Lectio Divina

Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej

W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele i była tam Matka Jezusa.

Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa rzekła do Niego: «Nie mają wina».

Jezus Jej odpowiedział: «Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czy jeszcze nie nadeszła godzina moja?»

Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: «Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie».

Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary.

Jezus rzekł do sług: «Napełnijcie stągwie wodą». I napełnili je aż po brzegi.

Potem powiedział do nich: «Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu». Ci więc zanieśli.

Gdy zaś starosta weselny skosztował wody, która stała się winem – a nie wiedział, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli – przywołał pana młodego i powiedział do niego: «Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory».

Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie. (J 2, 1-11)

Nasza polska kultura jest pełna tęsknoty serca za Matką Boską Częstochowską. W szkole czytamy nowelę Henryka Sienkiewicza Latarnik. Mówi ona o tym, jak tułacz Skawiński znajduje pracę latarnika niedaleko Panamy. Pewnego dnia otrzymuje paczkę z książką i czyta słowa, które wszyscy znamy na pamięć: „»Litwo, ojczyzno moja, ty jesteś jak zdrowie! Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto cię stracił«. Choć ze wzruszenia zabrakło mu głosu, litery poczęły mu skakać do oczu, a w piersi coś urwało się i szło na kształt fali od serca wyżej i wyżej, tłumiąc głos, czytał dalej: »Panno Święta, co jasnej bronisz Częstochowy (…) Tak nas powrócisz cudem na Ojczyzny łono…« Wezbrana fala przerwała tamę woli. Stary ryknął i rzucił się na ziemię; jego mleczne włosy zmieszały się z piaskiem nadmorskim. Oto czterdzieści lat dobiegało, jak nie widział kraju, i Bóg wie ile, jak nie słyszał mowy rodzinnej, a tu tymczasem ta mowa przyszła sama do niego – przepłynęła ocean i znalazła go, samotnika, na drugiej półkuli, taka kochana, taka droga, taka śliczna! We łkaniu, jakie nim wstrząsało, nie było bólu, ale tylko nagle rozbudzona niezmierna miłość, przy której wszystko jest niczym… On po prostu tym wielkim płaczem przepraszał tę ukochaną, oddaloną za to, że się już tak zestarzał, tak zżył z samotną skałą i tak zapamiętał, iż się w nim i tęsknota poczynała zacierać. A teraz »wracał cudem« – więc się w nim serce rwało”. Wiemy, jak kończy się historia. Latarnik tej nocy zapomniał zapalić latarnię, przez co na skałach rozbiła się łódź, a on na nowo stał się tułaczem.

Uczucie miłości i czci dla Matki Boskiej związane z porywem serca jest piękną cechą wierzącego chrześcijanina. Jednak emocje nie mogą przysłonić podstawowego przesłania Chrystusa, które streszcza się w przykazaniu miłości Boga i każdego człowieka. Przesłanie to realizuje się przez solidne wypełnianie obowiązków. Jest taki rodzaj pobożności, którego w żaden sposób nie można pogodzić z katolicyzmem. 19 marca 2021 roku, w samym środku kryzysu wywołanego pandemią, na Jasnej Górze 51-letni mężczyzna pobił i brutalnie skopał strażnika, który zwrócił mu uwagę z powodu braku maseczki. Najpierw zrobił wielki znak krzyża przed Obrazem Jasnogórskim, a potem po wyjściu, gdy myślał, że nikt go nie widzi, popchnął na ziemię starszego człowieka i zadał kilka kopniaków – tylko dlatego, że ów człowiek wykonywał obowiązki wynikające z jego pracy. Przez ostatnie lata spotkaliśmy się z manipulacjami wizerunkiem jasnogórskiego Obrazu, które oburzyły wielu wierzących. Jednak wobec takiej agresji rodzi się pytanie: czy właśnie to nie jest jedna z największych profanacji? Najpierw uczcić cudowną Ikonę, a następnie podeptać obraz Boży, który jest w drugim człowieku. Każdy, kto kocha Kościół, musi powiedzieć, że było mu wstyd z tego powodu. Nienawiść nigdy nie może być postawą ucznia Chrystusa. Trzeba szanować każdego człowieka z jego poglądami, nawet gdy się z nimi nie zgadzamy.

Św. Jan Paweł II właśnie na Jasnej Górze w 1979 roku, u początku swego pontyfikatu, mówił do społeczności Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego: „Każdy człowiek, który wybiera światopogląd uczciwie, według własnego przekonania, zasługuje na szacunek. Natomiast niebezpieczny, powiedziałbym, dla jednej i dla drugiej strony, i dla Kościoła, i dla tej drugiej strony – nazwijcie ją, jak chcecie – jest człowiek, który nie wybiera ryzyka, nie wybiera wedle najgłębszych przekonań, wedle swojej wewnętrznej prawdy, tylko chce się zmieścić w jakiejś koniunkturze, chce płynąć, kierując się jakimś konformizmem, przesuwając się raz na lewo, raz na prawo, wedle tego, jak zawieje wiatr”.

