Blog
XIV niedziela zwykła rok A
Za 9, 9-10; Rz 8, 9. 11-13; Mt 11, 25-30
ks. Marcin Cholewa ks. Marek Gilski
Ewangelia XIV niedzieli zwykłej odsłania metody działania Boga.
1. Zakrywanie. Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi. Bóg czasem zasłania coś przed ludzkimi oczami. Jeśli ludzie uważają się za mądrych i roztropnych, jeśli mają o sobie zbyt wysokie mniemanie, oczy ich pozostają niejako na uwięzi. Przestają dostrzegać i rozumieć ważne sprawy. Jezus na innym miejscu mówi: jak możecie uwierzyć, skoro od siebie nawzajem odbieracie chwałę (J 5,44). Są postawy, które zamykają na wiarę w Boskie objawienie. Koncentracja na sobie i przekonanie o własnej wielkości sprawiają, że Bóg nie daje łaski rozumienia i odkrywania Jego samego. Bóg zakrywa wielkie wartości przed tymi, którzy nie mają właściwej wewnętrznej dyspozycji. Nie można się dziwić, że pewne prawdy wiary są niezrozumiałe dla wielu ludzi.
2. Objawianie. Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że (…) objawiłeś je prostaczkom. Są sprawy, których rozumienie nie zależy od poziomu IQ, od wykształcenia, od liczby posiadanych certyfikatów językowych. Są one dostępne dla człowieka prawego, uczciwego, posiadającego dobrze ukształtowane sumienie. Przed taką osobą Bóg odsłania prawdy, które ona odkrywa zarówno sercem, jak i umysłem. Nie zawsze inteligencja idzie w parze z roztropnością, zdolnością wartościowania tego, co ważne.
3. Upodobanie. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Bóg ma swoje upodobania i działa według nich. Wybiera ludzi, których sam chce (Mk 3,16). To Jego decyzja, choć dla nas czasami zaskakująca i niezrozumiała. Ale myśli Boga nie są naszymi myślami, a Jego drogi nie są naszymi drogami (por. Iz 55,8). My też mamy swoje upodobania. Nie do końca potrafimy je uzasadnić. Szanujmy wolę Boga, nawet jeśli jej nie rozumiemy.
Jakie prawdy wiary, jakie kwestie moralne są przede mną zakryte? Czego nie rozumiem? Których kwestii nie potrafię uzasadnić? Co odkryłem o Bogu sam, a co dzięki innym ludziom? Czy mam szacunek dla upodobań Boga, nawet jeśli ich nie rozumiem? Jak wypowiadam się o kwestiach religijnych, których nie rozumiem, z szacunkiem, pokorą, a może z krytyką?
Z życia wzięte
Emil Zola urodził się w Paryżu w 1840 roku. Od młodości był zafascynowany literaturą. Zaczął od pisania utworów dramatycznych. Tego typu twórczość nie przyniosła mu sławy. W 1892 roku postanowił napisać cykl powieści, w których zamierzał poddać krytyce objawienia i cuda. Aby zebrać materiały, udał się do Lourdes. Gdy 19 sierpnia czekał na pociąg na dworcu w Paryżu, zobaczył grupę ludzi chorych, którzy również udawali się do Lourdes pod opieką lekarzy i pielęgniarek. W gronie chorych zauważył 35-letnią kobietę o imieniu Maria w bardzo ciężkim stanie. Okazało się, że jest to bardzo ciężki stan gruźliczego schorzenia płuc z nieodwracalnymi organicznymi zmianami, prowadzącymi do nieuchronnej śmierci.
Zola pojechał ekspresem i dlatego wyprzedził grupę chorych. Stwierdził, że jeśli Maria zostanie uzdrowiona, to on uwierzy. Rankiem 20 sierpnia chorą przywieziono do cudownego źródła. Błaga o litość, by ją zanurzono. Sanitariuszki wahają się. Ona nalega. W wodzie miota nią gwałtowny spazm bólu. Lecz za moment wstaje tryumfująca. I oto ta, która już utraciła mowę, teraz mówi i śpiewa swobodnie. Idzie do groty i tam modli się półtorej godziny. Wreszcie stawia się do kontroli w Biurze Stwierdzeń Lekarskich.
Lekarz bada Marię. Nie stwierdza żadnych objawów chorobowych. Świadkiem tego badania jest Emil Zola. Płacze. Jednakże jego wzruszenie nie trwa długo. Po powrocie z Lourdes do Paryża zaprzeczył prawdzie. Napisał o tym wydarzeniu opowieść, w której zaprzeczył temu, co widział. Gdy Maria wyszła za mąż, Zola zaoferował jej i mężowi, aby wyprowadzili się z Paryża, ponieważ uważał ją za niewygodną. Przeczyła jego teoriom.
Emil Zola był potem jeszcze raz świadkiem cudu. Powiedział, że uwierzy, jeśli będzie świadkiem zabliźniającej się rany. I rzeczywiście, Bóg dał mu tę łaskę. Zobaczył jeszcze jeden cud. W jego obecności zabliźniła się rana. Mimo to nie uwierzył. Do śmierci nie tylko nie uwierzył, ale jeszcze kłamał na temat tego, co się w rzeczywistości wydarzyło.
*****************************************
ks. Jerzy Swędrowski
Za 9, 9–10; Rz 8, 9.11–13; Mt 11, 25–30
Wypełnienie pragnień. Ludzkie pragnienia dotyczą prawdziwego szczęścia; owszem, łatwo zadowalamy się też prostą przyjemnością, ale pozostają niedosyt i pustka. Prawdziwe szczęście to pokój i radość, której nikt nam nie może odebrać. Im więcej w nas delikatności, tym bardziej narażamy się na zranienie, ale przecież Jezus przychodzi z miłością najczystszą – to znaczy najbardziej delikatną, nieosłoniętą żadnym zabezpieczeniem nieufności. Dzisiaj słyszymy o władcy, który jest pokorny i sprawiedliwy, zwycięski i skuteczny. Nie bardzo wierzymy, że można połączyć pokorę ze zwycięstwem, przecież sami zwykle nie potrafimy wykorzystać naszych sukcesów. Pokorny i sprawiedliwy władca to Jezus Chrystus.
Jak możemy Go rozpoznać, jak uwierzyć w Jego słowa? Potrzeba, abyśmy rzeczywiście zaczęli słuchać Pisma Świętego. Słuchanie różni się od mimowolnego usłyszenia jakiegoś dźwięku. Wsłuchać się w czyjś głos to jednocześnie odsłonić choćby trochę samego siebie, to pozwolić, aby jego słowo w nas zamieszkało, abyśmy z nim przebywali. Jeżeli pozwolimy słowu Bożemu, aby nam towarzyszyło, otworzymy najważniejszą bramę w twierdzy własnego życia. Mówi się czasem o świetle słowa Bożego, twierdza kojarzy się nam z mrokiem, a przecież bez prawdziwego światła nie można żyć.
Dłużnicy Ducha. Co znaczy żyć według Ducha, nie zaś według ciała? Takie pytanie budzi zwykle obawy i powoduje, że człowiek gotów się zablokować i unikać rozmowy. Życie według Ducha jest dla nas szansą; choćbyśmy oszukiwali się, że do szczęścia wystarczą nam ziemskie, materialne przyjemności, nie uciekniemy od przemijania i śmierci. Od wielu lat Kościół przestrzega przed „kulturą śmierci” – nie chodzi tutaj o wyzywające postawy i znaki satanistyczne; chodzi o uparte przekonanie, że sami sobie poradzimy. Jeżeli chcemy mieć mały świat tylko dla siebie, stajemy się samotną wyspą, na której znikąd nie można się spodziewać ratunku. Ciało nie jest naszą kotwicą ani szalupą ratunkową, ale może i powinno być mieszkaniem Ducha Bożego. Wtedy nasze życie, nasze codzienne sprawy, także te cielesne, nabierają sensu.
Bywa, że ludzie nie rozumieją, iż wybór „duchowej” drogi nie odbiera nam wolności. Wolność pojęta jako robienie, co mi się podoba, nie wykracza poza czas, nad którym i tak nie panujemy. Wolność w Duchu Bożym przekracza czas; możemy go dobrze spożytkować, a jednocześnie otwieramy się na wieczność. Ileż razy wydaje się nam, że pragnienia i marzenia, tak godziwe, jak i niegodziwe, wypełnią serce szczęściem. Bycie tzw. dobrym człowiekiem, nieszkodzenie nikomu, nawet dobre czyny i kultura osobista nie wystarczą; potrzeba światła Bożego Ducha, aby dobre uczynki kierowały nas ku wieczności, bo wtedy nigdy nie zostaną zapomniane. Gorzej jest z pragnieniami niegodziwymi; mogą one być bardziej pociągające, ale pozostawią po sobie tylko smutek i pustkę. „Uśmiercać popędy ciała” to panować nad sobą, to pragnąć więcej, bo pełni życia.
Przywilej chwalenia Boga. Jakże szczególnym darem jest Ewangelia; wiemy, że jest to Dobra Nowina, na którą czekała cała ludzkość i każdy z nas. To oczekiwanie dotyczy prawdziwego szczęścia, dlatego nie przesłania go nawet świadomość śmierci. Syn Boży wychwala swojego i naszego Ojca w niebie. Spójrzmy: nie On dziękuje za bezpieczną codzienną egzystencję, za brak chorób i wojen. Jezus dziękuje za to, że Ojciec objawił swoją miłość prostaczkom. W naszym języku prostaczek i prostak brzmią podobnie, i pojęcie głębi pierwszego określenia wymaga odrobiny wysiłku. Prostaczek pragnie iść prostą i jasną drogą; nie znaczy to wcale, że zawsze taką idzie. Mimo grzechów i upadków nie gaśnie w nim pragnienie poznania Boga. Taki człowiek nigdy nie powie, że już wszystko osiągnął, że już wszystko skończone.
„Mądry i roztropny” według świata wyznacza miejsce Panu Bogu, a „prostaczek” szuka miejsca przed Bogiem, aby Go zobaczyć i poznać. Nie przypadkiem Jezus ostrzega wielokrotnie, że celnicy i jawnogrzesznice będą przed tymi, którym wydaje się, że znają naukę Bożą. Rozważając dzisiejszą Ewangelię, słyszymy, jak wielką radość znajduje nasz Pan pośród utrudzonych i opuszczonych, pośród ludzi spragnionych słowa Bożego bardziej niż codziennego chleba. Uwielbienie Boga nigdy nie powinno mieć nawet pozorów samouwielbienia z naszej strony. Pamiętamy faryzeusza z przypowieści, który siebie wielbi przed Bogiem. Jezus mówi dzisiaj: „Wszystko przekazał mi Ojciec mój”; ileż razy spadkobiercy marnują to, co wypracowały poprzednie pokolenia. Uczmy się od Jezusa przyjmować i pomnażać w naszym życiu Boże dary; uczmy się wdzięczności za każdą chwilę. W krzyżu Pana dokonało się największe uwielbienie Ojca, patrząc na krzyż, nauczymy się dziękować, przepraszać i prosić.
************************************
ks. Wojciech Zyzak
Za 9, 9–10; Rz 8, 9.11–13; Mt 11, 25–30
Robert Aumann to profesor Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie i laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii. Poza tym jest ortodoksyjnym Żydem. Przed laty uczestniczyłem z grupą przedstawicieli uczelni kościelnych w spotkaniu z tym wybitnym naukowcem. Mówił o badaniach na swoim uniwersytecie. W pewnej chwili zobaczył za oknem tęczę – wspomnienie przymierza, jakie zawarł Noe z Bogiem. Profesor na pytanie, jak łączy badania naukowe z wiarą, odpowiedział, że to tylko odmienne języki opisu rzeczywistości. Podał przykład miłości. Inaczej mówi o niej poezja, inaczej religia, inaczej medycyna. Badanie samych tylko chemicznych procesów w ciele człowieka, zachodzących pod wpływem miłości, nie daje wglądu w prawdę o tym, czym miłość jest. A jest przeżyciem duchowym i ma źródło w Bogu.
Miłość we wszystkich kulturach utożsamia się z sercem, bo ono reaguje najmocniej pod wpływem emocji. Dlatego mówimy o kimś, że ma dobre serce albo że jest bez serca. Serce jest symbolem miłości. Film Bogowie to opowieść o życiu profesora Zbigniewa Religi, który dokonuje pierwszego udanego przeszczepu serca. Sonia Bohosiewicz zagrała w filmie żonę pacjenta, który ma otrzymać przeszczep. Pełna wątpliwości mówi: „Niech mi pan powie, czy on z tym nowym sercem nie będzie inny? (…) Boję się, że przestanie mnie kochać”. Oczywiście nie przestał, bo miłości nie można umiejscowić w jakimś ludzkim organie.
Jednak gdy Chrystus w Ewangelii Mateusza mówi: „jestem cichy i pokornego serca”, wyraża miłosierną miłość Boga do stworzenia. Najpełniej objawiła się ona, gdy na krzyżu przebito serce Zbawiciela. Wcześniej, podczas Ostatniej Wieczerzy, umiłowany uczeń Jan spoczywał na Jego piersi i wsłuchiwał się w rytm bicia Jego serca. Greckie słowo kolpos (pierś) zostanie przez Jana użyte jeszcze tylko raz, gdy powie: „Boga nikt nigdy nie widział. Jednorodzony Bóg, który jest w łonie (kolpos) Ojca, o Nim pouczył”. Nawiązanie do tajemnicy Trójcy Świętej przypomina nam, że Bóg jest miłością. Dzięki miłującemu sercu Jezusowemu mamy możliwość udziału w tej miłości. Św. Josemaría Escrivá napisał kiedyś: „Wzrusza mnie kontemplowanie cudu Boga, który kocha sercem człowieka”. To pokazuje nam Bóg, bogaty w miłosierdzie. Pokazuje nam przez przebite serce Zbawiciela. Zrozumiał to Cyprian Kamil Norwid, gdy pytał w jednym z wierszy: „Gdzież podział się krzyż? Stał się nam: bramą”.
W swoim sercu Jezus ukazuje miłosierdzie Boże, które Biblia wyraża słowem rahamim, określającym matczyne łono, czyli pełną czułości, niemal emocjonalną miłość. Jednak znajdziemy w Piśmie Świętym jeszcze inne określenia miłosierdzia, a pośród nich hesed, czyli ojcowską, czynną pomoc, wierność sobie i przymierzu. Coś z takiej wymagającej miłości znalazłem w jednym z listów św. Ojca Pio, który w następujący sposób tłumaczył się z wybuchów złości wobec grzeszników: „Jak to jest możliwe, by widzieć Boga, który się smuci z powodu zła, i podobnie się nie smucić? Widzieć Boga, który właśnie rzuca swoje gromy i – aby je odbić – nie ma innego lekarstwa, jak tylko wznieść jedną rękę, by powstrzymać Jego ramię, a drugą skierować do bliźnich, mając na uwadze dwa motywy: żeby porzucili zło i odeszli – i to natychmiast – z miejsca, gdzie stoją, ponieważ ręka Sędziego jest gotowa rzucić na nich te gromy”. Czynna, miłosierna miłość stanowi realizację zapowiedzi proroka Zachariasza: „Łuk wojenny zostanie złamany”. Ta miłość nie jest naiwna. Jest wymagająca. W jej duchu św. Paweł mógł pisać do Rzymian: „Jeżeli będziecie żyli według ciała, czeka was śmierć”.
************************************
Zdzisław Kijas OFMConv.
Za 9,9-10; Rz 8,9.11-13; Mt 11,25-30
„W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: «Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie»” (Mt 11, 25-30).
1. „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi” – mówi Jezus. Ważne jest od czego albo od kogo zaczynamy rozmowę. Kto lub co jest miarą spraw, miarą osób lub problemów, które nas dotykają. Kiedy zaczynamy naszą rozmowę od Boga, kiedy przeglądamy się w Nim, wszystko nabiera wówczas innych wymiarów, innych perspektyw. W obecności Boga rzeczy mało ważne w oczach ludzi, stają się wielkie w oczach Boga. Tak samo i ludzie: ci, którzy pozornie w oczach świata znaczą niewiele lub wręcz nie znaczą nic, okazuje się, że w oczach Boga znaczą one wiele. Proporcje, które ustala Bóg odbiegają od proporcji, jakie stosuje świat.
Powie sam Bóg przez usta proroka Izajasza: „Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami – wyrocznia Pana. Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje – nad waszymi drogami i myśli moje – nad myślami waszymi” (Iz 55, 8-9).
Jeśli Bóg istnieje, jest On wtedy miarą wszystkich rzeczy, i to, co On myśli o wszystkich rzeczach, jest miarą tego, co my powinniśmy myśleć. Nieprzejmowanie się prawdą to nieprzejmowanie się Bogiem.
Często jednak zapominamy o tym. Patrzymy wtedy na siebie i na innych, na świat i to, co dzieje się wokół, może na sytuację w Kościele czy w kraju, w rodzinie czy gdzieś jeszcze indziej wyłącznie z naszej tylko, ludzkiej perspektywy. I konsekwencje takiego patrzenia mogą być złe. Może się bowiem zdarzyć, że zaczynamy widzieć w kolorach czarnych lub, co też niedobrze, w kolorach jasnych. Albo wpadamy w pesymizm i depresję, albo jesteśmy nieroztropnie happy.
Swego czasu, kiedy prorok Samuel spostrzegł Eliaba, mężczyznę pięknego i rosłego, był przekonany, że właśnie jego wybrał Bóg na króla Izraela. Mówił więc sobie: „Z pewnością przed Panem jest jego pomazaniec”. Lecz Bóg rzekł do niego: „Nie zważaj ani na jego wygląd, ani na wysoki wzrost, gdyż nie wybrałem go, nie tak bowiem człowiek widzi <jak widzi Bóg>, bo człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce»” 1 Sm 16, 6-7).
Bóg patrzy inaczej. Stosuje inne miary wielkości. W Jego oczach wielcy są małymi, a mali wielkoludami.
2. „Zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom” – mówi Jezus. Dziękuje swojemu Ojcu, że tak postąpił. Jest pełen podziwu dla Jego czynów.
Jakże piękne, kiedy dzieci podziwiają swoich rodziców, że są dobrzy, ofiarni, mądrzy, odpowiedzialni, że byli bohaterami w walce o dobro, wolność ojczyzny czy jeszcze coś innego. Jest sprawą piękną, kiedy synowie i córki w taki sposób odnoszą się do rodziców. Jest też pięknie, kiedy uczniowie są dumnie ze swoich nauczycieli, kiedy przyznają się do niech i chcą iść w ich ślady.
Jezus wychwala Ojca, że zakrywa sprawy ważne przed tymi, którzy uchodzą za mądrych, ale nimi nie są. Są po prostu wyłącznie ludźmi pysznymi i zadufanymi w sobie. Tacy ludzie są przekonani, że pozjadali wszystkie rozumy, co nie jest prawdą.
Trzeba bać takich ludzi. Nie znoszą oni żadnej krytyki, żadnej sugestii. Nie uczą się, zaślepienie w swojej głupocie.
Bóg objawia rzeczy wielkie tym, którzy uchodzą za małych, pokornych. Tacy bowiem chcą się uczyć, poznawać, pogłębiać to, co już wiedzą. I są wdzięczni za wszystko, co otrzymują.
W naszym świecie zaczyna coraz bardziej brakować wdzięczności. Była, ale zanika. Ktoś mądry powiedział, że „w codziennym życiu wyraźnie widać, że to nie szczęście czyni nas wdzięcznymi, lecz wdzięczność – szczęśliwymi”. Można mieć wszystko i nie odczuwać wdzięczności za nic, bo jeśli ktoś ma w sobie ogromny głód, głód chory i bezsensowny, którego nie da się nasycić, to pustka pozostanie pustką. Bycie wdzięcznym nie oznacza wyzbycia się wszystkich pragnień czy ambicji, oznacza tylko i aż to, że się docenia i widzi to kim i gdzie się jest.
W postawie osoby skromnej i pokornej, osoby o sercu „dziecka”, najbardziej rzuca się w oczy postawa wdzięczności.
Osoba skromna i pokorna, którą Jezus określa terminem „prostaczek”, umie być tu i teraz. Cieszy ją małe i duże rzeczy. Jest świadoma kim jest i kim są inni, którzy są wokół. Dziękuje za wszystkich i wszystko. Wdzięczność nie jest cechą wrodzona czy odziedziczoną. Jest wypracowana i zdobyta niemałym wysiłkiem.
Ludzie nieszczęśliwi, często mają wszystko, ale nie mają w sobie miejsca na docenienie siebie, innych, świata, bo nie ma w nich wdzięczności. Zamiast widzieć to, co już mają, ich wzrok, niczym soczewka, skupia się wyłącznie na tym, czego im brak.
3. „Jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie”. Jezus zaprasza mnie, aby niósł z Nim Jego jarzmo. On nie chce się go pozbyć, ale chce jedynie, abym niósł go razem z Nim. O jakim jarzmie mówi Jezus?
Jarzmem określano dawną, prymitywną, ramę, która była wykonana z drewna. Zakładano ją na kark, rogi lub czoło zwierząt pociągowych zaprzężonych do pracy. W jarzmie najczęściej chodziły zaprzężone woły orzące pole lub osły ciągnące powozy.
Jezus zaprasza więc, by iść Jego drogą. Tylko pozornie jest ona trudna, niemodna, ciernista czy momentami nawet krzyżowa. Zdarzają się na niej chwile upokorzeń, konieczność wyzbycia się ludzkiej mądrości, posłuszeństwo Bogu. Ale chociaż trudna, jest to jedyna droga, która prowadzi do autentycznego wzrostu, szczęścia, dobra.
Wielu broni się przed wysiłkiem. Wzbrania się przed posłuszeństwem czy pokorą. Uważają, że wszystko im się należy, że maja prawo bycia szczęśliwymi bez wysiłku, bogatymi bez pracy, kochanymi bez własnego wkładu. Mylą się. wszystko ma swoją cenę.
Pokazał to Jezus. Był pokorny i posłuszny swojemu Ojcu, był posłuszny miłości do nas. I to jest Jego „jarzmo”, które chce, abym niósł razem z Nim, bo wtedy będę na Jego podobieństwo.
Jezu, naucz mnie bycia wdzięcznym i pokornym w życiu!