Blog
II niedziela po Narodzeniu Pańskim rok A
Syr 24, 1–2.8–12; Ef 1, 3–6.15–18; J 1, 1–18
Chwała Mądrości. Jedno z częstych nieporozumień między ludźmi dotyczy słowa „mądrość”. Jedni rozumieją przez nie wykształcenie i doświadczenie, drudzy wrodzone talenty i zdolności, a jeszcze inni łączą ją z wyższością i dominowaniem nad ludźmi. Dzisiaj słyszymy o Mądrości, która „wychwala sama siebie i chlubi się pośród swego ludu”. To określenie z Syracha może budzić w nas niesmak, a nawet opór; owszem, chętnie dajemy innym odczuć naszą wyższość, ale nie chcemy, aby oni mieli nas za gorszych od siebie. Błędne rozumienie mądrości jest głęboko zakorzenione w naszym postrzeganiu siebie i świata.
Mądrość jest znakiem obecności Boga, bo On jest jej Dawcą. Ale kiedy piszemy „Mądrość” dużą literą, myślimy o samym Bogu. Chcemy doceniać, jak wiele czyni dla naszego szczęścia. Można powiedzieć, że Bóg objawia pełnię swej mądrości, aby człowiek nie zagubił się na drogach świata, nie pozwolił się oszukiwać. Mądrość to nie tylko odróżnianie dobra od zła i roztropność w postępowaniu, ale to przyjęcie Bożej obecności. Stajemy z wdzięcznością i uwielbieniem wobec Boga, który nie gardzi nami, nie zniechęca się naszą niewiernością. Boże Narodzenie to wypełnienie zapowiedzi, że Bóg – Mądrość Przedwieczna zechciał z nami pozostać, że nigdy z nas nie zrezygnował. Boża obecność niczego nam nie zabiera, z Bogiem nigdy nie będzie nam zbyt ciasno; On nas nigdy nie ogranicza, a Jego mądrość nie ma granic.
Jesteśmy dziećmi Ojca w niebie. Boże Narodzenie dokonało się z woli Ojca, który jest w niebie; On dzieli się z nami miłością i obecnością Syna. W Dzieciątku Jezus możemy zobaczyć delikatność i serdeczne miłosierdzie Ojca; On chciał nas mieć w swojej rodzinie. Przyjście Jezusa Chrystusa na świat ma nam pomóc poznać Ojca; On już nie jest kimś dalekim, jakimś starcem, który sponad chmur patrzy złowrogo na człowieka, lecz przybliżył się do nas. Bóg chce, abyśmy byli „święci i nieskalani przed Jego obliczem”. Te słowa św. Pawła mogą nas utwierdzać w fałszywym postrzeganiu Ojca niebieskiego. Nie zdołamy o własnych siłach stać się świętymi i nieskalanymi przed Bogiem, który wszystko zna.
Boże Narodzenie staje się źródłem łaski i siły, pomaga przestać patrzeć jedynie po ludzku, jakby bycie z Bogiem było odrobinę lepszą wersją naszego życia na ziemi. W tych dniach składamy sobie serdeczne życzenia, które przekazują nasze pragnienie bliskości ludzi, ale także bliskości Boga. Dzisiaj Apostoł życzy nam, aby Bóg obdarzył nas „światłymi oczyma serca”; to umiejętność dostrzegania znaków Bożej obecności. Jeżeli nie zauważymy dobra, nie uda nam się z niego skorzystać. „Światłe oczy serca” pomagają nam odróżniać wrażenia od faktów, pozory od rzeczywistości. Boże Narodzenie jest szansą, abyśmy odkryli „nadzieję naszego powołania”, to znaczy pewność, że z Bogiem nigdy nie pobłądzimy, nie będziemy bezradni.
Ile potrafimy przyjąć od Boga? Po ludzku wydaje się, że jesteśmy gotowi przyjąć wszelkie dobro i w każdej ilości. Echem naszego rozumienia Bożych darów jest wzajemne obdarowywanie się prezentami; jednak każdy zdaje sobie sprawę, że to tylko symboliczny gest. Zwykle kryje się za nim życzliwość, czasem zabieganie o względny spokój. Wiele społeczności ludzkich cierpi z powodu korupcji, czyli niemoralnej postawy „kupowania” innych rozmaitymi dobrami. Dzisiaj słyszymy, że przez Słowo Wcielone – Jezusa Chrystusa – „Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało”. Dobrze znamy początek Ewangelii św. Jana, szczególnie zdanie: „Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami”. Może nawet tak się przyzwyczailiśmy do tego stwierdzenia, że wydaje się ono oczywiste; Jezus narodził się człowiekiem i co roku to świętujemy.
W drugą niedzielę po Bożym Narodzeniu możemy z większym spokojem i uwagą zatrzymać się nad słowami św. Jana. Słowo, przez które wszystko się stało, jest z nami, z nami zamieszkało. Jeżeli Stwórca wszystkiego zechciał zostać z nami, stajemy się w jakimś sensie ludźmi, którzy mogą uczynić wszystko – wszystko, co dobre. Rozważajmy w tych dniach wszechmoc Bożą. Św. Jan mówi o darach Bożych: „Z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali łaskę po łasce”; czy możemy objąć to, cośmy otrzymali? Może potrzeba nam w tych dniach odwagi spojrzenia na swoje życie i odkrywania, jak wiele w nim jest darem Bożym. Jezus Chrystus nie wypomina nam tego, co otrzymaliśmy, ale musimy zrozumieć, że choć Bóg był tak blisko, myśmy Go nie zauważyli – i może dlatego sobie przypisaliśmy zasługi wykonanych dzieł. Jeżeli dostrzeżemy Jego dary, nigdy nie przestaniemy Go wielbić.
ks. Jerzy Swędrowski
+++++++++++++++++++++++++++
II niedziela po Bożym Narodzeniu
Syr 24, 1–2.8–12; Ef 1, 3–6.15–18; J 1, 1–18
1. Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo – czytamy w Ewangelii. Jan Apostoł jako jedyny rozpoczyna swoją Ewangelię nie tekstem historycznym, ale jakimś rodzajem poezji czy wręcz śpiewu.
Jan wszystko, całość życia duchowego i materialnego, wyprowadza od Boga. W Nim lokuje początek wszystkiego – życia i słowa, czyli mowy, ludzkiej komunikacji, dzielenia się z innymi tym, co się wie, czuje, za czym się tęskni. Jan nie ma wątpliwości, że „wszystko” ma źródło w Bogu i dlatego „nic”, co istniało, istnieje lub istnieć będzie, nie ma innego źródła życia poza Nim.
Ale Jan nie tylko wyprowadza wszystko od Boga, lecz także przeprowadza wszystko przez Jezusa Chrystusa. Wszystko przez Nie [Słowo] się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało – mówi jasno.
Kościół wyraził tę prawdę w nauce o Bożej Opatrzności. Uczy, że Stwórca wie wszystko o swoim (każdym!) stworzeniu i chce dla niego wyłącznie dobra. Sam dobry, Bóg nie może chcieć niczego, co nie byłoby dobre, piękne, prawdziwe. To sprawia, że czegokolwiek udziela człowiekowi, jest to zawszedobre, piękne i prawdziwe. Ponieważ jest Bogiem wiedzącym wszystko, dlatego wie, czego człowiek potrzebuje najbardziej. Jest jednak Bogiem, który szanuje autonomię i godność stworzenia, stąd nie narzuca się człowiekowi, nie zniewala go do tego, co dla niego przygotował. Bóg proponuje, zachęca do przyjęcia, zaprasza do siebie. Nie przestaje mówić: Przyjdźcie doMnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię (Mt 11, 28).
Bóg czyni wszystko w sobie tylko znany sposób. I chociaż nie zawsze odpowiada to oczekiwaniom człowieka, On nie przestaje działać.
Nie pyta go o zgodę, jest bowiem pełen mądrości i dobra, życzliwości i miłości do stworzeń. Działanie Jego – jak uczy Katechizm (nr 303) – jest „konkretne”, „bezpośrednie” i „suwerenne”, obejmuje wszystko, od rzeczy najmniejszych aż do wielkich wydarzeń świata i historii. Nasz Bóg jest w niebie; czyni wszystko, co zechce (Ps 115, 3) – powiada Psalmista. A o Chrystusie zostało powiedziane: Ten, co otwiera, a nikt nie zamknie, i Ten, co zamyka, a nikt nie otwiera (Ap 3, 7). Wiele zamierzeń jest w sercu człowieka, lecz wola Pana się ziści (Prz 19, 21) – czytamy w innym miejscu.
2. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi – słyszymy w Ewangelii. To ważna wiadomość. Z jej kart wiemy, że Jezus nigdy nie uczynił cudu, by kogoś ukarać, zniechęcić do czegoś, odebrać mu entuzjazm do życia. Nic podobnego! Jego słowa i czyny były zawsze ukierunkowane na korzyść ludzi. On leczył chorych, pocieszał, przywracał do życia, odradzał do nadziei itd. Autor Księgi Mądrościpisze, że Bóg z mocą [fortiter] i pełnią dobroci [suaviter] sięga od krańca do krańca (por. Mdr 8, 1), czyli ogarnia, wspiera, strzeże i karmi wszystko, co stworzone. Z kolei Księga Hioba wysławia Boga, bo jest On wielki w swej wszechmocy. On krople wody podnosi i mgłę na deszcz skrapla, one płyną z nieba wysoko, obficie spływają na ludzi. (…) Tak utrzymuje ludzi i żywność im daje obficie (Hi 36, 27–28.31).
Jezus, który przychodzi do świata, przynosi w całej pełni życie, które ma odwieczne źródło w Bogu Ojcu. Lecz Jezus nie tylko przynosi je na świat, On – poprzez tajemnicę Wcielenia – dzieli się z nami tym życiem, wprowadza je do naszego wnętrza, obdarza nim nas, nasze myśli, pragnienia, nasze słowa, nasze spotkania – jednym słowem wszystko, kim człowiek jest i co czyni, z kim rozmawia i z kim się spotyka, jest nasycone Bożym życiem. Ma ono jednak jakby „przechodzić” przez człowieka, przez jego oczy, uszy, usta, dotyk, przez jego myśli i cele, które sobie wyznacza.
Bóg nie obdarzył życiem tylko jakiegoś fragmentu człowieka, ale ogarnął tym darem całą jego istotę. Dlatego też słowa, które człowiek wypowiada, winny nieść życie, nie zaś śmierć, niezgodę czy nienawiść. Także jego oczy, którymi patrzy na innych i ocenia ich zachowanie, winny być oczami, które widzą i dzielą się życiem, jego pięknem, nadzieją. Również zadaniem uszu jest słuchanie tego, co wartościowe, co piękne i co przywraca życie, rodzi zgodę i pojednanie, co wnosi pokój.
3. A światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła – słyszymy jeszcze w Ewangelii.
Życie ma naturę światła. Kto kocha lub jest kochany, wie bardzo dobrze, że przebywa w świetle. Pełno w nim radości i nadziei na przyszłość, na dalszy rozwój, rozkwit. Jest wolny od lęków, wszak ma obok siebie kogoś, kto go kocha, kto jest gotów uczynić dla niego wiele, bardzo wiele.
Światło to posiada i niesie ze sobą także każda osoba dobra, życzliwa, miłująca. Każdy, kto gotów jest udzielić lub przyjąć przebaczenie, ofiarować coś swojego dla drugiego, kto znalazł się w potrzebie.
Postawa taka odradza w drugim nadzieję za lepsze jutro. I jakże to ważne, jakże potrzebne, zawsze, nie tylko dzisiaj! Być zwiastunem nowego pięknego poranka.
Tak czynił Jezus. Z każdym z ludzi podzielił się nadzieją na lepsze jutro. Uczynił to, kiedy przyjął nasze ciało. Nawet kiedy cierpiał, zachęcał, by nie widzieć wyłącznie cierpienia, lecz światło Bożej obecności, która zwycięża mrok.
Lecz teraz kolej na ludzi, aby – idąc śladami boskiego Mistrza – także oni byli źródłem życia i światła dla siebie i innych.
I nie chodzi wcale o to, by tylko dużo mówili o życiu (choć i to jest ważne), ale by tym życiem się dzielili, życie przywracali, odradzali w ludziach nadzieję na zwycięstwo dobra i przywrócenie sprawiedliwości, na królowanie Boga.
Panie, uczyń mnie zwiastunem życia i nosicielem światła w moim życiu i życiu bliźnich.
Zdzisław Kijas OPFMConv.
+++++++++++++++++++++++++++
MIESZKANIE DLA SŁOWA
1. Życie ludzi często jest porównywane do księgi. Kapelan więzienny ks. Arthofer, przywołując ten obraz, stwierdził, że w tej księdze są trzy strony najbardziej wyróżniające się z całości: strona tytułowa, spis rzeczy i koniec opowiadania. Wydaje się, że nowoczesny człowiek najbardziej zwraca uwagę na stronę tytułową – swój zewnętrzny wizerunek, to, jak jest postrzegany, jakie robi pierwsze wrażenie. Dlatego niezwykle starannie buduje swoją powierzchowność, często bez względu na to, czy ma ona odpowiednik w tym, co zawiera całe jego życie.
Druga wyróżniająca się strona księgi życia, czyli spis rzeczy, jest już jakby mniej ważna. Czasem wcale nie odpowiada tytułowi księgi, jest pełna błędów, opuszczeń, odejść od głównej, zapowiadającej się fabuły, zawiera wiele niedomówień i brakujących kartek, rozdziałów, które nie wiadomo jak zatytułować. Niekiedy pokrętnymi słowami próbuje wyrazić coś, co bardziej chciałoby się ukryć, niż komukolwiek opowiedzieć.
Na trzecią z tych kart, czyli koniec opowiadania, wielu wcale nie zważa, jakby chciało czym prędzej zapomnieć o jej istnieniu. Natomiast dla Boga, który jest Sędzią wszystkich, to właśnie ostatnia strona jest najważniejsza. On nie troszczy się zbytnio o kartę tytułową i szumne zapowiedzi, przesuwa szybko spojrzenie po spisie treści, a zatrzymuje się przy ostatniej stronie. Niejednokrotnie „opowiadanie życia” jest długie i bolesne, zanim nastąpi powrót bohatera i znalezienie właściwego celu poszukiwań.
Często na łożu śmierci ktoś odnajduje – przez słowa rozgrzeszenia – powrotną drogę. Sakrament chorych staje się ostatnią kropką w księdze życia, w której pierwszą kartę wyrwał świat, a druga z powodu plam i brudu jest nieczytelna. Lecz gdy Bóg weźmie do rąk tę biedną, zakurzoną księgę, Jego Miłosierdzie dostrzeże ostatnie fragmenty, napisane wyraźnie i sensownie. Sprawdza, czy „słowo” życia zdąży stać się „ciałem”, dopełnić się i zamienić w konkret nawrócenia. „Słowo stało się Ciałem” – to słowa, które wskazują kierunek przemiany czasu, jaki jest nam dany, w dobre owoce życia.
2. Prawda o człowieku nie tkwi jedynie w słownych deklaracjach, które ktoś z łatwością zarejestruje, usłyszy lub zanotuje. Ta prawda jest ukryta w nas. Pewna opowieść indiańska mówi o młodzieńcu, który poszukiwał prawdy o sobie. Były to czasy, gdy na Dzikim Zachodzie na preriach pasły się jeszcze stada bizonów, Indianie żyli w harmonii z naturą, tworząc wspólnoty wspomagające się nawzajem i chroniące przed wrogami. W jednej z wiosek żył młody chłopak. Zgodnie ze zwyczajem swej społeczności przeszedł wszystkie obrzędy i inicjacje, które czyniły go mężczyzną, wojownikiem i myśliwym. Był bardzo waleczny, odważny, ale miewał chwile zwątpienia, zadumy, a wówczas popadał w smutek, ogarniał go lęk. Gdy wieczorem siadał przed wigwamem i wpatrywał się w roziskrzone na niebie gwiazdy, zastanawiał się, kim jest i jaki sens ma jego życie, po co to wszystko, co czyni.
Nie mogąc przez długi czas znaleźć odpowiedzi na te dręczące go ważne pytania, udał się do miejscowego starca-mędrca. Kiedy zapadł zmrok, wszedł do jego namiotu, usiadł naprzeciw niego i zapytał: „Powiedz mi, kim jestem. Jaki jest sens mojego życia?”. Starzec popatrzył na swego młodszego brata, pomyślał dłużej i odpowiedział: „To, kim jesteś, nie zależy od tego, co widzisz na zewnątrz, gdy spoglądasz na górskie szczyty czy potoki. Nie szukaj odpowiedzi w tym, co robisz czy co zdobędziesz. To, kim jesteś, zależy od tego, co się dzieje w twojej duszy!”.
Bóg, gdy stwarzał człowieka, „rzekł słowo”, które każdego z nas wezwało do istnienia. Należy to słowo odczytać, by zrozumieć, kim jesteśmy i po co On to wszystko dla nas uczynił. „Słowo staje się Ciałem”, gdy usłyszymy Je i spełnimy Jego zalecenia.
3. Jedną z prawd o człowieku jest jego otwartość na innych. „Słowo stało się Ciałem i zamieszkało między nami” – czyli pośród wspólnoty. Ludzie muszą się spotkać, by stworzyć miejsce, gdzie Słowo może zamieszkać. Współczesność nie sprzyja tworzeniu wspólnoty. Brazylijski socjolog Teresa Caldeira napisała o Sao Paulo, drugim co do wielkości mieście Brazylii, tętniącym życiem, rozrastającym się w zawrotnym tempie: „Sao Paulo jest dzisiaj miastem murów. Fizyczne zabezpieczenia zbudowano wszędzie: wokół domów, eleganckich budynków mieszkalnych, parków, placów, kompleksów biurowych i szkół. (…) Nowa estetyka bezpieczeństwa wpływa na kształt wszystkich projektów i narzuca nową logikę nadzorowania i dystansu” (Fortifield Enclaves, The New Urban Segregetion, „Public Culture” 1996).
Wszyscy, których na to stać, uciekają od kontaktu z innymi, kupują mieszkania w specjalnie strzeżonych dzielnicach, które tworzą enklawy, osobne światy, obiecują „totalny sposób na życie”. Izolacja oznacza oddzielenie od tych, których uważa się za gorszych, obcych, niepotrzebnych. Ludzie coraz mniej potrzebują innych. Każdy płot i każdy mur dzieli świat na przestrzeń „wewnątrz” i przestrzeń „zewnątrz”. Jedna i druga część w ten sposób wyróżnia „naszą” i „ich” przestrzeń.
Mieszkańcy strzeżonych obszarów oddzielają się od zgiełku, brutalności, szukają oazy spokoju i bezpieczeństwa. Tym samym odgradzają innych od miejsc porządnych, bezpiecznych, których strzegą na różne sposoby. Tym samym zamykają innych na nędznych i mrocznych ulicach. „Dobrowolne getto” oddziela biednych od bogatych, pomiędzy którymi nie ma dialogu, możliwości spotkania, nie ma „słowa”. Jedne miejsca są tymi, „do których się nie wchodzi”, a inne są tymi, „z których nie wolno wychodzić”. Ponad murem zaś panuje cisza obojętności. Słowo nie ma swojego mieszkania.
ks. Andrzej Zwoliński