Blog
XXXI niedziela Uroczystość Wszystkich Świętych
ks. Marek Gilski ks. Marcin Cholewa
Ap 7, 2-4. 9-14; 1 J 3, 1-3; Mt 5, 1-12a
Ewangelia z uroczystości Wszystkich Świętych zapowiada nagrodę za pewne postawy.
1. Pozytywne działania. Błogosławieni miłosierni. Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój. Jezus ceni zaangażowanie na rzecz pomocy drugiemu człowiekowi i na rzecz pokoju. Obiecuje, że miłosierdzie powróci do tego, kto je świadczy, a czynienie pokoju zostanie uznane za naśladowanie Boga i dlatego czyniący pokój będą nazwani synami Bożymi. Jezus nie precyzuje, co konkretnie należy robić. Pozostawia to inwencji człowieka.
2. Cierpliwe znoszenie bolesnych doświadczeń. Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości. Błogosławieni jesteście, gdy [ludzie] wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Jezus ceni ludzi, którzy są gotowi narazić się na przykre i bolesne doświadczenia z racji wiary w Niego i podejmowania działań na rzecz sprawiedliwości. Obiecuje za to zarówno „wielką nagrodę”, jak i otrzymanie na własność królestwa Bożego. Czasem człowiek doświadcza cierpienia i zmaga się z nim. Nie każde jednak cierpienie związane jest z wiarą i pozytywnymi działaniami. Nigdzie nasz Pan nie zachęca do cierpiętnictwa. Jeśli jednak nadejdzie cierpienie, warto je znosić z godnością.
3. Dobre pragnienia. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości. Jezus ceni ludzi, którzy pragną sprawiedliwości. Nie zawsze możemy wiele zrobić, ale Bóg ceni także dobrą wolę i dobre chęci. Warto zatem pielęgnować w sobie dobre pragnienia. Chrześcijaństwo bardzo ceni pragnienia. Istnieje chrzest pragnienia, Komunia duchowa, żal doskonały. Wiele łask możemy otrzymać dzięki pragnieniu Boga i Jego miłosierdzia. Warto pielęgnować w sobie dobre pragnienia. To ma sens.
Jak wygląda moje zaangażowanie na rzecz pokoju i sprawiedliwości? Czy jestem miłosierny? Czy cierpiałem już za wiarę w Chrystusa? Jakie są moje dobre pragnienia?
Z życia wzięte
Jeśli istnieje coś, z czego nie jesteśmy w stanie zrezygnować dla Jezusa, najwyraźniej stanowi to dla nas większą wartość niż nasza relacja z Nim. Warto zadać sobie następujące pytanie: Czy w moim życiu jest coś (lub ktoś), z czego nie mógłbym zrezygnować dla Boga lub za co nie mógłbym Mu podziękować? Jeśli odpowiedź będzie twierdząca, będzie to oznaczać, że coś lub ktoś stoi na naszej drodze do Boga.
Pewna kobieta zwierzyła mi się ze swoich licznych problemów związanych z pieniędzmi, zdrowiem i rodziną.
– Chcę zawierzyć cały ten bałagan Bogu. Próbowałam nawet dziękować Mu za wszystko, ale sprawy przybrały jeszcze gorszy obrót. Co mam zrobić, by przełamać to błędne koło?
– Czy istnieje coś, czego oczekuje do ciebie Bóg, a czego nie chcesz zrobić? – zapytałem.
Zarumieniła się ze wstydu.
– Jest coś, czego nie potrafię wybaczyć. Nie jestem w stanie nawet o tym mówić.
– To właśnie ta jedna rzecz, której oczekuje do ciebie Bóg, zanim cała reszta będzie mogła ruszyć z miejsca.
Płakała, ale jej twarz pozostawała nieruchoma.
– Wobec tego będę musiała cierpieć. Nie potrafię przebaczyć.
Większość z nas świetnie radzi sobie z ukrywaniem lub zaprzeczaniem temu, co naprawdę istotne1.
1 M. Carothers, Z piekła do nieba, Kraków 2016, s. 53-54.
ks. Wojciech Zyzak
Uroczystość Wszystkich Świętych
Pan jest źródłem naszej świętości.
Apokalipsa w dzisiejszą uroczystość ukazuje „wielki tłum, którego nikt nie mógł policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków”. W tłumie łatwo zagubić siebie. Lew Tołstoj w powieści Śmierć Iwana Iljicza przedstawia głównego bohatera, który choć śmiertelnie chory, potrafi logicznie myśleć: „Przykład wnioskowania, jakiego się uczył w podręczniku logiki (…): Kaj jest człowiekiem, ludzie są śmiertelni, dlatego Kaj jest śmiertelny, zdawał mu się w ciągu całego życia słuszny w zastosowaniu do Kaja, ale nigdy do niego. Kaj był człowiekiem, człowiekiem w ogóle, i wszystko było w porządku; ale on przecie nie był Kajem i nie człowiekiem w ogóle, tylko zawsze zupełnie, zupełnie innym niż wszyscy stworzeniem”. Dopiero zbliżająca się śmierć wyrwała go z powierzchownego życia.
Niemiecki filozof Martin Heidegger mówił o nieautentycznej formie bycia, wyrażonej słowem „się”: żyje się, mówi się, tak się robi, ostatecznie umiera się. „Się” ma wielki urok, gdyż ulegając mu, nie muszę się nad niczym zastanawiać. A jednak życie w ramach „się” co jakiś czas doznaje wstrząsu, mianowicie dzieje się tak wówczas, gdy zderzamy się ze śmiercią naszych bliskich lub własną. To początek refleksji nad przemijaniem i sensem życia. Tak jest od wieków. Praski zegar, słynny orloj, prezentuje ruchome figury, nie tylko Apostołów. O każdej pełnej godzinie zaczyna się przedstawienie: Śmierć bije w dzwon, Turek z lutnią symbolizuje namiętność, Skąpiec potrząsa sakwą z pieniędzmi, a Próżniak przegląda się w lustrze. Tak od wieków chrześcijanie przypominali sobie, że przemija czas, a wraz z nim namiętność, uroda i bogactwo.
Uświadamiamy sobie, że świat jest wielkim cmentarzem i że również my umrzemy. Znamienne są rozważania drogi krzyżowej, którą kard. Karol Wojtyła odprawił w ramach rekolekcji dla Kurii Rzymskiej w 1976 roku. Przy ostatniej, czternastej stacji, rekolekcjonista mówił o ziemi jako planecie mogił: ziemia stała się cmentarzem. Ilu ludzi, tyle grobów. „Wielka planeta mogił (…). Wśród wszystkich grobów rozsianych po kontynentach naszej planety jest tylko jeden Grób, w którym Jezus Chrystus zadał śmierć ludzkiej śmierci (…). I chociaż nadal nasza planeta zaludnia się grobami ludzi, choć rośnie cmentarzysko, na którym człowiek z prochu powstały w proch się obraca – to przecież wszyscy ludzie, którzy patrzą w stronę grobu Jezusa Chrystusa, żyją w nadziei zmartwychwstania”.
W Gdańsku od 2002 roku można się modlić na niezwykłym „Cmentarzu Nieistniejących Cmentarzy”. Jest to symboliczne miejsce upamiętniające dawne gdańskie cmentarze różnych wyznań zniszczone podczas II wojny światowej i po niej. Pośród drzew pojawia się widok na ścianę z jasnego kamienia, symbolizującą przejście dla zmarłych, zmierzających ku wieczności. Co ich tam czeka? Również to pytanie intryguje od zarania ludzkości. Dzisiejsza Ewangelia pisze o błogosławionych: „wielka jest wasza nagroda w niebie”. Gromadzi nas wiara i przekonanie, że Bóg zawsze daje więcej, niż człowiek pragnie i prosi. Bł. Karol de Foucauld wiedział o tym, gdy pisał: „Modlimy się o zdrowie ciała, a Bóg daje zdrowie duszy”. Nie uzdrowił Łazarza, ale go wskrzesił. Nie wskrzesza naszych zmarłych, ale daje im zmartwychwstanie. A to o wiele więcej.
W uroczystość Wszystkich Świętych słyszymy słowa Listu św. Jana: „Każdy zaś, kto pokłada w Nim nadzieję, uświęca się, podobnie jak On jest święty”. To nam przypomina, że to Bóg jest źródłem świętości, a nie nasze wysiłki. Na tę prawdę mogła wskazywać śmierć błogosławionego jezuity Ruperta Mayera, który był prześladowany przez nazistów. Podczas kazania na Wszystkich Świętych 1 listopada w 1945 roku nagle wypowiedział przerywanym głosem trzy razy słowo „Pan… Pan… Pan”. Doznał wylewu krwi do mózgu i paraliż przeszkodził mu powiedzieć coś więcej poza tym wezwaniem. W tym momencie zmarł.
Pan jest źródłem naszej świętości. Bp Jan Pietraszko w jednym z kazań tak to wyjaśniał: „Pomiędzy dzieckiem nieświadomym podczas chrztu, które nie może być uczciwe, ale może być święte, i nawróconym łotrem na krzyżu, który nie może być uczciwy, ale może być święty, zamyka się ludzkie życie, w którym uczciwość i świętość bardzo się potrzebują i pomagają sobie, ale nie mogą się zastąpić”. Boże miłosierdzie potrzebuje odpowiedzi w postaci ludzkiego wysiłku moralnego. Dla wierzących cenny jest przykład życia świętych. Vincent van Gogh w 1878 roku w liście do brata pisał: „Myślę, że najwłaściwszym sposobem rozwijania umysłu i ducha jest poznawanie historii w ogóle, a w szczególności życiorysów wybitnych ludzi z najrozmaitszych okresów”. Takich wybitnych ludzi ma Kościół w postaci wszystkich świętych, kanonizowanych, ale też często nieznanych.