Blog
1 stycznia – Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki
Czas przeniknięty Bożym błogosławieństwem
Świętej Bożej Rodzicielki Maryi
Lb 6, 22–27; Ga 4, 4–7; Łk 2, 16–21
1. W Księdze Liczb czytamy, co Bóg powiedział do Mojżesza: Powiedz Aaronowi i jego synom: „Tak oto macie błogosławić Izraelitom. Powiecie im: Niech cię Pan błogosławi i strzeże. Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą, niech cię obdarzy swą łaską. Niech zwróci ku tobie oblicze swoje i niech cię obdarzy pokojem”.
Stwórca nie wymaga od nas niczego nadzwyczajnego. Niczego, co przerastałoby nasze możliwości – fizyczne, ekonomiczne, duchowe czy moralne. Nie żąda od nas, abyśmy robili wszystko. Oczekuje jedynie, abyśmy mówili dobrze jedni o drugich. Nie żąda, abyśmy byli heroiczni w miłości drugich, pełni poświęceń, oddania, rezygnowali ze swojego i dzielili się tym z innymi. Bóg nie żąda aż tak wiele. Oczywiście, jest wdzięczny, kiedy to robimy, kiedy miłujemy innych heroiczną miłością. Ale kiedy nas na nią nie stać, Bóg prosi, abyśmy byli przynajmniej dla siebie życzliwi w słowie. Bóg prosi, abym chciał i mówił dobrze o drugim. Abym unikał hejtu, wulgaryzmów, słów obraźliwych, nieprawdziwych, naruszających godność, dobre imię drugiej osoby.
Każde słowo, nawet pozornie mało znaczące, przypadkowe, wypowiedziane mimochodem, tworzy nową rzeczywistość. Kreuje obraz drugiego człowieka – niszczy go lub upiększa, podnosi na duchu lub deprymuje. Bóg prosi więc, abym panował nad słowem, nad tym, co mówię, do kogo mówię, o kim lub o czym rozmawiam.
Kiedy nie ma się nic dobrego do powiedzenia o drugim, lepiej zamilknąć. W naszych rozmowach jest za mało miejsca, za mało przestrzeni na milczenie. Chcemy pokazać sobie i innym, że wiemy wszystko o wszystkich, dlatego nadużywamy słów o drugich, w tym także słów nieprawdziwych, kłamliwych, złych.
Bóg zawsze mówi dobrze o człowieku. Nikim z ludzi nie gardzi. Wypowiada się dobrze o mnie także wtedy, kiedy grzeszę, kiedy odchodzę od Niego, kiedy porzucam Kościół, który jest moją duchową Matką. Także wtedy Bóg mnie nie przekreśla. Zaprasza do powrotu, puka do drzwi serca człowieka i prosi, by przyjąć Go z powrotem.
2. Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu – pisze Ewangelista. To ważne słowa. Pełne mądrości, a raczej tęsknoty za mądrością, pragnienia posiadania jej. W tych słowach Ewangelia mówi pośrednio, że życie nie stoi w miejscu. Nie jest bierne. Ono ciągle biegnie do przodu. Ciągle się zmienia, rozwija, bogaci lub – co również możliwe – ubożeje. Nic, co jest teraz, nie będzie tym samym jutro. Może być podobne, zbliżone, ale nie takie same. Głupcem jest ten, kto swoje szczęśliwe czy smutne „dzisiaj” chce kontemplować w swoim „jutro”. Nie jest w stanie tego uczynić. Każdy bowiem dzień niesie coś nowego, odmiennego od tego, co już było. Może więc nas zaskoczyć – czymś dobrym lub złym – pomnożyć nasze radości lub spotęgować smutki. Nie wolno jednak sądzić, że codzienność jest ciągle taka sama.
Nawet wtedy, kiedy przychodzą dni trudne, kiedy zostajemy zranieni przez ludzi – słowem lub czynem – kiedy wiele z tego, co budowaliśmy, zdaje się rozsypywać na naszych oczach, kiedy zawiązywane przez lata przyjaźnie okazują się nietrwałe itd., tym bardziej starać się musimy „ustrzec w sercu” to piękno i dobro, których doświadczyliśmy w przeszłości, zachować żywe wspomnienia o dobrych ludziach, dobrych rozmowach, dobrych chwilach. Życie nie jest tylko walką o lepsze jutro. Jest także walką o dobrą pamięć o dobrej przeszłości, o szlachetnych ludziach, których spotkaliśmy i dzięki którymi jesteśmy tym, kim jesteśmy.
Ewangelia mówi, że Maryja zachowywała wszystkie te sprawy. Oznacza to, że się uczyła, że pogłębiała swoją wiedzę o sobie i Bogu, o bliźnich i świecie. Każdy szczegół był dla Niej ważny, każde spotkanie, każda rozmowa. To ważna nauka także dla nas, szczególnie w tym czasie, kiedy docierają do nas te słowa, czyli na początku nowego roku.
Jezus zachęca, bym – mimo posiadanego już doświadczenia – nadal chciał się uczyć, pogłębiał swoją wiedzę o sobie i świecie, o ludziach, którzy są wokół, o swojej pracy i obowiązkach, które są mi zlecone. Człowiek mądry łatwiej odnajdzie się w ciągle zmieniającym się świecie, będzie umiał dokonać mądrych wyborów, przyjąć składane sobie propozycje lub odmówić pójścia za nimi.
3. Wchodzimy w nowy rok pewni obietnicy, którą Bóg złożył Mojżeszowi. A jak ona brzmiała? Ja im będę błogosławił – powiedział Bóg. Oznacza to, że Bóg nie tylko nam już błogosławi, nie tylko w naszym dzisiaj, w naszej szarej czy trudnej codzienności. On zapewnia nas, że będzie nam ciąglebłogosławił. Że nie będzie dnia ani godziny, miesiąca ani roku bez Jego błogosławieństwa.
Czym jest Boże błogosławieństwo? Czy jesteśmy w stanie zrozumieć jego naturę? Przybliżają ją słowa św. Elżbiety, która na widok Maryi wydała okrzyk: Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. Kiedy Bóg zapewnia, że będzie mi błogosławił, to chce powiedzieć, że cokolwiek dziać się będzie w moim życiu dobrego czy złego, czy będę radosny, czy smutny, zdrowy czy chory, lubiany czy prześladowany, On będzie zawsze ze mną.
Czy to oznacza, że Bóg jest ze mną, kiedy doświadczam niesprawiedliwości, kiedy dotyka mnie krzywda, kiedy cierpię niesłusznie, kiedy zalewa mnie fala wulgarnego hejtu? Czy także wtedy On jest ze mną? Ależ oczywiście! Właśnie wtedy jest ze mną w sposób szczególny. Dlatego przyjął ludzkie ciało, aby pokazać, udowodnić, że jest ze mną. I chociaż przytrafiają się nam bardzo przykre, wręcz granicznie przykre doświadczenia, również one są okazją do wzrostu, do wstąpienia na wyższy stopień wiedzy o życiu, wyższy stopień dojrzałości. Bo czyż ziarno nie musi obumrzeć, aby wydać plon? Bronię się przed cierpieniem, obawiam się go, ale jest ono nieodzowne, aby dokonać kolejnego kroku w zdobywaniu życiowej mądrości.
Nie wystarczy tylko wiedzieć o tym. Trzeba także modlić się, aby tak się działo. Każdy rodzaj modlitwy jest ważny: na kolanach czy za kierownicą, przy biurku czy na łóżku choroby. Może to być Ojcze nasz, kiedy jest na niego chwila czasu, czy jedynie akty strzeliste w rodzaju: Panie, wspomóż! Daj siłę! Przyjdź z pomocą! Daj wytrwałość i cierpliwość!
Prośmy Boga, aby Jego błogosławieństwo było z nami przez cały nowy rok.
Zdzisław Kijas OFMConv.
++++++++++++++++++++++++++
Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi (ABC)
Lb 6, 22–27; Ga 4, 4–7; Łk 2, 16–21
Boże błogosławieństwo. Wyjątkowe wydarzenia, rocznice, rozpoczynający się nowy, ważny etap życia wiążą się w naszej kulturze ze składaniem życzeń. Przybywający goście z radością przekazują dobre słowa, które mają być wyrazem ich życzliwości oraz gotowości towarzyszenia na otwierającej się drodze. Choć często wieńczą je życzenia wyrażające troskę o zdrowie, warto widzieć w nich próby budowania więzi międzyludzkich, które nie są tylko zwyczajowymi gestami.
Dzisiaj liturgia Kościoła ofiarowuje nam słowa szczególne: życzenia samego Boga, który nakazał Mojżeszowi, aby brzmiały w uszach członków narodu wybranego w czasie powrotu do ojczyzny, a także w Ziemi Obiecanej. Kapłan Aaron i jego następcy mieli wołać do swoich rodaków: „Niech cię Pan błogosławi i strzeże. Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą, niech cię obdarzy łaską. Niech zwróci ku tobie swoje oblicze i niech cię obdarzy pokojem”.
Co te słowa oznaczają dzisiaj dla nas, którzy przyszliśmy na początku nowego roku kalendarzowego do świątyni? Pewnie poprzedniego wieczoru słyszeliśmy i mówiliśmy: „Szczęśliwego nowego roku, zdrowia, pomyślności…”, może znalazło się też życzenie Bożego błogosławieństwa. A dzisiaj po nie właśnie przyszliśmy, gdyż pragniemy Bożej opieki i prawdziwego pokoju. Już nas nie satysfakcjonuje spokój pozorny, a ludzie zapewniający życie bez kłopotów i trudu nie budzą zaufania.
Święta Boża Rodzicielka. Na początku roku patrzymy na Matkę Chrystusa, Tę, o której każdego dnia mówimy w pacierzu czy różańcu jako o błogosławionej. Mamy jeszcze przed oczyma widok stajni betlejemskiej, której przedstawienie znajdziemy w każdym z kościołów naszej ojczyzny. Wzruszenie budzą pełne miłości postaci Maryi i Józefa z troską pochylających się nad małym Jezusem. Podzielamy radość i zainteresowanie dzieci chętnie przychodzących do żłóbka. Jednak dzisiaj wydaje się, że czas Bożego Narodzenia się kończy, to także ostatni z ośmiu dni, podczas których kapłan w modlitwie eucharystycznej wypowiada słowa: „(…) i zjednoczeni z całym Kościołem uroczyście obchodzimy święty dzień, w którym Najświętsza Maryja Dziewica wydała na świat Zbawiciela”
Mamy świadomość, że żyjemy w „pełni czasu”, kiedy to Bóg w dramatycznych i niespodziewanych okolicznościach dał siebie za zbawienie świata. On już wszystko o sobie powiedział: narodzony z Maryi, pozwala nam mówić do Boga „Ojcze”; Jego miłość nie cofa się przed tym, co ludzkie, a w Jego Matce jest odpowiedź całej ludzkości, każdego z nas.
Odpowiedzialność za życie. Słyszymy dzisiaj w Ewangelii, że pasterze opowiedzieli innym o Dzieciątku, co wywołało jedynie zdziwienie. Jak mogła czuć się Matka, która rodzi Syna Bożego pośród niezrozumienia? Przecież dzisiaj brak zrozumienia popycha na skraj rozpaczy, a nawet skutkuje dramatami. „Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu”, zapisał św. Łukasz. Oto droga wiary i odpowiedzialności: rozważać to znaczy żyć realnym życiem i zastanawiać się nad konsekwencjami swoich czynów i postaw. Na nic zdadzą się najlepiej zaplanowane ucieczki w wirtualny świat, nie pomoże ślepa ufność w atrakcyjne obietnice.
Maryja nie ucieka od życia, Ona je chroni i chce rozwijać, a jest to możliwe tylko z Bogiem, który wszedł w historię człowieka i chce w niej dla niego pozostać. Dar życia wymaga zastanowienia, ucieczka od myślenia nie zwolni nikogo z odpowiedzialności; nasza ucieczka z Betlejem to także ucieczka spod krzyża, z Wieczernika, z drogi do nieba.
ks. Jerzy Swędrowski
++++++++++++++++++++
MATKA DOBREGO IMIENIA
1. Postaci miłości jest bardzo wiele. Każdy człowiek powinien znajdować właściwą dla siebie, poprzez którą wyrazi się sens jego życia, służby Bogu i ludziom. Istotą miłości Boga jest współpraca z Nim w dziele polepszania świata: zarówno duchowego, jak i materialnego. Cierpliwa praca technika i inżyniera także może przybliżać do wiary, pomnażać ją i ubogacać. Wyraźnie stwierdził to jeden z chrześcijańskich inżynierów, Piotr Dugas, gdy 16 maja 1962 roku podłączono kabel na linii kolejowej Bruksela–Paryż, przy której pracował, do prądu o napięciu 25 tys. woltów.
W piśmie zrzeszenia MICAG (Ruch Inżynierów i Szefów Zakładów Przemysłowych Członków Akcji Katolickiej) ukazała się w 1963 roku jego znamienna modlitwa: „Panie! Czy interesuje Cię ta elektryfikacja, której poświęcamy wszystkie nasze wysiłki, którą przeprowadzamy w entuzjazmie wielkiego dzieła dokonanego wspólnie? Wkładamy w nią najlepszą część siebie samych: nasza wola cała zdąża do tego celu, do działania zgodnie z planem. Czy to jest warte trudu? Panie, chciałbym wiedzieć, czy moja praca zgadza się z Twymi zamiarami co do mnie, to dla mnie ważne. Lecz jak mam się dowiedzieć? Św. Jan mówi: »Bóg jest miłością«, a św. Augustyn: »Kochaj i rób, co chcesz«. To znaczy wszystko to, co robię z miłości, jest dobre, odpowiada zamiarom, jakie masz względem mnie. Wszak darzyć miłością Ciebie i ludzi – to wszystko jedno. Kabel, który położyłem, służy do zbliżenia narodów. Dziś Francuzów z Belgami i Holendrami, jutro może nawet z Anglikami. Jeśli mój kabel pozwala ludziom odbywać podróże szybciej i wygodniej, czy to nie jest akt miłości z mej strony? Dostarczając ludzkości energii, środków transportu i telekomunikacji, czyż nie uzupełniamy tego, co nam tak hojnie daje natura stworzona przez Ciebie? Czyż mój kabel, umożliwiając szybsze rozprowadzenie rzeczy ulegających łatwo zepsuciu, udogadniając pracę obsłudze kolejowej, nie jest aktem miłości?”.
Każdy z wierzących, dokonując wyboru zawodu, swego miejsca w społeczeństwie i tworząc relacje z innymi, „nadaje imię” najważniejszej miłości swego życia.
2. W 1963 roku, 4 września, w wieku 77 lat zmarł Robert Schuman, doktor praw, były minister finansów i były premier Francji (1947–1948), były minister spraw zagranicznych (1948–1953), inicjator Rady Europy, która stała się zaczątkiem nowych relacji między narodami europejskimi. Starał się zawsze, bez względu na wykonywane funkcje, zachować dobre imię chrześcijanina, być godnym tego miana. Każdego ranka, dokładnie o godzinie siódmej, uczestniczył we Mszy św. i przyjmował Komunię św. Jako premier udawał się zwykle do leżącego niedaleko jego biura kościoła św. Klotyldy. Gdy był uczestnikiem jakiejś konferencji międzynarodowej, usilnie dopytywał się w recepcji hotelu o najbliższy kościół – nigdy nie brakowało go na Mszy św.
W czasie wojny został wywieziony przez Niemców do Neustadt, lecz w 1941 roku udało mu się uciec z obozu i schronić w jednym z franciszkańskich klasztorów w wolnej strefie, gdzie przebywał do 1944 roku. W tym czasie ze zrozumieniem i ochoczo dopasował się do życia wspólnoty zakonnej. Należał później do końca swych dni do Trzeciego Zakonu św. Franciszka, i przynależność tę traktował bardzo poważnie. Żył w największej prostocie i świadomie praktykował cnotę ubóstwa. Jako minister finansów propagował ducha oszczędności – niezbędnego w okresie powojennych odbudowań – sam będąc dobrym przykładem umiarkowania.
Nigdy nie chciał się ożenić. Na liczne pytania dziennikarzy opowiedział historyjkę, która miała tłumaczyć tę decyzję: Pewnego dnia, gdy jeszcze był młody, przydarzyło mu się w metrze przez nieuwagę nadepnąć na nogę jakiejś pani, która pogrążona była w lekturze prasy. Nie podnosząc oczu, wybuchła: „Niezdaro, nie widzisz, gdzie stajesz?”. Kiedy zobaczyła obcego sobie Schumana, przeprosiła, dodając: „Myślałam, że to mój mąż nadepnął mi na nogę”. Zaraz też jej głos stał się bardzo słodki. Jak stwierdził: „To wówczas powiedziałem sobie, że nigdy się nie ożenię”.
Zawsze cechowała go konsekwencja i prostota życia, co chroniło go od zarażenia się popularnym w świecie polityki kłamstwem i złem. Przeciwnicy wielokrotnie próbowali analizować jego przeszłość, by znaleźć w niej coś kompromitującego, ale nie było w niej żadnego materiału na skandal. Jego cnota u wielu polityków i społeczników wywoływała wyrzuty sumienia. Ludzie bowiem często i łatwo nazywają samych siebie wielkimi słowami, deklarują się jako „wierzący”, „Polacy”, „katolicy”, „mężowie”, „ojcowie”, „bracia”, „pracownicy” – ale równie często niewiele z tych deklaracji i „imion” wynika. Określenia te nierzadko rozmijają się z ideałami, które powinny wyrażać, a posługiwanie się nimi nie niesie żadnych konsekwencji.
3. Maryja jest patronką powrotu do dobrego (właściwego) imienia każdego człowieka, stając się często patronką nawróconych. Nawrócenie bowiem to nic innego, jak przypomnienie sobie o tym, kim naprawdę jesteśmy lub chcieliśmy być. Maryja pomaga odnaleźć własne imię i wspiera dobre postanowienia, aby to imię oczyścić i odbudować.
Gubernator Generalnej Guberni Hans Frank, oskarżony w Norymberdze o zbrodnie na ludności cywilnej dużej części Polski, która znalazła się pod okupacją niemiecką, zapisał w swym Dzienniku, już po osądzeniu: „Za wszystko, cokolwiek mogłem zawinić wobec Polaków, Żydów i Ukraińców: schylam głowę moją i błagam Świętą Matkę z Częstochowy, której świętość wziąłem pod moją szczególną, pokorną ochronę przez wszystkie te straszne lata, aby wstawiła się łaskawie u Ojca Wiekuistego w Niebiosach”. Maryja, jako Matka, ma prawo dopominać się o dobre imię swych dzieci.
ks. Andrzej Zwoliński