Matka Boża prowadzi nas do Chrystusa i jak w Kanie Galilejskiej mówi nam: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. A Chrystus uczy nas przede wszystkim wiary, nadziei i miłości. Pokolenia Polaków przychodzące do Częstochowy dobrze to rozumiały, składając obok Ikony swoje wota. Są wśród nich szczególne znaki maryjnego królowania: berło i jabłko. Ufundowały je polskie kobiety w 1921 roku. Złote berło zwieńczone jest trzema postaciami. Jest tu kapłan z krzyżem w ręku, dziecko oparte o kotwicę i niewiasta w koronie na głowie i z sercem w dłoni. Kapłan z krzyżem to ks. Ignacy Skorupka, który oddał życie podczas Cudu nad Wisłą. Symbolizuje on cnotę wiary. Dziecko to symbol nadziei. Niewiasta to św. królowa Jadwiga – symbol miłości. Nad tymi postaciami umieszczony jest orzeł wykonany ze srebrnych obrączek ślubnych, ofiarowanych przez kobiety ze wsi. Napis na berle: „Matko, Królowo Korony Polskiej! My, kobiety polskie, składamy Ci to berło jako symbol władzy. Rządź nami. Niech trzy cnoty ewangeliczne – wiara, nadzieja i miłość – prowadzą Twój naród do chwały”.

Chcemy i my dziś prosić Maryję, by rozbudzała w naszych sercach wiarę, nadzieję i miłość. Te cnoty teologalne są fundamentem naszej relacji z Bogiem, naszego życia religijnego i naszej miłości bliźniego, konkretyzującej miłość Ojczyzny.

ks. Wojciech Zyzak

++++++++++++++++++++++++++++++

I. O czym mówi Bóg?

W drugim rozdziale Ewangelii Jana towarzyszymy Jezusowi podczas pierwszego tygodnia Jego nauczania. Ewangelista mówi nie o cudach, ale o siedmiu znakach objawiających tajemnicę Jezusa. Mistrz zaczyna poprzez znaki objawiać, kim jest. A pierwszym z nich jest przemiana wody w wino podczas uczty weselnej w Kanie Galilejskiej. Ważną rolę odgrywa w niej Maryja, która przedstawiana jest jako „Niewiasta”. W uroczystość Najświętszej Maryi Panny z Częstochowy liturgia słowa przypomina, że tak jak podczas wesela w Kanie Galilejskiej Maryja czyniła wszystko, by Jezus był w centrum wydarzeń i „uwierzyli w Niego Jego uczniowie”, tak była przez wielki obecna w historii naszego Narodu jako Ta, która do Jezusa zawsze prowadzi i na Niego wskazuje.

II. Co Bóg mówi do mnie?

„W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele, i była tam Matka Jezusa”. W dzisiejszą uroczystość sięgnę pamięcią do mojej pierwszej wizyty na Jasnej Górze, przypomnę sobie datę, dzień, okoliczności pielgrzymki do tego szczególnego miejsca wiary w naszej Ojczyźnie. Maryja jest obecna na Jasnej Górze od wielu wieków. Była zawsze blisko swoich dzieci w najważniejszych wydarzenia radosnych i smutnych. Maryja jest Matką, która nigdy nie opuszcza, zawsze jest blisko. Pomyślę o mojej pobożności względem Maryi. W czym się najbardziej wyraża, jakie praktyki pobożnościowe najbardziej mnie przybliżają do Matki Bożej?

„Kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: „Nie mają już wina”. Maryja przyszła na wesele nie tylko wziąć udział w radości nowożeńców, ale jawi się  się jako kobieta, która uważnie patrzy. Ma szeroko otwarte oczy. Nie tylko obserwuje gości, jak się bawią, ale także potrafi zatroszczyć się o innych. Dostrzega, że zabrakło wina. Jednak nie ogłasza tego głośno, nie gorszy się, tylko prosi swego Syna, by pomógł młodej parze. Maryja uczy mnie, bym potrafił uważnie patrzeć na to, co się dzieje wokół mnie. Jako człowiek wierzący winienem być dobrym obserwatorem, miał dobre oczy, ale po to, by dostrzec, kto potrzebuje pomocy.

„Czy to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto?”. Od początku chrześcijaństwa było to jedno z najtrudniejszych do zrozumienia zdań. Interpretowano je na różne sposoby. Odwołując się do niektórych wydarzeń ze Starego Testamentu można by je tłumaczyć w znaczeniu, gdy np. ktoś niepokoi inną osobę, albo gdy nie chce się zaangażować w sprawę, która nie jest jego, lub gdy ktoś nie ma za dużo cierpliwości wobec innej osoby. Najczęściej sugeruje się, że słowa Jezusa można oddać jako pytanie: „Czy myślisz o tym samym co ja, Niewiasto?”

„Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. Zdanie wypowiedziane do sług, którzy mieli przygotować stągwie kamienne na wino jest jak motto dla każdego czciciela Maryi. Jej największym pragnieniem jest, by Ci, którzy uwierzyli w Jej Syna słuchali Jego głosu. Czy mogę zaliczyć siebie do tego grona uczniów Jezusa?

Cud Jezusa zdumiewa wszystkich gości, a nade wszystko starostę weselnego. Chwali go, że najlepsze wino zachował do końca uczty weselnej”. Maryja po cudzie swego Syna usuwa się na bok. Nikt jej nie dziękuje, jest niezauważalna. Jest to szczególny rys maryjny: sprawiać radość innym i być dla innych przyczyną radości.

III. Do czego Bóg mnie wzywa?

„Nie bójcie się stawiać na Maryję. Ona nigdy wam nie zasłoni Chrystusa, ale zawsze do Chrystusa zaprowadzi” (bł. kard. Stefan Wyszyński).

Piotr Koźlak CSsR

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *