Lectio Divina

XVIII niedziela zwykła rok C

Ktoś z tłumu rzekł do Jezusa: «Nauczycielu, powiedz mojemu bratu, żeby się podzielił ze mną spadkiem».

Lecz On mu odpowiedział: «Człowieku, któż Mnie ustanowił nad wami sędzią albo rozjemcą?»

Powiedział też do nich: «Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś ma wszystkiego w nadmiarze, to życie jego nie zależy od jego mienia».

I opowiedział im przypowieść: «Pewnemu zamożnemu człowiekowi dobrze obrodziło pole. I rozważał w sobie: „Co tu począć? Nie mam gdzie pomieścić moich zbiorów”. I rzekł: „Tak zrobię: zburzę moje spichlerze, a pobuduję większe i tam zgromadzę całe moje zboże i dobra. I powiem sobie: Masz wielkie dobra, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj!” Lecz Bóg rzekł do niego: „Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, co przygotowałeś?”

Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty u Boga».

Koh 1, 2; 2, 21–23; Kol 3, 1–5.9–11; Łk 12, 13–21

Narzekanie nas nie zbawi. Ludzie chętnie oddają się narzekaniu, bo zawsze można porównać się z innymi i stwierdzić, że tamci mają lepsze i łatwiejsze życie. Bez problemu znajdziemy w otaczającym nas świecie wiele niesprawiedliwości i grzechu, co może stać się usprawiedliwieniem dla własnej bierności. Księga Koheleta wydaje się najmniej optymistyczna spośród ksiąg Biblii; sformułowanie „marność nad marnościami” na stałe weszło do języka. Wszelki trud i szukanie sensu wydaje się nie przynosić rezultatu. Można sobie zadać pytanie: dlaczego na świecie jest tyle niesprawiedliwości, dlaczego człowiek mądry, dzielny i roztropny nie będzie cieszył się owocami swojej pracy?

Na wszystkie pytania możemy szukać odpowiedzi na kartach Pisma Świętego. Bóg chce, by ludzie czynili sobie ziemię poddaną, to znaczy, aby z niej dobrze korzystali. Praca na ziemi nie jest przekleństwem, ale przywilejem; owszem, po grzechu pierworodnym często trud i uciążliwość pracy myli się z wartością jej samej. Księga Koheleta podsuwa wątpliwości, z którymi należy się rozprawić; można dojść do absurdalnych wniosków, że nic nie ma sensu i że nie warto pracować. Jest jednak inna droga: człowiek jako najdoskonalsze dzieło Boże nie jest stworzony jedynie dla ziemi, lecz powołany do wieczności; jeśli podejmuje swoje zobowiązania, twardo stąpając po ziemi i jednocześnie patrząc w niebo, znajdzie sens i cel.

Szukać tego, co w górze. Tajemnica zawsze wydaje się atrakcyjna, powtarzanie nowych, nawet niesprawdzonych wiadomości zawsze pobudza emocje i zainteresowanie. Właściwą postawą wobec odkrywanej tajemnicy jest pokora; kiedy człowiek uzna, że jeszcze nie wie wszystkiego, może się czegoś nauczyć. Tajemnica poznawania Boga wypływa z naszego pragnienia szczęśliwego życia; jej odkrywanie jest najbardziej sensowną postawą. Słyszymy dzisiaj zachętę Apostoła, aby szukać „tego, co w górze” – oczywiście nie chodzi o błękitne obłoki, które dziecku pokazuje się jako niebo, ale o zwracanie się ku Bogu, który chce dla nas nie tylko życia na ziemi.

We chrzcie św., jak mówi św. Paweł, umarliśmy i nasze życie jest ukryte z Chrystusem w Bogu. Jeśli nasze życie jest ukryte w Bogu, rzeczywistość świata zaczyna znaczyć zupełnie co innego. Mamy szansę na nowo spojrzeć na wszystkie swoje zaangażowania, motywy działań i postawy. Wydaje się, że wszystko można zważyć, zmierzyć i oszacować, a my stajemy się miarą wszechrzeczy. Św. Paweł przestrzega przed „rozpustą, nieczystością, lubieżnością, złą żądzą i chciwością”, gdyż te grzechy prowadzą do bałwochwalstwa. Jeśli przestaniemy wierzyć Bogu, uwierzymy we wszystko. Dzięki Bożej łasce jesteśmy chrześcijanami i nie musimy się oszukiwać. Przyjąwszy Chrystusa, możemy Go coraz lepiej poznawać, a wtedy lepiej poznamy siebie, bliźnich i świat.

Co warto gromadzić? Ludzie słabej wiary mają często pretensje do innych i do Boga; dotyczą one każdego wymiaru życia i najczęściej są znakiem zazdrości. Dzisiaj słyszymy prośbę, aby Jezus zajął się sporem dotyczącym spadku. Często możemy w odpowiedziach Zbawiciela zauważyć, że dotyka On od razu sedna sprawy: proszony o pomoc, ostrzega przed chciwością. Przypowieść o człowieku, któremu obrodziło pole, staje się przestrogą; gospodarz pewny swego majątku ma wszystko zostawić w chwili śmierci. Pokusa samowystarczalności jest bardzo atrakcyjna, można sobie zbudować wygodny świat, w którym bożkiem będzie zdrowie, pieniądze czy uznanie. Ale wtedy zawsze i do końca trzeba będzie uciekać od pytań o śmierć i ostateczne przeznaczenie; wtedy przemijanie stanie się przekleństwem.

Chrystus chce, abyśmy byli przed Nim bogaci, to znaczy byśmy to, co najcenniejsze, powierzali Jemu. Można po ludzku nie posiadać prawie nic, a jednocześnie bronić „swojego” jak najcenniejszego skarbu. Bóg okazuje najwyższy szacunek człowiekowi, pozwala mu podejmować decyzje. Syn Boży przyszedł na ziemię, aby budować swoje królestwo, i mówi, że to królestwo jest w nas. Jeśli zapragniemy stać się jego uczestnikami, zdobędziemy bogactwa nieprzemijające. Bóg obiecuje nam wieczne szczęście i już na ziemi będzie ono naszym udziałem, o ile przestaniemy udawać przed Nim jedynie żebraków.

ks. Jerzy Swędrowski

++++++++++++++++++++++

Drodzy!

            1. Anonimowy głos z tłumu woła do Jezusa: „Nauczycielu, powiedz mojemu bratu, żeby się podzielił ze mną spadkiem”. I co czyni Jezus? Jaka jest Jego reakcja? Deklaruje brak kompetencji w tej sprawie. I czy to nie dziwi? On, Boży Syn, sama Mądrość, przyznaje otwarcie do bycia niekompetentnym w rodzinnym sporze o spadek. I dlaczego? Czyżby rzeczywiście nie wiedział, jak postąpić? Komu przyznać rację? Kto z braci i ile powinien dziedziczyć? Nic podobnego! Jezus wyraża brak kompetencji w tym sporze, bo dotyka on chciwości, zachłanności człowieka. Wypowiadać się na temat zachłanności, znaczyłoby panować nad jej bezmiarem, a nie jest to w naturze Boga. Bóg panuje nad miłością i ofiarnością. Jest pełen cierpliwości i przebaczenia. Obca Mu zachłanność, która jest domeną diabła. To diabeł, z natury swojej zachłanny na wszystko i wszystkich, kusi człowieka tym samym, czyli zachłannością. Kiedy człowiek ulega tej pokusie, gotów jest popełnić każdy rodzaj grzechu. Niszczy swoje życie i życie rodziny. Traci przyjaciół i wokół siebie widzi samych wrogów. Jest nawet gotów zabić, uśmiercić innych, aby mieć więcej. Zachłanność jest zabójczą bronią. Kiedy człowiek jej ulega, nic już nie jest takim, jakim było. Nikt też z ludzi nie jest już taki sam – bo osoba zachłanna widzi w nich wrogów, konkurentów lub przeszkodę w osiągnięciu czegoś, co postanowił posiąść w swojej chorej głowie.

            2. Człowiek, który ulega pokusie zachłanności, zapomina, że najważniejsze jest życie, nie zaś jego otoczka. Ramy mogą być nawet skromne, kiedy obraz jest piękny, a często bywa, że piękne obrazy w ogóle nie mają ram. W życiu najważniejsze jest samo życie. Prawdę tę wypaczyć może jednak zachłanność. Tadeusz Różewicz mówił, że czasem życie zasłania to, co jest większe od życia. A ks. Janusz Pasierb, zmarły przed laty poeta, dopowiadał, że życie trzeba robić z twardszego od siebie tworzywa. Dlatego św. Paweł radzi wiernym w Kolosach, aby dążyli „do tego, co w górze, nie do tego, co na ziemi”. Kiedy człowiek troszczy się wyłącznie o to, co ziemskie, staje się chciwy. Odtąd jego oczy spoglądają tylko w te miejsca i na tych, którzy przynoszą korzyść. Selekcjonuje ludzi, wybierając tych, którzy – w jego oczach – są dla niego korzystni, że z nimi może coś osiągnąć, zdobyć uznanie, stać się popularnym, bogatym itd. Kto patrzy tylko na to, co ziemskie, nie zaś na życie, selekcjonuje również miejsca pracy, zawody, miejsca wakacyjne. Wybiera te, które pozwalają mu jawić się w dobrym świetle, a nie wypocząć, które go promują, lecz nie autentycznie rozwijają, które pozwalają mu zarobić więcej, ale nie być duchowo czy intelektualnie bardziej. Ktoś taki może mieć więcej pieniędzy, lecz głupi jest w ich wydawaniu. Przestają być narzędziem jego wzrostu, stają się zaś powodem upadku czy nałogów. Mogą wręcz być przyczyną jego śmierci, kiedy ktoś z zazdrości pozbawia życia jego i jego bliskich.  

            Wiara zachęca wierzącego, aby zwracał swe oczy do góry. Ma to robić nie po to, aby zapominał, gdzie jest, co robi i czego doświadcza. Nie po to, aby zapomniał o swoich bliskich, potrzebujących czy cierpiących. I też nie po to zachęca go do spoglądania w górę, aby miał zapomnieć o świecie i jego problemach. Nic podobnego! Oczy zwrócone do góry pomagają mu dopiero widzieć lepiej wszystko, dostrzegać autentyczne potrzeby innych.

Oczy wzniesione do góry widzą rzeczywiste piękno w drugim człowieku. Kiedy człowiek patrzy na świat i ludzi „oczami” Boga, widzi lepiej i dalej, widzi głębiej. Mówi się, że kiedy Albrecht Dürer przygotowywał się do malowania portretu matki, poprosił swoją rodzoną mamę, aby mu pozowała. Nie chciała się zgodzić. Mówiła, że jest starą kobietą, że ma twarz pociętą zmarszczkami, że ogólnie wygląda źle i nie nadaje się do pozowania. A wówczas jej syn, Albrecht Dürer, odpowiedział: „Dla tego, kto cię kocha, pozostajesz najpiękniejszą. Pozwól się więc namalować. Będę malował cię sercem”. I tak powstał obraz pięknej kobiety. Malował ją sercem.

            3. Od wieków człowiek kłóci się z Bogiem Stwórcą o swoją doczesność, a w niej przede wszystkim o dobra materialne, których – jak sądzi – ciągle mu brakuje. Przyziemność ludzkich dążeń stoi w opo­zycji do niezmiennej Bożej oceny tego wszystkiego, co jest nieuchronnie skazane na przemijanie. Mędrzec Kohelet mówi więc w pierwszym czytaniu: „Marność nad marnościami – wszystko jest marnością” i dodaje: „Jest nieraz człowiek, który w swej pracy odznacza się mądrością, wiedzą i dzielnością,
a udział swój musi on oddać człowiekowi, który nie włożył w nią trudu”. Czyż nie jest właśnie tak, jak pisze biblijny mędrzec? Nie jemy, nie śpimy, trudzimy się i chorujemy, aby się wzbogacić, ale z owoców naszej pracy nie korzystamy, bo przejmuje je ktoś inny, „który nie włożył w nią trudu”.

            Wielu z nas o tym doskonale wie, bo doświadczyło tego na własnej skórze. I mimo tego nadal postępuje, jak dawniej. Nie patrzy „do góry”. Nie zwraca się o pomoc do Boga. Zapomina o tym, co najważniejsze, że najważniejszym celem życia jest niebo. Nic innego nie jest ważniejsze od nieba, od życia w Bożej szczęśliwości.

            Życie człowieka nie kończy się ze śmiercią cielesną. Jest więc głupotą polegać całkowicie na dobrach materialnych, doczesnych. Ich żywot jest krótszy od życia człowieka. Samochód, nawet najlepszy i najdroższy, łatwo może się zepsuć. Dom, nawet najbardziej luksusowy, może zostać zniszczony lub zrabowany. Nawet tytuły, jakie nadają ludzkie instytucje, nie przydadzą nam mądrości, kiedy sami jej nie posiadamy. Ewangelia mówi, że noc spędzona na snuciu projektów na daleką przyszłość okaże się ostatnią w życiu owego bogacza na podstawie wyroku Bożego, który został tutaj wyrażony na sposób biblijny. Przed Bogiem liczy się zupełnie inny rodzaj bogactwa. I stać na nie każdego człowieka, bez wyjątku. Nikt nie jest zwolniony z jego gromadzenia. Żaden człowiek – bogaty czy biedny, młody czy podeszły w latach, wykształcony czy niewykształcony, dosłownie nikt – nie może szukać usprawiedliwienia, że nie może być człowiekiem dobrym, cierpliwym, szukającym zgody i pojednania z innymi, wyrozumiałym, ofiarnym. Obowiązek ten spoczywa na każdym. Kto zdobył te cnoty jest autentycznie bogaty, nikt i nic nie jest w stanie odebrać mu tych bogactw.

Trzeba bogacić serce. Ono jest najbardziej szlachetnym i najbardziej bezpiecznym spichlerzem.

Zdzisław Kijas OFMConv.

+++++++++++++++++++++++++++++

BEZMYŚLNA CHCIWOŚĆ

1. Angielski dziennikarz przeprowadził kiedyś interesujący test. Kupił bochenek chleba i na najbardziej ruchliwych ulicach wielkich miast świata proponował go przechodniom – w zamian za godzinę pracy. Wyniki były szokujące. W Hamburgu został wyśmiany. W Nowym Jorku zainteresowała się nim policja i zabrała go na posterunek na przesłuchanie. W Nigerii wiele osób zgodziło się pracować za taką zapłatę przez trzy godziny. W Nowym Delhi zgłosiły się zaraz setki osób, które za ten bochenek chleba gotowe były pracować przez cały dzień. Wnioski nasuwały się same: jak wiele zależy w postawach ludzi od ilości posiadanych dóbr oraz przywiązania do nich. Dla jednych chleb jest pożądanym i niezbędnym środkiem do przeżycia, w innym miejscu jest tylko niewiele wartym i mało interesującym towarem.

Od wieków człowiek kłóci się z Bogiem o doczesność, głównie o dobra materialne, lawirując pomiędzy koniecznymi środkami, których pilnie potrzebuje, a przepychem i nadmiarem towarów luksusowych, zbędnych, będących jedynie dodatkiem do życia i jego dekoracją. Gdzieś między nimi mieści się szereg pośrednich stanowisk i postaw, w tym także Boży sposób oceniania tego, co przemijające. Przypowieść „o głupim bogaczu” podejmuje problem „chęci posiadania wiele” w perspektywie polegania na majątku, który przecież nie przedłuża ludzkiego życia. Właściciel, już zamożny, snuje projekty wobec nadzwyczaj obfitych plonów. Po zburzeniu dotychczasowych, zbyt ciasnych spichlerzy buduje nowe, które pomieszczą całą jego fortunę. Ma mu ona zapewnić beztroskie życie, pełne przyjemności i swobody. Interweniuje jednak sam Bóg, jedyny Pan życia. Epitet „Głupcze!” współbrzmi z wieloma podobnymi określeniami ze Starego Testamentu, używanymi w odniesieniu do kogoś, kto nie liczy się z Bogiem kierującym ludzkim losem (Ps 14, 1;92, 7; 94, 7nn; Jr 4, 22; 17, 11). Stwierdzenie: „zażądają twojej duszy od ciebie”, to echo żądania „spłacenia długu duszy” (Mdr 15, 8), którą Bóg tylko „wypożycza” człowiekowi. Bezosobowa forma („zażądają”) jest wyrazem szacunku dla imienia Bożego. Jezus formułuje retoryczne pytanie o los majątku, który miał zabezpieczać życie. Syracydes uczył: „Niejeden wzbogacił się mozołem i swoją chciwością, a oto udział jego w nagrodzie: gdy powie: »Znalazłem odpoczynek i teraz mogę żyć z moich dostatków« – nie wie, ile czasu minie, a zostawi je innym i umrze” (Syr 11, 18n; podobna refleksja: Ps 49, 17–21). Myśl Kościoła wyróżnia hyparchonta – dobra, które tu na ziemi stanowią utrzymanie, czyli materialną bazę dla życia. Nawet ona może być jednak zabrana, byle znaleźć dla siebie prawdziwą podstawę życia – wiarę, której nikt nie może odebrać.

2. Nie każdy pieniądz i nie każdy zysk jest dobry i godny wysiłku człowieka. Handel np. uprawiany bywa wyłącznie dla zysku, ale przez to jeszcze nie kłóci się z etyką. Papież Leon Wielki (440–461) uczył: „Rodzaj zysku usprawiedliwia kupca albo oskarża. Istnieje bowiem i uczciwy zysk, i haniebny”. Nie wystarczy przy tym uzasadnianie niegodziwości zysku dobrymi intencjami i celami. Sprowadzenie narkotyków do Chin w XIX wieku przez Brytyjczyków było tylko środkiem, nie celem. Gdy Brytyjczycy tam przybyli, byli uważani za barbarzyńców, a Chińczycy nie chcieli mieć z nimi nic wspólnego. Nie chcieli im sprzedawać swej herbaty ani jedwabiu. W końcu Brytyjczycy, nie mogąc dostać tego, czego chcieli, udali się do Indii, założyli pod Himalajami plantacje maku i wyprodukowane opium szmuglowali do Chin. W ciągu 100 lat udało im się zmienić je ze zjednoczonego cesarstwa o jednolitej kulturze w zbiorowisko samozwańczych generałów, walczących między sobą o pierwszeństwo w handlu narkotykami. Tzw. wojny opiumowe były efektem chęci zysku za wszelką cenę.

Według byłego oficera policji w Los Angeles Michaela C. Rupperta, handel narkotykami często daje zyski na walkę z nimi. CIA sprzedała trochę narkotyków, by finansować tajne operacje, w które nie chciał się angażować Kongres. W 1979 roku przed wojną Contras (Nikaragua) spożycie kokainy w USA wynosiło 50 ton rocznie. W roku 1986 było to już 600 ton. W roku 1972, gdy prezydent Nixon rozpoczął wojnę z narkotykami, roczny budżet federalnych agencji zajmujących się przestrzeganiem prawa wynosił 110 mln dolarów. 28 lat później, w roku 2000, wynosił już 17 mld dolarów, a mimo to w kraju jest coraz więcej narkotyków. Wystarczy znaleźć sobie uzasadnienie dla czynienia zła i prowadzenia procederu niszczącego życie wielu. Aleksander Sołżenicyn, więzień obozów sowieckich, powiedział, że aby ludzie mogli czynić zło, muszą najpierw uwierzyć, że to, co robią, jest dobre, inaczej nie potrafiliby tego zrobić. Chciwość także formułuje sobie cele, które ją „usprawiedliwiają”.

3. Według ceremoniału wyboru papieży, obowiązującego przez wiele wieków, nowy papież był wnoszony w uroczystej procesji do Bazyliki Świętego Piotra. Wtedy podchodził do niego mistrz ceremonii, zapalał pęczek pakuł i wskazując na rozwiewający się dym, głośno przypominał: „Ojcze Święty: sic transit gloria mundi!” („tak przemija postać świata”). Bogactwo doprowadziło do zapaści duchowej wielu ludzi. W 1980 roku, po zwycięstwie „Solidarności”, podczas partyjnej debaty nad budową przyszłych relacji władzy ludowej ze związkowcami pierwszy sekretarz KW PZPR w Katowicach sugerował: „Nie należy ich zwalczać. Przeciwnie, trzeba im dać gabinety, sekretarki, palmy przy biurkach i służbowe samochody. Wtedy sami zagryzą się na śmierć!”. Przepych ogłupia i ośmiesza. Premier Kenii Kenyatta w ciągu trzech miesięcy 1963 roku nabył trzy najdroższe limuzyny świata – pomimo braku dróg, którymi mogłyby jeździć. Premier Ugandy w 1963 roku wyprawił wesele na 28 tys. osób, tłumacząc, że naród musi ponieść koszty utrzymania swoich przywódców, którzy byli bohaterami walk.

ks. Andrzej Zwoliński

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *