Blog
IV niedziela zwykła rok A
Zdzisław Kijas OFMConv.
Ośmiotysięczniki wiary
So 2,3; 3,12-13; 1 Kor 1,26-31; Mt 5,1-12a
„Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył usta i nauczał ich tymi słowami:
«Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.
Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.
Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię.
Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.
Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.
Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.
Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.
Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.
1. Osiem błogosławieństw. Jakże trudno mówić na ich temat. Wręcz nie sposób ich komentować, są bowiem jasne i zarazem tak wzniosłe. Nie pasują zupełnie do czasów, w jakich przyszło nam żyć. Bo któż z dzisiejszych ludzi chce być biedny, smutny, cichy, kiedy wokół wrze, kiedy obwinia się innych niesłusznie, pisze o nich niestworzone rzeczy? Trudno też zachować serce czyste i wnosić pokój, kiedy wokół tyle zamieszek, tyle konfliktów, różnych wojen.
Ma się wrażenie, że błogosławieństwa Jezusa nie są z tego świata. Ktoś gotów jest powiedzieć, że Ten, kto je sformułował, nie znał klimatów naszej codzienności, że był marzycielem, nosił głowę w chmurach, że był za bardzo teoretyczny, bez praktyki, bez doświadczenia życia codziennego. Ale czy to prawda?
Za każdym razem, kiedy mam mówić o Błogosławieństwach, odczuwam poważną trudność. Dlaczego? Wiem bowiem, że nie zrozumiałem ich jeszcze w całej pełni i chyba nigdy nie pojmę dostatecznie dobrze, aby mówić o nich innym, zachęcając siebie i słuchaczy, aby nie zamykali się na ich treść, nie odchodzili od ich wskazań, aby nie mówili: „Posłuchamy cię innym razem, bo nazbyt idealizujesz”.
Gandhi był zdania, że Osiem błogosławieństw to szczyt ludzkiej myśli, jakby dotykającej nieba. Wyłącznie bowiem w perspektywie życia wiecznego można je bowiem zrozumieć i podejmować starania, aby je praktykować.
Bez wiary w Boga, bez wiary w życie wieczne, w pośmiertną nagrodę lub karę, Osiem błogosławieństw brzmią wręcz śmiesznie, bo nierealnie.
Tylko Bóg mógł „wymyślić” Osiem błogosławieństw. Człowieka nie byłoby stać na coś tak wzniosłego. Człowiek mówi o tym, co wie lub czego już doświadczył. Bóg zaś mówi to, czym Sam JEST i chce, aby ludzie też to posiadali. Nasz Bóg jest cichy, miłosierny, czystego serca, sprawiedliwy, pokorny itd. I chce człowieka upodobnić do Siebie, bo wtedy osiągnie szczęście.
2. A jednak w błogosławieństwach jest ukryte szczególne piękno. Jakiś ogień, który rozpala serca czytających je i słuchających. Rozpalają w człowieku marzenia o innym, lepszym świecie. Przekonują go, że może żyć o sercu czystym, bez obłudy, dwuznaczności, fałszu. Że może być miłosiernym dla siebie, siebie nie przekreślać, sobą nie pogardzać, ale ukochać siebie, zaakceptować siebie takim, jakim jest, z ograniczeniami, upadkami, nieudanymi postanowieniami, wierząc jednocześnie, że w przyszłości, w najbliższej przyszłości, może być lepszy, stać się bardziej miłosierny, stały w postanowieniach, mocny w wierze.
Nie cenimy tego, co jest za nami. Mamy za to szacunek do tego, co przed nami, co jest ponad nami. To mobilizuje, rozbudza nasze emocje, wzywa do przygody. Czym byłoby życie bez wyzwań? Byłoby szare, nudne, płaskie, nijakie. Nikt by nie chciał takiego życia. Tęsknimy za życiem tylko dlatego, że jest nieprzewidywalne, że zaskakuje – pozytywnie i negatywnie.
Błogosławieństwa podobne są do ośmiotysięczników. Wszyscy je oglądają i podziwiają, ale tylko niektórzy, najbardziej odważni zdobywają się na odwagę, aby na nie się wspiąć. Inni zadawalają się ich fotografowaniem. To, że sami ich nie zdobywają, nie oznacza, że nikt na nie wejść nie może. Zdobywają je święci, ludzi o sercu szerokim, hojni duchem, odważni, dobroczyńcy ludzkości, wierni swoim obowiązkom zawodowym, czyniąc ziemię bardziej przyjemną do życia.
3. Osiem błogosławieństw, ponieważ przekazał je Bóg, osiągnąć można wyłącznie z Nim, przy Jego pomocy, z Jego łaską. Człowiek o własnych siłach nie jest do tego zdolny.
Błogosławieństwa mówią również wiele o naszym Bogu – Chrystusie. Przypominają, że jest ON po stronie ubogich, smutnych, że solidaryzuje się z tymi, którym odebrano głos, którzy są bez prawa lub poza prawem. Że nie oddalił się od tych, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, a których są całe rzesze w naszym świecie, w którym tyle przekrętów prawa, przekupstwa, łapówkarstwa. Błogosławieństwa przypominają, że Jezus jest miłosierny, kiedy Go prosimy o wybaczenie naszych grzechów i siłę do bycia dobrymi. Że nie jest obłudny, ale że daje to, co obiecał, że wypełnia przyrzeczenia, dotrzymuje słowa. A jakże to ważne i cenne w świecie, w którym brak ufności, kiedy sobie nie dowierzamy, nie wierzymy już, że ktoś może być uczciwy, że może dotrzymać słowa, że dochowa tajemnicy, zwykłej dyskrecji.
Jezus nazywa błogosławionymi również tych, którzy wprowadzają pokój. Dlaczego to mówi? Bo On sam jest Księciem Pokoju. Nasz Bóg nie jest Bogiem wojny, ale pokoju, zgody, pojednania. Cierpi więc zawsze, kiedy ludzie nie szanują siebie nawzajem, kiedy się kłócą, bo kłótnia przerodzić się może w wojnę. Nasz Bóg jest Dawcą życia, natomiast diabeł jest dawcą śmierci. Tych zatem, którzy wprowadzają pokój, przyrównuje Bóg do samego siebie, bo jest Dawcą Pokoju. Właśnie dlatego, że jest dobry, miłosierny, troskliwy o dobro i unikający waśni, Bóg jest prześladowany. Diabeł wydał Mu wojnę. Chce Go usunąć z serc ludzkich, domów, systemów, kultury, bo jest sprawiedliwy i cierpi bardzo, kiedy tej sprawiedliwości brak, kiedy jest naruszana, kiedy sią nią igra. Cierpi, kiedy Mu się urąga i kiedy się Go prześladuje. Cierpi z tego powodu, ale ziemi nie opuszcza. Nie chce też pozostawić nas samym, nie chce zostawić nas sierotami.
Osiem błogosławieństw jest niczym przepiękny wschód słońca, który następuje po wielu chmurnych, deszczowych, mglistych dniach. Przywraca radość, chęć do życia, nadzieję. Bez nich poranne wstawanie byłoby ciężkie. Nie byłoby też zapału do pracy, gotowości do uśmiechu, chęci podróżowania.
Chcemy dzisiaj dziękować Jezusowi za nie i prosić o łaskę do ich praktykowania, przynajmniej w małym stopniu.
ks. Wojciech Jaźniewicz
So 2, 3; 3, 12–13; 1 Kor 1, 26–31; Mt 5, 1–12a
O niełatwej drodze błogosławieństw
Był rok 399 przed Chrystusem. W Atenach, mieście, które śmiało może uchodzić za kolebkę kultury i cywilizacji europejskiej, zebrał się sąd przysięgłych zwany heliaja. Składał się on z pięciuset sędziów, wybranych losem wyłącznie spośród obywateli ateńskich.
Naprzeciw nich stanął Sokrates, mąż już siedemdziesięcioletni, którego podstępnie oskarżono o bezbożność i psucie młodzieży. Proponowana kara za owe zbrodnie – śmierć.
Już samo zachowanie Sokratesa było niecodzienne. Nie uciekł przed procesem. Sam podjął się własnej obrony. W mowie, którą wygłosił, nie przypominał swych dawnych zasług i wojskowej służby. Nie pozwolił żonie i płaczącym dzieciom przyjść do sądu, by wzbudzały litość sędziów i oskarżycieli. Zamiast tego rzekł dumnie:
Czy to w sądzie, czy na wojnie ani ja, ani nikt inny nie powinien wymyślać sposobów unikania śmierci za wszelką cenę. W bitwach bowiem często okazuje się, że uniknąć może śmierci ten, kto porzuci zbroję i błaga o litość ścigających. Nie jest to więc trudne, mężowie, uniknąć śmierci. Dużo trudniej uniknąć nikczemności.
Sokrates stawia tezę, że śmierć nie jest najgorszym, co może człowieka spotkać. Są rzeczy gorsze od niej, jak choćby stanie się kimś nikczemnym. Lepiej umrzeć, niż być człowiekiem podłym. Dlatego też swoją przemowę, wygłoszoną już po wyroku śmierci, zakończy słowami, które ludzie będą z podziwem wspominać jeszcze dwadzieścia cztery wieki później: „Ale oto już i czas odejść; mnie na śmierć, wam do życia. Kto z nas idzie do tego, co lepsze, tego nie wie jasno nikt, chyba tylko Bóg”.
Cóż takiego, drogi Czytelniku, uczynił Sokrates? Myślę, że nie będzie wielkim nadużyciem stwierdzenie, że on, poganin, okazał się pierwszym uczniem Jezusa z Nazaretu, co potwierdzili wielcy teologowie średniowiecza, nazywając go nawet świętym. Oto czterysta lat przed narodzeniem Pana znalazł się człowiek, który podążył drogą błogosławieństw i radykalnie zaparł się samego siebie. Oddał życie, lecz w ten sposób nadał całemu swemu istnieniu nowy sens i swoją egzystencję uczynił piękną i radosną. W jego zaś śmierci słyszymy już echo słów Jezusa:
Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni jesteście, gdy [ludzie] wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami (Mt 5, 10–12).
Przypominają się też inne słowa Mistrza z Nazaretu: „Cóż bowiem za korzyść stanowi dla człowieka zyskać świat cały, a swoją duszę utracić? Bo cóż może dać człowiek w zamian za swoją duszę?” (Mk 8, 36–37).
Są, drogi Czytelniku, rzeczy gorsze od łez, prześladowań, a nawet od śmierci, a jedną z nich jest brak wierności Bogu i sobie samemu. Zrozumiał to młody Stanisław Kostka, który w duchowym notatniku zapisał: „Wolę umrzeć, niż zgrzeszyć”.
W rzeczy samej, Bóg nie pragnie, by nas prześladowano, nie chce, byśmy byli smutni, płakali i tak odchodzili z tego świata. W słowach błogosławieństw ukazuje nam za to drogę, która wiedzie ku pełni człowieczeństwa. Więcej! W Jezusie z Nazaretu sam pierwszy idzie tą drogą. On, ubogi, niemający miejsca, gdzie mógłby głowę złożyć, a w chwili konania pozbawiony nawet ostatniej sukni. On, płaczący nad świętym miastem i śmiercią swego przyjaciela Łazarza. On, cichy i pokorny sercem. On, ofiarowujący swym uczniom niebiański dar pokoju. On, prześladowany, wyśmiany, fałszywie oskarżany, a w końcu niewinnie stracony. On, pierwszy spośród błogosławionych i zwracający się do nas w pełnych miłości słowach: „Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje” (Łk 9, 23).
ks. Jerzy Swędrowski
IV niedziela zwykła rok A
So 2, 3; 3, 12–13; 1 Kor 1, 26–31; Mt 5, 1–12a
Gdzie jest źródło siły? Często ludzie, słysząc o czasach ostatecznych, doznają niepokoju i tracą wiarę we własne siły. One bowiem nie wystarczą wobec nieuchronności przemijania i konieczności rozliczenia się przed Bogiem. Człowiekowi trzeba szukać sprawiedliwości i pokory, jak uczy prorok. Sprawiedliwość w Biblii nie dotyczy jedynie wymiaru prawnego, ale oznacza prawe życie, w którym nie zabraknie troski o innych, szczególnie o słabszych. Szukać sprawiedliwości i pokory znaczy również, że mamy świadomość, iż nimi nie dysponujemy. Jesteśmy więc pośród „ludu pokornego i biednego”, który szuka schronienia w „imieniu Pana”. Pokora i bieda, o których słyszymy, nie mają nic wspólnego z bezsilnością. Szukający Pana nie są bezradni, bo znają cel swojego życia; nie czują się panami siebie, ale wierzą i ufają Bogu.
Tak często słyszymy o potrzebie pokory i sprawiedliwości, a jednocześnie lękamy się nieprawości i kłamstwa. Ponieważ brak nam wiary, trudno czekać na wypełnienie się Bożych planów, a przecież to jedyna droga. Uwierzyć, że spełnią się Boże obietnice, to cierpliwie wypełniać swoje obowiązki, to ufać miłości, która została złożona w naszych sercach. Nie znajdziemy innego oparcia jak tylko w Bogu. Czemu tak łatwo wierzymy bezpodstawnym obietnicom ludzi, które są tylko bajkami dla naiwnych? Od zaufania Bogu zależy jakość naszego życia; nie pozwalajmy się oszukiwać. Łatwo jest przestraszyć człowieka, który nie ma nigdzie oparcia. Sami sobie nie poradzimy, a naszą siłą jest zachęta, abyśmy szukali Boga, który pozwala się znaleźć.
Niesiemy mądrość i sprawiedliwość. Przyzwyczaili się chrześcijanie do traktowania ich jak kogoś gorszego, kto nie nadąża za nowoczesnością. Przecież tak wielu uważa, że postęp równa się wyzwoleniu od przykazań Bożych. Tymczasem nasze powołanie zakłada całkowitą ufność Bogu, która ujawnia się, gdy przychodzą trudności i niebezpieczeństwa. Jednak one nie mogą nas zniszczyć, bowiem opieramy się na zaufaniu Bogu, nie zaś na ocenach ludzi. Te są bardzo zmienne i niewiele w nich obiektywizmu; tylko prawda Boża wyzwala nas z niewoli fałszywych sądów. Nie musimy ulegać osądom świata, kiedy jesteśmy przekonani do Bożej prawdy.
Bóg wybrał to, co głupie, niemocne i wzgardzone w oczach świata, jak mówi Apostoł. Przecież nie chcemy być głupi, słabi i pogardzani; pragniemy mądrości, siły i uznania. Trzeba nam zatem szukać mądrości i sprawiedliwości w Bogu; nie da się trochę zaufać Jemu i trochę światu. Świat nas zniszczy, kiedy będziemy dla niego bezużyteczni; Bóg nas zachowa i nigdy nie zostawi samych. On unicestwia to, co niszczy człowieka, co nie pozwala mu żyć w prawdziwej wolności. Na krzyżu Pana zostały unicestwione grzechy i nieprawości, które nie pozwalały nam odkrywać wartości życia.
Przeznaczeni do wielkich rzeczy. Za Jezusem szły tłumy ludzi, nikt ich nie organizował, nikt nie przymuszał. Odkrywali oni wspólnotę poszukiwania Boga, poszukiwania sensu życia. Nie szli za Jezusem dla sensacji, bo On ich nigdy nie obiecywał. Wprost przeciwnie, pozwalał, aby stanęli u źródła życia. Ludzie szukający lepszego życia nie powinni porzucać swoich pragnień i składać odpowiedzialności na innych, bo oni mogą zmieniać świat. Droga wiary jest drogą wolności, człowiek może dokonywać dobrych wyborów, kiedy znajdzie prawdziwe źródło siły. Tylko z takiego płynie czysta i orzeźwiająca woda, a od jej czystości zależy nie tylko jakość życia, ale sama jego możliwość.
Kazanie na górze zwane jest często konstytucją królestwa Bożego; Pan Jezus „wychodzi na górę”, „otwiera usta i naucza” – te sformułowania wskazują na wagę wypowiadanych słów. Osiem błogosławieństw staje się przepisem na prawdziwe i pełne szczęście; „błogosławieni” to przecież znaczy szczęśliwi. W błogosławieństwach, które daje nam Bóg, kryje się przepis na życie, który trzeba odkryć. Wiemy dobrze, że różne dziedziny kultury i sztuki mają nieść piękno i wzbogacać człowieka. Znaleźć i zrozumieć błogosławieństwa to z pokorą uwierzyć, że Bóg mówi prawdę. Przecież cichość i cierpliwość nie jest oznaką słabości, ale potwierdzeniem wiary, że Bóg jest blisko, że liczę na Niego. Z Nim moje słabe siły wystarczą, aby pokonać zło i cieszyć się dobrem.