Lectio Divina

Uroczystość św. Stanisława, biskupa i męczennika

Jezus powiedział: «Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce. Najemnik zaś i ten, kto nie jest pasterzem, którego owce nie są własnością, widząc nadchodzącego wilka, opuszcza owce i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza; najemnik ucieka, dlatego że jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach. Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. Życie moje oddaję za owce. Mam także inne owce, które nie są z tej zagrody. I te muszę przyprowadzić, i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia, jeden pasterz».

WIERNY I ZDRAJCA

1. Cesarz Japonii w roku 1933 po raz pierwszy w historii tego kraju przyjął na audiencji zwykłego obywatela swego państwa. Był to nieznany nikomu malarz, który własną krwią namalował naturalnej wielkości obraz Tenno (cesarza) i złożył go na ręce przywódcy narodu. Miał to być wyraz największego możliwego szacunku wobec władcy i jego sposobu rządzenia – chociaż niezrozumiały w wielu innych kulturach, to w tym orientalnym kraju jasny i przekonujący. Autor obrazu na jego wykonanie potrzebował ponad 12 lat. W tym okresie codziennie upuszczał sobie trochę krwi, aby zrobić nowe pociągnięcie pędzlem. Jeden jedyny raz musiał przerwać pracę, kiedy wyczerpanie fizycznie zmusiło go do położenia się w łóżku i kilkudniowego odpoczynku.

Przez ofiarę z własnej krwi wypełniał on – jego zdaniem – swoją powinność wobec najwyższej władzy Japonii. Nie było jednak w tym czynie niczego konstruktywnego – jego dzieło o niczym nie uczyło, nie było wyrazem żadnego buntu czy walki o cokolwiek, nie służyło nikomu. Heroizm tego gestu wobec cesarza wyrażał ogromną wolę okazania szacunku. Na każdym człowieku ciąży podobna powinność wobec Boga, od którego wszystko otrzymał. Nie chodzi jednak o spektakularność czynu, ale świadomość wdzięczności i zobowiązanie do całkowitego oddania się Mu. Jak pisał św. Paweł: „Albowiem tych, których od wieków poznał, tych też przeznaczył na to, by się stali na wzór obrazu Jego Syna” (Rz 8, 29). W sposób szczególny ten „obraz” malują święci męczennicy, wypełniający to zadanie aż „do krwi”, nie szczędząc własnego życia, gdy przyjdzie im bronić świętości i dobra.

2. Święty biskup Krakowa Stanisław ze Szczepanowa życie swoje oddał w obronie sprawiedliwości. W pospiesznym osądzaniu kobiet oskarżonych o zdradę małżeńską przez swych mężów – rycerzy powracających po długiej wyprawie z królem na Ruś Kijowską, było wiele nadużyć. Okrucieństwo oskarżycieli napawało przerażeniem. Nikt nie chciał stanąć w obronie niewinnych. Biskup stał się ich orędownikiem, upominając się o należną im uwagę i roztropność sądów. Jednak wystąpienie przeciw królowi, które było jednocześnie wołaniem o sprawiedliwość rządów, niektórzy potraktowali jako „zdradę”, czyli sprzeniewierzenie się hierarchii władzy. W ustroju feudalnym obowiązek poddania się wyższej władzy był surowo przestrzegany. A skoro biskup otrzymywał także od króla władzę nad swymi wiernymi, wnioskowano, że powinien mu być posłuszny we wszystkim, także w kwestii głoszonych prawd moralnych.

Tymczasem chodziło nie o władzę polityczną, o prawo do władania krajem, ale o prawo do upominania się o zasady moralne, przestrzeganie przykazań Bożych i kościelnych. Stanisław był przekonany, że broni świętych praw Kościoła i swego wysokiego urzędu biskupiego. W słynnej Kronice Galla Anonima zostały zapisane znamienne słowa: „Ani zdrajcy biskupa nie usprawiedliwiamy, ani króla mszczącego się tak szpetnie nie pochwalamy”. Stały się one podstawą do wysunięcia tezy o rzekomej zdradzie biskupa. Gall nie podaje na to żadnych dowodów, jedynie puste słowa. Wyraz „zdrajca” (łac. traditor) musi być rozumiany relatywnie, czyli w odniesieniu do tego, kto używa tego słowa i pod czyim adresem. Stosuje je Gall – obcokrajowiec żyjący na chlebie spadkobierców Bolesława Śmiałego, dzięki znajomości sztuki pisania chcący się przypodobać monarsze, na którego łasce się znajduje. Mówi „zdrajca” pod adresem człowieka – sprawcy nieszczęścia na dworze królewskim, które spotkało bliskiego krewnego obecnego władcy, jego chlebodawcy. Historia potwierdza, że słowo „zdrajca” w różnych kontekstach historycznych oznacza coś innego. I tak np. cesarz niemiecki Henryk IV nazywa „zdrajcą państwa” papieża Grzegorza VII; hitlerowcy rozstrzeliwali najlepszych synów narodu polskiego, zarzucając im, że byli zdrajcami; o „zdradę narodową” byli też oskarżani żołnierze Armii Krajowej, przesłuchiwani w więzieniach Służby Bezpieczeństwa komunistycznej Polski. W życiu codziennym bardzo często szafuje się słowem „zdrada”, umieszczając je w różnych kontekstach.

Ponadto w XI wieku słowo traditor miało aż 16 znaczeń, a wśród nich tylko dwa były negatywne. Tredere aliquem diabolo oznaczało rzucanie klątwy na kogoś, a św. Stanisław rzucił taką na króla, więc w tym sensie był traditor. W tym też znaczeniu używa tego słowa św. Paweł, gdy uczy: „wydajcie takiego szatanowi na zatracenie ciała, lecz ku ratunkowi jego ducha w dzień Pański” (1 Kor 5, 5). Podobnie w Kronice z 1085 roku, sześć lat po śmierci Stanisława, zastosowano słowo traditor w znaczeniu „rzucający klątwę”. Tak też używa tego określenia synod rzymski w 1102 roku, a w zbiorze praw z 1139 roku nazwano św. Pawła traditor jako tego, który „podał człowieka szatanowi”. Oskarżenie biskupa i męczennika o „zdradę” nie ma podstaw historycznych, lecz jest bardziej związane z polityczną interpretacją jego działania. Podobne zarzuty formułowane były wielokrotnie tam, gdzie nauka Kościoła dotykała sfery życia publicznego, co nie podobało się aktualnej władzy.

3. Kościół ma obowiązek zabierać głos wówczas, gdy zagrożone jest dobro wspólne wiernych. Nie można „podzielić” człowieka na „część” wierzącą i drugą – polityczną. W trosce o zbawienie trzeba niekiedy przypomnieć prawdy, które dotyczą też polityki. Przykładem może być list polskich biskupów z 10 września 1946 roku, kilka miesięcy przed wyborami, które miały zdecydować o ustroju powojennej Polski. Biskupi przypomnieli wówczas, że „każdy katolik ma obowiązek znać życie polityczne swego państwa i nim żywo się interesować”. Zdecydowanie wówczas podkreślono, że „katolicy nie mogą oddawać swych głosów na kandydatów z takich list wyborczych, których programy albo metody rządzenia są wrogie zdrowemu rozsądkowi, dobru Narodu i państwa, moralności chrześcijańskiej i światopoglądowi katolickiemu”.

ks. Andrzej Zwoliński, „1000 pomysłów na homilie”, Kraków 2012, wyd. Homo Dei

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *