Blog
Niedziela XIX tydzień zwykły rok A
ks. Marcin Cholewa ks. Marek Gilski
1 Krl 19, 9a. 11-13a; Rz 9, 1-5; Mt 14, 22-33
Ewangelia XIX niedzieli zwykłej ukazuje na przykładzie Jezusa trzy cechy, które winny znamionować lidera religijnego.
1. Daje uczniom zadania i wolność. Zaraz też przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Jezus wysłał uczniów samych. Pozostawił ich z trudami nocnej przeprawy. Radzili sobie, jak umieli. Walczyli z żywiołem. Dopiero w sytuacji kryzysowej Jezus pospieszył im na pomoc, uciszając burzę. Mądry religijny lider nie chroni swoich podopiecznych przed trudnościami. Pozwala im się z nimi zmierzyć i pomaga dopiero w sytuacjach konieczności.
2. Bierze na siebie trudności. Zaraz też przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Po rozmnożeniu chleba i wysłaniu uczniów Jezus pozostał z tłumem. Wziął na siebie trud rozsyłania ludzi. Nie wyręczał się uczniami. Mądry religijny lider potrafi brać na siebie ciężar działania. Nie próbuje zrzucać odpowiedzialności na innych.
3. Praktykuje modlitwę w samotności. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał. Jezus wykorzystał czas samotności na modlitwę. Z niej czerpał siłę do działania. Mądry religijny lider nie poddaje się pokusie aktywizmu. Zna wartość modlitwy i potrafi spędzać czas na spotkaniu z Bogiem.
Religijni liderzy są potrzebni w Kościele, w różnych wspólnotach, ale i w rodzinach. Czy nie chronię swoich bliskich przed trudnościami? Czy nie staram się wychowywać ich pod kloszem? W jakiej mierze przygotowuję swoich uczniów, dzieci, wnuki do konfrontowania się z trudnościami? Czy nie wyręczam się innymi? Jak wygląda moja osobista modlitwa? Ile czasu poświęcam na modlitwę? Czy nie ulegam pokusie aktywizmu?
Z życia wzięte
Po katastrofie terrorystycznej z 11 września 2001 r. córka B. Grahama w wywiadzie telewizyjnym na pytanie: Jak Bóg mógł pozwolić na coś takiego? – odpowiedziała: Jestem przekonana, że Bóg jest z tego powodu do głębi przejęty i zasmucony – podobnie jak i my – ale od wielu już lat mówimy Mu, żeby wyniósł się z naszych szkół, z naszych rządów oraz z naszego życia, a ponieważ jest dżentelmenem, sądzę, że w milczeniu wycofał się. Jak możemy się spodziewać, że udzieli nam błogosławieństwa i nas ochroni, skoro sami żądamy, aby zostawił nas w spokoju? Myślę, że zaczęło się to wówczas, kiedy Madeline Murray O’Hare (została zamordowana, niedawno znaleziono jej ciało) zaczęła nas przekonywać, że nie są nam potrzebne żadne modlitwy w szkołach, a my powiedzieliśmy jej OK. Potem ktoś powiedział, żeby nie czytać Biblii w szkole (…) Biblii, która mówi: nie zabijaj, nie kradnij, kochaj swego bliźniego jak siebie samego. A my powiedzieliśmy OK (…) Później powiedziano, że lepiej by było, aby nauczyciele i wychowawcy nie karali naszych dzieci, kiedy się źle zachowują (…) Powiedzieliśmy OK. Następnie ktoś stwierdził, żebyśmy pozwolili naszym córkom na aborcję, jeśli tylko tego zechcą. Nawet nie powinny o tym mówić rodzicom. A my powiedzieliśmy OK (…) Po czym niektórzy z wyższych urzędników powiedzieli, że to nieważne, co robimy prywatnie, abyśmy tylko wykonywali naszą pracę (…) Ważne jest tylko, abyśmy mieli pracę, bo najważniejsza jest ekonomia. Jeszcze ktoś inny powiedział; drukujmy czasopisma ze zdjęciami nagich kobiet i nazwijmy to zdrowym i trzeźwym patrzeniem na piękno kobiecego ciała. Powiedzieliśmy OK. Następni poszli o krok dalej w tym podziwie dla nagich ciał kobiet i opublikowali nagie zdjęcia dzieci. Potem zrobiono kolejny krok i udostępniono je w Internecie. A myśmy odpowiedzieli zgodnym chórem OK, przecież wszyscy mają prawo do swobodnego wyrażania się. Po czym przemysł rozrywkowy rozpoczął produkcję widowisk telewizyjnych i filmów promujących przemoc, profanacje i seks. Nagrywano muzykę zachęcającą do gwałtów, narkotyków, zabójstw, samobójstw oraz praktyk satanistycznych. Powiedzieliśmy, że to tylko rozrywka, która nie może mieć żadnych szkodliwych skutków, w każdym razie nikt nie traktował tego poważnie. Zrobiliśmy więc kolejny duży krok do przodu. Teraz nasze dzieci nie mają już sumienia, dlatego nie wiedzą, co jest dobre, a co złe. Nie martwi ich zabijanie innych, kolegów z klasy oraz samych siebie. Prawdopodobnie, gdybyśmy o tym długo i wystarczająco intensywnie myśleli, z pewnością odkrylibyśmy przyczyny tego wszystkiego. Myślę, że to, do czego doprowadziliśmy, ma wiele wspólnego z powiedzeniem: ZBIERAMY TO, CO ZASIALIŚMY. Czy nie jest to śmieszne i przykre zarazem, jak szybko i prosto udaje nam się wyrzucić Boga z naszego życia, a potem dziwić się i rozprawiać w niekończących się dyskusjach, dlaczego świat zmierza do piekła? (A. Pelanowski, Umieranie ożywiające, Wrocław 2005, s. 181-183).
**************************************
ks. Jerzy Swędrowski
1 Krl 19, 9a.11–13a; Rz 9, 1–5; Mt 14, 22–33
Wytrwać przy Bożej miłości. Nasza dobra wola jest początkiem odkrywania Bożej miłości, nasza otwartość na dobro pomaga wypełnić nasze powołanie. Kiedy czytamy o powołaniu proroków w Starym Testamencie, widzimy, że początkowo stawiali mu opór. Każdy z nich zdawał sobie sprawę, że Bóg składa na jego barki ciężar ponad siły. Jednak są otwarci wobec Bożego wezwania, kiedy podejmą misję, wypełniają ją zgodnie z Bożym zamysłem. Prorocy są znakami Boga pośród Jego ludu, są sprawiedliwi i zależy im na własnym narodzie. Jednak upór rodaków, piętrzące się trudności i niebezpieczeństwa budzą w nich zniechęcenie. Nie uniknął tego i prorok Eliasz, który ma przeciw sobie bezbożnych monarchów i lud skłaniający się ku bałwochwalstwu. Prorok wzywa więc na górę Karmel pogańskich kapłanów i prosi o znak od Boga; prosi i otrzymuje, zachęcając rodaków do odnowienia wiary. Zwycięstwo Eliasza wywołało gniew królowej, która poprzysięgła mu zemstę.
Bóg ratuje proroka i każe mu udać się w drogę, gdzie pozwoli się mu poznać. Znaki wichury, trzęsienia ziemi i ognia budzą lęk i poczucie bezsilności; ale Bóg się za nimi nie kryje. Bóg przychodzi w szmerze łagodnego powiewu. Wielu wzrusza się, wyobrażając sobie tę scenę, pełną pokoju i wytchnienia. To przyjście Boga w łagodnym powiewie jest znakiem Jego potęgi i subtelności. Pozwólmy, aby dotknął nas delikatnością swojej łaski. Eliasz z wielką gorliwością walczył o obronę wiary w swoim narodzie, o uratowanie swoich rodaków. Teraz Bóg daje mu odczuć swoją potęgę w miejscu, gdzie kiedyś objawił się Mojżeszowi. Bóg daje się poznać tym, którzy idą ku Niemu z czystym pragnieniem, którzy tylko w Nim pokładają nadzieję.
Podjąć ryzyko wiary. Nasz Kościół nazywa się katolickim, to znaczy powszechnym, bowiem nikomu nie zamyka bram, ale wszystkich zachęca do przyjęcia zbawienia w Jezusie Chrystusie. Bóg w Nim odkupił każdego człowieka. Ten, kto chce mieć łaskę Boga tylko dla siebie, nie rozumie powszechnego powołania do zbawienia. Dzisiaj słyszymy słowa św. Pawła, który zwraca się do Żydów; on sam wyszedł z narodu wybranego i nie wstydzi się swojego pochodzenia, nie lęka się także oskarżeń rodaków. Nawrócenie Pawła wiąże się z jego gorliwością; najpierw gorliwie zwalczał chrześcijan, a po spotkaniu z Panem dotarł z Dobrą Nowiną do granic ówczesnego znanego świata, stał się Apostołem Narodów. Gorliwość Pawła nie jest dowodem nadmiernego aktywizmu, ale pragnienia podzielenia się zbawieniem z innymi.
Troska o najbliższych powinna zawsze zakładać spojrzenie na ich wiarę i rozwój w niej. Paweł przypomina, jak wiele darów zostało złożonych w jego narodzie. Wysiłek ewangelizowania zakłada jednocześnie wielką delikatność; nie pomogą najlepsze programy, jeżeli nie zacznie się od osoby Jezusa, który jest cichy i pokornego serca. Należeć do ludu Bożego to także pomagać innym w wierze, uczyć się ducha misyjnego. Mamy z całych sił starać się o zbawienie swoje i bliźnich, ale pamiętajmy, że ono jest dostępne tylko w Jezusie Chrystusie. Trzeba nam ciągle pytać się, na ile potrafimy zawierzyć Bogu swoje wysiłki i pragnienia.
Patrzeć na Jezusa. Największym naszym przywilejem jest możliwość patrzenia na Jezusa, który zostawił nam swoją Ewangelię. Na Jezusa patrzyli Jego uczniowie; zachwyceni cudami i znakami słuchali Jego słów. Byli jednak przerażeni, kiedy kazał im nakarmić tłumy. Jezus po rozmnożeniu chleba idzie na górę, aby się modlić; uczniowie także zapragną nauczyć się modlitwy. Trzeba ciągłego wysiłku w wierze w szkole Pana. Po rozmnożeniu chleba Apostołowie mają przepłynąć na drugą stronę jeziora; zostają sami, aby ich wiara została ugruntowana i sprawdzona. Pozorne odejście Pana pobudza do refleksji, do właściwej oceny sytuacji. Świadkowie wielkiego cudu rozmnożenia chleba boją się fal na jeziorze.
Odwaga chrześcijanina mierzy się zaufaniem Temu, który mówi do uczniów: „Ja jestem, nie bójcie się”. Jezus wypowiada imię Boga, a On jest zawsze blisko człowieka, nigdy nie spuszcza z nas wzroku. Piotr przyjmuje dar odwagi, chce pójść do Jezusa po falach i zdumiony widzi, że jest to możliwe. Silny wiatr budzi w nim jednak strach, już nie patrzy na Mistrza, dostrzega jedynie niebezpieczeństwo. Piotr pragnie bliskości Jezusa, w momencie próby woła: „Panie, ratuj mnie”. Jest to wyraz wiary, może jeszcze słabej i nieuporządkowanej, ale wiary, która jest szukaniem ratunku. Piotr będzie znakiem jedności Kościoła, zarówno jego wyznanie wiary, jak i jego niewierności wpisują się w życie wspólnoty wierzących. W niej dostrzegamy swoje i innych niewierności, ale też w niej oddajemy chwałę Bogu. Uczniowie, kiedy wysiedli z łodzi, oddali Jezusowi pokłon, wyznając wiarę w Jego Bóstwo. Mamy patrzeć na Jezusa i uczyć się odwagi i postępowania w wierze.
********************************
Zdzisław Kijas OFMConv.
Jezus przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi
Nigdy nie przestać ufać
1 Krl 19,9a.11-13a; Rz 9,1-5; Mt 14,22-33
„Jezus przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał. Łódź zaś była już sporo stadiów oddalona od brzegu, miotana falami, bo wiatr był przeciwny. Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze. Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. Jezus zaraz przemówił do nich: «Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się!» Na to odezwał się Piotr: «Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie!» A On rzekł: «Przyjdź!» Piotr wyszedł z łodzi, i krocząc po wodzie, przyszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: «Panie, ratuj mnie!» Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: «Czemu zwątpiłeś, małej wiary?» Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: «Prawdziwie jesteś Synem Bożym»” (Mt 14,22-33).
1. Jezus dopiero co dokonał cudu rozmnożenia chleba i ryb, aby nakarmić „około pięciu tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci” (Mt 14,21). Wszyscy byli w uniesieniu. Nigdy dotąd czegoś takiego nie widzieli. Na innym miejscu pisarz natchniony powie wręcz, że chcieli Jezusa obwoła królem, wszak dał im to, co najważniejsze do życia i to bez pracy. Nie wymagał od nich żadnej pracy i żadnej zapłaty. Wielu szuka takiej właśnie władzy, która daje wiele niczego nie żądając w zamian. Nie brak takich, którzy w wyborach głosują na tych, którzy obiecują, że dadzą wiele, bez osobistego wkładu wyborców.
Uczniowie również czuli się dumni, że należą do grona Kogoś, kto jest tak ważny i tak mocny, który umie robić cuda. Duma ich wręcz rozpierała. Czuli się niezwykle ważni. O wiele ważniejsi od tych, którzy nie należeli do grono przyjaciół Jezusa.
Obnosili się więc swoją przynależnością. Szczycili się nią. Byli zwykłymi rybakami, dotąd mało szanowanymi i oto raptem stanęli na piedestale. Uważali siebie, ale również czynili to inni, za ważniejszych od faryzeuszów czy saduceuszów. Ludzie przychodzili do nich i prosili, aby ich przedstawili Jezusowi lub by wstawili się za nimi u Mistrza.
Wielka jest pokusa próżności. Pokusa bycia sławnym cudzym kosztem. Wspinać się na szczyty kosztem innych. Co czyni zatem Jezus? Jak reaguje? W jaki sposób broni uczniów przed taką pokusą? Pisarz natchniony pisze, że „przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi”.
Dobry Mistrz „zmusza” ich do oddalenia się szybko z miejsca pokusy. każe im wsiąść do łodzi i udać się na drugi brzeg, daleko od brzegu, gdzie jest pokusa. Jezus nigdy się nie spieszy, kiedy spotykał ludzi w potrzebie, chorych, głodnych, ludzi bez głosu, którzy przychodzili do Niego, aby się wyżalić i wypłakać. Nie spieszył się wówczas.
Teraz się spieszy. Każe uczniom wsiadać do łodzi i oddalić się szybko. Najlepszą obroną przed pokusą jest ucieczka.
2. Jezus pozostaje jednak na miejscu. Dlaczego? Może chciał pozdrowić jeszcze obecnych, umocnić ich w dobrym. Może powiedział im coś jeszcze, np., aby szukali chleba, który nie przemija, aby nie sądzili, że sprawy ważne przychodzą łatwo, że życie nie sprowadza się wyłącznie do jedzenia czy picia itd. Może mówił im o ważnych sprawach. Jezus nie wsiadł z uczniami do łodzi, lecz pozostał na miejscu, by Jego stać zwalczyć pokusę próżnej i łatwej sławy, pokusę bycia ważnym czy popularnym. Jest przecież Bogiem.
Jezus uczy też, w jaki sposób zwalczyć pokusę. Ewangelista pisze bowiem, że „wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić”.
Także On, Jezus, uczy, że człowiek można zwalczyć różne pokusy, kiedy pozostaje we wspólnocie z Bogiem. Najlepszym tego wyrazem jest modlitwa. Jezus się modli i uczy nas tego samego.
Mówi się, że modlitwa jest rozmową człowieka z Bogiem i Boga z człowiekiem. Lecz w tej rozmowie jest więcej słuchania niż mówienia. Człowiek słucha, kiedy Bóg mówi mu, jak ważny jest on dla Niego, jak wiele poświęcił, aby uwolnić człowieka z pokusy, jak wiele mu ofiarował, aby człowiek nauczył się zwyciężać pokusy złego ducha.
Jezus rozmawia z Ojcem i uczy nas ponadto, że każda nasza rozmowa z drugim człowiekiem winna być wzorowana na modlitwie. Winna być zatem rozmową pełną szacunku, miłości, chęci wsłuchania się w to, co mówi rozmówca.
Rozmowa – z Bogiem przede wszystkim, ale także z człowiekiem – uwalnia od samotności, która może być źródłem pokus. Poczucie samotności czy opuszczenia nie działają dobrze na człowieka. Mogą rodzić przygnębiające, złe myśli, być źródłem wielu pokus i poddania się im.
Zauważył to Bóg, kiedy powiedział, że nie jest dobrze, kiedy człowiek jest sam. Jezus nigdy nie był sam! Zawsze był w otoczeniu ludzi, swoich uczniów albo na rozmowie z Ojcem.
Jezus przerywa jednak rozmowę z Ojcem, aby przyjść z pomocą uczniom. Ich łódź była „miotana falami, bo wiatr był przeciwny”. Lękali się. Nie byli pewni, czy dotrą do brzegu, dlatego z pomocą przychodzi im Jezus. „O czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze”.
Pora dnia nie ma dla Jezusa znaczenia. On jest zawsze wtedy, kiedy potrzebuje Go człowiek. Kiedy sam przestaje sobie radzić, wtedy przychodzi mu z pomocą Bóg. Nie wyręcza go z jego obowiązków, ale jedynie przychodzi z pomocą. To ważna prawda wiary.
3. „Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie!” – mówi Piotr.
Piotr posiada wielką odwagę i zarazem wielki lęk. Odwaga i lęk idą u niego w parze. Teraz mowa odważnie, że jest gotów chodzić po wodze, lecz chwilę później będzie prosił o pomoc: „Panie, ratuj mnie!”
Jakże bliska jest nam postawa Piotra! W słowach jesteśmy odważni. Pełna w nich wielkich i szumnych obietnic. Życie jednak weryfikuje wartość słów, sumienność obietnic. Pokazuje często, że jesteśmy słabi, że wiele w nas lęku, że obawiamy się tego, co widzimy.
Czekamy na cuda. Sądzimy, że Bóg dokona cudu w naszym życiu i wszystko będzie dobrze, że przejdziemy przez „morze” trudności, kłamstwa, które nas otacza, niesłusznych zarzutów itd. Ale tak nie jest. Piotr liczył na cud i się przeliczył. Zaczął tonąć.
Nie trzeba liczyć na cuda. Nie trzeba patrzeć na to, co nas otacza, ale mieć wzrok utkwiony na Bogu. Rozmawiać z Nim częściej niż się rozmawia ze światem i o świecie.
Kiedy patrzymy wyłącznie na trudności, których doświadczajmy lub które nas otaczają, upadamy.
Jeżeli widzimy wyłącznie nasze słabości, nasze grzechy z przeszłości, naszą „wczorajszą” niewierność – upadamy, topimy się.
Podziwiamy Piotra, że w chwili trudności, kiedy się już topił, uwierzył Bogu i zawołał: „Panie, ratuj mnie!” Pokonał lęk siłą wiary. Dziękujemy mu za tę lekcję życia.
Panie, naucz mnie ufać, gdy otaczają mnie ciemności i zdaje mi się, że tonę.