Blog
III niedziela Wielkiej Nocy
Dz 2, 14. 22b-32; 1 P 1, 17-21; Łk 24, 13-35
ks. Marcin Cholewa, ks. Marek Gilski
W czasie drogi do Emaus Jezus prowadził z uczniami dialog. Jego metoda i etapy są cenną wskazówką, jak rozmawiać z ludźmi na tematy religijne.
1. PYTANIE I SŁUCHANIE. «Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze?» Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: «Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało». Zapytał ich: «Cóż takiego?» Jezus przyłączył się do uczniów zmierzających do Emaus. Nie rozpoznali Go. Zaczął dialog z nimi od pytania. Chodziło o temat ich rozmowy. Opowiedzieli Mu o wszystkim, czym żyły ich serca. O śmierci Jezusa, o pustym grobie, o swoich oczekiwaniach. Przedstawili zarówno fakty, jak i swoje rozczarowania. Jezus słuchał i nie przerywał.
2. WYJAŚNIANIE. I zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego. Kolejnym etapem dialogu Jezusa z uczniami był wykład. Chodziło o prześledzenie tekstów biblijnych na temat Mesjasza. Jezus przekazał im konkretną wiedzę. Pokazał, że wydarzenia, o których oni Mu wspomnieli ze smutkiem, były opatrznościowe. Były wpisane w Boży plan zbawienia. W ten sposób Jezus nie tylko dał im wyjaśnienie, ale i dał argumenty, które oni mogli powtórzyć innym osobom.
3. MÓWIENIE DO SERCA. «Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?» Jezus nie rozmawiał z uczniami beznamiętnie. Jego słowa docierały do ich serc. Jego sposób mówienia cechowała ogromna serdeczność. To dlatego uczniowie nie czuli, że Ktoś obnaża ich niewiedzę. Mieli świadomość, że Ktoś dzieli się z nimi dobrymi emocjami, zapala ich serca. To dlatego nie chcieli się z Jezusem rozstać.
Czy potrafię prowadzić dialog z ludźmi rozczarowanymi i sfrustrowanymi? Które elementy metody Jezusa realizuję? Czy potrafię słuchać bez przerywania? Komu najczęściej przerywam i dlaczego? Co jest częstsze w moich wypowiedziach: pytania czy wyjaśnienia? Czy moje słowa są wypowiadane serdecznie?
4. Z ŻYCIA WZIĘTE. „Po jednej z Mszy świętych w więzieniu podszedł do mnie taki człowieczek, grubo po sześćdziesiątce i mówi do mnie: -My sobie musimy pogadać! – wygrażając mi przy tym palcem. – Dobra, nie ma sprawy! -Powiedz mi, ksiądz, co ja mam zrobić. Każą mi podpisać pewien papierek na jednego ze znanych byłych polityków. -A co na tym papierku jest? -Z prawdy to nic. Więc ja mu na to: -Tylko rura pęka. Normalny facet nie pęka. -Ty masz rację. Czy ja jestem rura?
To mu pomogło podjąć właściwą decyzję. Ale zaczął mi zadawać mnóstwo pytań. Potem on mówi tak: – A teraz zaprowadź mnie pod celę. Przyjdź po mnie za tydzień. Za tydzień znów wziąłem go do siebie i znów żeśmy gadali ze sobą dobre dwie-trzy godziny. – Przyjdź do mnie jeszcze raz za tydzień – ale teraz to ja będę gadał, a ty będziesz słuchał.
Kiedy za tydzień wziąłem go ponownie, zaczął się spowiadać. Wyrzucił z siebie wszystko i po tej spowiedzi mówi tak do mnie: -Słuchaj, a teraz powiedz mi, co ja mam powiedzieć mojej żonie? Ta kobieta przez sześćdziesiąt jeden lat namawiała mnie do spowiedzi! I nie namówiła. Nie myśl, że ten areszt mnie złamał. Nie myśl, że jesteś najmądrzejszym człowiekiem na świecie, bo nie jesteś. Chodziłem na katechezy do księdza, który zginął w Smoleńsku, kapelana Prezydenta. Miał piękne katechezy biblijne – i mnie nie przekonał. Powiedz mi, dlaczego ty, dlaczego tu, dlaczego teraz? Mówię mu: -Przyjacielu. Na pewno spowiedź jest łaską. Otrzymałeś łaskę. Skąd może pochodzić łaska? Łaska może pochodzić tylko od Boga. Bóg daje łaskę, bo ktoś o tę łaskę prosi, albo ktoś dla kogoś drugiego prosi o tę łaskę. Wątpię, żebyś ty dla siebie prosił, skoro byłeś tak oporny. Musisz poszukać kogoś, kto się za ciebie modlił i modli.
On wtedy tak zamyślił się na chwilę i rzekł: -Wiesz co? Na myśl mi przychodzi tylko jedna jedyna osoba, jest to siostra zakonna, koleżanka moja i mojej żony z lat szkolnych, z podstawówki. Ona jest w zakonie kontemplacyjnym. Co roku moja żona ją odwiedza, a ja ją tam zawsze zawożę. I zawsze sobie pogadujemy, siedzi jak ta małpa, w klatce, jeszcze za taką szmatą. I zawsze na koniec, jak odjeżdżamy, ona mówi do mnie: -Pamiętaj, że ty się jeszcze nawrócisz, bo ja się za ciebie modlę! Ja mówię: – No to mamy źródełko! Wiemy, skąd przyszła łaska!
Po tygodniu w moim klasztorze odbierają telefon do mnie. Byłem w tym czasie w więzieniu, odebrał przełożony i mówi do mnie wieczorem: -Słuchaj, jakieś siostry zakonne do ciebie dzwoniły, kontemplacyjne spod Warszawy – ale wiesz, nie wiem, o co im chodziło. Kazały ci tylko przekazać: „Dziękujemy narzędziu! A ja na to: -Dziękuję, wiem, o co chodzi” (K. Tyberski, Mój brat morderca, Kraków 2017, s. 254)
Zdzisław Kijas OFMConv.
Inteligencja wiary
1. Jezus lubił chodzić. Lubił przemieszczać się z miejsca na miejsce, nawiedzać różnych ludzi, spotykać ich przy ich zajęciach, troskach, kiedy byli chorzy lub opłakiwali swoich zmarłych, kiedy pracowali lub borykali się z trudnościami, dręczeni przez złego ducha lub nieżyczliwych ludzi. Jezus nie stał w miejscu. Nie tylko mówił: Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, ale sam szedł do nich, kiedy brakowało im siły, aby udać się do boskiego Lekarza.
Jezus lubił drogę – dlaczego? Ponieważ droga czyni człowieka wolnym. Ale Jezus kochał też być w domu, bo w domujesteśmy bardziej sobą, dom czyni nas pewniejszymi siebie.
Dzisiaj Jezus spotyka uczniów, którzy są w drodze i – jak to często bywa podczas wędrówki – są pełni wątpliwości. W naturze drogi jest bowiem jakiś rodzaj niepewności. Człowiek rusza w drogę, bo tam, gdzie był dotąd, nie czuje się już dobrze czy pewnie. Czegoś mu brak, więc rusza, aby zdobyć tę brakującą wartość. Chce dotrzeć do celu, który – jak sądzi – uczyni go pewniejszym, bardziej szczęśliwym.
W drodze życia spotyka człowieka Jezus. Spotyka uczniów, którzy opuszczają Jerozolimę i wracają do Emaus. Z Jerozolimą wiązali wielkie nadzieje na lepszą przyszłość, na życie bardziej sprawiedliwe, pokojowe, przyjacielskie. Wraz ze śmiercią Jezusa marzenia o tej przyszłości – jak sądzili – rozsypały się niczym pył na wietrze. Wracają więc do szarej rzeczywistości. Pożegnali się z marzeniami.
Ewangelista pisze, że kiedy uczniowie szli pełni smutki, zawiedzeni i zrezygnowani, Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Jezus zbliża się do człowieka dyskretnie. Nie chce go przestraszyć ani przerazić. Zbliża się spokojnie. Staje obok, niczym wierny przyjaciel. Nie blokuje mu drogi, nie każe zawracać ani przyspieszać. Bóg umie dopasować swoje kroki do kroków człowieka. Najważniejsze dla Niego to iść razem z nami. Czyni to nawet wtedy, kiedy wie, że wcześniej czy później człowiek będzie musiał zawrócić z obranej drogi, zmienić kierunek marszu, wrócić do pierwszej miłości. Bóg chce, aby człowiek uczynił to sam, w wolności, bez przymuszania, bez zadawania mu gwałtu.
Taka jest metoda działania Jezusa: człowiek się oddala, a Bóg się przybliża. Człowiek oddala się od Boga, od Jego planów, gdy tymczasem Bóg postępuje odwrotnie – przybliża siędo człowieka.
2. Jezus jest ciekawyspraw ludzkich. Przejawia żywe zainteresowanie tym, co niepokoi człowieka, co go boli, co rodzi jego lęk. Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze? – pyta. Zdaje się nic nie wiedzieć, jakby nie chciał przerazić uczniów swoją wszechwiedzą. Nie chce nas krępować swoją wszechmocą.
Tylko pytany, człowiek opowiada to, czego doświadcza. Bliższy mu przyjaciel niż nauczyciel. I Jezus chce być dla uczniów udających się do Emaus przyjacielem. Nie krępuje ich tym, co wie. Jakby chciał usłyszeć ich wersję wydarzeń, w których sam uczestniczył. Pozwala człowiekowi wypowiedzieć siędo końca. Wyrzucić z siebie wszystko to, co zalega jego serce i myśli, nawet jego ludzkie rozczarowanie względem Boga. Dlatego Jezus słucha słów uczniów: A myśmy się spodziewali…
Czy rzeczywiście wszystko skończone? Wszystko minęło bezpowrotnie? A może jest jeszcze jakaś nadzieja, jakieś rozwiązanie, droga wyjścia z pozornego impasu?
Nadzieja jawi się, kiedy człowiek rozmawia z drugim człowiekiem. Bez rozmowy nadzieja umiera. Odchodzi, kiedy ludzie się kłócą, spierają się ze sobą, osądzają. Powraca natomiast, kiedy ludzie ze sobą rozmawiają, prowadzą dialog. Tak jest w rodzinie, w państwie i między państwami. I tak też było w rozmowie, jaką prowadzili ze sobą uczniowie z Emaus. Rozmawiając, przypominają sobie nagle, że nie wszystko tak naprawdę jest skończone, że przecież niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje.
Dopóki człowiek rozmawia z drugim człowiekiem, zawsze może pojawić się nadzieja na znalezienie wyjścia z trudnej sytuacji, po ludzku beznadziejnej.
3. O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Problemem nie jest to, co dzieje się wokół, ale nasza nieumiejętność odczytania pełnego sensu tych wydarzeń. Potrzeba inteligencji wiary, aby zrozumieć głębszy (ukryty przed tymi, którzy nie wierzą) sens wydarzeń, w których uczestniczymy.
Wymaga to także czasu, wspólnej rozmowy i refleksji nad tym, co niesie codzienność. Nie sposób zrozumieć wszystkiego, kiedy jest się samemu. Stąd potrzeba wspólnoty, jaką jest Kościół. Jego misją jest również pomagać wiernym, aby lepiej zrozumieli i chętniej przyjęli działanie i obecność Boga w historii.
Bywa, że to, czego ludzie doświadczają, budzi ich przerażenie. Zmusza do ucieczki. Niektórzy wręcz opuszczają Kościół, oddalają się od Boga, żądają, aby wykasować ich dane z księgi chrztów. Dlaczego? Bo się„spodziewali”, że będzie tak, jak oni sądzili, a tymczasem Bóg działa inaczej. On działa na swój boski sposób.Niewiedza, nieznajomość boskiego działania rodzi strach, zmusza niektórych do ucieczki. Znamy to z osobistego doświadczenia.
Co wtedy robić? Jak się zachować? Jezus mówi, że nie wystarczy formować głowę. Trzeba nawracać nie tylko myślenie, ale także serce. Chrześcijaństwo nie lekceważy głowy, czyli inteligencji, ale uczy, że równie ważne, a może i ważniejsze, jest serce. Chrześcijaństwo jest religią kochającego serca, które karmi się Ciałem i Krwią Zbawiciela. A wówczas i inteligencja rozpoznaje Bożą obecność i odzyskuje odwagę.
Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy oczy im się otworzyły i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili nawzajem do siebie: „Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?” – pisze Ewangelista.
Chrześcijaństwo jest religią dzielenia się miłością, nie tylko inteligencją. Prawdziwa mądrość przychodzi dopiero po tym, kiedy obdarzymy siebie nawzajem bliskością, miłością, wyrozumiałością. Kiedy damy się bliźniemu tak, jak Jezus daje się nam w Komunii św.
Kiedy staję się bliski drugiemu, kiedy idę obok niego w przyjaźni, kiedy obdarzam go miłością, oddalam od niego pierwotny lęk, niepewność, chęć ucieczki. Wtedy Jezus jest pośród nas i stajemy się niezwyciężeni. Czy jesteśmy w stanie w to uwierzyć? To pytanie, które stawia nam dzisiaj Chrystus.
Panie! Uczyń mnie dla bliźniego dobrym jak chleb!
ks. Jerzy Swędrowski
Bóg nie rozlicza, ale zbawia. Człowiek trwający w grzechu zawsze szuka kogoś innego do obarczenia odpowiedzialnością za swoje czyny; zwykle znajduje winę w okolicznościach, w innych ludziach, poza sobą. Słyszymy dzisiaj słowa Piotra, który mówi o zabiciu Jezusa, ale nie jest to wypominanie win, lecz radosne orędzie o Bożej miłości i mądrości. „Bóg postanowił i przewidział” sposób, w jaki dokona się zbawienie człowieka. Trzeba nam ciągle walczyć z mitem o słabości i nieobecności Boga. Ojciec jest ze swoim Synem nieustannie zjednoczony, wydaje Go za nasze zbawienie, składa z Niego ofiarę. Nie zrozumiemy miłości Boga bez przyjęcia tego. Bóg nie chciał zostawić ciała Syna pod władzą śmierci i nas też nie zostawia pod jej władzą. Ciało Jezusa umęczone i poniżone zostało złożone do grobu, a nam trzeba żyć tą chwilą, kiedy przychodzi uwielbienie, czyli Zmartwychwstanie. Jezus pozwolił się wydać na śmierć, abyśmy my, wydawani na niebezpieczeństwa świata, byli pewni bliskości Boga.
Rozumieć Zmartwychwstanie oznacza włączyć się w dzieło apostolskie. Piotr powiedział do tłumów w dzień Pięćdziesiątnicy, że jest wraz z innymi Apostołami świadkiem wielkich Bożych dzieł. Nikt go nie przymuszał; jeśli potrafił mówić prawdę o śmierci Jezusa, był także przekonany o Jego zmartwychwstaniu. Patrząc na krzyż, zostaliśmy uzdrowieni z jadu grzechu skuteczniej niż Izraelici szukający ratunku w miedzianym wężu. Prawda o Zmartwychwstaniu będzie trudna do zrozumienia dla wielu, ale świadkowie żyjącego Jezusa nigdy nie umilkną – ich słowo może być jak nieusłyszany głos z pustyni, ale będzie dokonywało swojego dzieła. Jak skuteczne było to przepowiadanie Piotra: kilka tysięcy ludzi przyjęło chrzest. Piotr mówił o mocy Jezusa i tą mocą działał. Nie zasłaniał sobą Mistrza, ale Go ukazywał słuchającym. Tylko z żywej relacji z Jezusem płynie skuteczność przepowiadania, tylko z bliskości Pana rodzi się postawa wiary w dniach pomyślności i w chwilach doświadczeń.
Pragnąć świętości. Nasze dążenie do świętości jest przywilejem i obowiązkiem; jeżeli prawdziwie uwierzyliśmy Jezusowi, nie traktujemy Jego dzieła jako jednej z wielu propozycji. Mamy otwartą drogę do szczęścia, które płynie z ofiary Zbawiciela. Jesteśmy dziećmi Bożymi, ale nie jesteśmy dziecinni. Zdajemy sobie sprawę z naszej sytuacji, z tego, że zostaliśmy wykupieni z „odziedziczonego po przodkach złego postępowania” krwią Jezusa Chrystusa. Nasze pragnienie świętości ma wynikać z otwartości wiary, która oczyszcza nasze sumienie i nasz umysł. Nie obciążamy się tym, co było kiedyś, nie szukamy usprawiedliwień w potknięciach przodków. Jako znak niewiary można odczytywać interpretowanie teraźniejszości przez pryzmat tego, co wydarzyło się kiedyś. Jesteśmy wezwani do Ziemi Obiecanej, do nieba, dlatego nie oglądamy się do tyłu, na czas niewoli.
Jezus Chrystus przez własną śmierć ostatecznie pokonał potęgę śmierci. Już nie musimy paktować ze złem; co prawda nasze życie tutaj jest oczekiwaniem na prawdziwą ojczyznę, ale nie jest to oczekiwanie daremne, bo mamy pewność, że ta ojczyzna jest. Jezus Chrystus wykupił nas swoją krwią, to znaczy oddał za nas życie; nie może już być w nas fałszu i niewiary. Stając bezpośrednio wobec Jezusa Chrystusa, nie możemy Go chwalić językiem, a obrażać czynami. Dzisiaj nikt nie chce przyznać się do ukrzyżowania Pana; mówimy, że został On ukrzyżowany „rękami bezbożnych”. Możemy cudzymi rękami dokonywać zła, ale to nie zdejmuje z nas winy. Osobiste nawrócenie sprawdza się i weryfikuje naszym życiem, o ile nie traktujemy innych jak przedmioty, o ile chcemy im głosić radość Zmartwychwstania.
Uwierzyć Pismom. Jakże bliska jest nam droga uczniów do Emaus, droga, którą tak często podążamy. Droga niewiary i zwątpienia bywa bowiem bardzo wygodna. Uczniowie spodziewali się po Jezusie wielkich znaków; zachęceni i umocnieni cudami i prorockim słowem, pewnie widzieli siebie siedzących w chwale obok Jezusa. Pragnęli oni sprawiedliwości i pokoju, miłości i wolności, ale skrojonych na ziemską miarę. Zgorszenie krzyża było tak wielkie, że postanowili uciec z tego miasta, które bez Zmartwychwstania mogło być dla nich jedynie miejscem rozpaczy. Bez Zmartwychwstania wszelkie plany tracą bowiem blask, a pragnienie sprawiedliwości jest bezprzedmiotowe. Nie sposób ułożyć sobie życia bez wiary w nieśmiertelność, bo bez niej wszystko pogrąża się w mroku.
Uciekający do Emaus niosą w sercu żal i smutek, ale nawet ich podążanie w złym kierunku nie zabija nadziei. Nie opanowały ich obojętność i rozpacz, Jezus Chrystus pozostał dla nich kimś ważnym. Zajęci swoim nieszczęściem, przyjmują towarzystwo Nieznajomego i chętnie mówią Mu o swoim Mistrzu, wspominają Jego słowa i czyny. Nasza modlitwa ma wartość nawet wtedy, kiedy trudno nam się skupić, zrozumieć teksty Pisma Świętego. Wierność słowu Boga i wierność słowu kierowanemu do Boga przybliża do zbawienia, bowiem wypływa z miłości. Z rozważania proroctw o Jezusie rodzi się owoc. Uczniowie zapraszają nieznajomego Pielgrzyma do wspólnego stołu, pod swój dach, po ludzku gotowi podzielić się dobrem. Ta gotowość zostaje nagrodzona: Bóg nie tylko im pobłogosławi – On pobłogosławi chleb, który staje się Eucharystią. Jezus prowadzi nas do stołu swojego słowa i Ciała, karmi nas i umacnia. Uczniowie, spotkawszy Pana, wracają do wspólnoty Kościoła, dzielą się w niej doznaniem chwały Bożej.