrzymany, dobroczynny, ludzki, trwały, niezawodny, beztroski, wszechmogący i wszystkowidzący (Mdr 7, 22–23).
Taka mądrość jest skarbem, którego należy poszukiwać: „szukać jej poczniesz jak srebra i pożądać jej będziesz jak skarbów” (Prz 2, 4). Nie bez przyczyny w dzisiejszej liturgii słowa tajemnica mądrości została powiązana z przypowieścią o skarbie ukrytym w roli. To ona jest tym dobrem pożądanym, dla którego warto wszystko porzucić, sprzedać, zastawić, jak mówi Salomon: „Przeniosłem ją nad berła i trony i w porównaniu z nią za nic miałem bogactwa. Nie porównałem z nią drogich kamieni, bo wszystko złoto wobec niej jest garścią piasku, a srebro przy niej ma wartość błota” (Prz 7, 8–9).
Mądrość, choć ukryta, daje się łatwo znaleźć: „jest wspaniała i niewiędnąca: ci łatwo ją dostrzegą, którzy ją miłują, i ci ją znajdą, którzy jej szukają” (Mdr 6, 12).
Wybraliśmy się dzisiaj, drogi Czytelniku, na poszukiwanie mądrości i prowadzeni słowem Bożym stajemy wobec tego niezrównanego skarbu pełni zadziwienia, że mądrość, ów skarb nieporównany, objawia się ostatecznie w osobie Jezusa Chrystusa. Taką interpretację świętych tajemnic podpowiada nam św. Paweł Apostoł: „Lecz głosimy tajemnicę mądrości Bożej, mądrość ukrytą, tę, którą Bóg przed wiekami przeznaczył ku chwale naszej, tę, której nie pojął żaden z władców tego świata” (1 Kor 2, 7–8); „Miłość Chrystusa, przewyższającą wszelką wiedzę” (Ef 3, 19); „Chrystusa Jezusa, który stał się dla nas mądrością od Boga” (1 Kor 1, 30).
Kto Go poznał, posiadł wiedzę. Kto w Nim żyje, dąży ku sprawiedliwości i dobru. Prośmy więc słowami Salomona o udział w Jezusie Chrystusie, Panu naszym, wołając:
Boże przodków i Panie miłosierdzia,
któryś wszystko uczynił przez Chrystusa, Słowo Twoje
i w Nim stworzyłeś człowieka,
by panował nad stworzeniami, co przez Ciebie się stały,
by władał światem w świętości i sprawiedliwości
i w prawości serca sądy sprawował –
dajże mi Chrystusa, co dzieli tron z Tobą,
i nie wyłączaj mnie z liczby swych dzieci!
Bom sługa Twój, syn Twojej służebnicy,
człowiek niemocny i krótkowieczny,
zbyt słaby, by pojąć sprawiedliwość i prawa.
Choćby zresztą był ktoś doskonały między ludźmi,
jeśli mu braknie mądrości Chrystusowej – za nic będzie poczytany.
(…)
Ojcze!
Z Tobą jest Chrystus, który zna Twe dzieła,
i On był Tobą, kiedy świat stwarzałeś
i wie, co jest miłe Twym oczom,
co słuszne według Twych przykazań.
Poślij Go z niebios świętych,
ześlij od tronu swej chwały,
by był ze mną, aby mnie wspomagał, aby mnie wybawił
(por. Mdr 9, 1–6.9–11)