Blog
VI niedziela Wielkanocna
Dz 10, 25-26. 34-35. 44-48; 1 J 4, 7-10; J 15, 9-17
ks. Marcin Cholewa ks. Marek Gilski
Ewangelia 6. niedzieli Wielkanocy ukazuje nam trzy elementy prawdziwej przyjaźni:
1. DAĆ ŻYCIE ZA PRZYJACIÓŁ. Nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół. Jezus traktuje nas jak przyjaciół i dlatego oddał za nas życie. Prawdziwa przyjaźń oznacza taką właśnie gotowość myślenia nie o sobie, ale przede wszystkim o przyjacielu. Może dlatego nie mamy wielu przyjaciół, bo to coś naprawdę wielkiego, wymagającego. Ale jeśli taką osobę znajdziemy, to warto ją cenić ponad wszystko. Jest ktoś, dla kogo Ty i ja byliśmy tak ważni, że oddał za nas swoje życie. Prawdziwy Przyjaciel – Jezus Chrystus. Czy ja i Ty dorośliśmy do takiej przyjaźni? Czy przyjaźń Cię już kosztowała? Czy wymagała jakiejś ofiary? Czy już jesteś gotowy na stworzenie przyjacielskiej relacji?
2. WIERNOŚĆ SŁOWU. Wy jesteście moimi przyjaciółmi, jeżeli czynicie wszystko, co wam przykazałem. Słowo przyjaciela ma wartość. Jest święte. Takiego słowa się nie lekceważy, takiego słowa się nie nadużywa. Takie słowo zachowuje się w sercu, takie słowa się realizuje. Przyjaźń zobowiązuje, dlatego już starożytny retor Cyceron powiedział, że przyjaciół nie prosi się o rzeczy niegodne. Gdyby ktoś nas prosił, żebyśmy się zachowali w sposób niegodny, to nie jest naszym przyjacielem. To znaczy, że chce nas instrumentalnie wykorzystać.
3. WPROWADZENIE W NAJWIĘKSZE TAJEMNICE. Nazwałem was przyjaciółmi, ponieważ oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca. Przyjaciel to ktoś zaufany, któremu jesteśmy w stanie powierzyć największe tajemnice. Jezus odsłonił przed nami coś absolutnie niedostępnego dla człowieka – tajemnicę Boga. Odkrył przed nami swoje serce, swoje pragnienia i swoje tajemnice. Ceńmy to sobie.
Wskazane przez Jezusa cechy prawdziwej przyjaźni, której On sam jest wzorem, pokazują, jak poważną i wymagającą rzeczą jest przyjaźń. To coś wielkiego, coś niezwykle cennego. Dlatego Księga Syracha zawiera słowa: Wierny bowiem przyjaciel potężną obroną, kto go znalazł, skarb znalazł (6, 14).
4. Z ŻYCIA WZIĘTE. „Jim Newman był świadkiem powolnej śmierci swej żony w domu opieki. Spędzał przy jej łóżku wiele godzin każdego dnia, mimo że była nieprzytomna. W tym czasie zaprzyjaźnił się z innym pacjentem tego domu, chłopcem o imieniu Michael Harris, który cierpiał na chorobę mózgu. Kiedy jego żona zmarła, Newman nadal odwiedzał ułomnego chłopca. W domu opieki każdy wiedział, że chłopak był szczęśliwy, gdy przychodził Jim. Dla dzieci jest bardzo ważną rzeczą, aby mieć kogoś, kto z nimi rozmawia. Pragną uwagi i miłości – powiedział Jim. Jego praca zawodowa wymagała przeprowadzki do innej części stanu Teksas. Po jakimś czasie doszedł jednak do przekonania, że powinien wrócić tam, gdzie mieszkał Michael, co też uczynił. Odtąd Jim znów odwiedza chłopca każdego dnia. Po lekcjach zabiera go w jego wózku inwalidzkim na spacer. Wieczorem okrywa chłopca kołdrą i całuje, życząc dobrej nocy, zapewniając, że zobaczą się nazajutrz. Mówię mu, że go kocham i że Bóg także go kocha, powiedział Jim.
Łatwo kochać ładne i rozgarnięte dzieci. Większość z nas lubi przebywać w towarzystwie ludzi przystojnych i wpływowych oraz tych, którzy potrafią nas zabawić czy coś dla nas zrobić. Jednak dopiero wtedy, gdy potrafimy pokochać to, co nie wzbudza miłości, akceptowa tych, którzy nie mogą się niczym odwzajemnić, zaczynamy rozumieć bezwarunkową miłość, jaka oferuje nam Bóg, i nieskończoną wartość, jaka każdy z nas ma w Jego oczach” (A.J. Palla, Niezwykłe historie zwykłych ludzi. Sekrety ich sukcesu, Warszawa 2013, s. 58-59).
++++++++++++++++++++++++++++++++++++
ks. Jerzy Swędrowski
Dz 10, 25–26.34–35.44–48; 1 J 4, 7–10; J 15, 9–17
Bóg nie ma względu na osoby. Zdarzy się wiele razy, że uczniowie Pana będą doznawali czci; ludzie zobaczą w nich Boży majestat. Tak było z Piotrem, kiedy wchodził do domu Korneliusza, tak było z innymi Apostołami. Wiele razy po zmartwychwstaniu Jezusa Jego uczniowie byli wysławiani za cuda dokonane w Jego imię, mimo że oni sami przestali szukać swojej chwały, bo zaczęli rozumieć, co uczynił dla nich Pan. W Ewangeliach widzimy niespokojne oczekiwanie na znaki Jezusa, ale za każdym razem usłyszymy, że „godzina Jego jeszcze nie nadeszła”. Godzina Syna Człowieczego to Jego Paschalna ofiara i dar Ducha Świętego dla wspólnoty Kościoła. Piotr i inni nie szukają swojej chwały, bowiem już nie tylko wierzą, ale wiedzą, co uczynił Jezus, jak wypełnił swoje słowo. To doświadczenie prawdomówności Boga każe nam spojrzeć na nasze własne słowa i postawy, każe pytać siebie: na ile przyjąłem dar Bożego odkupienia? Jeżeli nie odniesiemy do siebie ofiary Chrystusa, nie skorzystamy z jej owoców. Nie kierujemy światem – to Bóg jest panem czasu i historii.
Piotr mówi w domu Korneliusza: „Przekonuję się, że Bóg naprawdę nie ma względu na osoby”. Kiedyś synowie Zebedeusza i ich matka prosili dla siebie o pierwsze miejsca obok Jezusa; teraz tak oni, jak i pozostali zaczęli rozumieć, że droga zbawienia została otwarta dla wszystkich. Chrześcijanie z narodu wybranego musieli uznać, że do chrztu św. mają prawo także poganie. Wszyscy uczniowie Jezusa Chrystusa muszą uznać, że Bóg nikomu nie skąpi łaski. Oczywiście nie znaczy to, że każdy dla kaprysu może wziąć sobie cokolwiek z sakramentów. Bóg nie ma względu na osoby, ale „W każdym narodzie miły jest Mu ten, kto się Go boi i postępuje sprawiedliwie”. Winniśmy ciągle badać swoje sumienie i serce, aby nie przypisywać sobie prawa własności do Bożej łaski i Jego wskazań. Jeżeli potrafimy cieszyć się nawróceniem bliźniego, nie staniemy się zakłamani z wierze.
Bóg jest pierwszy. Dobrze znamy powiedzenie, że jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu, wszystko jest na swoim miejscu. Łatwo powiedzieć takie słowa, natomiast gorzej jest z ich realizacją. Zwykle wydaje się nam, że Bóg jest w naszym życiu na pierwszym miejscu, kiedy wypełnimy nasze religijne obowiązki. One są tylko fundamentem, gdyż praktykowanie sakramentów nie oznacza naszej zasługi, ale powinno być potwierdzeniem naszej wdzięczności i wierności. Wielkanocne dni, które już dobiegają końca, to sprawdzian, na ile zrobiliśmy w swoim życiu miejsce dla Pana Boga. Paschalne dzieło Chrystusa zmieniło zupełnie świat, dokonało się nowe stworzenie; nowy Adam już nie zawiedzie w niczym Ojca, który jest w niebie. Wobec wydarzeń Triduum Paschalnego nikt nie może pozostać obojętny; albo uznajemy jedyną Ofiarę Pana, albo składamy bałwochwalcze ofiary sobie i bożkom tego świata.
Św. Jan pomaga nam dzisiaj zrozumieć tę nową sytuację: „W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował”. Tylko z Bożą łaską uda nam się pojąć, że to nie z naszej wspaniałomyślności Bóg ma pierwsze miejsce. Ta prawda staje się dla nas wielką szansą; zwykle pierwsze miejsce kojarzy się z panowaniem, czyli wielkim dystansem panującego i poddanych. Nasza chęć panowania może prowadzić do tego, że oddalimy się od siebie samych, a nasze słowa, czyny i postanowienia nie będą spójne. Jeżeli Bóg jest na pierwszym miejscu, nie grozi nam samotność oddalenia, ale stajemy wobec miłości, która nie jest ideą, lecz faktem. Ojciec „posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy”; dostrzeżmy jedność miłości Ojca i Syna i zobaczymy, że ta miłość jest skierowana ku nam.
Bóg dokonał wyboru. Pan Jezus podczas Ostatniej Wieczerzy zaprasza nas na wielkanocną drogę, która ma nas zaprowadzić do wiecznego szczęścia. Kiedy czytamy słowa Zbawiciela z Wieczernika, dotykamy tajemnicy miłości, która nie ma w sobie żadnych cieni, nie stawia żadnych warunków. Miłość Ojca i Syna jest doskonała; jej doskonałość przewyższa wszelkie ludzkie pragnienie harmonii i pokoju. Jezus, mówiąc o tej miłości, nie udziela po prostu informacji, ale wprowadza nas w stan życia w łasce. „Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w mojej miłości” – te słowa są zachętą i testamentem. Jezus nie mówi: „próbujcie trwać w miłości”, ale z siłą i przekonaniem wzywa do wytrwałości. Jeżeli potraktujemy to wezwanie tak jak nasze własne postanowienia, możemy być pewni porażki.
Zaufać Jezusowi to usłyszeć Jego słowa: „Wy jesteście moimi przyjaciółmi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję”. Nie ma innej drogi niż pełnienie przykazań, aby okazać Bogu miłość. Wielkanocna droga wymaga, abyśmy porzucili faryzejskie mnożenie przepisów i zasad, a za to realnie praktykowali postawy miłości, które nie mają nic wspólnego z pustymi deklaracjami ani z wielosłowiem. Bóg podjął decyzję miłości wobec nas, więc nie powinniśmy się wahać; szkoda czasu na szukanie gorszego wyboru. Nie możemy być w lepszej sytuacji niż kiedy Bóg oferuje nam swoją przyjaźń. Warunkiem jest wypełnianie przykazań. Może się wydawać, że jest to rodzaj handlu wymiennego; nic bardziej błędnego, ponieważ bez wypełniania przykazań nie odkryjemy głębi Bożej miłości. Ona objawia się w cierpliwości; z naszej strony nawet ciągłe powracanie na drogę przykazań już będzie znakiem miłości.
++++++++++++++++++++++++++++
Zdzisław Kijas OFMConv.
Dz 10, 25–26.34–35.44–48; 1 J 4, 7–10; J 15, 9–17
1. Jak Mnie umiłował Ojciec – mówi Jezus. Otwarcie przyznaje, że jest kochany, że ktoś Go kocha, a tym kimś jest Ojciec. To coś szczególnie ważnego i cennego, kiedy wiem, kiedy jestem głęboko przekonany, mimo trudności, sprzeczek czy wręcz kłótni z mężem czy żoną, dzieci z rodzicami i rodziców z dziećmi, czy z kolegami w pracy, nadal wiem, że jestem kochany, że mam w nich dobrych i wiernych przyjaciół, że nadal mogę na nich liczyć. To może największy skarb. Ważna jest świadomość, że nie jestem sam, że innym, szczególnie tym bliskim, zależy na mnie, że chcą mego szczęścia, że są gotowi przyjść mi z pomocą, kiedy będę w potrzebie.
Dramatem nad dramatami jest obojętność środowiska na mnie i na krzywdy, które mnie spotykają, na moje cierpienie, doznaną niesprawiedliwość, chorobę itp. Obojętność, brak zainteresowania, emocjonalny chłód, sugerowanie na różne sposoby, że nie mam żadnego znaczenia, są strasznym doświadczeniem.
Jezus, chociaż niesłusznie cierpiał, był skazany na śmierć, przybity do krzyża, chociaż wołał: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? (Mk 15, 34; Mt 27, 46), nadal wiedział, że Ojciec Go miłuje. Nawet jeżeli wymagał od Syna tak wielkiej ofiary, nawet jeśli Jezus przeżywał momenty osamotnienia czy opuszczenia, wiedział, że Ojciec Go zawsze kocha.
Człowiek jest gotów znieść wiele, kiedy wie, że jest kochany, że jego życie ma dla drugiego sens, że coś znaczy, że się liczy.
Ten tylko, kto doświadczył miłości, umie kochać. Odwzajemnia się miłością otrzymaną od innych. Mogą, oczywiście, zdarzać się wyjątki, ale na ogół jest właśnie tak: miłość dawana zwraca się miłością otrzymywaną. Tak jest w rodzinie i w społeczeństwie. Dobro dawane zwraca się w dwójnasób. Stąd słowa Jezusa: Ponieważ umiłował Mnie Ojciec, dlatego i Ja was miłuję.
Trudno, wręcz jest to niemożliwe, dawać coś, czego się nie ma, czego się nie nagromadziło wcześniej. Dlatego tak ważne jest piękne, dobre wychowanie. Przekazywanie przez rodziców swoim dzieciom tego, co dla nich samych było cenne i co czyni ich duchowo mocnymi. Miłość jest tego podstawą.
2. Wy jesteście przyjaciółmi moimi – mówi ponadto Jezus. Tymczasem obumiera rzeczywistość, jaką jest przyjaźń. Zanika, zastępowana stowarzyszaniem się osób dla realizacji czegoś lub dla osiągnięcia jakiegoś interesu. Wzrasta izolacja jednostek należących do stowarzyszenia. Współczesna technologia pogłębia ten proces wraz z rosnącą indywidualizacją. Podmioty społeczne nastawione są na działanie, z którym wiąże się sukces. Człowiek nastawiony jest coraz bardziej na otrzymanie zadośćuczynienia za swoje racjonalne zachowanie.
Więzy emocjonalne zmieniają się w więzy intelektualne (Michel Houellebecq). Człowiek zostaje oderwany od poznania świata. Uważa się, że świat jest rzeczą zastaną, domeną niepoddającą się poznaniu (bo jest to niemożliwe). Jest raczej do przeżycia. Należy w świecie po prostu żyć i godzić się z jego regułami.
Nie da się jednak żyć w świecie, w którym brak miłości i brak przyjaciół.
„Przyjaciele są jak ciche anioły – pisał Antoine de Saint-Exupéry – które podnoszą nas, kiedy nasze skrzydła zapominają, jak latać”. Istotnie, przyjaźń jest niezwykłą formą miłości, która tym samym wymaga również niezwykłej wrażliwości i szlachetności. Na prawdziwą, czyli duchowo piękną i trwałą przyjaźń stać wyłącznie osoby o charakterze szlachetnym i sercu wrażliwym. Chodzi o takie osoby, które szanując same siebie, szanują równocześnie godność i wolność drugiego, dochowują wierności danemu słowu, spełniają składane obietnice. Cechą przyjaciela jest określony stopień ofiarności. Osoba o sercu przyjaciela wzbudza w drugim zaufanie i obdarza nim innych.
Do rzadkości należy, że ktoś jest przyjacielem jednej osoby i równocześnie zaciekłym wrogiem innej. Oczywiście, uczuciowo relacja z kimś innym może być mniej intensywna i mniej intymna, lecz z pewnością nie będzie odbiegała diametralnie od pewnej dozy życzliwości i dobroci. Przyjaciel nie może uchodzić za szczerego i wrażliwego tylko w odniesieniu do swojego przyjaciela, a być jednocześnie kłamcą w rozmowie z innymi. Zachowanie takie jest nie do przyjęcia. Dodać bowiem należy, że przyjaźń nie jest tylko rodzajem uczucia, ale przede wszystkim szkołą życia, narzędziem edukacji, ważnym miejscem formacji.
Mówił św. Grzegorz z Nazjanzu o swoim przyjacielu św. Bazylim: „Obaj mieliśmy jeden cel: uprawianie cnoty, życie dla przyszłych nadziei i oderwanie się od tego świata, zanim z niego odejdziemy. Wpatrzeni w ten cel, kierowaliśmy według niego naszym życiem i wszystkimi uczynkami, prowadzeni w ten sposób Boskim przykazaniem, doskonaląc się wzajemnie w cnocie, i jeżeli to nie za wielkie słowa, byliśmy dla siebie wzorem i normą, za pomocą których rozróżnia się dobro od zła”.
Przysłowie mówi, że „przyjaciele są jak dobre książki: nie jest ważne, ile ich masz, ale czy są dobrzy”.
3. Wytrwajcie w miłości mojej! – mówi jeszcze Jezus. O miłość czy przyjaźń trzeba zabiegać, a kiedy się je otrzymuje, trzeba starać się, by ich nie spłoszyć, nie zmarnować, nie zniszczyć. Trzeba podjąć wysiłek, by w nich wytrwać. Rzeczy cenne nie przychodzą łatwo. Pojawiają się też niezmiernie rzadko, dlatego trzeba je cenić, kiedy się wreszcie je zdobędzie, trzeba się starać, by w nich wytrwać.
Wierzący wie, że nie jest sam w tych wysiłkach. Wiele zależy od niego, ale jednocześnie wierzy głęboko, że towarzyszy mu w tym Boża łaska, która go wspiera, obdarza potrzebną mądrością, siłami, dobrymi ludźmi.
Trzeba modlić się o przyjaźń i o wytrwanie w przyjaźni z Bogiem i ludźmi. Ważne jest też przestrzeganie Bożych przykazań, bo one również są szkołą miłości ludzi i pięknej z nimi przyjaźni.
Panie! Dziękuję Ci za miłość Twoją i tylu ludzi, i proszę, bym umiał kochać i żyć w przyjaźni!