Lectio Divina

XXI niedziela zwykła rok A

Iz 22,19-23; Rz 11,33-36; Mt 16,13-20

„Gdy Jezus przyszedł w okolice Cezarei Filipowej, pytał swych uczniów: «Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?» A oni odpowiedzieli: «Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków». Jezus zapytał ich: «A wy za kogo Mnie uważacie?» Odpowiedział Szymon Piotr: «Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego». Na to Jezus mu rzekł: «Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie». Wtedy surowo zabronił uczniom, aby nikomu nie mówili, że On jest Mesjaszem” (Mt 16,13-20).

Zdzisław Kijas OFMConv.

Z Chrystusem zawsze coś znaczę

            1. Każdego roku, pod koniec lata, w czytaniach mszalnych powraca pytanie Jezusa. Za każdym razem z innej Ewangelii. Jezus stawia pytanie w okolicy Cezarei Filipowej, dzisiejszej Banjas. To starożytne miasto, położone u podnóża góry Hermon na Wzgórzach Golan, było bardzo odległym miejscem od Jerozolimy, miastem zamieszkiwanym w większości przez pogan. Właśnie w tym mieście Jezus robi sondaż. Chce widzieć, co ludzie sądzą na Jego temat. Jest ciekawy, kim jest dla nich? Co o Nim myślą? Za kogo Go uważają?

            Pyta zatem apostołów: „Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?” Tak brzmi pytanie, które stawia. Z pytania wynika jasno, że Jezus jest w pełni świadom swojej tożsamości. On wie, że jest „Synem Człowieczym”. Nie uzależnia swojej tożsamości od tego, co powiedzą o Nim inni. Nie zależy od opinii publicznej. Nie jest zdany na łaskę czy niełaskę mediów. Więc dlaczego pyta?

            Jako boski Pedagog Jezus pyta, by kształcić, poszerzać wiedzę słuchaczy, korygować, uzupełniać itd. Nie pyta z czystej ciekawości. Jego pytanie wypływa z troski o słuchaczy, aby przekazać im to, czego nie znają, rozjaśnić to, co jest im jeszcze dotąd niejasne, jakby zamglone, a niekiedy również pyta po to, by wyprowadzić słuchaczy z błędu, w którym tkwią świadomie czy nieświadomie.   

            Apostołowie odpowiadają, że ludzie uważają Jezusa za „proroka”, za wielkiego proroka. Uważają, że jest Janem Chrzcicielem, Eliaszem czy Jeremiaszem. To byli wielcy prorocy, najwięksi. Byli wielcy w słowie i czynach. W oczach tych, którzy Go słuchali i podziwiali to, co robi – Jezus uchodził za Kogoś wyjątkowego. Jedni uważali, że da się Go porównać z jakimś wcześniejszym prorokiem. Lecz nie wszyscy byli tego samego zdania. Wśród słuchaczy byli też tacy, którzy uważali, że wielkość Jezusa przekracza wszystkich, nawet największych proroków, którzy byli dotąd na ziemi.  

            Pytani nie wiedzą dokładnie, kim Jezus jest, lecz czują, że jest Kimś nad wyraz wyjątkowym.

2. „A wy za kogo Mnie uważacie?” Z pytaniem tym zwraca się Jezus do apostołów.  Nie stawia pytania na wiatr.  Nie jest pytaniem ogólnikowym, lecz adresuje go konkretnej osoby. Pytanie to kieruje do każdego z apostołów osobiście: „A ty za kogo Mnie uważasz?” Ludzie mogą mieć różne opinie na temat Jezusa, ale jaka jest opinia o Nim apostołów. Są z Nim już od dwóch lat. Byli świadkami Jego nauczania, cudów i wypędzania złych duchów, Jego mocy uzdrawiania i wskrzeszania z martwych, co zatem sądzą o Jezusie? Czy mają wypracowane zdanie na Jego temat? Co mogą powiedzieć konkretnego o Nim?

Jezus pyta, by poznać poziom ich wiedzy na Swój temat, jakby chciał wiedzieć, czy Jego przesłanie trafi do ich serca? Jakiś rodzaj wstępnej matury, metody małych kroków w przygotowaniu do matury końcowej. Będzie nią Jego pojmanie, osądzenie i śmierć.

Tłem do pytania, skierowanego do apostołów, jest odpowiedź ludu. Jakby Jezus chciał powiedzieć, że apostołowie winni posiadać lepsze (głębsze) poznanie Jezus, niż ci, którzy nie są razem z Nim, którzy nie byli świadkami Jego cudów.

Pytanie Jezusa brzmi niczym pytanie, jakie stawiają sobie zakochani. Kim jestem dla ciebie? – pytają się nawzajem zakochani. Co dla ciebie znaczę? Czy jestem dla ciebie ważny/a? Takie pytania stawiają sobie zakochani. Stawiają je często, nawet bardzo często. I chociaż wiedzą, że są kochani, stawiają je nadal, bo chcą to słyszeć, nie tylko widzieć.

Jezus nie stawia pytania, jakby nie wiedział, jakby nie znał, co kryje się w sercu apostołów, co kryje się w moim sercu. On wie o tym doskonale. Ale pyta dlatego, bo chce wiedzieć, czy nadal zależy im bardzo na Nim, że nadal Go kochają. Pyta też mnie, czy życie i to, co z sobą niesie, smutki i radości, nie odciągnęły mnie od miłości Jezusa, czy jej nie osłabiły? Czy ciągle zależy mi na Nim? Czy nadal jestem w Nim zakochany?

Jezus pyta apostołów, co o Nim sądzą, jakby chciał wiedzieć, dlaczego idą za Nim? Dlaczego zostawili wszystko i poszli za Nim? Co było tego powodem? Czy spodziewali się w zamian jakiś materialnych czy politycznych korzyści? A może przyłączyli się do Niego, bo chcieli uchodzić za ważnych, znaczących w społeczeństwie? – Jezus chce to wiedzieć.

Różne są nieraz powody szukania Boga. Różne są też powody modlitwy. Nie zawsze jest nim szukania woli czy chwały Pana. Bywa, że ktoś modli się tylko dlatego, że chce coś otrzymać, coś wybłagać. Kiedy nie otrzymuje tego, obraża się na Boga i odchodzi.

Serce człowieka może być kołyską lub grobem (Ermes Ronchi). Może rodzić lub uśmiercać Jezusa.

3. „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego” – odpowiada Piotr. Odkrył, kim jest Ten, kto go pyta. Mówi więc, że Jezus jest Tym, który daje życie, czyni cuda, że jest źródłem wody żywej, źródłem, które się nigdy nie wyczerpuje.

Jezus z kolei odpowiada: „Ty jesteś Piotr [czyli Skała]”. Wyłącznie w Bogu człowiek odkrywa swoją pełną tożsamość, swoją naturalną wielkość, swoje autentyczne bogactwo. Jezus objawia mi, kim rzeczywiście jestem. Czyni to w podobnej dynamice, jaka miała miejsce w ewangelicznym dialogu między Jezusem a Piotrem.

Kiedy wyznam w Jezusie Boga, w zamian On powie mi, że jestem „skałą”, człowiekiem mocnym, nie do pokonania. To wiara czyni człowieka skałą. Czyni go niezwyciężonym. Kiedy jestem z Bogiem nic i nikt, żadne zło nie zdoła mnie pokonać. Nic i nikt nie jest bowiem większy od Tego, który jest „Mesjaszem, Synem Boga żywego”. On jest ponad wszystkim i ponad wszystkimi. On jest prawdziwym Królem.

Wyłącznie w bliskości Boga mogę odkryć siebie i swoją wielkość. W bliskości Boga, który jest Światłem, odkrywam światłość, kiedy wokół wiele duchowej ciemności, sens życia, kiedy to, kim dotąd byłem i co robiłem, zaczyna się chwiać. W bliskości Chrystusa odkrywam drogę wyjścia, kiedy wielu wokół mówi, że jej już nie ma.

W biskości Chrystusa odkrywam w sobie wartość, szczególnie wtedy, kiedy wielu wokół mnie mówi, że już nic nie znaczę, że jestem totalnym „zerem”, że nic nie potrafię. W wierze Jezus mówi mi wtedy, że jestem „skałą” i On chce na niej wznosić coś wielkiego i pięknego.

Panie, wyłącznie dzięki Tobie coś znaczę!

****************************************

ks. Marcin Cholewa ks. Marek Gilski

Iz 22, 19-23; Rz 11, 33-36; Mt 16, 13-20

Ewangelia XXI niedzieli zwykłej ukazuje trzy umiejętności, które ceni Jezus.

1. Znajomość opinii rozpowszechnionych wśród ludzi. Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego? Jezus zapytał uczniów o to, co o Nim myślą inni ludzie. Apostołowie byli doskonale zorientowani. Znali różne opinie. Skoro Jezus o to, zapytał, to znaczy, że uważał, że to jest ważne. Wiara w Jezusa nie oznacza braku zainteresowania tym, co sądzą o Nim inni ludzie. Uczeń Chrystusa powinien mieć rozeznanie odnośnie do poglądów prezentowanych przez innych ludzi na temat Jezusa.

2. Posiadanie własnego zdania. A wy za kogo Mnie uważacie? Jezus zapytał uczniów o ich osobisty pogląd. Odpowiedział tylko Piotr, który potrafił nie tylko zdystansować się od obiegowych opinii, ale i samodzielnie myśleć. Skoro Jezus o to zapytał, to znaczy, że uważał to za ważne. Poprawna odpowiedź Piotra sprawiła, że Jezus uczynił z niego fundament Kościoła i dał mu klucze królestwa niebieskiego. Pan docenił obecną u Piotra zdolność krytycznego myślenia i odkrywania prawdy. Na osobie, która posiadała takie umiejętności, można było budować przyszły Kościół.

3. Zdolność do zachowania sekretu. Wtedy surowo zabronił uczniom, aby nikomu nie mówili, że On jest Mesjaszem. Jezus zabronił uczniom mówić o tym, co odkrył Piotr. Nie mogli z nikim podzielić się tą ważną informacją. Nie każdym odkryciem należy się dzielić. Są takie dobre doświadczenia, które należy zachować dla siebie i pielęgnować je wyłącznie w swoim sercu.

Czy interesuje mnie to, co o Bogu mówią inni ludzie? Ile czasu poświęcam na samodzielne myślenie? Czy nie przyjmuję zbyt łatwo opinii innych ludzi? Wobec czego potrafię być krytyczny? Czy dochowuję powierzonych mi tajemnic?

Z życia wzięte

Ukrzyżowanie było łatwiejsze do zniesienia niż otwartość umysłu, która nie jest ani gorąca, ani zimna, a to znaczy, że Bóg wyrzuci ją ze swych ust. Świat jednak nie mógł długo wytrwać bez ognia i pasji. Dlaczego po pierwszej wojnie światowej w Europie przyjęto totalitarne systemy nazizmu, faszyzmu i komunizmu? Faszyzm w odmianie brunatnej, czarnej i czerwonej nie pochłonąłby Niemiec, Włoch i Rosji, gdyby na podstawowym poziomie nie był dla ludzi atrakcyjny i nie zaspokajał tłumionej od dawna tęsknoty. Człowiek Zachodu mógł dalej trwać w obojętności do religii, ale obojętność nigdy nie jest stanem stabilnym. Tolerancja zawsze ustępuje miejsca cynizmowi, a cynizm prześladowaniom. Żadna cywilizacja nie może przez dłuższy czas pozostawać obojętna wobec religii. W końcu ludzie albo religię pokochają, albo znienawidzą. Naziści, faszyści i komuniści podjęli zdecydowane działania – nie byli bojaźliwi. Świat zachodni wierzył w indywidualny ateizm, a oni mieli na tyle śmiałości, żeby nadać mu powszechny, oficjalny charakter i zastosować go w praktyce. Komunizm, faszyzm i nazizm były buntem przeciwko połowicznemu materializmowi w imię materializmu totalnego, sprzeciwem wobec indywidualizmu w imię kolektywizmu. Różnica między trzema formami totalitaryzmu polega tylko na tym, że w nazizmie osoba została wchłonięta przez rasę, w faszyzmie przez państwo, a w komunizmie – przez klasę społeczną. Wszystkie trzy systemy były natomiast wyrazem buntu przeciwko procesowi rozkładu zachodzącemu w świecie.

Nigdy nie będziemy w stanie zrozumieć naszych czasów, jeśli przyjmiemy naiwne założenie, że wymienione wyżej systemy są dziełem kilku gangsterów lub bandy kryminalistów. Atrakcyjność nazizmu, faszyzmu i komunizmu miała zasadniczo wymiar negatywny. To były przejawy buntu wymierzonego przeciw mdłemu liberalizmowi, przeciw pozbawionej kręgosłupa obojętności na przyczyny zdarzeń, przeciw niedostrzeganiu faktu, że w tym świecie nic już nie jest na tyle złe, aby tego nienawidzić i nic nie jest na tyle dobre, aby za to umrzeć. Narody Europy pragnęły czegoś, co utraciły po odrzuceniu Kościoła. Chociaż nie były tego świadome, pragnęły wiary, religii, przekonania o istnieniu absolutu. Pragnęły dogmatów, nieomylności, dyscypliny, autorytetu, posłuszeństwa i poświęcenia. Chciały uwolnić się od nudy, która była rezultatem fałszywego poczucia wolności, a raczej samowoli, dlatego skupiły się wokół dyktatora. Potrzebowały przymusowej organizacji chaosu wytworzonego przez liberalizm, w którym miarą postępu była liczba jeszcze nie zniesionych obowiązków i samoograniczeń. Pragnęły pielgrzymek, a ponieważ zniszczyły kościoły Maryjne, zastąpiły je fabrykami traktorów. Chciały wierzyć, że w świecie istnieje zło. Dla jednych jego uosobieniem byli Żydzi, dla innych kapitaliści, chrześcijanie, parlamentaryzm lub demokracja. To przekonanie dawało im przynajmniej poczucie, że istnieje jakiś cel, że kobiece pragnienie dawania życia może znaleźć bardziej wyrafinowany wyraz w odbieraniu go przez wojownicze Amazonki, że poświęcać można się dla partii, klasy społecznej lub narodu, otrzymując kulę w plecy. Wróciła pasja, ogień zapłonął na nowo. Była to jednak pasja do nieokreślonej zbiorowości, która na podobieństwo molocha unicestwiała osobistą godność, znosiła wszelkie moralne wartości i negowała ważność niebiańskich zobowiązań.

Totalitaryzm dał Europejczykom religię, dał ant-kościół w miejsce Kościoła, wiarę do zwalczania wiary – natchnioną ewangelię Marksa w zamian za odrzuconą Ewangelię Marka; ziemskiego boga zamiast Boga w niebiosach. Dał nowe ciało mistyczne, którego widzialna głowa znajduje się nie w Rzymie, lecz w Moskwie i jest nieomylna, gdy wypowiada się ex cathedra na temat polityki i ekonomii. Ciało to ma także niewidzialną głowę, ale jej imię jest zbyt straszne, by je wymówić. Niemcy, Włochy i Rosja miały rację, gdy domagały się zmian. Podjęły jednak błędne rozwiązania. Nie było nic złego w tym, że syn marnotrawny czuł głód. Złe było to, że żywił się strąkami. (F.J. Sheen, Komunizm i sumienie Zachodu, Kraków 2022, s. 246-249)

***************************************************

ks. Jerzy Swędrowski

Iz 22, 19–23; Rz 11, 33–36; Mt 16, 13–20

Nie jesteśmy bezimienni. Bóg objawił ludziom swoje imię i miłość w Jezusie Chrystusie. Na kartach Pisma Świętego znajdziemy wiele imion, które wpisują się w historię zbawienia, a za każdym z nich kryje się ludzkie życie, które nie jest obojętne Bogu. Owszem, wiele z tych historii ma znaczenie symboliczne i służy pouczeniu nas. Dzisiaj słyszymy o posłannictwie proroka Izajasza, który ma obwieścić trudną wolę Boga dotyczącą pozbawienia władzy Szebny i przekazania jej Chilkiaszowi. Jakże często emocjonują nas kwestie polityczne i personalne, ileż czasu poświęcamy na śledzenie losów innych ludzi. Warto pytać siebie: na ile chcę żyć swoim życiem, jak bardzo zajmują mnie cudze sprawy? Wtedy łatwiej będzie spojrzeć na siebie, a poprzez siebie na Boga. Jestem przecież Bożym dzieckiem i Bóg we mnie mieszka; poznając siebie, poznaję Boga.

Kiedy odnajdę bliskość Boga, zbędne staną się narzekania na własny los; przecież Bóg jest blisko i nigdy mnie nie opuści. Poznając Boga, znajduję swoje miejsce na ziemi i mogę wypełniać Jego wolę. W darze życia zawiera się ludzka godność, która jest wielką odpowiedzialnością, a jednocześnie uzmysławia wielką władzę. Nikt nie może nas do niczego zniewolić; jesteśmy Bożymi dziećmi. Ta siła Bożej godności w nas musi zostać odkryta i przyjęta. Kiedy lękamy się podjęcia autentycznej odpowiedzialności, uciekamy od naszych obowiązków i postanowień. Może boimy się prawdziwego szczęścia, może nie ufamy sami sobie. Jeżeli Pan Jezus mówi, że zbuduje Kościół na wierze Piotra i nic tego Kościoła nie pokona, możemy być pewni, że nasza wiara jest zabezpieczeniem wszelkich naszych godziwych planów i pragnień. Jesteśmy mocni, o ile łączymy nasze siły z wolą Boga; a przecież On zna imię każdego z nas. Dla Boga znać imię to wiedzieć wszystko o człowieku i nigdy nie ulec rozczarowaniu.

Bóg zna najlepszy sposób na życie. Każda modlitwa jest chwaleniem Boga; nawet kiedy prosimy i przepraszamy, oddajemy Mu chwałę. Przecież On jest większy niż nasz grzech, dla Niego nie ma nic niemożliwego. Kiedy człowiek prawdziwie kocha, przestaje traktować drugą osobę jak przedmiot, w jakiś sposób użyteczny. Każda osoba ma swoją godność, daną nam przez Boga, który jest także Osobą. Poznanie Go może dokonać się tylko przez Osobę Jezusa Chrystusa, który powiedział ludziom o miłości Ojca. Jezus gromadzi małą wspólnotę, która staje się ogromnym organizmem, gdzie każdy ma swoje miejsce i swoje zadanie. Św. Paweł mówi dzisiaj: „O głębokości bogactw, mądrości i wiedzy Boga!”; te pochwalne wezwania wydają się nam na wyrost.

Chwalić Pana to znaczy całkiem Mu zaufać. Ludzie chwalą siebie wzajemnie, aby coś osiągnąć, nawet chcą być w ten sposób oszukiwani, aby zyskać chwilę przyjaznego zainteresowania. Z Bogiem jest inaczej, On zna prawdę o samym sobie i prawdę o każdym z nas. Jemu nie zależy na pochwałach, ale na naszym zbawieniu, dlatego pragnie chwały o tyle, o ile ona pomoże nam zrozumieć Jego obecność i Jego miłość. Możemy oddawać chwałę Bogu, jeśli z sercem oczyszczonym oczekujemy Jego woli i Jego słowa. Św. Paweł pyta: „Kto bowiem poznał myśl Pana, albo kto był Jego doradcą?”. Na to pytanie jest tylko jedna odpowiedź: nikt nie zna myśli Pana. Jego wola objawia się poprzez przykazania i sakramenty, poprzez Pismo Święte i życie Kościoła. Warto zaufać Bogu, zaufać, że On wie lepiej, czego nam potrzeba. To zaufanie nie odbiera nam godności i wolności, ale je oczyszcza i udoskonala.

Kim jest dla mnie Jezus Chrystus? Łatwo nam mówić o religijności innych, o ich postawach wiary. Często ludzie zwalniają się z refleksji nad własnym życiem religijnym, usprawiedliwiając się czyimś przykładem. Złe postawy wierzących zawsze osłabiają wspólnotę, ale one nie powinny decydować o jakości naszej wiary, lecz pobudzać do refleksji nad pytaniem Pana Jezusa: „A wy za kogo Mnie uważacie?”. Pada ono w szczególnych okolicznościach. Jezus zwraca się do swoich uczniów, aby przedstawili opinie o Nauczycielu z Nazaretu, aby powiedzieli, „za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego”. Na to pytanie odpowiada wielu i opinie są różne; niewątpliwie jest On kimś wyjątkowym, wielkim prorokiem. Ludzie często szukają na ziemi wielkich i sławnych, aby im powierzyć swoje zaufanie, choćby byli go niegodni.

Z Jezusem jest inaczej, On chce naszej wiary i naszego zaufania, aby nas zbawić. Opinie innych o Jezusie mogą być dla nas interesujące, ale najważniejsze, aby nasza wiedza o Nim była prawdziwa. Bóg jest zawsze gotów pomóc w wyznaniu wiary, dlatego Piotr w imieniu wszystkich wyznał: „Ty jesteś Mesjaszem, Synem Boga Żywego”. Do tej pory każdy z Apostołów mówił oddzielnie, może nawet wzajemnie się przekrzykiwali, teraz Piotr mówi w imieniu wszystkich. Mówi za siebie i innych, ale jego słowa są darem Boga, bo Bóg dał mu się rozpoznać. Słyszymy dzisiaj o kluczach do królestwa niebieskiego, słyszymy o zapowiedzi Kościoła, który ma poznawać Boga i oddawać Mu chwałę. Słyszymy o wielkiej potędze wiary, która czyni nas ludźmi mocnymi. Obdarzeni łaską wiary zawsze wypełnimy swoją powinność, a obdarzeni władzą będziemy szukać chwały Bożej oraz naszego i bliźnich zbawienia.

*********************************************

ks. Wojciech Zyzak

Iz 22, 19–23; Rz 11, 33–36; Mt 16, 13–20

Podobno imię jest najstarszą formą słowa. Imię wiąże się z godnością człowieka. Niemiecki jezuita Alfred Delp pisał z nazistowskiej celi śmierci: „Wystarczająco długo byłem numerem, by wiedzieć, czym jest życie bez imienia”. Może pamiętamy książkę i film Na wschód od Edenu. Jeden z bohaterów zwraca tam uwagę na to, że imiona są tajemnicą: „Nigdy nie wiedziałem, czy imię jest kształtowane przez dziecko, czy dziecko zmienia się, by dopasować do imienia”. W Biblii imię zawsze wiąże się z misją, a przez to także z osobowością człowieka. W dzisiejszej Ewangelii Jezus zmienia imię Szymonowi, nazywając go Piotrem – skałą, na której zbuduje Kościół. Lękliwy i zapierający się Chrystusa Piotr musiał się zmienić, by stać się opoką. Biblia pokazuje nam głęboką tradycję zmiany imienia z Bożej inicjatywy. Abram staje się Abrahamem, Jakub Izraelem, Szaweł Pawłem. Najczęściej łaska Boża zaskakuje człowieka tak, że może on za św. Pawłem powtarzać: „Jakże niezbadane są Jego wyroki i nie do wyśledzenia Jego drogi!”.

Pawłowe zadziwienie nad „niepoznanymi myślami Pana” przejawia się również w tym, że dla świata znane imiona to te, które znajdują się na liście „Forbsa” lub w wykazie najbogatszych Polaków z „Wprost”. Nikt nie zna imion biedaków. U Boga jest inaczej. Gdy Jezus mówił o biednym Łazarzu, jego imię, znaczące: „ten, któremu Bóg pomaga”, zostaje wymienione, w odróżnieniu od bogacza, który nie jest nazwany z imienia.

Tradycja przyjmowania nowego imienia wraz z nową misją trwa w Kościele, wyraźna zwłaszcza w przypadku papieży. Papież Polak przyjął imiona swych poprzedników, Jana XXIII i Pawła VI, by podkreślić kontynuację dzieła soborowego. Papież Franciszek obrał imię ukazujące troskę o ubogich i stworzony świat. Są oczywiście imiona, które miały pecha, nawet wśród biskupów Rzymu. Papież Juliusz II przyjął imię podobno nie po Juliuszu I, ale po Juliuszu Cezarze. Później był jeszcze Juliusz III, który wsławił się niemoralnym życiem. To wystarczyło, by zakończyć poczet papieży tego imienia. Podobnie trudną historię ma imię Adolf. W Niemczech w XIX wieku było jednym z najbardziej popularnych. Dziś wprawdzie nie jest zakazane, ale niezwykle rzadkie, gdyż kojarzone z Hitlerem. Nie zmieniło tego nawet beatyfikowanie Adolfa Kolpinga. Zmianę imienia widzimy też w wielu zakonach. Św. Edyta Stein, wstępując do Karmelu, przyjęła imię Teresa Benedykta od Krzyża. Georges Bernanos w swym dziele Dialogi karmelitanek opisał scenę, gdy jedna z sióstr pragnęła przyjąć imię Blanka od Konania Chrystusa w Ogrojcu. Usłyszała od przełożonej: „Zbadaj swoje siły. Kto raz wchodzi do Getsemani, nie może już stamtąd wyjść. Czy masz odwagę pozostać aż do końca więźniem przenajświętszego Konania?”.

Czasami zmienia się całe życie człowieka i wtedy przyjmuje on nowe imię. Sławomir Mrożek przed śmiercią napisał autobiografię pod tytułem Baltazar. W 2002 roku doznał udaru mózgu i później do śmierci myślał i pisał o swoim życiu. Nawiązał do starotestamentowej „uczty Baltazara”, tekstu mówiącego o kresie panowania władcy, któremu tajemnicza ręka na ścianie napisała słowa mane, tekel, fares, czyli „policzono, zważono, rozdzielono” – co oznacza kres. Mrożek – jak sam mówił – po przezwyciężeniu choroby był już innym człowiekiem. Nie bez przyczyny więc przyjął imię Baltazar. W swoim dzienniku powrotu z choroby jeszcze raz policzył i zważył swoje życie, dokonując zwykłych ludzkich podsumowań.

Biblijne znaczenie imienia przypomina nam o najświętszym imieniu Bogu Jahwe. Dla Żydów było ono tak święte, że nie wolno go było swobodnie wymieniać. Dla nas chrześcijan „Miłosierdzie to imię Boga”: Ojca, Syna i Ducha. W nim pokładamy nadzieję. Starsi ludzi często nie pamiętają nawet swego imienia, ale gdy przychodzi ksiądz z namaszczeniem czy Komunią św., żegnają się i przypominają sobie podstawowe modlitwy. Bycie dzieckiem Bożym wydaje się wtedy bardziej fundamentalne niż imię i nazwisko. Na Wschodzie chrześcijanie mocno wierzą, że samo wypowiadanie imienia Boga przywołuje Jego obecność.

To Boże imię zostało wezwane nad nami wraz z naszym imieniem w momencie chrztu. Później także przy bierzmowaniu. Czy pamiętamy nadane nam wtedy imię? Karol Wojtyła otrzymał podczas chrztu na drugie imię Józef. To było podstawą jego wielkiej pobożności do oblubieńca Maryi.

Zmartwychwstały Pan zapłakanej Marii Magdalenie, która Go nie poznała i myślała, że jest ogrodnikiem, jednym słowem „Mario” otworzył oczy i serce, wyprowadzając ze smutku. Bóg zwraca się tak do każdego z nas i chce nam powiedzieć coś, co nas pokrzepi. Jaka tajemnica kryje się w naszych imionach?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *