Uncategorized

III niedziela zwykła rok A

Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie

Bóg wybiera czasy i miejsca

Iz 8,23b-9,3; 1 Kor 1,10-13.17; Mt 4, 12-17

Gdy Jezus posłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei. Opuścił jednak Nazaret, przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu ziem Zabulona i Neftalego. Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza: «Ziemia Zabulona i ziemia Neftalego, na drodze ku morzu, Zajordanie, Galilea pogan! Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci wzeszło światło». Odtąd począł Jezus nauczać i mówić: «Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie». (Mt 4, 12-17)

Zdzisław Kijas OFMConv.

1. Potrzeba roztropności – apeluje postawa Jezusa.

Uderzają słowa Ewangelisty, który mówi, że Jezus, kiedy usłyszał, że Jan został uwięziony, „usunął się do Galilei”. Dlaczego to uczynił? – pytamy. Czyż by się ulągł Heroda? Ale czy Bóg może się kogoś bać? Przed kimś uciekać? Czyż nie jest On Bogiem, który wszystkim kieruje, nad wszystkim i wszystkimi pełni władzę? Czyż nie jest On Panem życia i śmierci? Oczywiście, że jest. Człowiek przychodzi i odchodzi, a Bóg ciągle JEST. Różni królowie, władcy, prezydenci się pojawiają na kartach historii, sądząc, że są jedyni, mocni, niezwyciężeni i wieczni, ale szybko upadają i odchodzą w niepamięć, a Bóg nadal żyje i króluje. Dlaczego więc się Jezus „usunął”?

Uczynił to dla nas. Wszak wiara mówi, że Jezus Chrystus przyszedł do nas nie tylko, by nas zbawić. Mógłby dokonać dzieła zbawienia również bez wcielenia, bez cierpienia, bez krzyża. ON jednak przyjął naszą naturę i chciał dzielić z nami ziemską drogę życia, aby być dla nas również NAUCZYCIELEM, Mistrzem, Pedagogiem. I właśnie z tego względu „się usunął” sprzed oczu Heroda.

Postawa Jezusa przypomina nam o wielkiej potrzebie cnoty roztropności w życiu. Jest ona bardzo ważna, szczególnie dla tych, który chcą działać impulsywnie, którzy są w gorącej wodzie kąpani. Którzy chcą wygrać bitwę, ale nie wojnę. Chodzi jednak o to, aby wygrać wojnę, czyli życie. Nieroztropnie jest rzucać się z bagnetem na czołg, lepiej się usunąć, kiedy się zbliża i przygotować się lepiej na jego skuteczne odprawcie. Tego uczy nas Jezus. Wie, że Jego czas jeszcze się nie wypełnił, że ma wiele jeszcze do zrobienia. Szanuje więc życie i czas. Na śmierć jest jeszcze za wcześnie. I to jest roztropność. Powiemy, że jest umiejętnością dobierania w swoim działaniu takich środków, które pozwolą jak najlepiej dojść do zamierzonego celu. Człowiek jest roztropny, kiedy właściwie przewiduje, dobrze rozumuje i rozważa. Katechizm Kościoła Katolickiego naucza, że „roztropność jest cnotą, która uzdalnia rozum praktyczny do rozeznawania w każdej okoliczności naszego prawdziwego dobra i do wyboru właściwych środków do jego pełnienia” (n. 1806). Muszę więc postawić sobie pytanie, co w życiu chcę osiągnąć? Jakie jest moje prawdziwe dobro? W jakim kierunku zmierza moje życie? Tylko w tym kontekście – postępując roztropnie – dobierał będę środki – jedne przyjmował, inne odrzucał.

2. Bóg jest tam, gdzie ja jestem – uczy dzisiejsza Ewangelia.

Ewangelista Mateusz pisze, że Jezus „opuścił Nazaret, przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu ziem Zabulona i Neftalego”. Udał się do „Galilei pogan”. Nikt Go o to nie prosił. Mieszkańcy „Galilei pogan” nie prosili Jezusa, aby do nich przyszedł. Zrobił to On sam. Przyszedł dobrowolnie. Simon Weil pisała, że „rzeczy najważniejszych nie trzeba szukać, ale trzeba ich oczekiwać”. Mieszkańcy „Galilei pogan” oczekiwali Jezusa. Z utęsknieniem czekali na Jego miłość, na słowa, które do nich skieruje, na czyny, które uwolnią ich z licznych słabości i pozwolą wstąpić na dobrą drogę.

Ewangelia uczy, że jeśli nawet ignoruje istnienie Boga, Bóg tum się nie przejmuje i nie przestaje działać. Jest aktywny. Bóg odwiedza miejsca, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Wchodzi w życie ludzi, dotąd nam obcych.

Herod szukał Go być w może w Nazarecie, gdy tymczasem Jezus udał się za Jordan. Oto więc „lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci wzeszło światło”. Herod planował Jezusa pojmać, jak pojmał Jana Chrzciciela, a sprawił tymczasem, że oto ci, którzy Boga nie znali, żyjąc w ciemności, ujrzeli Światło. Człowiekowi wydaje się, że może Boga usunąć ze swojej przestrzeni życia, gdy tymczasem On wykorzystuje to, aby nieść światło, dobro, nadzieję tam, gdzie jest tego większa potrzeba. Świat należy do Boga, dlatego nikt nigdy Boga ze świata nie usunie. Głupi jest więc każdy, kto porywa się na to. Traci cenny czas, inteligencję, życie. Boga trzeba przyjąć, a nie walczyć z Nim.

3. Potrzeba nawrócenia. To trzecia nauka, jaka płynie z dzisiejszej Ewangelii.

Ewangelista Mateusz mówi, że pierwszymi słowami, jakie wypowiedział Chrystus, było zawołanie: „Nawracajcie się”. Są one inauguracją nowego początku, nowej drogi, nowej lepszej przyszłości. Kiedy Jezus mówi „nawracajcie się” nie trzeba tych słów odbierać w formie nakazu czy przymusu. Są one raczej słowami zachęty, propozycji, jaką składa Jezus każdemu, kto szuka szczęścia, kto chce wrócić na drogę, która do niego prowadzi albo kto chce utrzymać szczęście, które już posiada. Wszyscy ci winny być czujni, rozważani i roztropni, i ciągle się nawracać z drogi skupionej na swoich egoistycznych potrzebach, szukaniu wyłącznie swoich interesów czy przyjemności i uwzględnianiu Boga i potrzeb tych, którzy żyją obok mnie. Chodzi więc o to, abym zawracał z dróg, które prowadzą do nikąd i wstępował na drogę, która prowadzi do celu. To właśnie znaczy nawrócić się, czyli wrócić na nowo na drogę dobra, życzliwości, przebaczenia, pojednania…, na drogę miłości.

Nawracanie się, do którego zaprasza nas Jezus, jest więc ofiarowaną mi możliwością, aby jeszcze bardziej stawał się pięknym człowiekiem. Tylko zbliżając się do Boga. Tak, jak Jezus nawrócił się na mnie, zbliżył się do mnie, stając się przez wcielenie jednym z nas, podobnie i do mnie kieruje teraz zaproszenie, abym zbliżył się do Niego. Bóg bowiem jest Ogniem, który oświetla i rozgrzewa, oddala nieprzyjaciół i daje poczucie bezpieczeństwa. Bóg jest też źródłem świeżej wody, którą mogę czerpać, aby nie ustać na pustyniach życia, abym nie kochać, kiedy inni odmówili mi miłości, abym nie przestał żyć nadzieją, kiedy wokół jest tyle głosów jej przeciwnych, abym nie stracił wiary, kiedy wielu wokół mnie ją porzuca lub naśmiewa się ze mnie, że nadal wierzę. Tym bardziej wtedy mam zbliżać się czyli „nawracać” do Boga.

+++++++++++++++

ks. Jerzy Swędrowski

III niedziela zwykła rok A

Iz 8, 23b – 9, 3; 1 Kor 1, 10–13.17; Mt 4, 12–23

Szukanie drogi. Ludzie wierzący nie powinni szukać zbawienia na własną rękę, bowiem ono jest ofiarowane człowiekowi we wspólnocie. Może się nam czasem wydawać, że ludzie idący obok nas są ciężarem, przeszkadzają, ale oni są także szansą i wsparciem, kiedy sami potrzebujemy pomocy. Ludzie połączeni więzami krwi, wspólnej pracy i odpowiedzialności powinni się dość dobrze znać i rzeczywiście móc liczyć na wzajemną pomoc. Wspólna droga zakłada rezygnację z cząstki siebie, aby zrobić miejsce innym. Kiedy przestaniemy uważać się za doskonałych, kiedy nie będziemy wyolbrzymiać wad bliźnich, rozpocznie się droga prawdy. Tylko ona jest szansą na wzajemne wspomaganie się i uzupełnianie.

„Naród kroczący w ciemności”, o którym słyszymy, to ludzie doświadczeni grzechem i niewiernością, niosący wspólne dziedzictwo braku nadziei. Ludzie, którzy nie znajdują oparcia pomiędzy sobą, upokorzeni swoim grzechem, mogą dokonać tylko jednego sensownego wyboru. Jest nim droga nawrócenia i wiary w Boga. Bóg obiecuje, że zabłąkany naród „ujrzy wielką światłość”. Grzech i upokorzenie nie są największym nieszczęściem, zgubna jest rozpacz, która odbiera nadzieję. Jezus Chrystus wchodzi do krainy naznaczonej przez grzech; tutaj każdy zobaczy siebie, a także odczyta swoje miejsce we wspólnocie, która ma szansę spotkać Boga.

Pragnąć zgody. Tak często powracamy do opisu grzechu pierworodnego, który stał się źródłem podziału między Bogiem a ludźmi, a także ludzi między sobą. Ileż razy dziwimy się, że ludzie utrudniają sobie wzajemnie życie; piętrzą przeszkody i problemy tam, gdzie ich nie powinno być. Św. Paweł niezwykle często pisze o tym w swoich listach i nawołuje do zgody. Nie chodzi tutaj o zwykłe uspokojenie, ale o zgodę płynącą z jedności serc i umysłów wierzących. Ludzie, których łączy wiara w Boga, nagle szukają sobie bohaterów na ziemi. Można to odczytać jako rodzaj bałwochwalstwa. Apostoł napomina z wielką cierpliwością, aby chrześcijanie przestali zajmować się rzeczami niepotrzebnymi.

Mieć Boga zawsze przed oczyma: oto jedyna droga, aby nie ulec bałwochwalstwu, aby nie zadowolić się towarzystwem ludzi życzliwych. We wspólnocie Kościoła bardzo łatwo ulec pokusie zastępowania odniesień do Pana relacjami z bliźnimi; co więcej, można budować sojusze i porozumienia przeciw innym. Apostoł przestrzega, że nie możemy mówić: „Jestem Pawła, Apollosa, czy Kefasa”; jeżeli chcemy zachować wolność, musimy należeć jedynie do Chrystusa. Dobrowolne rezygnowanie z własnej wolności może wynikać z pragnienia wygodnego życia. My nie jesteśmy powołani do wygodnego życia, ale do życia szczęśliwego. Dla nas Chrystus został ukrzyżowany – tak zjednoczył się z nami, że żadne próby stworzenia jedności z innymi, ale bez Boga na niewiele się zdadzą. Ostrzeżenie, aby nie zniweczyć Chrystusowego krzyża, jest wezwaniem do odkrycia wielkości Bożego daru i zaufania w relacjach z ludźmi.

Tajemnica powołania. Kiedy czytamy Ewangelię, może nam się zdawać, że powołanie Apostołów nastąpiło zbyt łatwo. Pan Jezus przechodził obok Jeziora Galilejskiego, spojrzał na Andrzeja i Piotra, na Jakuba i Jana, i wezwał ich, aby poszli za Nim. Możemy pytać siebie: jak bardzo pragniemy spotkać Pana, jak wiele z naszego życia chcemy Mu pokazać? Powołanie pierwszych czterech uczniów ma w sobie szczególną symbolikę; cztery oznacza całą ziemię, wszystkie strony świata. Każdy ma szansę zostać powołanym; możemy zobaczyć, jak wielu ludzi gromadzi się wokół Jezusa u początku Jego publicznej działalności. Nie było żadnych struktur ani specjalnej taktyki.

Ludzie chcą być blisko Jezusa i nikt nie ma prawa zasłaniać im Zbawiciela; przeciwnie, obdarzeni łaską wiary mają się dzielić tym darem. W innym przypadku „naród kroczący w ciemności” nigdy nie ujrzy światła, bo ludzie mogą tak zaangażować się w spory albo we wzajemną adorację, że nie zauważą przyjścia Jezusa. Pierwsi Apostołowie natychmiast pozostawili dotychczasowe życie i poszli za Mistrzem. Musimy ciągle ćwiczyć się w gotowości podążania za Zbawicielem, pragnąć Jego przyjścia i wielkodusznie odpowiadać na Jego zaproszenie pójścia drogą Ewangelii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *