Lectio Divina

XI niedziela zwykła rok A

Wj 19, 1-6a; Rz 5, 6-11; Mt 9, 36 – 10, 8

ks. Marcin Cholewa ks. Marek Gilski

Ewangelia XI niedzieli zwykłej ukazuje metody działania Jezusa. Jaka była strategia Jego postępowania?

1. Diagnoza. A widząc tłumy ludzi, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza. Jezus widział stan ludzkiego ducha. Potrafił go odpowiednio zdiagnozować. Nie dostrzegał w ludziach tylko zła, ale to, kim mogliby się stać, gdyby ktoś się nimi zajął. Widział ludzkie potrzeby i starał się im zaradzić. Co dostrzegam w ludziach zło, czy ich potrzeby? Oceniam, czy staram się zaradzić ich niedostatkom?

2. Organizowanie środowiska pomocy. Wtedy przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości. Widząc skalę ludzkich potrzeb, Jezus organizował pomoc. Wiedział, że jedna osoba nie wystarczy. Dlatego zebrał grono dwunastu ludzi, których przygotował do misji niesienia pomocy. Chodziło w niej o leczenie ciała i ducha. Czy potrafię organizować ludzi wokół dobrych dzieł? Czy nie rozbijam zespołu, który dobrze działa?

3. Działanie. Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy! Jezus rozesłał odpowiednio przygotowanych i wyposażonych apostołów do innych miejscowości, aby nieśli pomoc w wielu miejscach. Wiedział, że wszyscy nie przyjdą do Niego, że trzeba do nich posłać uczniów. Tak uczynił. Jak wygląda moja religijna aktywność? Myślę tylko o sobie i bliskich, czy też wychodzę do innych?

Jezus działał systemowo. Diagnozował potrzeby, organizował ludzi i posyłał ich, by podejmowali konkretne działania. Czy jest w moim postępowaniu strategia czy tylko doraźne działanie?

Z życia wzięte

W roku 1998 zostałem mianowany proboszczem katedry w Imus. W następnym roku, w związku z przygotowaniem do Wielkiego Jubileuszu Roku 2000, zorganizowałem rekolekcje dla animatorów i koordynatorów wspólnot podstawowych w parafii. Na zakończenie rekolekcji (był to okres bożonarodzeniowy) zostawiłem ich z pytaniem: Jaki żłóbek chciałby zastać w naszym życiu parafialnym Pan, gdyby miał narodzić się dziś w Imus? Dla mnie był to tylko temat do refleksji, tymczasem moi słuchacze potraktowali rzecz dosłownie. Następnego dnia przyszli przedstawić mi konkretny projekt dla naszej parafii. W tamtej wspólnocie było wielu migrantów, którzy przybywali w poszukiwaniu pracy z innych rejonów Filipin. Przeprowadzili rozeznanie i powiedzieli mi: W naszej parafii nie mamy szkoły katolickiej, która by zapewniała ludzką i chrześcijańską formację naszych dzieci.

A ja odpowiedziałem: Szkoła? Nie! Nie mamy terenu, przestrzeni, to dużo kosztuje, brakuje nam sił! To jest nie do wykonania, choć sam pomysł jest bardzo dobry. Przez cały rok ta grupa liderów przychodziła do mnie co tydzień, powtarzając, że trzeba zrealizować ów projekt, a ja stale odpowiadałem: Nie, nie, nie!. W końcu, aby uzyskać definitywne rozstrzygnięcie, zawiozłem ich do biskupa Sobreviñasa. Moim pragnieniem było, aby biskup ostatecznie zamknął sprawę. Tymczasem po półgodzinnej rozmowie biskup wygłosił takie oto zdanie: Okej, księże Tagle, otwieramy szkołę w czerwcu. Była wiosna. Ja na to: Ależ Ekscelencjo, umawialiśmy się, że powiemy nie …. Rzeczywiście wcześniej o tym rozmawialiśmy, jednak biskup najwyraźniej zapomniał o naszym planie. To było istne szaleństwo!

Tamtego dnia nie mogłem zaprzeczyć, że świeccy nalegali na to przez cały rok. Nie mogłem również zanegować, że natchnienie przyszło w ramach duchowego przeżycia. Nie chodziło zatem o decyzję podjętą za biurkiem, ale rzeczywiście mieliśmy do czynienia z działaniem Ducha Świętego.

Powiedziałem tej grupie: W porządku, zainaugurujemy szkołę w czerwcu. Zgadzam się ruszyć z tym projektem, ale pod pewnymi warunkami: szkoła będzie w pierwszej kolejności dla dzieci ubogich, aby rodziny miały możliwość jak najlepszej formacji ludzkiej i chrześcijańskiej. Po drugie, wielu z was to dawni nauczyciele. Chcę, abyście nauczali w tej szkole w ramach wolontariatu! Rodziny, które się zgłoszą, będą musiały wypełnić kwestionariusz i wskazać, ile są w stanie zapłacić, wybierając jedną z pięciu możliwości. W okresie między 1998 a 2000 rokiem daliśmy więc początek szkole z dwadzieściorgiem dzieci w wieku przedszkolnym w jednym z pomieszczeń centrum duszpasterskiego parafii. Kiedy nie mieliśmy pieniędzy, nauczycielka dzwoniła do mnie i mówiła: Księże, potrzebujemy pieniędzy. A ja odpowiadałem: Módlmy się razem do Matki Bożej, świętego Józefa i świętego Antoniego z Padwy. I niezwłocznie pieniądze przychodziły. W drugim roku zgłosiły się kolejne dzieci, więc dostosowaliśmy garaż kurii, aby pomieścić tam kolejną klasę. Księże, czy to prawda, że ksiądz zapoczątkował szkołę dla ubogich?. Tak, to prawda. My chcemy wobec tego przekazać w darze działkę.

Ta szkoła jest dziś największą szkołą parafialną w diecezji Imus, z ponad dwoma tysiącami uczniów. Wszystko rozwinęło się dzięki darowiznom, miłości i solidarności1.

1 L.A. Tagle, Radość Ewangelii. Rozmowy o odnowie Kościoła, Kraków 2019, s. 67-70.

++++++++++++++++++++

Zdzisław Kijas OFMConv.

Wj 19,2-6ª; Rz 5,6-11; Mt 9, 36-10,8

Jezus widząc tłumy ludzi, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza. Wtedy rzekł do swych uczniów: «Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo». Wtedy przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości. A oto imiona dwunastu apostołów: pierwszy Szymon, zwany Piotrem, i brat jego Andrzej, potem Jakub, syn Zebedeusza, i brat jego Jan, Filip i Bartłomiej, Tomasz i celnik Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Tadeusz, Szymon Gorliwy i Judasz Iskariota, ten, który Go zdradził. Tych to Dwunastu wysłał Jezus, dając im następujące wskazania: «Nie idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego! Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela. Idźcie i głoście: „Bliskie już jest królestwo niebieskie”. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy! Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie!” (Mt 9, 36-10,8).

Drodzy!

1. Jezus „widząc tłumy ludzi, litował się”. Jezus ma oczy otwarte. Widzi ludzi i stan, w jakim się znajdują, czego doświadczają, co ich spotyka. Ma przed sobą tłumy, ale widzi twarze każdego oddzielnie, osobnie, jednostkowo. Widzi, że jedni są znękani, inni porzuceni, a inni jeszcze osamotnieni. Człowiek nie zdoła ukryć się przed Bogiem. Nie jest w stanie oszukać Boga, bo nawet jeśli udaje, że jest dobrze, że nic mu pozornie nie dolega, Bóg widzi lepiej. Ponieważ patrzy w twarze i zagląda w serce każdego człowieka, dlatego wie, co mu dolega i czego potrzebuje.

Jezus nie patrzy na mnie poruszony jedynie prostą ciekawością. Nie patrzy też, aby mnie na czymś przyłapać i skarcić. Kiedy na mnie patrzy, Bóg nie zachowuje się jak żandarm, jak policjant. On patrzy na mnie oczami kochającej Matki i kochającego Ojca. Patrzy, aby poznać, kiedy i jak mi pomóc, czego potrzebuję najbardziej.

Jezus patrzy i widzi, że „żniwo jest wielkie”. Czym jest „żniwo” o którym mówi Jezus, jeśli nie „żniwem” naszych ludzkich cierpień, trudności, naszych zmagań o lepsze życie, naszej walki ze złem, z pokusami, z Szatanem. Potrzeb jest bardzo wiele. Każdy człowiek – w różnej porze dnia i życia – ma ich wiele. Problem w tym, że sam, wyłącznie o własnych siłach, nie jest w stanie im zaradzić. I bardzo często pozostaje sam na sam ze swoimi trudnościami. Czuje się opuszczony i stąd bezradny.

Żniwo jest wielkie, lecz „robotników mało”. Niewielka jest liczby tych, którzy chcieliby mi pomóc, kiedy pojawiają się trudności. Stajemy się coraz bardziej egoistyczni, zamknięci na innych, wręcz wrogo do nich ustosunkowani. Jezus to widzi i boleje. Cierpi, że mamy tak wiele i tak poważnych trudności, że jest ich pełne „żniwo”, a coraz słabiej (gorzej) umiemy sobie z nimi radzić. Jest coraz więcej smutku na naszej twarzy i coraz mniej prawdziwej radości. Coraz więcej lęku gromadzi się w naszym sercu, a coraz mniej w nim ufności. Czujemy się zagubieni w świecie, który chcieliśmy poznać i nim zarządzać, lecz bez Boga. Dużo poznaliśmy i mocno już panujemy, ale wykluczając Boga, świat nas przeraża, lękamy się o nasze jutro.

Doprawdy jest wielkie „żniwo” potrzeb człowieka.

2. „Proście Pana żniwa” – mówi Jezus. On chce nam pomóc, dlatego mówi „proście”. Nie zamierza wyręczać nas z tego, co zrobić każdy z nas może, na co ma wystraczająco wiele sił i czasu. Jezus mówi, że mamy się modlić! Tak niewiele i aż tak wiele. Tak niewiele, lecz o takiej kolosalnej wartości.

Jezus mówi o tym z wielkiej życzliwości do nas. Nie ma na myśli Siebie, swojego dobra. On wyłącznie chce nas uszczęśliwić. Chce, abym czuł się dobrze w świecie, w którym żyję i tęsknił tym samym za nowym światem, za niebem, gdzie będzie mi jeszcze lepiej.

Kiedy człowiek się modli, czyni wiele. Poprzez modlitwę współdziała z Bogiem, łączy swoje siły z siłami Boga. Nie jest dłużej sam, ale jest z nim Bóg. A wówczas, kiedy się modli, posiada „władzę nad duchami nieczystymi, wypędza je i leczy wszystkie choroby i wszelkie słabości”. Ten tylko, kto się modli, posiada taką wyjątkową moc.

Jezus odkrywa przed nami źródła mocy na poprawę naszego stanu duchowego. On wie doskonale, co nam dolega i podaje właściwe lekarstwo na chorobę. Stawia właściwą diagnozę i zaleca zarazem terapię. Jest boskim Lekarzem.

3. „Przywołał do siebie dwunastu” – pisze autor natchniony. Nie przywołał pięciu czy dziesięciu, ale przywołał dwunastu, bo rok składa się z dwunastu miesięcy. Jezus przywołał więc dwunastu i dwunastu wysłał w świat, bo nie ma żadnego miesiąca roku mojego życia bez Jego bliskości, który byłby pozbawiony Jego troski, w którym nie byłaby aktywna Jego miłość.

Jezus wysyła do mnie jasny sygnał. Uczy, że każdy miesiąc, każdy tydzień i dzień, każdą chwilę mojego życia jest ze mną. Po co? Aby uzdrawiać tych, którzy są chorzy, wskrzeszać do życia w nadziei, miłości, zgodzie tych, którzy o nadziei już być może zapomnieli, którzy odeszli od miłości lub zostali w miłości zdradzeni, aby na nowo umieli kochać. Jezus przychodzi też po to, aby nas godzić między sobą, uśmierzać waśnie, uciszać wojny, wprowadzać pokój.

