Lectio Divina

Wielki Czwartek

Było to przed Świętem Paschy. Jezus, wiedząc, że nadeszła godzina Jego, by przeszedł z tego świata do Ojca, umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował. W czasie wieczerzy, gdy diabeł już nakłonił serce Judasza Iskarioty, syna Szymona, aby Go wydał, Jezus, wiedząc, że Ojciec oddał Mu wszystko w ręce oraz że od Boga wyszedł i do Boga idzie, wstał od wieczerzy i złożył szaty. A wziąwszy prześcieradło, nim się przepasał. Potem nalał wody do misy. I zaczął obmywać uczniom nogi i ocierać prześcieradłem, którym był przepasany. Podszedł więc do Szymona Piotra, a on rzekł do Niego: «Panie, Ty chcesz mi umyć nogi?» Jezus mu odpowiedział: «Tego, co Ja czynię, ty teraz nie rozumiesz, ale poznasz to później». Rzekł do Niego Piotr: «Nie, nigdy mi nie będziesz nóg umywał». Odpowiedział mu Jezus: «Jeśli cię nie umyję, nie będziesz miał udziału ze Mną». Rzekł do Niego Szymon Piotr: «Panie, nie tylko nogi moje, ale i ręce, i głowę!» Powiedział do niego Jezus: «Wykąpany potrzebuje tylko nogi sobie umyć, bo cały jest czysty. I wy jesteście czyści, ale nie wszyscy». Wiedział bowiem, kto Go wyda, dlatego powiedział: «Nie wszyscy jesteście czyści». A kiedy im umył nogi, przywdział szaty i znów zajął miejsce przy stole, rzekł do nich: «Czy rozumiecie, co wam uczyniłem? Wy Mnie nazywacie „Nauczycielem” i „Panem”, i dobrze mówicie, bo nim jestem. Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wy powinniście sobie nawzajem umywać nogi. Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem». (J 13, 1–15)

ks. Andrzej Zwoliński

WIĘZY GRZECHU

1. Historia starożytna przekazała najdawniejsze tradycje związane ze sposobem aresztowania przestępców. Aresztujący strażnik następował mocno obcasem na prawą stopę pojmanego. Niemal równocześnie zarzucano pętlę konopnego sznura na jego ręce. Czyniono to w taki sposób, by prawą dłoń przytwierdzić do lewego łokcia, lewą zaś do prawego. Następnie zakładano więźniowi skórzany pas, czasem nabijany żelaznymi kolcami. Niekiedy też wkładano na szyję kolczasty naszyjnik, a dwa rzemienie, które z niego opadały, krzyżowano na piersi i przymocowywano do pasa. Wreszcie do pasa przyczepiano cztery długie powrozy, którymi eskorta mogła ciągnąć ofiarę w dowolnym kierunku. Było to więc skrępowanie bolesne i bezwzględne. Pozostawiało więźniowi jedynie niezbędne minimum swobody ruchu, ledwie pozwalające utrzymać się na nogach.

Dopiero taki obraz Jezusa związanego, unieruchomionego, skrępowanego pozwala zrozumieć pełniej słowa Psalmisty, który zapowiadał: „oplotły mnie więzy grzeszników”. Każde skrępowanie to poniżenie skazańca, odebranie mu resztek wolności, ukazanie jego bezsilności. Te więzy, nazywane często „więzami miłości”, zostały przyjęte przez Jezusa dobrowolnie, dla nas, aby nas doprowadzić do wolności zbawienia. Taki też był sens innego „skrępowania” Jezusa, gdy ustanowił pamiątkę męki, Eucharystię, zdając się na dobroć ludzkich dłoni, szacunku człowieka. To dlatego możliwe stały się różnego rodzaju profanacje satanistyczne czy lekceważenie Eucharystii także wśród wiernych. Zdarzało się w Rzymie – jak wspomina bp Athanasius Schneider z Karagandy (Kazachstan) – że w czasie dużych celebracji eucharystycznych znajdowano Najświętsze Postacie porzucone na ziemi.

2. Wielki Czwartek przypomina o naturze Kościoła, którego paradoks dobrze wyraził kard. Henri de Lubac, francuski jezuita: „Mówi się, że jest święty, a ja widzę, że jest pełen grzeszników. Mówi się, że jego misją jest oderwanie człowieka od trosk doczesnych i przypominanie o powołaniu do wieczności. A ja widzę, że jest on nieustannie zajęty sprawami tego świata i tego czasu. Zapewnia się, że jest on powszechny, otwarty niczym mądrość i miłość Boga. A ja stwierdzam, że jego członkowie bojaźliwie chowają się w zamkniętych kręgach” (Medytacje o Kościele).

Kościół jest wspólnotą, która gromadzi w Wieczerniku zarówno św. Piotra, św. Jana, jak i Judasza. Ks. prof. Joseph Ratzinger pisał przed laty: „Przyznaję, że dla mnie ta nieświęta świętość Kościoła zawiera w sobie coś niewymownie pocieszającego. Czyż nie należałoby bowiem zrezygnować ze świętości, która by była bez zmazy i mogłaby na nas oddziaływać, tylko sądząc i paląc? I kto mógłby o sobie twierdzić, że wcale nie trzeba, by inni go znosili lub podnosili? Jak może jednak ktoś, kto korzysta z tego, że go ktoś inny znosi, odmówić znoszenia innych? (…) Świętość w Kościele rozpoczyna się od znoszenia i prowadzi do podnoszenia; gdzie jednak nie istnieje już znoszenie, ustaje podnoszenie (…). Aby być chrześcijaninem, należy uznać za niemożliwą samowystarczalność oraz przyjąć własną niemoc” (Wprowadzenie w chrześcijaństwo).

Poleganie św. Piotra na własnej sile doprowadziło go do zdrady, z której jednak umiał się podnieść. Judasz nie mógł znieść myśli o sobie jako o zdrajcy, nie szukał drogi podniesienia. Możliwość podniesienia się, powrotu na drogę świętości jest największą łaską, jaką przechowuje Kościół. Kilka lat temu do Kościoła powróciła gwiazda pornobiznesu Claudia Koll. Przez lata kręciła filmy, których nie można nikomu polecić. Obecnie wspiera chorych na AIDS, organizuje wielkie akcje misyjne, gra w filmach o świętych. A wszystko za sprawą jednego wydarzenia, które miało miejsce u szczytu jej „kariery”:

„Miałam okropne przeżycia, to było jak ciemny tunel. Pewnego dnia weszłam do pustego kościoła, modliłam się i odnalazłam Boga – być może to jednak On mnie odnalazł. Chciałam wstąpić do klasztoru, ale później pomyślałam, że mogę więcej zrobić dla Boga, pozostając w zawodzie, ale już na inny sposób”.

Być może sens trwania owego małego kościółka mieści się cały w nawróceniu jednej osoby. Gdy łatwo podważamy słuszność istnienia klasztorów kontemplacyjnych, trwania posługi kapłańskiej i ofiary z życia dla dania świadectwa wierze – pamiętajmy o św. Piotrze, który szukał sposobu, by powrócić do Chrystusa.

3. Wszyscy, którzy przyjęli pierwszą Eucharystię w Wieczerniku, całe swe życie zmienili w ofiarę dla Boga. To konsekwencja otrzymania Daru – gotowość na ofiarę. W Gdeszynie koło Hrubieszowa 30 stycznia 1943 roku zginął ks. Zygmunt Pisarski. Rano odprawiał Mszę św. w kaplicy na plebanii, gdyż kościół został mu zabrany przez miejscowych nacjonalistów ukraińskich. Pod koniec Mszy na plebanię weszli żandarmi niemieccy. Pozwolono mu dokończyć obrzęd. Kiedy ksiądz rozbierał się z szat liturgicznych w sąsiednim pokoju, hitlerowcy zażądali, by podał nazwiska miejscowych komunistów i człowieka, który zabrał mu klucze do kościoła. Ksiądz odmówił zeznań. Zbito go więc do krwi. Postawiono go pod ścianą plebanii i znowu zażądano podania nazwisk, argumentując, że to przecież także „wrogowie Kościoła”. Ksiądz w odpowiedzi jedynie wzruszył ramionami. Dostał za to w twarz. Niemcy zabrali z okolicznych domów młodszych mężczyzn, ustawili ich w czwórki, a na końcu kolumny postawili ks. Pisarskiego i prawosławnego diakona.

Po krótkim marszu zatrzymano kolumnę niedaleko plebanii. Niemcy znów zapytali księdza o nazwiska, lecz on milczał. Wówczas oparli go o przydrożne drzewo i zabili strzałem prosto w głowę. Kilka metrów dalej zabito prawosławnego diakona. Egzekucja dokonała się niedaleko domu, w którym mieszkał człowiek poszukiwany przez Niemców. Po wojnie na miejscu śmierci ks. Pisarskiego wzniesiono krzyż z napisem: „Posłuszny na głos serca i obowiązku kapłańskiego oddał życie za nieprzyjacioły Ukochanej Ojczyzny”. Wierność Eucharystii niekiedy wymaga największej ofiary.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *