Blog
Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Jezusa, Boże Ciało
ks. Wojciech Jaźniewicz
Pwt 8, 2–3.14b–16a; 1 Kor 10, 16–17; J 6, 51–58
O klękaniu przed Bogiem
Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pana Jezusa to dzień, kiedy cały katolicki świat ze czcią wspomina wydarzenie, jakie miało miejsce w sierpniu 1263 roku w Bolsenie, a którego ślad można do dziś oglądać w pobliskim Orvieto, miasteczku słynnym z doskonałego białego wina (z serca Ci je, drogi Czytelniku, polecam).
Jak podaje czcigodna tradycja, sercem pewnego księdza, Piotra z Pragi, zaczęły targać wątpliwości co do tego, czy Pan rzeczywiście obecny jest w Eucharystii. Czy chleb prawdziwie staje się Ciałem Pańskim, a wino Jego Krwią? Pragnąc odnaleźć utraconą wiarę, pobożny ten kapłan udał się na pielgrzymkę do grobów apostolskich w Rzymie, aby tam prosić świętych Piotra i Pawła o wstawiennictwo.
W sierpniu 1263 roku dotarł w swojej wędrówce do Bolseny, gdzie czczono młodą męczennicę pierwszych wieków, św. Krystynę, którą na śmierć wydał jej własny ojciec. W tym właśnie miejscu ks. Piotr odprawiał Mszę św., gdy nagle zauważył, że choć hostia zupełnie się nie zmieniła, od momentu konsekracji płynie z niej obficie krew. Kapłan chciał jakoś ukryć to zdarzenie przed oczami wiernych, lecz krew spływała już z ołtarza na podłogę, plamiąc korporał, czyli lniany, kwadratowy obrusik używany przy celebracji.
O tym, co się stało, szybko doniesiono papieżowi Urbanowi IV, który rezydował w pobliskim Orvieto. Papież zareagował tak, jak przystało na twardo kroczącego po ziemi następcę św. Piotra. Powołał komisję złożoną z najwybitniejszych teologów tamtych czasów, wysłał ją do Bolseny i kazał zweryfikować fakty. Jednym z członów komisji był Giacomo, biskup Orvieto, który rozmawiał z ks. Piotrem, przesłuchał świadków i obejrzał pokrwawiony korporał. Po zapoznaniu się ze sprawozdaniem z prac komisji, które przedstawił mu bp Giacomo, Ojciec święty orzekł, iż rzeczywiście dokonał się cud. Już w następnym roku Urban IV wydał bullę Transitus de hoc mundo, w której ogłaszał wprowadzenie nowego święta – święta Bożego Ciała.
Pierwsza uroczysta procesja odbyła się w Orvieto, choć wtedy nie niesiono jeszcze Najświętszego Sakramentu, lecz pokrwawiony korporał z Bolseny, który odtąd można oglądać w pięknej katedrze.
Jak widzimy, u źródeł święta legły z jednej strony ludzka niewiara w rzeczywistą obecność Jezusa w Eucharystii, a z drugiej łaska Boga, która za pomocą cudu przekonuje nas o prawdziwej przemianie chleba i wina w Ciało i Krew Pana Jezusa.
Podobne zresztą wątpliwości podnoszono od samego niemal początku istnienia chrześcijaństwa. Świadczy o tym choćby list św. Ignacego z Antiochii do Smyrneńczyków. W liście tym, napisanym ok. 100 roku, święty biskup opisuje tych, którzy nie wierzą w Eucharystię, takimi oto słowami:
Stronią od Eucharystii i od modlitwy, bo nie uznają, że Eucharystia jest Ciałem naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa, tym Ciałem, które cierpiało za nasze grzechy i które Ojciec w swej dobroci wskrzesił. Oto ci, co zaprzeczają darowi Bożemu, znajdują śmierć w swoich zaprzeczeniach. Powinni by raczej miłować, by zmartwychwstać.
Z kolei z roku 1079 pochodzi wyznanie wiary Berengariusza, przełożonego szkoły biskupiej w Tours. Uroczyście deklaruje on:
Ja, Berengariusz, sercem wierzę i ustami wyznaję, że chleb i wino, które są na ołtarzu, przez tajemnicę świętej modlitwy i przez słowa Zbawiciela naszego substancjalnie zostają przemienione w prawdziwe, właściwe i ożywiające Ciało i Krew Jezusa Chrystusa Pana naszego, i że po konsekracji są tym prawdziwym Ciałem Chrystusowym, które – zrodzone z Dziewicy i ofiarowane dla zbawienia świata – wisiało na krzyżu oraz zajmuje miejsce po prawicy Ojca, i jest prawdziwą krwią Chrystusową, która z boku Jego wypłynęła. Ta obecność jest nie tylko symboliczna i przez moc sakramentu, ale we właściwościach natury i prawdziwości substancji.
I my tak samo wierzymy i tak rozumiemy, że w Boskim Sakramencie świętej Eucharystii po konsekracji chleba i wina Pan nasz Jezus Chrystus, prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek, znajduje się rzeczywiście i substancjalnie pod postaciami owych widzialnych rzeczy. Naszą wiarę podsumowuje zaś Sobór Trydencki, stwierdzając: „Przez konsekrację chleba i wina dokonuje się przemiana całej substancji chleba w substancję Ciała Chrystusa, Pana naszego, i całej substancji wina w substancję Jego Krwi. Tę przemianę trafnie i właściwie nazwał święty i katolicki Kościół przeistoczeniem”.
Wciąż jest więc aktualna zachęta św. Cyryla Jerozolimskiego, który mówi: „Nie dostrzegaj w chlebie i winie prostych i naturalnych elementów, ponieważ Pan sam wyraźnie powiedział, że są Jego Ciałem i Jego Krwią, potwierdza to wiara, chociaż zmysły sugerują ci coś innego”.
Z tego, co powiedziano, płynie wniosek, że jeśli chleb i wino stają się Chrystusem, Najświętszemu Sakramentowi, a więc konsekrowanemu Chlebowi i konsekrowanemu Winu, należy się boska cześć i adoracja. Tu jest Bóg, oddajemy więc cześć samemu Bogu.
Oznacza to m.in., że przed Bogiem się klęczy. Przed Najświętszym Sakramentem się klęczy! Nie kuca, nie wygina, lecz klęczy! Samo Pismo Święte naucza, że On jest wywyższony ponad wszystko, a Jego imię jest ponad wszelkie imię, „aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano” (por. Flp 2, 9–10) – więc się klęczy. Nic dziwnego zatem, że Ojciec święty Benedykt XVI mówi: „Kto uczy się wierzyć, ten uczy się także klękać, a wiara lub liturgia, które zarzuciłyby modlitewne klęczenie, byłyby wewnętrznie skażone”.
Dlatego klękamy przed Najświętszym Sakramentem w czasie podniesienia i na słowa: „Oto Baranek Boży”, i w czasie adoracji, a także wtedy, kiedy widzimy księdza, który z Panem Jezusem idzie do chorego. Wtedy też należy przyklęknąć.
Mamy jeszcze w pamięci przejmujący obraz schorowanego papieża Jana Pawła II, który w ostatnich latach swojego życia z miłości do Zbawiciela zmuszał swoje ciało do padania na kolana przed Jezusem Eucharystycznym. W tym chciejmy go naśladować i powtarzajmy słowa pieśni:
Upadnij na kolana,
Ludu czcią przejęty,
Uwielbiaj swego Pana:
Święty, Święty, Święty.
Zabrzmijcie z nami, Nieba,
Bóg nasz niepojęty,
W postaci przyszedł chleba:
Święty, Święty, Święty.
**********************
ks. Jerzy Swędrowski
Pwt 8, 2–3.14b–16a; 1 Kor 10, 16–17; J 6, 51–58
Bóg przychodzi. Jak bardzo przyzwyczailiśmy się do słów Pisma Świętego, które słyszymy w czasie liturgii; jak wiele jest w nas przyzwyczajenia do treści, które decydują o naszym życiu? Bóg wchodzi w naszą codzienność nie jako jeden z wielu, ale jako Jedyny. On nie przychodzi jak natrętny gość, ale przynosi nam życie i wolność. Co zrobić, abyśmy docenili i głębiej rozumieli wartość Bożej miłości? Historia jest skarbnicą wiedzy i uczy pokory wobec wszelkich czynów; wobec sukcesów i porażek tych, którzy byli przed nami. Szczególne znaczenie ma dla nas historia zbawienia, która nie tylko poucza, ale też wprowadza nas na drogę spotkania z Bogiem.
Mojżesz przypomina swoim rodakom przejście przez pustynię, na której doświadczyli głodu i pragnienia, gdzie ich życie było zagrożone. Bóg nie pozostawił ich samym sobie, ale dał im wodę i mannę z nieba. Pośród węży i skorpionów, i licznych innych niebezpieczeństw Izraelici przeszli bezpiecznie aż do granic Kanaanu. Mojżesz nie wypomina im, jak wiele otrzymali, ale przypomina o wdzięczności, aby wiedzieli, kto ich uratował. Celem narodu wybranego była Ziemia Obiecana, naszym celem jest niebo. Manna z nieba była tylko zapowiedzią tego, w czym my mamy udział: Eucharystii.
Mieć udział w życiu Bożym. Kielich błogosławieństwa jest udziałem we Krwi Chrystusa, poucza nas dzisiaj Apostoł. Ile razy już słyszeliśmy o Ciele i Krwi Zbawiciela? To przecież Jego realna obecność. Kościół poucza nas nieustannie o potrzebie jedności; nie jest to żadna teoria, nikt sobie tego nie wymyślił – to wola samego Boga. On chce być blisko nas, i chce, by ta bliskość dawała nam siłę i łaskę ku życiu wiecznemu. Ludzie często narzekają na samotność, opuszczenie, niezrozumienie. Może szukamy tylko kogoś czy czegoś wypełniającego pustkę wokół nas; a trzeba wypełnić miłością nasze wnętrze.
Jedność w Ciele i Krwi Chrystusa jest darem dla każdego, kto uwierzy; ale jej nie kupuje się jak kolejnej zabawki czy rekwizytu w teatrze naszego życia. Pragnienie jedności z Bogiem trzeba odróżnić od nieuporządkowanego pędu ku posiadaniu, także Ciała Pańskiego. Każdy grzech przeszkadza nam na drodze jedności. Jeśli Boga uznamy za przeszkodę, a grzech stanie się częścią naszego życia, idziemy prostą drogą ku świętokradztwu. Bóg nie odmawia nikomu swojej łaski i nikogo nie skreśla, ale nasze pragnienia muszą łączyć się z autentycznym i uważnym słuchaniem Bożego głosu.
Bliski Bóg. Uroczystość Ciała i Krwi Chrystusa jest szczególnym znakiem łaski. Okres wielkopostny i wielkanocny upewnił nas, że Bóg jest blisko, że wziął na siebie nasze słabości i zwyciężył na krzyżu nad śmiercią i złem. Cztery ołtarze ustawiane w czasie Bożego Ciała znaczą, że zbawienie ma wymiar kosmiczny, dotyczy świata i wszechświata. Jednocześnie zbawienie dotyczy każdego z nas, osobiście i dotykalnie. Adorując Pana Jezusa w monstrancji, patrzę na biały chleb, w którym jest obecny żywy i prawdziwy Bóg. Widzę go i wierzę w Jezusa jako mojego Pana. Pytam dzisiaj siebie, czy chcę być blisko Boga: czy wystarczy mi Jego obecność w monstrancji, czy pragnę Go mieć w moim sercu.
Słyszymy dzisiaj słowa Pana, który mówi, że jest żywym chlebem, że Jego Ciało jest pokarmem na życie świata. Bez tego pokarmu świat zginie, a zagubiony człowiek nie znajdzie celu i sensu swojego istnienia. Żydzi sprzeczali się i nie mogli uwierzyć, że Bóg chce być tak blisko człowieka. Nasza pycha każe nam uznawać, że poradzimy sobie bez Boga, że wystarczy nam przelotny kontakt ze Zbawicielem. Bez Eucharystii nie możemy wzrastać i rozwijać się duchowo, nasze człowieczeństwo i nasze chrześcijaństwo będzie ułomne bez osobistego przyjęcia obecności Boga. Możemy narzekać na czasy i świat, możemy oburzać się na siebie i innych; możemy także uznać, że Ciało Pana jest naszym pokarmem i z Nim będziemy żyć.