Jezus chce również oczyszczać trędowatych. Ileż różnego rodzaju trądu jest w naszym życiu. Są słowa pełne trądu, które naruszą godność drugiego, rodzą waśnie, niszczą rodziny. Są trędowate spojrzenia, które nie patrzą na drugiego całościowo, z miłością i życzliwością. Wiele jest trądu w naszym życiu.

Jezus jest także po to, aby wypędzać złe duchy. Usuwać z mojego życia złe myśli, krzywe pragnienia, plany agresji na bliźniego lub nienawiści.

I nie chce niczego w zamian. Czyni to darmowo. Więcej piękna jest w dawaniu aniżeli w braniu. Dlatego Bóg daje się darmowo. Oczekuje wyłącznie, że będę się modlił, że będę dziękował Mu na modlitwie.

I jest piękne, że Jezus nie chce, nie zamierza działać Sam. Pragnie bardzo dzielić się z innymi pięknym, które czyni. Zaprasza do współpracy człowieka Wybrał dwunastu i wysłał ich. Każdego dnia Bóg wybiera nowych ludzi, jakby nowych apostołów i wysyła ich, aby w Jego imieniu czyni dobro, bo wielkie jest „żniwo” potrzeb.

A może powołuje także mnie? Może mnie już powołał? Czy odpowiedziałem? Różnych ludzi Bóg powołuje i w różnej formie chce, by Mu pomagali, ale zawsze chce, by czynili to samo dobro, które czynił On.

Prosimy dzisiaj, aby uszy i serca nasze były otwarte na głos Boga, kiedy powołuje i wysyła do czynienia dobra. Prośmy także o dobre powołania kapłańskie.

+++++++++++++++++++++++++

ks. Jerzy Swędrowski

Wj 91, 1–6a; Rz 5, 6–11; Mt 9, 36 – 10, 8

Pamiętać o dziełach Bożych. Pamięć o dziejach narodów i społeczności powinna być dla nas pożyteczną nauką; lepiej nie powtarzać błędów, jakie inni popełnili. Czytamy dzisiaj słowa z Księgi Wyjścia, które mają wielkie znaczenie dla narodu wybranego. U podnóża Synaju Izraelici słyszą zachętę, aby przypomnieli sobie drogę z Egiptu. Bóg chce, aby wiedzieli, że bez Jego pomocy wyjście z niewoli byłoby niemożliwe. Mówi, że będą Jego „szczególną własnością”, co oznacza, że nigdy nie pozostawi ich bez pomocy. Teraz mają więc otrzymać przykazania, które są darem na dalsze samodzielne życie. Bóg wyprowadza nas z niewoli, ale bez naszego zaangażowania Jego dary zostaną zmarnowane.

Bóg wielokrotnie składa ludziom obietnice, które są zapisane na kartach Biblii zarówno jako zachęta, jak i potwierdzenie, że zostaną zrealizowane. Pośród innych narodów Izrael ma być ludem kapłanów i ludem świętym. Nie odnosi się to tylko do wymiaru kultu: posługa kapłańska i świętość to drogi do poznania Boga. Kapłan jest pośrednikiem między Bogiem a ludźmi; człowiek święty używa twórczo swojej wolności i w ten sposób pomnaża dobro. Warto budzić w sobie pragnienie świętości, które nie oznacza oderwania od życia, lecz jest drogą do zrozumienia siebie i innych. Skąd biorą się spory i nieporozumienia między ludźmi? Czy ich przyczyny nie tkwią w nas i naszych bliźnich? Jeżeli nie podejmiemy trudu poznawania siebie i innych, narazimy się na pokusę bałwochwalstwa. Izraelici czekający na Mojżesza pod górą Synaj ulegli zniecierpliwieniu; zebrali swoje złoto i zrobili cielca; przestali być pośrednikami między Bogiem a ludźmi, a zaczęli się zajmować tylko sobą.

Nie jesteśmy bezsilni. Bóg chce nas dla nas samych; to prawda Jego miłości skierowanej do każdego człowieka. Ponieważ jesteśmy przez Niego stworzeni, Jego łaska nie jest na zewnątrz, ale wewnątrz nas. Według Biblii, serce oznacza całego człowieka, całą jego historię i perspektywy, jego umysł i pragnienia. W sercu zatem mamy szukać obecności Boga. Dzisiaj słyszymy słowa św. Pawła, który mówi: „Chrystus umarł za nas jako za grzeszników w oznaczonym czasie, gdyśmy jeszcze byli bezsilni”. W tym krótkim zdaniu zawiera się prawda o bezinteresowności Boga; czym my moglibyśmy Go wzbogacić? Prawda ta opisuje sytuację, w której Bóg dokonuje swojego dzieła. Jezus Chrystus przyszedł na ziemię w „oznaczonym czasie” i w konkretnym momencie złożył siebie jako ofiarę na ołtarzu krzyża.

Bóg działa w naszej rzeczywistości i dlatego nigdy nie powinniśmy traktować Go jak kogoś dalekiego. Jak wielu unikniemy problemów, kiedy zaprosimy Go do naszego życia! To zaproszenie polega na przyjęciu daru chrześcijańskiej nadziei; przecież Bóg niczego nam nie odmówi. Ojciec dał Syna na ofiarę za nas; On, którego gniewu tak często się lękamy. Życie chrześcijanina nie powinno być ucieczką przed Jego „karzącym gniewem”, bo nie uciekniemy od swoich wad i porażek, od cierpienia i przemijania. Zamiast uciekać, warto zatrzymać się i z otwartością przyjąć dar pojednania. Bóg włącza nas w posługę jednania, usuwa nawet te mury, które nie pozwalają nam samym zobaczyć w sobie dobra.

Posłanie i zaufanie. Gdyby pozwolono nam wymyślić plan zbawienia, pewnie byłby zupełnie inny od tego, jaki poznaliśmy na kartach Ewangelii. Jakże wielu miało pretensje do Pana Jezusa; faryzeusze gorszyli się Jego troską o celników i grzeszników, Apostołowie nie chcieli rozumieć słów o męce, nawet bliscy Zbawiciela patrzyli z niepokojem na Jego aktywność. Drogę zbawienia wyznacza Syn w jedności ze swoim Ojcem z nieba, ale włącza w nią każdego z nas. „Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo” – to wezwanie i zaproszenie, z którego wynika także wielkie zaufanie do nas. Przecież robotnicy zostaną wybrani spośród słuchających słowa Bożego; każdy z nas może zostać wezwany i wybrany. Już w chrzcie św. zostaliśmy wezwani i wybrani! Pan Jezus wskazuje na wielkie dzieła Boże: przecież nie my daliśmy wzrost ziarnu, które zbierzemy we żniwa.

Powołanie jest cudem Bożej miłości i wystarczającym powodem, by być wdzięcznym. Pan Jezus wezwał Dwunastu i obdarzył ich władzą uwalniania ludzi od chorób i złych duchów. Posłał ich przy tym z konkretną instrukcją. Potrzeba, abyśmy i my uważnie słuchali słowa Pana, abyśmy postępowali nie według własnego uznania, ale według słów Ewangelii. Chociaż zmieniają się kultura, obyczaje, jest wielki postęp techniczny, wciąż niezmiennie trzeba nam uważnie słuchać Bożych słów. One są drogowskazem, bez nich nasza pobożność i wierność będą fałszywe. Pośród dwunastu Apostołów jeden okazał się zdrajcą. Trzeba się cieszyć, że pozostali wytrwali w wierności aż do przelania krwi. Wielkie żniwo Pana to cały świat, za który jesteśmy odpowiedzialni; mamy zrozumieć i przyjąć nasze indywidualne powołanie, ale także mamy pomagać innym w odczytaniu go. A jeśli to żniwo jest tak wielkie, jakże wielka czeka nas nagroda!

++++++++++++++++++++++++++

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *