Lectio Divina

II niedziela Adwentu rok A

Iz 11, 1–10; Rz 15, 4–9; Mt 3, 1–12

O prawdziwym pokoju

5 marca 1953 roku zmarł Józef Wissarionowicz Stalin, sekretarz generalny KC KPZR i premier Związku Radzieckiego. W komunikacie wydanym przez najwyższe władze czytano, co następuje: „Przestało bić serce współbojownika i genialnego kontynuatora dzieła Lenina, Mądrego Wodza i Nauczyciela Partii Komunistycznej i narodu radzieckiego”. 7 marca KC KPZR wraz z rządem wydał odezwę do narodu, w której stało m.in.: „Z imieniem Stalina, uzbrojeni w jego naukę, łamiąc opór wrogów i zacieśniając więź braterstwa z narodami ZSRR, kroczymy zwycięsko naprzód pod przewodem klasy robotniczej i jej partii do ugruntowania naszej niepodległości, pokoju i socjalizmu”.

Jakimiż to tytułami nie nazywano Józefa Wissarionowicza Dżugaszwilego! Był więc: budowniczym potęgi ZSRR; budowniczym nowego świata; twórcą genialnych planów komunistycznego budownictwa; człowiekiem, który ocalił ludzkość; krzewicielem ludzkiej dobroci i szlachetności; największym człowiekiem naszych czasów; tytanem myśli i czynu; nieśmiertelnym; mężem natchnionym; wcieloną wolą i rozumem… i Bóg wie czym jeszcze.

O nim to Konstanty Ildefons Gałczyński pisał:

Stalin pokój niesie światu,

Stalin – wolność, Stalin – radość,

Stalin – wódz proletariatu,

Jemu sława,

a Wisława Szymborska w żalu po jego śmierci stworzyła słynne strofy:

Oto Partia – ludzkości wzrok.

Oto Partia: siła ludów i sumienie.

Nic nie pójdzie z jego życia w zapomnienie.

Jego Partia rozgarnia mrok.

Wśród wszystkich hołdów, jakie składano sowieckiemu zbrodniarzowi, najsmutniejsze są te, które wiążą jego imię z pokojem. W 1951 roku w „Nowej Kulturze” ukazał się tekst Tadeusza Konwickiego, który miał być sprawozdaniem z Berlińskiego Zlotu Młodych Bojowników o Pokój. Konwicki pisze m.in.: „Pokój to najbardziej nośne hasło, jakie wymyślono. Z pozoru pozytywne, radosne, jednoczące, ale podszyte nienawiścią do imperialistów. (…) setki tysięcy młodych gardeł skanduje: Pokój Stalin, Pokój Stalin”.

To w imię tej wartości Józef Stalin, „chorąży pokoju i największy bojownik o pokój”, nakazał mordować polskich oficerów w Katyniu i pozwolił zginąć walczącej Warszawie, a w czasie Wielkiego Głodu zadecydował o śmierci dziesięciu milionów mieszkańców Ukrainy.

Także później, po śmierci Stalina, komuniści nie przestawali mówić o pokoju. Sam należę do pokolenia, które w latach szkolnych było zmuszane do tworzenia przytwierdzanych do patyczków białych papierowych gołąbków – symbolu pokoju, do którego prowadzi socjalizm.

Czy zatem jest coś dziwnego w tym, że kiedy dziś, po tych wszystkich doświadczeniach, słyszymy słowa o pokoju, nie bardzo możemy im uwierzyć? Bo jak wierzyć, mając taki bagaż doświadczeń? Mając w pamięci wszystkie ohydne kłamstwa, którymi karmiono nas przez tyle lat? Jak możemy wierzyć w dobrą nowinę o pokoju w świecie, w którym wciąż trwa wojna i giną ludzie? Dziś to słowo brzmi bardziej cynicznie niż kiedykolwiek.

Tymczasem słowo Boże drugiej niedzieli Adwentu zapewnia nas, że przyjście na świat Mesjasza wiąże się istotowo z łaską pokoju. Oto prorok Izajasz, ewangelista Starego Testamentu, mówi:

(…) wilk zamieszka wraz z barankiem, pantera z koźlęciem razem leżeć będą, cielę i lew paść się będą społem i mały chłopiec będzie je poganiał. (…) Zła czynić nie będą ani zgubnie działać po całej świętej mej górze, bo kraj się napełni znajomością Pana, na kształt wód, które przepełniają morze (Iz 11, 6.9).

Słowa te nawiązują do innego tekstu z Księgi proroka Izajasza, gdzie zapisano: „Wtedy swe miecze przekują na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy. Naród przeciw narodowi nie podniesie miecza, nie będą się więcej zaprawiać do wojny” (Iz 2, 4).

Idea pokoju związana z przyjściem Mesjasza obecna jest również w powtarzanym przez nas we Mszy św. refrenie psalmu responsoryjnego: „Pokój zakwitnie, kiedy Pan przybędzie”.

Nie można zatem nie zapytać: Gdzie jest ten obiecany pokój? Wszak Mesjasz już przyszedł. Czy i pokój nie powinien był rozlać się po świecie? Czy może znów drwi się z nas boleśnie tak, jak drwiono w czasach komunistycznej niewoli?

Charles Péguy, francuski socjalista, który przeszedł dziwną duchową drogę, by z pozycji agnostyka powrócić na łono Kościoła, napisał poemat opiewający postać Joanny d’Arc. Wyraźnie zachwycony swoją bohaterką autor opisuje, jak to niepozorna dziewczyna, dzierżąc w dłoni miecz, staje na czele Francuzów, doprowadza do koronacji króla i zwycięstwa nad Albionem. W toku opowieści Péguy wkłada w usta Dziewicy z Orleanu słowa takiej oto modlitwy: „Ojcze nasz, który jesteś w niebie, jak odległe jest Twoje królestwo od przyjścia! Jak daleka jest Twoja wola od tego, by była pełniona. Jak dalecy jesteśmy od posiadania naszego chleba codziennego!”.

A my dzisiaj możemy dodać: Jak daleki jest Twój pokój od obfitości! Mesjasz przyszedł, ale miecze nie zostały zamienione na lemiesze ani włócznie na sierpy.

I znów Biblia będzie nam cierpliwie tłumaczyć, że jeśli tak myślimy, nic nie zrozumieliśmy z Bożej nauki o pokoju i nie bardzo w gruncie rzeczy wiemy, czym on jest. Wydaje się bowiem, że to, co świat dziś nazywa pokojem, nie ma z nim nic wspólnego. Definiuje się go – tak przynajmniej czyni słownik języka polskiego – jako brak wojny lub równowagę przeciwstawnych sobie, często wrogich sił. Taki pokój świat zapewnia sobie tylko z najwyższym wysiłkiem, a jeszcze częściej wcale tego nie czyni. Tymczasem Pan Jezus w Janowej Ewangelii mówi do nas: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się lęka!” (J 14, 27).

Biblijny pokój jest prawdziwą harmonią, pełnią i pewnością życia. Prorok Izajasz powie o nim: „Dziełem sprawiedliwości będzie pokój” (Iz 32, 17). Stąd pokój nie zaistnieje nigdy tam, gdzie będzie choćby cień ludzkiej krzywdy. Dlatego św. Jan Paweł II w swoim orędziu na Światowy Dzień Pokoju w roku 1993 pisał:

Coraz powszechniejszym i poważniejszym zagrożeniem dla pokoju w świecie staje się inne jeszcze zjawisko: wielu ludzi, a nawet całe narody żyją dziś w warunkach skrajnego ubóstwa. Nierówności między bogatymi i ubogimi stają się coraz jaskrawsze nawet w krajach najbardziej rozwiniętych gospodarczo. Problem ten musi niepokoić sumienie ludzkości, jako że wielka liczba osób żyje w warunkach, które uwłaczają ich wrodzonej godności, co stanowi przeszkodę dla autentycznego i harmonijnego postępu całej wspólnoty światowej.

Papież Benedykt dodał do tych wyżej wyliczonych zjawiska marginalizacji, ubóstwa w dziedzinie relacji oraz duchowej i moralnej biedy. Dlatego jeszcze raz przypominamy słowa biblijnego proroka: „Dziełem sprawiedliwości będzie pokój”.

Św. Paweł powiada natomiast, że pokój jest owocem Ducha Świętego, by w końcu w Liście do Efezjan przyznać: „On [Chrystus Jezus] jest naszym pokojem. On, który obie części ludzkości uczynił jednością, bo zburzył rozdzielający je mur – wrogość” (Ef 2, 14).

Wniosek jest zatem prosty: pokój już jest obecny w świecie, lecz doświadczają go tylko ci, którzy doświadczają obecności Chrystusa. Wzajemna wrogość, nieszczęścia, jakie ludzie nawzajem sobie zgotowali, to wynik grzechu. Św. Jakub pisze: „Skąd się biorą wojny i skąd kłótnie między wami? Nie skądinąd, tylko z waszych żądz, które walczą w członkach waszych” (Jk 4, 1).

Rzeczywiście, nieraz byliśmy świadkami wojen, które zrodziły się w sercu jednego człowieka. Ewangelia słowami Jana Chrzciciela daje dziś jedyną możliwą receptę na osiągnięcie pokoju: „Nawróćcie się! (…) Wydajcie godny owoc nawrócenia” (Mt 3, 2.8).

Wsłuchani w ten głos, módlmy się słowami św. Franciszka:

Panie, uczyń mnie narzędziem Twojego pokoju,

abym siał miłość tam, gdzie panuje nienawiść;

wybaczenie tam, gdzie panuje krzywda;

jedność tam, gdzie panuje zwątpienie.

Panie, uczyń mnie narzędziem Twojego pokoju!

ks. Wojciech Jaźniewicz

+++++++++++++++++++++++++++++++

II niedziela Adwentu

Iz 11, 1–10; Rz 15, 4–9; Mt 3, 1–12

1. Postacią centralną dzisiejszej Ewangelii jest Jan Chrzciciel. Przywołując proroctwa Izajasza, Jan przygotowywał tym samym wejście Mesjasza w historię. Zapowiadał Go nie tylko słowami, ale też stylem życia, jakie prowadził, swoim wyglądem. Odważnie ostrzegał słuchaczy, że nie wystarczy powoływać się na pochodzenie od Abrama, czyli na przynależność etniczną. Trzeba czegoś więcej, co jest ważniejsze, czyli trzeba żyć wiarą Abrahama.

Od samego początku Jan Chrzciciel był człowiekiem zastrzeżonym dla Boga: ręka Pańska była z nim – pisze Łukasz (Łk 1, 66). Jan żył poza wszelką cywilizacją i kulturą. Podobny był do Beduinów na pustyni: Nosił odzienie z sierści wielbłądziej i pas skórzany około bioder, a jego pokarmem była szarańcza i miód leśny (Mt 3, 4). Głosił słowo w sposób surowy. Obojętna była mu wrażliwość odbiorców. Wobec szanowanych w społeczeństwie faryzeuszy był ostry. Zdawał się nie lękać nikogo i niczego (por. Mt 3, 7nn). Nie zabiegał też o niczyją sympatię. Mówił otwarcie to, co kazał mu mówić Bóg. To sprawiło, że od nikogo nie czuł się zależny. Z nikim zdawał się nie liczyć. Był wewnętrznie wolny. Zależało mu wyłącznie na Bogu. Związany był jedynie z Nim. Ponieważ bał się tylko Jego, robił wszystko, by nie uronić żadnego Bożego słowa, by brzmiało ono czysto i mocno, by dotarło do każdego.

Jan był koherentny w swoim życiu i w tym, co głosił. Żył sprawiedliwie. Był autentyczny, szczery. Nie nosił żadnych zewnętrznych masek. Był wierny i wytrwały. Nie zależało mu na tym, co mówią o nim słuchacze lub co powiedzą potomni. Był przeciwieństwem Heroda. Miał jednak łagodne i dobre serce. Nie ranił ludzi, ale podnosił ich i umacniał. Tym, co szczególnie rzuca się w oczy w postawie Chrzciciela, jest głęboka świadomość swojej misji. On wiedział, kim jest i co ma robić, czyje przyjście ma przepowiadać. Nie żył dla siebie, ale dla Mesjasza. Został posłany, aby objawić imię Jezusa i przygotować Mu drogę. Ponieważ znał swoje zadania, swoją misję, wiedział też, co musi robić, aby ją wypełnić. Dlatego był pokorny i pełen miłości do Jezusa. Ten, który idzie za mną, mocniejszy jest ode mnie; ja nie jestem godzien nosić Mu sandałów – mówił.

2. Na pytanie: Kto ty jesteś? Jan odpowiadał z pokorą: Ja nie jestem Mesjaszem, jak po cichu sądzono. Wewnętrzna czystość i przejrzystość nie pozwalają Janowi wysuwać siebie na pierwszy plan, podkreślać zbytnio swego znaczenia albo przywłaszczać tego, co do niego nie należy. Na kolejne, bardziej natarczywe pytanie: Kim jesteś? Co sam mówisz o sobie? odpowiada: Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską (por. J 1, 19–23). Sprawy Boga stawia na pierwszym miejscu. Najważniejszy dla niego jest Jezus. Nieważny jest on sam. Ważny jest jedynie głos, który rozbrzmiewa na pustyni. Jan całkowicie utożsamia się z głosem, czyli z posłaniem, jakie ma głosić. Św. Augustyn powie więc, że Jan był głosem, podczas gdy Słowem był Jezus. Wielkość Jana nie wynikała z tego, co mówił, ale w czyim imieniu przepowiadał.

Po ludzku wysoką cenę zapłacił Jan za wierność Jezusowi, za wierność Jego słowu. Był jednak na to gotowy, bo Jezus był jego jedyną wielkością, źródłem siły w prześladowaniu, światłem w ciemnościach więzienia, nadzieją na życie wieczne, kiedy oddawał ziemskie życie w męczeńskiej śmierci.

W kontekście postawy Jana rodzi się zarówno wielki podziw, jak i wiele pytań o nasze życiowe postawy. Te ostatnie dotyczą m.in. szczerości: czy jestem szczery, przejrzysty, autentyczny? A może przywiązuję nadmierne znaczenie do tego, co mówią o mnie inni, do opinii innych o mnie, o moich wyborach, słowach czy zachowaniu? Czy nie jestem przez to jak chorągiewka na wietrze?

3. Czego jeszcze uczy nas wierzących postawa św. Jana? Jaką naukę przekazuje Kościołowi? Wszak Jan jest modelem, przykładem, mistrzem życia dla wszystkich, którzy uwierzyli w Chrystusa. Czego nas zatem uczy?

Jan został powołany i posłany do ludzi, by przepowiadać orędzie Jezusa, głosić nawrócenie, przypominać o Bożych przykazaniach, nalegać w porę i nie w porę, wykazywać błąd, jeśli będzie taka konieczność (por. 2 Tm 4, 1). Swoją misję realizował także poprzez ascetyczny styl życia. Jego czyny szły w parze z tym, co mówił. Trudno ocenić, co bardziej przyciągało do niego ludzi – jego słowa czy styl życia. A może jedno i drugie?

Taka też jest misja wierzącego – żyć według Ewangelii, by wiara stawała się wiarygodna. Takie też jest zadanie Kościoła – żyć według Bożych przykazań, bo tylko wówczas słowo o Chrystusie staje się wiarygodne.

Wielkość Jana wynikała z wielkości Boga, któremu był posłuszny i którego przykazaniami żył, zachęcając do tego innych. Nie inaczej jest również obecnie. Kościół i wierzący czerpią siłę do życia codziennego, odwagę w trudnościach, nadzieję w przeciwnościach, radość w smutku tylko wtedy, kiedy starają się praktykować wskazania Ewangelii w swoim życiu. A wówczas ich życie osobiste i rodzinne, ich sposób obecności w świecie, sposób, w jaki pracują, rozmawiają z innymi, jak przebaczają i wznoszą się ponad podziały partyjne czy kulturowe – to wszystko sprawia, że Chrystus przychodzi na nowo na świat. W ten sposób staje się On na nowo źródłem nadziei na lepsze jutro, na wieczne zbawienie.

Prośmy o to wszystko dla nas i dla naszego Kościoła.

Zdzisław Kijas OFMConv.

+++++++++++++++++++++++++++++++

II niedziela adwentu

Iz 11, 1–10; Rz 15, 4–9; Mt 3, 1–12

Pokój, który nie jest fikcją. Można odnieść wrażenie, że ludzie lubią być oszukiwani. Kupują sobie wtedy bowiem odrobinę tzw. świętego spokoju, nie czują się odpowiedzialni ani za „dzisiaj”, ani za „jutro”. Bezkrytycznie wierzą we wszelkie obietnice i boją się sprawdzać wiarygodność obiecujących. Stają się zatem uczestnikami bajek dla dorosłych, a w takich jest jedynie czarny humor i przekonanie o własnej bezsilności. Mądre bajki dla dzieci niosą z sobą morał i naukę do zastosowania w życiu codziennym, w służbie dobru. Kłamstwo tym różni się od dobrej bajki z morałem, że zawsze niszczy i osłabia. Każdy służący kłamstwu sam siebie znienawidzi, bo uwierzy, że Bóg go nie kocha.

„Pokój zakwitnie, kiedy Pan przybędzie” – te słowa streszczają sens naszego życia; jeśli nie chcemy, żeby Pan w nie wszedł, stajemy się sługami niepokoju i rozpaczy. Przybycie Pana już nastąpiło, zaś naszą rolą jest odkrycie znaków Jego obecności. Może często jest tak, że korzystamy z łaski Pana, nie rozumiejąc i nie uświadamiając sobie, że rodzina, bliscy, wspólnota Kościoła są Bożym darem dla nas. Słyszymy dzisiaj zapowiedź: „Nie będzie sądził z pozorów, ni wyrokował według pogłosek” – te słowa odnoszą się do samego Boga. Iluż sądzi, zadowalając się pozorami, i chętnie słucha pogłosek. Pozory i plotki są niszczącą bronią; niszczą osoby, rodziny i społeczności. Nawet w ludziach dobrej woli budzą pokusę rezygnacji. Tylko prawda jest ciekawa i twórcza.

Słuchać pouczeń. Magia indywidualizmu wpędza człowieka w świat nierzeczywisty; przecież nikt nie posiadł pełnej wiedzy ani mądrości. Jeśli tak, powinniśmy być otwarci na pouczenia innych, wdzięczni za słowo rady, napomnienia i przestrogi. Magia indywidualizmu każe nam brnąć w fikcję, zamykać się we własnym kręgu zainteresowań i uciekać przed prawdą. Taka ucieczka staje się niezwykle wyczerpująca; co więcej, nigdy się nie kończy. Na każdym kroku trzeba będzie racjonalizować i uzasadniać swoją jedyną i niezmienną ocenę innych, nie siebie. Tak wielki wysiłek okaże się w końcu bezowocny; a przecież św. Paweł mówi dzisiaj, że pouczenia zostały nam dane, „abyśmy dzięki cierpliwości i pociesze, jaką niosą Pisma, podtrzymywali nadzieję”.

Jeśli pójdziemy do bliźnich z cierpliwością i pociechą, nikt nas nie wyprowadzi z równowagi; zobaczymy w nich obraz Chrystusa, taki sam jak w nas. Cierpliwość oznacza trwanie w wierności i wytrwałości; nie jesteśmy i nie będziemy mistrzami jednego słowa albo czynu. Kiedy doskwiera codzienność i kłują powracające drobne utrapienia, trzeba nam wzajemnie się wspierać. Apostoł podkreśla, by to wzajemne wsparcie służyło Bożej chwale. Kościół jest wspólnotą wezwaną przez Boga i nabiera mocy, kiedy wspólnie Go wielbi. To Duch Święty przynagla nas, abyśmy wspólnie chwalili Boga, bo wtedy zyskujemy wszyscy.

Nie zagradzać drogi Panu. Chrześcijanin patrzy na drogę nawrócenia i dostrzega na niej siebie i innych; uczeń Chrystusa nie mówi, że nawrócenie jest jego prywatną sprawą. Dzisiaj słyszymy słowa proroka, który woła: „Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego”. Zwraca się zatem do wielu osób. Nawrócenie rozpoczyna się we wspólnym słuchaniu słowa Bożego, we wspólnocie znaków pokory. Jeśli słucham tak jak inni, nie wynoszę się nad nich, wraz z nimi wchodzę w wody Jordanu, aby doświadczyć, że woda, oznaczająca chrzest nawrócenia, jest także symbolem przemijania – czasu nie da się cofnąć, ale można iść z jego nurtem i wypełniać go owocami spotkania ze słowem życia.

Jan Chrzciciel mówi nad Jordanem słowa trudne i mocne, bo mówi o prawdziwej sytuacji człowieka. Nie ukrywa niebezpieczeństwa, jakie grozi ludziom, niebezpieczeństwa śmierci w grzechu, w oddaleniu od Boga. Przychodzący do niego wstępują posłusznie w wody Jordanu; nie jest to jednak bezmyślny pochód. Będą go także pytali, jak mają żyć, co robić, aby osiągnąć życie wieczne. Droga tych ludzi nie skończy się na chrzcie nawrócenia. Usłyszą z ust Jana o Mocniejszym – o Jedynym Bogu, który chrzcić będzie „Duchem Świętym i ogniem”. Woda z Jordanu dotknęła jedynie skóry człowieka; woda chrztu uczyni z niego świątynię Ducha Świętego. Życie w łasce sakramentalnej daje nam pewność, że Mocniejszy od nas – Jezus Chrystus, oczyści nasze serca i pozwoli zrozumieć drogę we wspólnocie, a jednocześnie drogę osobistego wyboru Boga.

ks. Jerzy Swędrowski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *