Lectio Divina

Środa Popielcowa

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej bowiem nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie.

Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.

Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni to lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.

Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę, powiadam wam, już odebrali swoją nagrodę. Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i obmyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie».

ks. Wojciech Jaźniewicz

Jl 2, 12–18; 2 Kor 5, 20 – 6, 3; Mt 6, 1–6.16–18

Czy można inaczej?

Dzisiaj, w Środę Popielcową, rozpoczynamy, drogi Czytelniku, nową wielkopostną drogę, która zaprowadzi nas do radości Paschy. Będzie ona trwała czterdzieści dni. Tyle, ile w czasach Noego padał na ziemię deszcz, który oczyszczał świat z wszelkiego brudu i występku. Tyle dni szedł prorok Eliasz do Bożej góry Horeb, gdzie dane mu było cieszyć się doświadczeniem bliskości Stwórcy. W końcu, tyle dni Pan Jezus przebywał na pustyni, gdzie był kuszony przez diabła i gdzie pokonał wszelkie zasadzki złego ducha. Dziś my rozpoczynamy nasze czterdzieści dni, które zgodnie z proklamowanym przed chwilą słowem Bożym będą miały charakter pokuty za grzechy nasze i naszych bliźnich. Na pierwszy plan wysuną się w tym świętym czasie trzy słowa dane nam pod rozwagę przez samego Pana Jezusa i trzy zawiązane z nimi praktyki życia duchowego: post, modlitwa i jałmużna. Może jednak, drogi Czytelniku, zastanawiasz się, czy to konieczne? Czy nie można by tych czterdziestu dni przeżyć inaczej? Odpowiem innym pytaniem: A czy można sobie wyobrazić życie pozbawione wszelkich utrapień, wyrzeczeń i trosk?

Owszem, można, i ludzie od najdawniejszych czasów je sobie wyobrażali. Starożytni Grecy opowiadali np. o trzech magicznych krainach. Pierwsza z nich to Hyperborea, gdzie nigdy nie zachodziło słońce. Druga to Pachaia, kraina ludzi, których wiecznym szczęściem obdarzał sam wielki Zeus. Trzecia to Heliada, składająca się z siedmiu wysp leżących na krańcu świata, tak daleko, że nie docierały tam kłótnie bogów i ludzi. Podobno nigdy nie było tam zimy, a drzewa owocowały przez cały rok. Ludzie nie znali tam kłótni ani wojny, żyli ze sobą w pokoju i zgodzie.

Drogi Czytelniku, ten mit o Heliadzie odzwierciedla marzenia ludzi wszystkich epok. Czyż i my nie marzymy czasem o takim wiecznym szczęściu? Co więcej, niektórzy uwierzyli, że jest ono możliwe. Jednym z nich był Arystyp z Cyreny, filozof z przełomu V i IV wieku przed Chrystusem. Sądził on, że prawdziwym sensem życia człowieka jest osobiste szczęście; tzn. człowiek żyje po to, by być szczęśliwym. Szczęście zaś to nic innego jak doczesne przyjemności. To właśnie Arystyp miał powiedzieć:„Jedynym dobrem jest przyjemność, a jedynym złem – przykrość”.

W starożytności poglądy Arystypa w znacznej części przejęli epikurejczycy, ale i dziś znajduje on wielu uczniów i twórczych kontynuatorów, którzy żyją tylko dla przyjemności. To ci, którzy cały wolny czas spędzają na kanapie przed telewizorem. Ci, którzy opychają się bez umiaru jedzeniem. Ci, którzy swoje pragnienia zalewają rzekami alkoholu. Ci, którzy czerpią satysfakcję z zadawania bólu najbliższym. Ci, którzy wynoszą siebie ponad wszystkich i wszystko. Ci, którzy myślą tylko o zyskach i bogactwie. Ci, którzy dają upust swoim żądzom w oglądaniu nieskromnych rzeczy i w intymności pozamałżeńskiej. Ci, którzy poddają się lenistwu, zaniedbując obowiązki. Ci, dla których nowym bogiem stał się komputer i telefon z mobilnym Internetem. Wszyscy oni są nieodrodnymi synami Arystypa z Cyreny.

Takie niebezpieczeństwo grozi i nam, bo czy i nasza natura nie skłania się chętnie ku przyjemnościom? Człowiek zaś, korzystając z nich bez opamiętania, staje się ich niewolnikiem. W którymś momencie uświadamia sobie, że już nie może i nie umie żyć bez przyjemności. Po prostu musi siedzieć przed telewizorem czy komputerem, musi się obżerać i upijać… po prostu musi. Jest niewolnikiem, jak to napisał św. Piotr w swoim liście:„Wolność głoszą, a są niewolnikami zepsucia” (2 P 2, 19). Sam zaś Pan Jezus powiedział:„Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiemgrzechu” (J 8, 34).

Wielki Post jest nam dany po to, byśmy na powrót stali się wolnymi ludźmi. Byśmy zrzucili kajdany i poczuli się na nowo dziećmi samego Boga.

Jak wspomniałem, dzisiejsza liturgia podpowiada nam trzy sposoby walki o duchową wolność. Pierwszy z nich to post, czyli rezygnacja ze swoich – często wygórowanych – potrzeb. Nie musisz, ale spróbuj, drogi Czytelniku, odmówić sobie na ten czas czegoś, co naprawdę lubisz. Sprawdź, czy jeszcze możesz, czy już musisz to robić, i oddaj tę przyjemność Panu Jezusowi.

Drugi sposób walki o wolność to modlitwa. Stanowi ona centrum życia duchowego każdego człowieka. Jeśli się nie modlisz, to nie łudź się, że Twój duch jeszcze żyje. Podejmij więc, drogi Czytelniku, w tym wielkopostnym czasie wielkie dzieło modlitwy. Niech nie zabraknie Cię na drodze krzyżowej i na gorzkich żalach. Niech nie zabraknie Twojej osobistej, codziennej modlitwy. Ona poprowadzi Cię do większej zażyłości z Panem Bogiem. Pomoże Ci wyrzekać się własnej woli, a pełnić wolę Ojca, który jest w niebie.

I w końcu jałmużna, która jest nie tylko darem przekazanym biednemu, lecz nade wszystko aktem miłości, i która wskazuje, że nie jesteśmy sami na świecie i nie wszystko musi się kręcić wokół nas, jak planety wokół słońca. Że obok jest jeszcze ktoś drugi, kto zasługuje na naszą miłość.

Oto jest nasza wielkopostna droga ku wolności. Od Ciebie tylko zależy, czy nią podążysz. Wierzę, że tak, i dlatego pochylisz głowę, by kapłan posypał ją popiołem z zeszłorocznych palm. Popiół ten jest znakiem, że chcemy iść ku wolności i ku Ojcu niebieskiemu, tak, jak szedł nią syn marnotrawny z Jezusowej przypowieści. Może więc i Ty odnajdziesz swoją historię w słowach starej piosenki:

Pustą samotną drogą

z sercem ciężkim od win

i ze spuszczoną głową

szedł marnotrawny syn

Wróć synu wróć z daleka

wróć synu wróć ojciec czeka

I wychodzi na drogę i wygląda stęskniony

czy nie wracasz do domu

tyle razy odchodzisz i powracasz skruszony

a on zawsze dla ciebie ma otwarte ramiona

Roztrwoniłeś swą miłość z pustym sercem

powracasz a On tobie przebacza

i wychodzi naprzeciw serce ojca zbolałe

wreszcie synu wróciłeś tak czekałem.

++++++++++++++++++++++++

ks. Jerzy Swędrowski

Jl 2, 12–18; 2 Kor 5, 20 – 6, 3; Mt 6, 1–6.16–18

Budzenie sumienia. Serce człowieka pełne jest rozmaitych pragnień. Duża część z nich wypływa z panującej mody, którą skutecznie kształtują środki społecznego przekazu. Wielu chce posiadać, mieć na własność rzeczy, osoby, a także świadomość uznania i sławy w oczach innych. Osoby noszące podobne fryzury czy ubrania pokazują, że są „na fali”, chociaż to nie zaspokaja ich prawdziwych pragnień, nie gasi niepokoju, który czasem prowadzi do pustki i rozpaczy.

Dzisiaj słyszymy wezwanie: „Nawróćcie się do Mnie całym sercem…”. Nawrócić się to znaczy zejść z drogi, po której nie idzie Bóg, i rozpocząć drogę razem z Nim. Co więcej, trzeba nawrócić się „całym sercem”. Nie wystarczy obiecać, że wypełnię pobożne praktyki, które wskazuje Kościół; mam w nich zobaczyć, że Bóg chce być blisko mnie, a ja mam szansę być blisko Niego. Czy rzeczywiście pragnę być blisko Boga, czy może boję się tego?

Św. Augustyn napisał kiedyś o ludzkich pragnieniach: „W gruncie rzeczy pragniemy tylko jednej rzeczy – szczęśliwego życia”. Takie życie może dać jedynie Bóg, dlatego ku Niemu kierujemy nasze myśli i pragnienia. Szczęśliwe życie zakłada, że człowiek nie jest sam, bo jest z nim Bóg; co więcej, Bóg stawia na naszej drodze innych, którzy potrzebują pomocy i znaków życzliwości. Bóg dla każdego z nas ma plan zbawienia, dla każdego inny i nowy, a jednocześnie związany z naszymi braćmi i siostrami.

„W czasie pomyślnym wysłuchałem ciebie…”. Dla osiągnięcia sukcesu człowiek korzysta z rozmaitych narzędzi; każde z nich powinno spełniać jedno kryterium – ma być skuteczne. Coraz częściej te środki naznaczone są bezwzględnością i rozpaczliwym przekonaniem, że nie osiągnę celu. Dzisiaj rozpoczyna się wielki post, czas, o którym Kościół mówi w jednym ze swoich przykazań: „(…) w okresach pokuty powstrzymywać się od udziału w zabawach”. Z czego wynikają ten i inne zakazy? Jedni stwierdzą, że to zamach na wolność człowieka, inni, że zakazy są po to, by je łamać. My natomiast słyszymy dzisiaj w czytaniu mszalnym: „W czasie pomyślnym wysłuchałem ciebie…”. Czas, kiedy mówi się o zakazach, ma być czasem pomyślnym?! Co więcej, jest Ktoś, kto wysłucha nas i nam pomoże. O Nim powie dzisiaj sam Jezus Chrystus: „A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie”.

Kim jestem? Dzisiaj słyszymy słowa: „prochem jesteś i w proch się obrócisz”, albo wezwanie: „nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”. Te pierwsze mogą budzić lęk przed śmiercią i przemijaniem, przed zapomnieniem. Proch przecież nic nie znaczy, jego ziarenko może ponieść najmniejszy powiew wiatru. Żadne z tych ziaren nie jest do odróżnienia, są niczym i razem, i pojedynczo. Dzisiaj ten proch spada na nasze głowy, ten proch nas brudzi. Raz w roku dokonuje się obrzęd, na który przybywa coraz więcej osób chcących zmienić swoje życie, zacząć się naprawdę nawracać. Proch, który spada na nasze głowy, oznacza naszą codzienność, oznacza szarość i trud. Przez publiczne przyjęcie popiołu przyznajemy się, że każdy z nas jest prochem. Jednocześnie jest to radosne wyznanie, że jesteśmy także dziećmi Bożymi; jeśli uświadomimy sobie, kim jesteśmy, mamy szansę wejść na drogę szczęśliwego życia.

Wielki post jest wspaniałą szansą na obudzenie swego sumienia, na spojrzenie z nadzieją i ufnością na własne życie. Nie chodzi o bezmyślny optymizm i wesołkowatość, która uznaje za ważne sprawy nieistotne, natomiast życiową odpowiedzialność i prawość uważa za żart. Jeśli uwierzyliśmy Jezusowi Chrystusowi, cenimy sobie Jego łaskę, łatwo nie oddamy przyjaźni z Nim w zamian za niepewne, a czasem śmiertelne spotkanie z grzechem. Przed nami czterdzieści dni, kiedy możemy zobaczyć, że Bóg przygotował dla nas wielki plan. On dobrowolnie wszedł pomiędzy nas i wytrwale niesie nam Dobrą Nowinę. Możemy ją przyjąć i jeszcze lepiej zrozumieć, jaka przed nami szansa, a także jakie grozi nam niebezpieczeństwo.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *