Blog
XVI niedziela zwykła rok C
Jezus przyszedł do jednej wsi. Tam pewna niewiasta, imieniem Marta, przyjęła Go w swoim domu. Miała ona siostrę, imieniem Maria, która usiadłszy u nóg Pana, słuchała Jego słowa.
Marta zaś uwijała się około rozmaitych posług. A stanąwszy przy Nim, rzekła: «Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła».
A Pan jej odpowiedział: «Marto, Marto, martwisz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona».
Rdz 18, 1–10a, Kol 1, 24–28; Łk 10, 38–42
O tym, że potrzeba tylko jednego
Dwa tysiące lat minęło od dnia, kiedy to Pan, będąc w drodze do Jerozolimy, zatrzymał się w jej domu, a ona wciąż troszczy się i niepokoi o wiele. O sprawy zbrojeń, problemy związane z istnieniem totalitarnych reżimów, wzrost przestępczości, zanieczyszczenie środowiska, pokój na Bliskim Wschodzie, niezaspokojony głód i niedobór wody na świecie, łamanie praw słabych, biednych i marginalizowanych. Organizuje więc konferencje, zjazdy, sympozja. Pisze artykuły, deklaracje, listy i odezwy. Zrzesza się w stowarzyszeniach, ruchach i grupach wsparcia. Idzie w pierwszych rzędach na manifestacjach, marszach i zgromadzeniach… i dziwi się, że nic z tego nie wynika. Totalitaryzmy mają się dobrze, smog zatruwa centra wielkich miast, nie wygasają konflikty i spory, ludzie umierają z powodu braku chleba, słabi dalej są uciskani, a biedni pozbawiani praw. Troszczy się i niepokoi o wiele, a potrzeba mało, a może tylko jednego.
Zrozumiał to w końcu Abraham, któremu zapowiedziano, że będzie ojcem wielkiego narodu. Choć i jemu nie było łatwo. Czas mijał, siły słabły i pomyślał Abraham, że może trzeba dopomóc Bogu w wypełnieniu Jego obietnicy. Również żona jego Sara była niewiastą mądrą i rozsądną. Obietnica obietnicą, Bóg Bogiem, Jego wszechmoc Jego wszechmocą, lecz trzeba widzieć rzeczy takimi, jakie są, a ona jest niepłodna. Przyprowadziła więc Hagar, młodą niewolnicę egipską, i dała mu ją za żonę, zgodnie ze zwyczajem Babilonu. Takoż i Abraham uznał, że nie należy kusić Pana ponad miarę, lecz wyjść obietnicy naprzeciw, póki jeszcze jest choćby cień nadziei na potomka. Zbliżył się do Hagar, ta zaś poczęła i urodziła mu syna, którego nazwano Izmael, co się tłumaczy: niech Bóg usłyszy.
Bóg okazał się jednak większy niż wszelkie ludzkie kalkulacje i choć Abraham śmiał się, mówiąc: „Czyż człowiekowi stuletniemu może się urodzić syn? Albo czy dziewięćdziesięcioletnia Sara może zostać matką?”, ponawia swoją obietnicę. I zdarzyło się, że siedział Abraham w pełni upalnego dnia przed swymi namiotami w dolinie Mamre, kiedy przyszło doń trzech wędrowców. I pokłonił się aż do ziemi, poznał bowiem, że stoi w obecności Pana. Przyjął Boga, zasłuchał się w Jego słowo, uwierzył w porządek, który nie jest porządkiem tego świata, zawierzył Temu, który głosił prawdy po ludzku niesłychane, a potem przyszło spełnienie obietnicy. Troszczył się i niepokoił o wiele, a okazało się, że trzeba mało, albo tylko jednego.
Czyż nie tak jest również z tymi wszystkimi współczesnymi Martami, które zabiegane są wokół tylu ważnych spraw, a umyka im to, co najważniejsze, jak zauważył ks. Jan Twardowski w swoim wierszyku:
Marta zakrzątana obrus rozłożyła
w rosół za gorący chucha sercem studzi
mięsa nie dopiekła solić nie skończyła
nad wiarą co płacze znów się zamyśliła
a tu tyle roboty
Łazarz z grobu wrócił
Właśnie talerz odsunął
– Marto mówi Marto
Jezus przy mnie płakał.
Bądź więc pewien, drogi Czytelniku, że nic nie dadzą wszystkie nasze mądre i rozsądne rozwiązania wielkich problemów tego świata, bo tak naprawdę potrzeba mało, albo tylko jednego – zawierzenia go Bogu, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych i który nawet stuletniemu starcowi może dać syna. O tym też mówi dzisiejszy psalm, ukazując dwie drogi, jakimi może podążać człowiek. Pierwsza z nich jest drogą ludzkiej przebiegłości, sprytu i wyrachowania, na której cel ma uświęcać środki. To droga niesprawiedliwości, kłamstwa, oszczerstwa, czynienia zła, dokuczania sąsiadom, schlebiania złym i poniżania dobrych, łamania przysiąg, lichwy i korupcji. Druga droga to droga tych, co postępują nienagannie i sprawiedliwie, nawet gdy trzeba za to płacić wysoką cenę. Ale tylko ta druga droga prowadzi do szczęścia. Którą Ty pójdziesz?
ks. Wojciech Jaźniewicz
+++++++++++++++++++++++++++
Drodzy!
1. Nadal Ewangelia ukazuje Chrystusa, który nie trwa w miejscu, ale pielgrzymuje, odwiedza większe i mniejsze miasta, wsie i domy prywatne. Dzisiaj właśnie zachodzi do domu Marty i Marii. Były siostrami, ale o różnych charakterach; pierwsza zapobiegliwa, pełna troski o dom i domowników oraz gości, druga – Maria – bardziej refleksyjna, wsobna, wyciszona. Gorzko brzmią więc słowa Marty, która mówi: „Moja siostra zostawiła mnie samą”.
Kto jest moją siostrą? Kto jest moim bratem? Wielu z nas nie ma braci ani sióstr. Nigdy ich zresztą nie mieli. Są jedynakami albo jedynaczkami. Może nie mają też rodziców ani bliskich. Jak więc odczytać poprawnie słowa: „Moja siostra zostawiła mnie samą”? Kimś bliskim dla wierzącego jest wiara. Pełno w niej Boga, Jego wskazań, rad, sugestii, przykazań. W wierze pełno mądrości. Wiara może więc być dla wierzącego „siostrą lub bratem”. Czy zatem wiara może „zostawić wierzącego samym”? Czy może mu nie udzielać odpowiedzi na pytania, jakie stawia życie? Czy może nie być dla niego źródłem pociechy, siły, odwagi? Warto się przyglądnąć uważniej wierze i zapytać, co ona mi daje? Czy pomaga mi w życiu, czy nie? Czy udziela konkretnych rozwiązań czy jest tylko opowiadaniem o tym, co było?
Trzeba powiedzieć od razu, że głównym zadaniem wiary nie jest pocieszać człowieka w sytuacji, w jakiej się znalazł. Owszem, może ona spełniać również i tę funkcję, ale nie jest to funkcja pierwszoplanowa. Najważniejszym zadaniem wiary jest prowadzić człowieka śladami Boga, który jest Bogiem żyjących, a nie umarłych. Wiara nie daje wierzącemu klucza do zrozumienia w pełni tajemnicy Boga i tajemnicy siebie, ale jest zaproszeniem do poznawania; wyznacza kierunki, sposoby, czasy. Ale i wtedy mówi, że człowiek nigdy nie pozna w całej pełni ani siebie, ani Boga.
Wiara prowadzi człowieka przez życie, nie zostawia go samym, nie opuszcza go pod warunkiem, że jest poznawana i zgłębiana. Jean Guitton, francuski filozof, pisał, że wiara jest „jak muzyka, malarstwo, jak talenty artystyczne. Wszystkie wielkie talenty muszą być co dnia od nowa zdobywane subtelnym, ustawicznym, niekiedy przykrym, we wszystkich przypadkach ciągle innym wysiłkiem, zwanym ćwiczeniem”. Tak jak nasze ciało potrzebuje ciągłego ćwiczenia, aby było sprawne, aby nie poddało się chorobie, tak również nasza wiara, aby nie zanikła czy nie stała się powierzchowna, wymaga regularnych duchowych ćwiczeń.
Wiarę ćwiczy się regularnie poprzez modlitwę, dobrą lekturę, rozmowę. A wtedy nie jest ona wiarą z przeszłości, ale wiarą w drodze. Udziela rad i porad na pytania, jakie niesie życie. Daje siłę i odwagę. Pozwala ufnie patrzeć przed siebie i wokół siebie. Jest źródłem nadziei na przyszłość. Taka wiara mówi wierzącemu, że Bóg jest zawsze Bogiem i zawsze zwycięża – nawet wtedy, kiedy wielu wydaje się, że jest inaczej.
2. Słowa Marty: „Moja siostra zostawiła mnie samą” sugerują coś jeszcze innego, równie ważnego dla życia. Warto więc pozostać przy nich jeszcze przez moment. I czego uczą? Mówią one, że człowiek odczuwa głębiej brak innych, kiedy widzi przed sobą ogrom pracy do wykonania. Pyta więc pełen troski: Gdzie, u kogo szukać wsparcia? Kto przyjdzie mi z pomocą? Najbardziej jednak odczuwa ciężar samotności w niebezpieczeństwie. Pyta wówczas: Dokąd się udać, aby otrzymać pomoc? W sytuacji wojny człowiek szuka więc sprzymierzeńców, bo wie, że sam sobie nie poradzi z odparciem ataków wroga.
Na świecie istnieją tylko dwie najważniejsze rzeczy: Bóg i lęk, strach. Kiedy Boga powiąże się z miłością, powiemy więc, że dwoma najważniejszymi rzeczami na świecie są miłość i lęk. Największym złem świata jest zatem lęk. Jest on źródłem całej gamy schorzeń, zależności, wojen, napadów. Z kolei największym dobrem świata jest miłość, która jest niewyczerpanym źródłem odwagi i wielu innych cnót, jak przyjaźń, oddanie, poświęcenie, współpraca itd.
Strach kojarzy się ze śmiercią i samotnością, miłość zaś z życiem, szczęściem, wolnością. Miłości bliskie są pokój i radość, zgoda, pojednanie, współpraca. Znikają one, kiedy przychodzi lęk. Odtąd nie ma miejsca na radość, umiera zgoda, oddala się szczęście. Nie ma też miejsca na współpracę, jej miejsce zajęła bowiem podejrzliwość, niezgoda, przemoc, nienawiść itd. Strach ma wielkie oczy i mało rozumu.
Najlepszym lekarstwem na strach jest miłość. Miłość jest darem człowieka, bliźniego – kobiety czy mężczyzny, żony lub męża, dziecka czy przyjaciela. Ale jej ostatecznym dawcą jest Bóg. O tej miłości Boga do człowieka opowiadał Jezus. Moc Bożej miłości jest przeogromna, ale zarazem jest to miłość czuła, wrażliwa, trwała. Dlatego w dzisiejszej Ewangelii Jezus mówi do Marty: «Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba <mało albo> tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona».
3. Co było więc tą „najlepszą cząstką”, która obrała Maria? Była nią między innymi nauka o miłości. Mówi ona, że pierwszym, najważniejszym wyrazem miłości jest bycie obok tej osoby, którą się kocha, miłuje. Bycie blisko jest najważniejsze. Po nim przychodzi wszystko inne. Tylko wtedy, kiedy jestem obok drugiego, mogę go poznać, odkry,ć kim jest i jakie są jego potrzeby, co go boli, a co cieszy. Kiedy zauważę drugiego, kiedy zbliżę się do niego, kiedy go poznam, będę mógł dopiero mu mądrze pomagać. Lekarz nie postawi diagnozy przed spotkaniem pacjenta. Musi go spotkać, osłuchać, przepytać, aby jego diagnoza była poprawna, inaczej mógłby mu zaszkodzić. I tak jest z życiem. Identycznie jest z wiarą, w naszej relacji z Bogiem. Wpierw musimy zbliżyć się do Niego, aby Go poznać i wejść z Nim w rozmowę. Poznaję Boga najbardziej na modlitwie, aby następnie odkrywać Jego obecność również w cierpieniu, nieszczęściu. Kiedy zbliżę się do Niego, kiedy Go poznam, uwalnia mnie z samotności. nie odczuwam lęku, strachu w sytuacjach, jakie niesie życie. Nie wcześniej. Strach nie znika, kiedy mówię o nim, lecz znika, kiedy wiem, KTO może go zwalczyć, że jest Bóg niezwyciężony, który większy jest od wszystkich wrogów na ziemi.
Prośmy Pana, aby obecna Eucharystia stała się dla nas okazją do lepszego jeszcze poznania Boga i była niewyczerpanym źródłem odwagi, walki z poczuciem samotności i ze strachem.
Zdzisław Kijas OFMConv.
+++++++++++++++++++++++++++++
Wrażliwość na Bożą obecność
Dobry gospodarz zawsze stara się, aby jego dom był otwarty na gości; mówi się nawet o świętym prawie gościnności. W polskiej tradycji miejsce przy wigilijnym stole pozostawione dla przybysza ma wielkie, nie tylko symboliczne znaczenie, które płynie z ducha otwartości i praktykowania wskazań ewangelicznych. Abraham doświadcza przybycia Boga do swojego domu, choć jest to tylko namiot postawiony na ziemi, do której udał się posłuszny Bożemu głosowi. Trzej wędrowcy, w których odkrywamy obecność samego Boga, przybywają w najgorętszej porze dnia, kiedy nikt nie jest chętny do zajmowania się nimi. Abraham przyjmuje ich z wielkim szacunkiem i ofiarowuje gościnę; nie narzuca się, a wypełnia wszystkie reguły gościnności, co zasługuje na pochwałę.
Abraham rozpoznaje Boga i oddaje Mu cześć; choć usłyszał wcześniej polecenie wyjścia do obcej ziemi i obietnicę potomstwa, teraz nie domaga się jej potwierdzenia, nie próbuje wymóc nowych deklaracji. Krząta się wokół gości w sposób, który potwierdza, że jest przekonany o wypełnieniu obietnicy. Jego wiara zostaje nagrodzona i utwierdzona, słyszy, że za rok stanie się ojcem upragnionego syna. Wytrwałość w wierze to nie tylko oczekiwanie na przyjście Pana, ale chodzenie w Jego obecności; On jest blisko, pozwala się rozpoznać i przyjmuje hołd, który służy naszemu zbawieniu.
Współdziałać z Chrystusem. Wielką klasę prezentują ludzie, którzy nigdy się nie skarżą, nie narzekają na swój krzyż i niewdzięczność bliźnich. Jest to znak wolności od egoizmu. Aby człowiek mógł cieszyć się ze swojego życia, musi mieć świadomość, że zmierza ono ku Bogu, że On jest blisko, obecny. Listy św. Pawła ukazują wielką energię Apostoła, który doświadcza trudów, lecz nie stają się one powodem zniechęcenia, ale mobilizują go ku dalszej posłudze. Paweł mówi więc o dopełnianiu braków udręk Chrystusa, cieszy się, że jest godny wziąć udział w drodze Mistrza. Owo dopełnianie udręk nie znaczy wcale, że ofiara Zbawiciela nie była całkowita, lecz jest oznaką gotowości do współdziałania w dziele zbawienia. Apostoł nie tylko nie ucieka od cierpienia, ale raduje się, że może ponosić je dla dobra Kościoła. Ta postawa czyni go równym Apostołom, którzy odchodząc sprzed Sanhedrynu, cieszyli się, że byli godni cierpieć dla Mistrza.
Właściwe rozumienie męki Zbawiciela pozwala realnie spoglądać na Kościół, który nie jest społecznością wyłącznie świętych i doskonałych, niedotkniętych zmazą grzechu i utrapieniem codzienności. Chrystus nie przyszedł na ziemię, aby chwalić i pocieszać, ale aby zbawić człowieka. Zatem włączanie się w drogę krzyża to postawa miłości i odpowiedzialności, znak świadectwa i otuchy dla słabszych i potrzebujących wsparcia. Chrystus – nadzieja chwały – nadał cierpieniu zbawcze znaczenie, Jego uczniowie mają głosić Jego mękę, napominać i zachęcać, aby łaska Boża nie okazała się daremna. Nauczanie i napominanie wraz z własnym świadectwem staje się pomocą dla potrzebujących i znakiem braterskiego towarzyszenia im.
Przyjąć Chrystusa w swoim domu. Dom Marii, Marty i Łazarza był miejscem, do którego Jezus z Nazaretu chętnie przybywał, i był tam z radością przyjmowany. Widzimy dzisiaj Marię, która siada u stóp Pana i przysłuchuje się Jego nauce; widzimy Martę pragnącą odpowiednio podjąć Gościa. Znamy skargę Marty i odpowiedź Jezusa, który mówi o licznych troskach i o cząstce, jaką wybrała Maria. Tłumaczymy różnicę pomiędzy aktywizmem i życiem duchowym, ale takie tłumaczenie pozostawia niedosyt. Trudno pogodzić postawy dwóch sióstr; gdyby tylko udało się wybrać najlepsze cechy i zastosować najwłaściwsze podejście.
Dom w Betanii stanie się znakiem nauki o zmartwychwstaniu, kiedy Jezus przyjdzie, aby wskrzesić Łazarza; wtedy obydwie siostry wyznają wiarę i zrozumieją najważniejsze. Każdy w swoim życiu jest odpowiedzialny za znalezienie właściwego miejsca dla Boga, nie da się od tego uciec ani w aktywizm, ani w fałszywie pojętą duchowość. Postawa Marty pomaga nam oczyszczać nasze motywacje, odróżniać stosowane środki od celu, którym jest spotkanie z Bogiem, przyjęcie Jego łaski. Człowiek może skutecznie działać, a jednocześnie zachować jedność z Bogiem; ważne, aby w każdym działaniu Bóg był usłyszany i przyjęty, wtedy nie poskąpi swojej łaski.
ks. Jerzy Swędrowski