Blog
I niedziela Wielkiego Postu rok A
Rdz 2, 7–9; 3, 1–7; Rz 5, 12–19; Mt 4, 1–11
Zdzisław Kijas OFMConv.
1. W pierwszą niedzielę Wielkiego Postu zawsze jest czytana Ewangelia, która mówi o czterdziesta dniach przebywania Chrystusa na pustyni i o kuszeniu, które nastąpiło zaraz potem. Pytamy więc, dlaczego słyszymy o tym od razu na początku. Wszak dopiero rozpoczęliśmy Post. Nie jesteśmy jeszcze nim zmęczeni. Jesteśmy dopiero na początku drogi. Czy nie lepiej, bardziej pedagogicznie, byłoby usłyszeć ten fragment Ewangelii np. w połowie Wielkiego Postu, kiedy pojawią się pierwsze oznaki zmęczenia praktyką postną?
Myślę jednak, że jest to głęboki zamysł Kościoła, który umieszcza opowiadanie o kuszeniu na początku drogi postnej. Zawsze bowiem, kiedy ktoś rusza w drogę, siada, aby przestudiować trasę, która ma go doprowadzić do celu. Sprawdza, czy jest długa i kręta, czy dużo na niej wzniesień i stromych zjazdów, czy jest bardzo lub mniej zakorkowana itd. I w zależności od odpowiedzi na te pytania przygotowuje siebie i samochód do drogi.
Z Wielkim Postem jest dość analogicznie. Ewangelia uczy, że będzie to czas stosunkowo długi, bo aż czterdziestodniowy, i nie będzie łatwy. Wierzący ma czuwać, bo i zło nie śpi. Ono też czuwa. Nie tylko nie śpi, ale atakuje. I to atakuje nad wyraz inteligentnie, niepozornie, przez zaskoczenie. Niby nie chce człowieka skrzywdzić. Nie chce uczynić mu niczego złego, przeciwnie – zapewnia, że chce go wypromować, pomóc mu odkryć własne bogactwo, stać się ważnym. W tym właśnie sęk, że prawdziwa pokusa nigdy nie jawi się jako pokusa.
Współczesna kultura żyje z pokusy. Chociażby wszechobecna reklama jest tego przykładem. Reklamowane są „opakowania”, nie towary. Nie kusi nas piękno i dobro towaru, ale jego opakowanie, nie treść książki, ale świecąca okładka i napis „bestseller”, lecz nie jesteśmy w stanie sprawdzić, na ile jest to prawda.
2. Szatan wystawia Jezusa na trzy pokusy, najważniejsze, bo obejmujące trzy najważniejsze obszary życia i działalności człowieka. Jest to „próba chleba”: jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz, żeby te kamienie stały się chlebem; próba tożsamości: jeśli jesteś Synem Bożym, i próba władzy: Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon. Są to trzy najważniejsze obszary życia i działania człowieka. Każdy bowiem z nas chce żyć (pokusa chleba); chce być kimś znaczącym, ważnym, szanowanym, nie zaś pomijanym czy pomiatanym przez innych (pokusa tożsamości) i chce mieć większy czy mniejszy zakres władzy, bo ona czyni go podobnym do Boga, który panuje nad wszystkim (pokusa władzy).
Człowiek jest gotów dać wiele, nawet bardzo wiele, aby zachować życie, ale także, aby je ciągle rozwijać, upiększać, wzbogacać. Współczesny człowiek rozkochał się w sobie samym. Nie żyje, aby coś osiągnąć. Nie żyje już szlachetną misją, którą miałby zrealizować, lecz żyje wyłącznie po to, aby zrealizować się samemu. Ponieważ nie wie dokładnie, jak to zrobić, kumuluje bogactwa, sądząc błędnie, że ich ilość zapewni mu pełną samorealizację. Lecz one nie czynią go wolnym, ale niewolnikiem. Nie ma już czasu dla siebie, bo musi pilnować swoich rzeczy.
Współczesny człowiek wydaje fortunę, aby wzmocnić – jak mówi – swoją tożsamość, czyli własne znaczenie, swoją wartość. Jest w ciągłej konkurencji z otoczeniem, bo nie chce dać się prześcignąć w tym, kim już jest i kim chciałby być. Jest zazdrosny o to, co wie i co posiada. Broni tego na wszelkie sposoby i za pomocą różnych środków. Zazdrości też innym tego, co posiadają, jeśli sam tego nie ma, a nawet jeśli ma, to zdaje się tego nie dostrzegać i skupia się na majątku innych.
Chorobliwa zazdrość rozbija relacje rodzinne, niszczy przyjaźnie, konfliktuje ze sobą ludzi, rodzi wojny. Wszystko tylko z tej racji, że ktoś drugi jawi się w oczach zazdrośnika jako lepszy, mądrzejszy, bogatszy, bardziej wpływowy. Źle pojęta tożsamość ma niszczycielską moc. Kto ocenia siebie oczyma innych, nie zaś własnymi, nie jest nigdy zadowolony z tego, kim jest i co posiada. Nie dostrzega bowiem siebie, widzi tylko innych. Nie potrafi docenić swojego bogactwa, bo łakomy jest na majątek innych, nawet jeśli jest on skromniejszy od tego, co sam ma w posiadaniu. W końcu nigdy nie jest syty tego, co ma, i chce posiąść jeszcze więcej. Najbardziej jednak pragnie władzy. Bogaci się materialnie, ale dobrobyt materialny jest ważny dla niego o tyle, o ile daje mu większy zakres władzy nad innymi.
3. Do czego zatem sprowadza się praktyka wielkopostna? Do roztropnego podchodzenia do wspomnianych wyżej trzech kwestii, do troski o to, co związane jest z moim ciałem, aby nie zapomnieć potrzeb ducha, o mądre rozporządzanie samym sobą, aby nie zapomnieć, że jesteśmy tylko i wyłącznie ludźmi, z wszystkimi naszymi ograniczeniami, ale też możliwościami i tęsknotami. I po trzecie, aby zapanować nad pragnieniem władzy. Jest ono najbardziej ukryte, ale zarazem najbardziej mocne, głębokie, wręcz nieśmiertelne. Kto nie zapanuje nad pokusą władzy, kto jej ulegnie, gotów jest zaprzedać wszystko, nawet swoją duszę, zagłuszyć sumienie, zlekceważyć Boże przykazania, zdeptać swoją godność, szacunek do siebie, ośmieszyć się. A wszystko po to, aby posiąść w zamian szczyptę władzy, która i tak szybko przeminie.
Rozpoczęty post nazywa się wielkim, bo ma nas nauczyć czy przypomnieć nam o trzech wielkich, ważnych sprawach życia. Po pierwsze, czas Wielkiego Postu ma nauczyć nas panowania nad pragnieniami ciała, aby nie rządziło głową, aby jego zachcianki nie były ważniejsze od postanowień, jakie podejmie głowa. Po drugie, Wielki Post ma nauczyć nas kontrolowania wymagań własnego „ja”, aby nie chciało zabierać przestrzeni, której inni potrzebują do życia i rozwoju. Po trzecie, Wielki Post winien nauczyć nas, w jaki sposób zapanować nad mocnym pragnieniem władzy, jakie żywi każdy z nas, aby nie zniewalać innych, aby oni także mogli się rozwijać.
Panie! Pomóż mi odkrywać Twoją bliskość w tym czasie!
****************************************
ks. Wojciech Jaźniewicz
Rdz 2, 7–9; 3, 1–7; Rz 5, 12–19; Mt 4, 1–11
O czterdziestu postnych dniach
Zgodnie z zapowiedzią z poprzedniego rozważania, kontynuujemy wyjaśnianie wielkopostnej symboliki, by w ten sposób przypomnieć sobie treści niezbędne do dobrego przeżycia tego okresu.
Warto więc już na początku zauważyć, że Wielki Post nie jest centrum roku liturgicznego, lecz bezpośrednim przygotowaniem do wejścia w owo centrum, czy też na ów szczyt, który stanowi Pascha Chrystusa – Pascha, czyli Jego przejście przez śmierć do życia. To wokół tego momentu koncentruje się całe życie chrześcijanina i w nim nabiera sensu. Pięknie wyraził tę prawdę św. Paweł w Liście do Koryntian, gdy pisał: „(…) jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara” (1 Kor 15, 14).
Przez zmartwychwstanie Chrystusa Bóg daje człowiekowi i wszelkiemu stworzeniu nowe życie, które się nie kończy. Ten moment jest wręcz początkiem nowego stworzenia, w którym nie będzie już ni grzechu, ni śmierci. Myślę, że doskonale zrozumiał to Stanisław Wyspiański i dlatego mógł napisać:
Przez Twe wielkie Zmartwychwstanie
żywioł wszelki budzisz, Panie.
Budzisz ze snu, żywot dajesz,
w wszelkim bycie zmartwychwstajesz.
Tak więc czas Wielkiego Postu ma na uwadze przygotowanie obchodów Paschy. Liturgia wielkopostna nastraja serca i umysły na przeżywanie tajemnicy paschalnej chrześcijan, którzy przypominają sobie chrzest i czynią pokutę. Tak przynajmniej poucza 27 punkt Kalendarza liturgicznego. Charakter Wielkiego Postu trafnie wyraża też jedna z prefacji przepisanych na ten okres:
Albowiem pozwalasz Twoim wiernym co roku z oczyszczoną duszą radośnie oczekiwać świąt wielkanocnych, aby gorliwie oddając się modlitwie i dziełom miłosierdzia przez uczestnictwo w sakramentach odrodzenia, osiągnęli pełnię dziecięctwa Bożego.
Wielki Post rozpoczyna się Środą Popielcową i trwa aż do Mszy Wieczerzy Pańskiej w Wielki Czwartek. Kiedy więc odzywa się sygnaturka rozpoczynająca wieczorną Mszę św. piątego dnia Wielkiego Tygodnia, kończy się czas pokuty, a zaczyna świętowanie Chrystusowej Paschy.
W liturgii rzymskiej okres ten nosi nazwę Quadragesima, czyli czterdzieści dni, co niektórzy chcą tłumaczyć na język polski wdzięcznym słowem „czterdziestnica”. Nietrudno się domyśleć, że zarówno łacińska nazwa, jak i sam czas trwania tego okresu mają znaczenie symboliczne. Jeśli, drogi Czytelniku, słuchałeś uważnie dzisiejszej Ewangelii, bez trudu powiążesz czterdziestodniowy post z czterdziestoma dniami pobytu Jezusa na pustyni. Jest to oczywiście słuszna intuicja, jednakże znaczenie liczby czterdzieści jest dużo szersze.
Pierwszy raz z liczbą czterdziestu dni spotykamy się w Biblii bodaj przy okazji opisu potopu, jaki Bóg zesłał na ziemię, karząc ją za grzechy ludzi. W Księdze Rodzaju czytamy: A potop trwał na ziemi czterdzieści dni i wody wezbrały, i podniosły arkę ponad ziemię. (…) I tak Bóg wygubił doszczętnie wszystko, co istniało na ziemi, od człowieka do bydła, zwierząt pełzających i ptactwa powietrznego; wszystko zostało doszczętnie wytępione z ziemi. Pozostał tylko Noe i to, co z nim było w arce (Rdz 7, 17.23).
Pięknie o tym wydarzeniu pisał nie kto inny, jak sam Jan Kochanowski:
Sześć niedziel wtenczas lał deszcz nie przestając,
A ziemia, nowe źrzódła pobudzając,
Rzek przymnażała, tak iż morskie wały
Wylać musiały.
(…)
Nieżyzne w cnotę to tam były lata,
Gdzie ledwie jeden ze wszystkiego świata
Nalezion, co go Bóg w cale zachował,
Gdy nierząd psował.
Przez analogię, czterdzieści dni postu to czas wyniszczenia w sobie nieprawości i grzechu. To czas, w którym odrzucamy wszystko, co niekonieczne do życia, by zobaczyć to, co jest naprawdę istotne. Przypomina mi się taki wiersz Antoniego Słonimskiego, który doskonale koresponduje z tym, co dotąd powiedziano:
O Panie! Spuść na mnie potop,
Czterdziestodniowe deszcze,
Niech Twoja gniewna woda zatopi
Wszystko, co żyje jeszcze.
Wytop zwierzęta i ludzi,
Co kłębiąc się wypełniają
Ciało me, serce i myśli
Natrętną zgrają.
Zabij to, co mnie nudzi,
Niech piorun jeden przekreśli
świat z milionami obrazów,
Co mi przytłacza barki.
Niechaj się stanę od razu
Pusty i żyzny jak ziemia,
Czekająca jednego wyrazu,
Białego jak gołębica
Wypuszczona z arki
Noego.
Trzeba zatem zanurzyć się w wodzie, by zatopić dawnego, starego człowieka z jego grzechami i dawnymi przyzwyczajeniami, jak to opisuje sam św. Paweł:
(…) odrzućcie to wszystko: gniew, zapalczywość, złość, znieważanie, haniebną mowę od ust waszych! Nie okłamujcie się nawzajem, boście zwlekli z siebie dawnego człowieka z jego uczynkami, a przyoblekli nowego, który wciąż się odnawia ku głębszemu poznaniu [Boga], według obrazu Tego, który go stworzył (Kol 3, 8–10).
Pierwszy akt tej przemiany dokonał się w nas w momencie chrztu św., którego – zgodnie z teologią ojców Kościoła – potop jest zapowiedzią. W Liście do Rzymian czytamy:
Czyż nie wiadomo wam, że my wszyscy, którzyśmy otrzymali chrzest zanurzający w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć? Zatem przez chrzest zanurzający nas w śmierć zostaliśmy razem z Nim pogrzebani po to, abyśmy i my wkroczyli w nowe życie – jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca (Rz 6, 3–4).
Tak więc czterdzieści dni Wielkiego Postu to czas swoistej kwarantanny, odosobnienia, która ma nas uczynić zdrowymi. Niewielu zresztą wie, że to często stosowane słowo „kwarantanna” pochodzi z łacińskiego quarantena – czyli czterdzieści, i dawniej tyle właśnie trwał zabieg opisywany tym słowem.
Kolejne teksty Pisma Świętego potwierdzają odkrytą przez nas symbolikę. I tak:
Naród wybrany po wyjściu z Egiptu jest przez czterdzieści lat prowadzony przez pustynię, by umarł każdy, kto pamiętał czas niewoli, tak by do Ziemi Obiecanej wszedł nowy naród – naród ludzi wolnych.
Czterdzieści dni zostawiono Niniwie, miastu grzesznemu, na nawrócenie. Szedł bowiem Jonasz przez Niniwę i wołał: „Jeszcze czterdzieści dni, a Niniwa zostanie zburzona” (Jon 3, 4).
Obok tego, przyznajmy, negatywnego aspektu liczby 40 jest jeszcze aspekt pozytywny, może nawet ważniejszy. Czterdzieści dni czy czterdzieści lat to symbol bliskości Boga i Jego opieki. Wszak:
Czterdzieści dni Bóg był ze sprawiedliwym Noem w czasie potopu i przygotowywał go do zawarcia przymierza.
Czterdzieści dni przebywał Mojżesz na Synaju i był blisko Boga, i słuchał Jego głosu.
Czterdzieści dni i czterdzieści nocy szedł prorok Eliasz do Bożej góry Horeb, gdzie dane mu było widzieć Boga i Jego chwałę.
Czterdzieści lat panował król Dawid w Izraelu, a Bóg był z nim i wspierał go swoją łaską.
W końcu czterdzieści dni i nocy pościł Pan na pustyni, biorąc na siebie wszystkie winy świata i w Bożej obecności decydując się na śmierć za grzeszników.
Ostatecznie więc post, który trwa czterdzieści dni, ma być dla nas czasem nawrócenia, przemiany życia i umierania w nas tego, co złe i nieboże. Nie jesteśmy jednak w tym procesie pozostawieni sami sobie. Jest z nami Bóg, który obiecuje nam skuteczną pomoc. On jest tym, do którego zwracamy się dzisiaj razem z psalmistą, w pięknym tłumaczeniu ks. Głodkiewicza:
Zmiłuj się, Panie, użal się nędznego,
Według wielkiego miłosierdzia Twego,
A według mnóstwa znanej Twej litości,
Racz zgładzić wszystkie moje nieprawości.
Ponieważ zaś czterdzieści lat to umowny czas trwania jednego pokolenia, liczba czterdziestu dni jest też streszczeniem i obrazem całego naszego świadomego życia, które jest niczym innym jak okresem przygotowania na naszą własną paschę, nasze przejście przez śmierć, w której spotkamy się ze Zmartwychwstałym. Jest życie nasze obecne przygotowaniem na to nowe, które będzie trwało w Bogu na wieki wieków, co daj Panie Boże, amen.
*****************************************
ks. Jerzy Swędrowski
Rdz 2, 7–9; 3, 1–7; Rz 5, 12–19; Mt 4, 1–11
Zagospodarować szczęście. Patrzymy z podziwem na dzieło stworzenia: wszystko, co wyszło z ręki Boga, jest dobre. Człowiek ma w nim miejsce szczególne, bo to dla niego wszystko zostało stworzone i poprzez niego może oddawać chwałę Bogu, może ku Niemu powracać. Jest jeden warunek: człowiek ma to Bogu ofiarować. Opis Księgi Rodzaju ukazuje pierwszych rodziców w ogrodzie Eden. Mają tam wszystko, co potrzebne do życia, co prowadzi ku szczęściu, ale nie potrafią temu sprostać.
Grzech pierworodny to tajemnica braku zaufania Bogu, pomimo wszelkich znaków Jego łaskawości. Adam i Ewa żyli w pełnej przyjaźni z Panem i w harmonii ze stworzonym światem; byli szczęśliwi. Nie potrafili jednak docenić otrzymanych darów, zapragnęli znaleźć się na miejscu Boga. Zły duch powiedział: „Na pewno nie umrzecie”, i w tym stwierdzeniu zawarł część prawdy. On przecież wie, że człowiek został stworzony do nieśmiertelności. Po grzechu pierworodnym ludzie zobaczyli, że są nadzy, sami i samotni. Zrywając jedność z Bogiem, przekonali się, że nic na ziemi nie da im szczęścia. Wielkopostny czas jest darem łaski, aby odkrywać Bożą obecność w świecie, a nade wszystko w swoim sumieniu.
Posłuszeństwo łasce Bożej pokonuje śmierć. W życiu liczą się fakty; grzech pierworodny przyniósł śmierć i skłonność do przewinień; posłuszeństwo Jezusa Chrystusa przynosi usprawiedliwienie. Nowy Adam – jak mówimy o Zbawicielu – definitywnie pokonał grzech i śmierć. Jednak ludzi wciąż dotyczy zasadnicza prawda o konieczności osobistego spotkania z Bogiem. Jesteśmy dziedzicami pierwszych rodziców; czy ktoś z nas jest w stanie uporządkować świat, usunąć zło i cierpienie, uniemożliwić dokonywanie przestępstw i krzywdzenie? Ludzie i społeczności pozostają bezradni wobec ogromu zła, czasem tylko próbują łagodzić jego skutki.
Królowanie śmierci skończyło się wraz z Paschą Jezusa Chrystusa, który definitywnie ją pokonał. Adam i Ewa nie poradzili sobie z ogromem darów, które otrzymali, a czy my nie lękamy się potęgi łaski usprawiedliwienia? Nie trzeba uciekać od znaków łaski; Bóg niczego nam nie zabierze, a Jego królowanie zabezpieczy naszą wolność. Prawdziwa wolność polega bowiem na rozumnym przyjęciu dobra i na życiu tak, by wykorzystać wszelkie szanse rozwoju i zbawienia. Mówi się często, że zło jest krzykliwe i zaborcze, że mocniej i skuteczniej się manifestuje. Jeśli pójdziemy z przekonaniem drogami Pana, jeśli nie zwątpimy w Jego obecność, nie zwiodą nas żadne fałszywe obietnice.
Żyć słowem Bożym. Pan Jezus przygotowuje się przez czterdzieści dni do rozpoczęcia publicznej działalności. Te długie dni postu i wyrzeczenia się najbardziej podstawowych rzeczy są dla nas znakiem. Syn Boży podejmuje je, aby nam przynieść czystą miłość Bożą. On nie składa pustych obietnic. Jego darem dla nas jest jedność z Ojcem. Wobec wyczerpania i głodu człowiek staje się zwykle bezsilny, gotowy uwierzyć we wszystko. Takie obietnice mogą być nawet pisane słowami zaczerpniętymi z Biblii. Szatan kusi Zbawiciela, wystawia Go na próbę, chce powtórzyć to, co udało mu się z Adamem i Ewą. Wystawić Boga na próbę to zwątpić w Jego moc; pragnąć władzy i sławy dla nich samych to stawać się bałwochwalcą.
Chleb powszedni jest darem, ale nie celem; Bóg troszczy się, aby nie zabrakło nam pokarmu na co dzień, ale przede wszystkim pragnie, byśmy nie ustali w duchowym rozwoju. Dlatego Jezus powie, że pełnienie woli Ojca jest Jego pokarmem. Realizm sceny kuszenia pokazuje bezwzględność złego ducha i jego pojmowanie rzeczy stworzonych. Nic na ziemi nie może być naszym bożkiem, bo wszelkie formy bałwochwalstwa poniżają naszą godność. Jesteśmy wezwani do większych rzeczy, a wszystko, co stworzone, jest tylko środkiem w dążeniu ku celowi: zbawieniu. Dziękujmy Bogu za dar pustyni, za dar ogołocenia z tego, co zbędne; idąc za Jezusem, zobaczymy, że warto ufać jedynie Bogu. Nie wystawiajmy Pana na próbę, bo On przejdzie każdą próbę, a nam grozi upadek.
*********************************
ks. Marcin Cholewa, ks. Marek Gilski
Rdz 2,7-9; 3,1-7; Ps 51(50); Rz 5,12-19 ; Mt 4, 1-11
Ewangelia pierwszej niedzieli Wielkiego Postu, przytaczając pokusy, przed którymi stanął Zbawiciel, wskazuje na sposoby radzenia sobie z nimi.
1. PISMO ŚWIĘTE. Napisane jest: Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych (…) Ale jest napisane także: Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego (…) Jest bowiem napisane: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz. Jezus odpowiadał na pokusy słowem Bożym. Nie dał się zwieść. Dobra znajomość słowa Bożego pozwoliła Jezusowi użyć właściwych argumentów i nie ulec pokusie. Pokusy zawsze działają pod płaszczykiem dobra. Szatan jakoby chciał zatroszczyć się o pokarm dla ciała, aby Jezus nie był głodny. Chciał niby zadbać o popularność Jezusa, aby był znany. Trzeba było mądrości zawartej w słowie Bożym, aby nie dać się oszukać. Są takie pokusy, których nie dostrzeżesz bez dogłębnej znajomości Pisma Świętego. Wydadzą ci się właściwą troską o siebie.
2. TRENING. A gdy przepościł czterdzieści dni i czterdzieści nocy, odczuł w końcu głód. W pierwszej pokusie szatan odwołał się do potrzeb ciała. Jezus wcześniej przez 40 dni pościł, dlatego był w stanie opierać się pokusom związanym z jedzeniem. Dzięki treningowi nauczył się panować nad sobą. Bez ćwiczenia siebie, swojej woli, nie uda się oprzeć wielu pokusom. Dotyczy to zwłaszcza kwestii jedzenia, picia, oglądania.
3. NIEWCHODZENIE W DIALOG ZE ZŁEM. Idź precz, szatanie! Są takie pokusy, które od razu odwołują się do zachowań złych. Szatan domaga się oddania mu pokłonu. Nie ma sensu pytanie o granicę grzechu. Czy lekkie pochylenie głowy by wystarczyło? Są takie pokusy, o których od razu wiemy, że prowadzą do nieszczęścia. Nałogi, zdrady, oszustwa. Z tego nie będzie nic dobrego. Nie ma się co łudzić. Przy takich pokusach potrzeba zdecydowanego nie już na samym początku. Tego uczy Jezus.
Jak sobie radzę z pokusami? Czy nie daję się złemu duchowi oszukać? Jak zamierzam trenować swoją silną wolę w czasie Wielkiego Postu? Ile miejsca w mojej walce duchowej zajmuje lektura Pisma Świętego? Jezus daje nam konkretne przykłady radzenia sobie z najtrudniejszymi pokusami. Z jakiej rady skorzystam w tym roku?
4. Z ŻYCIA WZIĘTE. „Istnieją pewne normy absolutne, czyli takie, od których nie ma wyjątków, a które przestały być akceptowane w naszym społeczeństwie. Utwierdziła się etyka sytuacyjna. Zaczęło się od liberalnych protestantów, ale od lat sześćdziesiątych kryzys zaczął dotykać również katolicką teologię moralną. Rozpowszechniła się wtedy teoria opcji fundamentalnej i proporcjonalizmu czy konsekwencjalizmu, według którego twierdzi się na przykład, że aborcja owszem, jest złem fizycznym, lecz należy zwrócić uwagę na cel, w jakim zostaje przeprowadzona, aby osądzić, czy jest również złem moralnym. Zgodnie z tą teorią również antykoncepcja może mieć pozytywny cel. Zgodnie z proporcjonalizmem, porównując dobro celu oraz fizyczne zło środka użytego do jego osiągnięcia i dochodząc do wniosku, że istnieje pomiędzy nimi proporcjonalna wartość, można sformułować konkluzję, że aborcja czy też korzystanie ze środków antykoncepcyjnych są moralnie dobre. Zasadniczym problemem jest negowanie w ten sposób istnienia prawdy absolutnej: zaczyna panować kompletny relatywizm opinii publicznej. Relatywizm przeczy jednak samemu sobie, przedstawiając jako niezmienną prawdę brak niezmiennej prawdy. Staje się autorytarny, negując jakąkolwiek inną wizję. Kiedy ktoś krytykuje ten relatywizm, jest oskarżany o fundamentalizm i marginalizowany. Mówi się o autonomii, o wolności osobistej, lecz zapomina się, że panuje istna dyktatura opinii publicznej.
Pewien belgijski autor napisał krytykę teorii gender z perspektywy katolickiej. Został potępiony przez naukowca, który stwierdził, że tekst jest wytworem schizofrenika. Praktycznie nazwał autora wariatem. Nie odniósł się do przedstawionej argumentacji, mianowicie że nie można całkowicie oddzielić płci społecznej, czyli społecznej roli mężczyzny i kobiety, od płci biologicznej, lecz bezpośrednio zdyskwalifikował autora, który według niego nie zasługiwał nawet na wzięcie pod uwagę.
Ten, kto broni doktryny katolickiej, jest brany za wariata. Takie podejście jest coraz bardziej rozpowszechnione w świecie zachodnim i wielu katolików jest tym onieśmielonych; nie znajdują odwagi, aby przedstawiać doktrynę Kościoła i bronić swoich przekonań. Ustępowanie to widać również pośród duchownych, nawet wśród biskupów. Są ostro atakowani, kiedy wykładają doktrynę katolicką, szczególnie w dziedzinie moralności, odnośnie do małżeństwa i etyki seksualnej. Sam to przeżyłem, kiedy zostałem nominowany na biskupa Groningen. Wzięto pod lupę pewne moje wypowiedzi wyrwane z kontekstu, aby stworzyć wizerunek potwora. Ten atak na mnie trwał cztery miesiące, później się jeszcze powtórzył. Niemniej jednak musimy otwarcie mówić o doktrynie Kościoła.
Z wielu stron świata otrzymuję pozytywne reakcje wiernych, którzy czują się podniesieni na duchu, kiedy biskupi i kardynałowie okazują odwagę głoszenia prawdy. Musimy mieć odwagę wolnego wypowiadania się, bez strachu, do czego niejednokrotnie wzywał Jan Paweł II. Jesteśmy odpowiedzialni za głoszenie ludziom prawdy. Musimy kontynuować misję Jezusa poprzez sakramenty, ale również głosząc Jego słowo. Ludzie mają prawo je znać. Nieważne, na jaki natrafiamy opór – musimy mieć odwagę mówić, że Jezus jest naszym zbawicielem i że tylko w Nim znajdziemy zbawienie. Naszym obowiązkiem jest czynienie co tylko w naszej mocy, aby ludzie nie trafili do piekła.
Spotkałem kiedyś księdza, który mi powiedział: Rozmyślam nad tym, co Jezus polecił nam czynić, i zastanawiam się, czy robimy wystarczająco dużo, aby głosić wiarę chrześcijańską. Powiedział mi to z wielką powagą, było to pytanie, które budziło w nim głęboki niepokój. Ale wszyscy powinniśmy je sobie stawiać” (Bóg żyje w Holandii. Kard. Willem Jacobus Eijk w rozmowie z Andreą Gallim, Kraków 2021, s. 132-135).