Lectio Divina

Zesłanie Ducha Świętego rok C

J 14, 15-16. 23b-26

Słowa Ewangelii według Świętego Jana

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania. Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Parakleta da wam, aby z wami był na zawsze.

Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go i przyjdziemy do niego, i mieszkanie u niego uczynimy. Kto nie miłuje Mnie, ten nie zachowuje słów moich. A nauka, którą słyszycie, nie jest moja, ale Tego, który Mnie posłał, Ojca.

To wam powiedziałem, przebywając wśród was. A Paraklet, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem».

Co jest najważniejsze? Prawie wszyscy przyzwyczaili się już, że każde kolejne igrzyska olimpijskie, festiwale, kampanie wyborcze czy plebiscyty są najdroższe, skupiają uwagę największej liczby osób i wydają się „niepowtarzalne”. Na szczęście jednak coraz więcej ludzi zadaje sobie pytanie, dlaczego tego rodzaju wydarzenie budzi zainteresowanie i angażuje emocje, aby na koniec pozostawić człowieka w pustce samotności i nieśmiałym oczekiwaniu lub szaleńczym poszukiwaniu kolejnego „eventu”.

Św. Augustyn, jeden z najbardziej światłych ludzi Kościoła, mówił o „niespokojnym ludzkim sercu”, które tylko w Bogu znajduje prawdziwy spokój, a może lepiej powiedzieć: pokój bycia blisko osoby najważniejszej. Jest to świadectwo jego gorączkowego poszukiwania i znalezienia sensu oraz celu życia. Niepokój serca można odczytać jako Bożą łaskę, która przynagla nas, abyśmy odkryli, co to znaczy być człowiekiem.

Nic bez pomocy Ducha Świętego. Dzisiaj uczestniczymy w uroczystości Zesłania Ducha Świętego. W tym dniu zaistniał Kościół. W Wieczerniku byli zgromadzeni Apostołowie i Matka Jezusa Chrystusa. Zbawiciel zapowiedział przyjście Trzeciej Osoby Trójcy Świętej, a jak dzisiaj słyszeliśmy we fragmencie Ewangelii według św. Jana, w tym samym Wieczerniku mówił do uczniów po swoim zmartwychwstaniu: „Weźmijcie Ducha Świętego. Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane”. Wypełnił swoją obietnicę i posłał Ducha Świętego, o którym powiedział: „On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co wam powiedziałem”. Rzeczywiście, Duch Pocieszyciel dał Apostołom moc i siłę, dzięki której już się nie lękali, ale wyszli z odwagą i radością na ulice, by głosić, że Jezus żyje. Co więcej, ludzie przybyli do Jerozolimy z różnych stron świata rozumieli ich słowa, pytali ze zdumieniem: „Czyż ci wszyscy, którzy przemawiają, nie są Galilejczykami? Jakżeż więc każdy z nas słyszy swój własny język ojczysty?”.

Dzisiaj także usłyszeliśmy wypowiedź św. Pawła, Apostoła Narodów: „Nikt nie może powiedzieć bez pomocy Ducha Świętego: Panem jest Jezus”. Te słowa wieńczą niejako miejsce Osoby Ducha Świętego w naszym życiu. Pozornie wydają się niedorzeczne, bo przecież wielu stwierdzi, że może mówić, co chce, także słowa przed chwilą przywołane. Jednak jeżeli uwierzyliśmy w Boga w Trójcy Świętej Jedynego, dzisiaj mamy szczególną szansę odkrywania Go w naszym życiu – a On ma wobec każdego z nas bardzo konkretny plan: plan zbawienia.

Duch Boży mieszka w nas. Jeśli bez pomocy Ducha Świętego nie możemy wypowiedzieć fundamentalnej prawdy życia chrześcijańskiego, warto podjąć próbę zmierzenia się z tą niemożnością. Czy będzie to istotnie obraz naszej bezsilności, czy raczej obraz Bożej łaski, która towarzyszy człowiekowi? Jeśli uznajemy Jezusa Chrystusa za naszego Pana i Zbawiciela, to uznajemy, że On w łasce Ducha Świętego przebacza nam grzechy, wprowadza nas do wspólnoty Kościoła i jest początkiem każdego dobra, które staje się naszym udziałem. Kim więc jest Duch Święty, gdzie przebywa, jak działa? Warto zadawać sobie takie pytania dzisiaj, kiedy toczy się walka o ludzką wolność, wolność prawdziwą, wolność wybierania dobra – tylko taka wolność pozwoliła bowiem Apostołom z odwagą mówić o Jezusie Chrystusie.

Duch Święty nie chce być kimś dalekim, kto poucza i wskazuje, jak postępować. On chce być obecny w naszym życiu, a Jego łaska prowadzi do odkrycia prawdy i sensu. Bez Jego pomocy nie możemy znaleźć i pokochać Boga. Dzięki Jego natchnieniom odkrywamy siebie i innych, aby odnaleźć się w Kościele. Duch Święty prowadzi każdego z nas do zrozumienia tej cudownej prawdy, że jesteśmy Jego mieszkaniem: „Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was?”.

ks. Jerzy Swędrowski

++++++++++++++++++++++++++++

Na początku pragnę podzielić się z Tobą zdziwieniem, które przeżyłem wiele lat temu, gdy zafascynowany dawnymi czasami zaczytywałem się w książkach historycznych. Szybko nauczyłem się, że wbrew temu, co mówiono w szkole, nie można dzisiejszych kategorii, ocen i norm przykładać do minionych dziejów. Nie można np., będąc „światłym”uczniem szkoły podstawowej, który poznał na lekcjach środowiska (był kiedyś taki przedmiot) kształt Układu Słonecznego, uznawać średniowiecznych przeciwników Mikołaja Kopernika za zacofanych ciemniaków. Trzeba starać się patrzeć na świat z przeszłości oczyma ludzi, którzy wówczas żyli, uczyli się, pracowali, kochali… Niemniej trudno mi było zrozumieć zwyczaje starożytnego Rzymu dotyczące przyjmowania do społeczeństwa nowo narodzonych dzieci.

Narodziny Rzymianina nie były jedynie faktem biologicznym. Po przyjściu na świat noworodki musiały być przyjęte do społeczeństwa mocą decyzji głowy rodziny. W Rzymie obywatel nie tyle „miał” syna, ile „brał” go, „podnosił” (tollere). Skoro tylko urodziło się dziecko, akuszerka kładła je na ziemi i jedynie ojcu przysługiwał przywilej wzięcia go na ręce i pokazania w ten sposób, że nie zamierza go porzucić. Zdarzało się, że dziecko, którego ojciec nie podniósł, zostawiano pod drzwiami domu lub wprost na śmietniku. Wtedy mógł je zabrać każdy, kto chciał. Co się z nimi działo? Rzadko przeżywały. Niepodniesienie dziecka było zatem równoznaczne ze skazaniem go na śmierć.

Praktyka ta była niewątpliwie znana św. Pawłowi, który będąc Żydem, był jednocześnie obywatelem Imperium. Możemy się domyślać, że Apostoł Narodów ją potępiał, tym bardziej że Żydzi, ale także np. Egipcjanie i Germanie, wychowywali wszystkie dzieci i żadnego nie porzucali. Niemniej dostrzegł on w tym zwyczaju niezwykłą analogię z sytuacją, w jakiej znajduje się każdy człowiek względem Boga. Już w chwili narodzin żyjemy w perspektywie śmierci. Paweł w Liście do Rzymian powie: „w Adamie wszyscy umierają” (1 Kor 15, 22), oraz: „Przecież końcem (…) jest śmierć” (Rz 6, 21). A także: „śmierć rozpanoszyła się od Adama do Mojżesza nawet nad tymi, którzy nie zgrzeszyliprzestępstwem na wzór Adama” (Rz 5, 14). W Liście do Koryntian zaś: „w samym sobie znaleźliśmy wyrok śmierci” (2 Kor 1, 9).

Jesteśmy jak te dzieci porzucone na progu i czekające na kogoś, kto je podniesie, weźmie na ręce i powie: To jest mój syn! To jest moja córka!, i w ten sposób niejako na nowo da nam życie.

Dzisiejsza uroczystość, ostatni akt wielkanocnych obchodów, jest dobrą nowiną o Bogu, który ofiarowując nam swego Ducha, uczynił nas swoimi dziećmi. Podniósł nas, dał życie i uczynił dziedzicami swojego królestwa. Paweł poucza o tym w liście adresowanym do Galatów, gdzie czytamy: „Gdy jednak nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo” (Ga 4, 4–5). I dalej powiada: „Na dowód tego, że jesteście synami, Bóg wysłał do serc naszych Ducha Syna swego, który woła: »Abba, Ojcze«” (Ga 4, 6). Stajemy się synami w momencie chrztu, który jest chrztem w Duchu Świętym, o czym słyszymy w dzisiejszym drugim czytaniu: „Wszyscyśmy bowiem w jednym Duchu zostali ochrzczeni, [aby stanowić] jedno Ciało: czy to Żydzi, czy Grecy, czy to niewolnicy, czy wolni. Wszyscyśmy też zostali napojeni jednym Duchem” (1 Kor 12, 13).

Jest to piękna katecheza o pierwszym z sakramentów, niezbędnym do tego, by otrzymać zbawienie. Chrzest nie jest ładnym rytuałem nadania imienia. Nie jest też jakąś pustą tradycją. Chrzest jest aktem adopcji, w którym Bóg przyjmuje ludzkie dziecko za swoje i daje mu dar życia wiecznego. Dla człowieka wierzącego nie jest to zatem wydarzenie „teatralne”, lecz realne, choć zakryte płaszczem symbolu i znaku. Realność tę podkreśla św. Paweł, pisząc:

Albowiem wszyscy ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi. Nie otrzymaliście przecież ducha niewoli, by się znowu pogrążyć w bojaźni, ale otrzymaliście ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać: „Abba, Ojcze!”. Sam Duch wspiera swym świadectwem naszego ducha, że jesteśmy dziećmi Bożymi (Rz 8, 14–16).

Synami Boga czyni ochrzczonych żywa i dynamiczna obecność Ducha Świętego. Bez tego doświadczenia chrześcijaństwo jest martwe. Niemiecki teolog Heribert Mühlen powiada, że wówczas może ono być przeżywane na trzy sposoby. Pierwszy, „chrześcijaństwo tradycji”, polega na zachowaniu samych tylko zwyczajów i form liturgicznych, doktryny, modlitw, instytucji i urzędów, które wyrosły z doświadczenia wiary poprzednich pokoleń, lecz są odbierane jako coś nieaktualnego.

Sposób drugi to religijność oparta na przepisach, wpojona przez wychowanie. Mühlen powiada o nim: „Chrześcijaństwo staje się zbiorem kłopotliwych wymagań, a Boga sprowadza się do roli kogoś w rodzaju »niebieskiego nadzoru«, wobec którego powołujemy się na spełnione obowiązki i świadczenia. Z chwilą otrzymania jakiejś innej oferty odwracamy się od Kościoła, a nawet od Boga”.

W końcu sposób trzeci to „chrześcijaństwo dobrych uczynków”. Wielu nie przywiązuje wagi do tradycji czy obowiązków religijnych, ale angażują się w działania charytatywne, twierdząc, że aby być zbawionym, wystarczy być dobrym człowiekiem. Kościół i jego nakazy są więc niepotrzebne. Jest to chrześcijaństwo kryzysu, które już nie ma realnego znaczenia. Jest selektywne i polega na eliminowaniu ze swego życia trudnych wymagań wiary. Brakuje mu doświadczenia Ducha Świętego, życia w Duchu i poddania się Jego tchnieniu – jest martwe. Dlatego dzisiaj trzeba się gorąco modlić o nowe wylanie Ducha Świętego i o doświadczenie Jego Boskiej obecności. Módlmy się o to wraz z ks. Janem Twardowskim:

Duchu Święty, który wszystko łączysz,

i chcesz, aby była zgoda.

Prosimy Ciebie, żeby nie było ludzi zagniewanych,

żyjących jak pies z kotem,

dokuczających sobie tam i z powrotem,

takich, którzy nawet w czasie arytmetyki

pokazują sobie języki.

Duchu Święty, ni z tego ni z owego,

tchnij na nas, chuchnij na całego.

Amen.

ks. Wojciech Jaźniewicz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *