Lectio Divina

Boże Narodzenie Msza w dzień

Iz 52, 7–10; Hbr 1, 1–6; J 1, 1–5.9–14

1. Na początku było Słowo – słyszymy w dzisiejszej Ewangelii. Słowo jest początkiem wszystkiego. Ewangelia mówi o jego ważności. Informuje nas, że wszystko zaczęło się od niego. Przez słowo Boga powstało wszystko – świat i jego mieszkańcy. Słowo było sprawcą naszego życia i naszych bliskich. Bóg szanuje słowo. Mówi, że jest ono dobre, bo poprzez nie powołał do istnienia dobre rzeczy – cały świat, wszystkie stworzenia, w tym także człowieka.

W dniu, kiedy Kościół obchodzi uroczystość przyjścia na świat, w ludzkim ciele, Bożego Syna, czytana jest ponownie Ewangelia św. Jana, która mówi o wartości stwórczej słowa. I mimo upływu lat nic się nie zmieniło. Słowo nadal jest twórcze. Nadal jest początkiem wszystkiego. Informacje, jakie komunikuje, są siłą, która daje początek działaniu – jeżeli słowo jest dobre, również działania, które wywołuje, są dobre. Wytwarza dobre, czyli pozytywne emocje, rodzi szlachetne uczucia, godzi czy jedna ludzi, z dotychczasowych wrogów czyni przyjaciół. Ale bywa też odwrotnie. Kiedy słowo nie jest dobre, kiedy wiele w nim kłamstwa, złości, nienawiści, kiedy brak w nim pokoju, staje się słowem złym. Rodzi spory, konflikty, wojny.

Słowo jest ponadczasowe. Może docierać do nas z głębokiej przeszłości i nadal jest słowem, które działa, pobudza do myślenia i czynu, rodzi dobre czy złe wspomnienia, nastraja pozytywnie lub negatywnie do drugiego człowieka, otwiera lub zamyka drzwi serca.

2. Stąd pytanie o moje słowo. Jakie jest? Jak go używam? Do czego? Skoro często odczuwam na własnej skórze – a może i na własnej egzystencji – ciężar czyjegoś słowa (dobrego czy złego), to jaki jest mój stosunek do niego? Czy nie używam go w nadmiarze, bez kontroli? Wszystko, czego używam w nadmiarze, do przesytu, zaczyna powoli tracić swoją wartość. Jest niedoceniane, nieszanowane, lekceważone. Kiedy używam zbyt wielu słów, zaczynam tracić kontrolę nad nimi. Łatwo wtedy powiedzieć coś złego, jedno słowo za dużo, które rani, niszczy zgodę, staje się zarzewiem konfliktu. A może za mało używam słów w rodzaju: proszę, przepraszam, dziękuję?

Słowo ma swoją wartość. I tych wartości każde słowo posiada bardzo wiele. Jedną z nich jest słowo dane i dotrzymane. Dotrzymywanie słowa stało się – utrzymuje wielu – czymś bardzo deficytowym. Nie dotrzymujemy słowa, a jeżeli już, to rzadko. I wcale nie chodzi wyłącznie o rządzących, o osoby ubiegające się o elekcję czy reelekcję. Nie chodzi też o to, że mąż nie zawsze dochowuje wierności słowu danemu żonie lub odwrotnie. W konsekwencji małżonkowie się rozchodzą, każde idzie w swoją stronę, z powodu czego cierpią dzieci, bliscy, przyjaciele. Składamy szczytne obietnice, zapewniamy: „nie opuszczę cię aż do śmierci”, lecz nad wyraz szybko przychodzą konflikty, nieporozumienia, sprzeczki i ludzie się rozstają – często w kłótni i gniewie. A bywa, że i z mocnym postanowieniem zrobienia czegoś złego niedawnemu partnerowi, kiedyś zapewnianemu o wierności na zawsze.

Z niedotrzymywaniem danego słowa spotykamy się niemal codziennie na poziomie zawodowym, sąsiedzkim, rodzinnym. Szybko też sami zapominamy o złożonych drugiemu obietnicach. A wtedy nasze słowo przestaje mieć znaczenie. Przestaje mieć wagę, jaką mieć powinno. Kiedy tak się dzieje, oznacza to, że wypowiadamy słowa w sposób mało odpowiedzialny, że łatwo, z błahego powodu rezygnujemy z wypełnienia danej obietnicy i na dodatek nie rodzi to w nas wyrzutów sumienia.

Wielu traktuje słowo byle jak, po macoszemu. Słowa bywają nadużywane i marnowane. I chociaż obietnice takich ludzi nie mają żadnej wartości, oni chętnie i obficie je składają. To smutne.

Nie sposób budować przyszłości, pisać wspólnej historii, angażować się w coś, decydować o czymś ważnym, kiedy brak pewności, że ten, kto obiecuje współpracę, pomoc, wsparcie itd., dotrzyma słowa, że pozostanie wierny, nawet gdyby musiał poświęcić coś swojego, zrezygnować z czegoś, co wydaje mu się ważne, ale konsekwentnie przedłoży nad to wierność danemu słowu.

Świat przeżywa trudności, dręczony jest rozmaitymi kryzysami, doznaje różnego rodzaju wstrząsów – a wszystko to głównie dlatego, że ludzie przestali dotrzymywać złożonych obietnic. Dlatego we wzajemnych relacjach stajemy się nieufni, podejrzliwi, wątpiący. Kiedy brak wiary w składane deklaracje, nie sposób budować pewnej przyszłości.

3. Zatraciliśmy w dużym stopniu wartość słowa. Zniknęła, bo zanikła wartość ciszy. Im większy słowotok, tym łatwiej i szybciej można zgubić wartość tego pojedynczego słowa. Wartość słowa mierzona jest wartością osoby, która je wypowiada. To człowiek jest gwarantem składanych przez siebie obietnic. Im bardziej szanuję siebie, tym bardziej szanuję słowo, które wypowiadam. Kiedy nie szanuję siebie, kiedy nie cenię rzeczywiście tego, kim jestem, przestaję też szanować swoje słowo. Nie cenię go. Traci ono wartość, bo przestało stanowić wartość dla tego, kto je wypowiada. A wtedy trwoni się słowo. Wypowiada się je obficie, ale bezużytecznie. Zamiast nieść światło, zgodę, przyjaźń, takie słowa wprowadzają ciemność, rozbijają więzi między ludźmi, rodzą spory.

Jest jednak coś jeszcze ważniejszego. Zdarza się, że nie dowierzamy słowu, które kierowane jest do nas. Nie dowierzamy słowu obietnicy, miłości czy przyjaźni. Ponieważ wątpimy w wartość własnych słów, podajemy w wątpliwość słowa innych. Nie dowierzamy, że mogą być szczere i szlachetne, skoro nasze takie nie są.

W efekcie wątpimy też w słowo, które kieruje do nas Bóg. Wątpimy, kiedy zapewnia o swojej miłości, kiedy mówi, że jest dla nas Ojcem i Matką, Bogiem miłosiernym i bardzo życzliwym. Wątpimy w to wszystko.

Dlatego corocznie Kościół obchodzi Boże Narodzenie, aby wpoić nam, że Bóg słowa dotrzymuje, że jest i pozostanie na zawsze wierny danej nam obietnicy, że zawsze – niezależnie od tego, czy tego chcemy czy nie – On nas kocha.

Słowo ma sprawczość. Może przekazywać błogosławieństwo i może złorzeczyć, przeklinać, odsądzać od czci. Słowa wracają. Stąd mówi się: co zasiejesz, to i zbierać będziesz. Im więcej zawieram w słowach dobra, życzliwości, miłości i błogosławieństwa dla drugich, tym więcej tego dla mnie. Im więcej moje słowa komunikują światła, życia, radości, nadziei, tym więcej światła, życia, dobra powraca do mnie.

Taka jest prawda o słowie. Stało się ono bowiem Zbawicielem świata.

Zdzisław Kijas OFMConv.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *