Blog
15 sierpnia Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny
W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w ziemi Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona głośny okrzyk i powiedziała: «Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto bowiem, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jest, która uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Jej od Pana». Wtedy Maryja rzekła:
«Wielbi dusza moja Pana
i raduje się duch mój w Bogu, Zbawicielu moim.
Bo wejrzał na uniżenie swojej Służebnicy.
Oto bowiem odtąd błogosławić mnie będą
wszystkie pokolenia.
Gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny,
a Jego imię jest święte.
Jego miłosierdzie z pokolenia na pokolenie
nad tymi, którzy się Go boją.
Okazał moc swego ramienia,
rozproszył pyszniących się zamysłami serc swoich.
Strącił władców z tronu,
a wywyższył pokornych.
Głodnych nasycił dobrami,
a bogatych z niczym odprawił.
Ujął się za swoim sługą, Izraelem,
pomny na swe miłosierdzie.
Jak obiecał naszym ojcom,
Abrahamowi i jego potomstwu na wieki».
Maryja pozostała u Elżbiety około trzech miesięcy; potem wróciła do domu. Łk 1, 39–56
WYNIESIENIE SKRUCHY
1. Ogrom wszechświata może przerażać i zachwycać jednocześnie. Z pewnością przekracza ludzkie wyobrażenia o tym, co odległe i wielkie. Cztery sondy kosmiczne Pioneer i Voyager to uczynione ludzką ręką urządzenia, które zostały wysłane najdalej w kosmos. Najprawdopodobniej będą jeszcze istniały, kiedy nas już nie będzie: nie będzie Ziemi, nie będzie Słońca. Czas życia Słońca jest bowiem ograniczony – powstało niespełna 5 mld lat temu, a pewnie drugie tyle będzie świecić. Najbliższa Słońca gwiazda jest oddalona od nas o ponad 4 lata świetlne. To oznacza, że światło – biegnące z największą znaną nam w przyrodzie prędkością 300 tys. km/s, musiałoby biec do niej przez 4 lata. Astronomowie, patrząc w niebo przez ogromne teleskopy, dostrzegają coraz bardziej oddalone obiekty. Dzisiejszymi instrumentami możemy sięgnąć na odległość miliardów lat świetlnych (dokładnie potrafimy dostrzec obiekty odległe o mniej więcej miliard lat).
Patrząc w kosmos, cofamy się w czasie, gdyż docierające do nas światło biegnące od odległych gwiazd zostało z nich wysłane setki, tysiące lat temu. Obserwując np. galaktykę oddaloną od nas o miliard lat świetlnych, widzimy promieniowanie wyemitowane przez nią miliard lat temu, a więc oglądamy ją taką, jaka była miliard lat temu. Widzimy obiekt, który jest odległy od nas w czasie i w przestrzeni. Może już go nie ma, a my jeszcze na niego patrzymy. Im głębiej wnikamy we wszechświat, tym młodszym go widzimy. Dzięki instrumentom tak doskonałym jak teleskop kosmiczny Hubble’a możemy cofnąć się w czasie prawie do momentu Wielkiego Wybuchu – początku wszechświata, który miał miejsce kilkanaście miliardów lat temu.
Uświadomienie sobie tych ogromnych rozpiętości przestrzennych i czasowych zmusza do zupełnie nowego spojrzenia na siebie, nasze problemy i codzienność. Astronomia uczy pokory i ukazuje, jak wielka przepaść istnieje między tym, co nam zaprząta głowy, a niewyobrażalnym ogromem całego wszechświata. Poeta, chcąc wyrazić tajemnicę Bożego Narodzenia, posłużył się paradoksami: moc – truchleje, ogień – krzepnie, blask – ciemnieje. Czyż nie tym samym językiem tajemnicy trzeba nam mówić o Wniebowzięciu Maryi, wyniesieniu do chwały Bożej Matki Jezusa, do której my także mamy prawo mówić „Matko”?
2. Dostrzeganie wielkości i potęgi świata nie może sprowadzać się wyłącznie do zachwytu nad nimi. Powinno ono zachęcać człowieka do wznoszenia się ponad to, co namacalne i łatwo dostępne, wskazywać kierunek wzrostu i udoskonalenia. Już greccy mędrcy w VI wieku przed Chr., podziwiając harmonię świata, widzieli w niej wezwanie do praktykowania cnoty w kontaktach z ludźmi. Doskonałe i prawe działanie jest sposobem bycia szlachetnie ukształtowanych i dobrze wychowanych ludzi. W starożytnym Rzymie termin virtus (oznaczający także „cnotę”) rozumiano jako stałość i niezłomność człowieka wytwornego. Chrześcijańskie średniowiecze propagowało ideał człowieka (rycerza) przesiąkniętego wartościami moralnymi i religijnymi. Św. Tomasz z Akwinu w Sumie teologicznej omawiał m.in. środki do osiągnięcia przez człowieka ostatecznego celu jego życia, jakimi są czynności ludzkie, uczucia i inne źródła uczynków oraz „środki szczegółowe”, do których zaliczył cnoty teologalne: wiarę, nadzieję i miłość, a także cnoty moralne, związane z roztropnością, sprawiedliwością, męstwem, umiarkowaniem, będące „formą życia ludzkiego”. Tylko wtedy człowiek staje się człowiekiem, pozostaje ciągle „zapatrzony” w niebo, świadom swego zadania na tej ziemi i swego powołania.
Rozumienie idealnego życia ludzkiego, w tym także cnoty jako kierunku „wniebowstępowania” codzienności, z czasem coraz bardziej ulegało degradacji. „Cnota” zaczęła być rozumiana jako wezwanie do bierności, stronienia od świata, a nawet pewnej ckliwości. Fryderyk Nietzsche uważał ją za ideał niewolników. Według nowej wizji człowiek powinien skupiać się na tym, co przyziemne. Takie przewartościowanie podporządkowało go temu, co zmysłowe, instynktowne, zwierzęce. Patrzenie w gwiazdy zostało zastąpione taplaniem się w błocie świata, walką o okruchy diamentów, krople ropy naftowej, liczeniem zasobów finansowych i troską o to, co „na chwilę”. Wówczas też nastąpiło w życiu wielu ludzi odrzucenie prawdziwego szczęścia i dobra. Człowiek przestał zauważać to, co wielkie, i zapatrzył się w to, co małe, co stanowi zaledwie wycinek stworzonego przez Boga świata.
3. Św. Franciszek Salezy (1567–1622), biskup Genewy, jest nazywany „doktorem miłości”. Pochowano go w bazylice w Annecy, gdzie znajduje się też grób jego wiernej i świętej uczennicy Joanny de Chantal – założycielki sióstr wizytek. Wnikliwie badał ludzkie serce. W książkach Filotea i Traktat o miłości Bożej zawarł wyniki swych obserwacji. Uważał on, że człowiek nie powinien nic, ale to absolutnie nic uważać za własne. Każde bowiem przywłaszczenie sobie czegokolwiek w znaczeniu duchowym i psychologicznym, choćby to była rzecz niezwykle subtelna, więzi serce, czyni człowieka niewolnikiem własnych pomysłów i ludzkiego wymiaru pragnień. Jeśli ktoś chce być wewnętrznie spójny i wejść na drogę rzeczywistej jedności z Bogiem, musi być „wywłaszczony” – oddać swoją wolę Woli Najwyższego. Szczytem ludzkich możliwości jest więc pokorna odpowiedź Bogu: „Bądź wola Twoja!”.
Pan przyjmuje też skruchę człowieka, który zabłądził w wychowaniu swego serca ku miłości. Bóg nas bowiem umiłował i nie odwraca się od serca skruszonego, choćby było „z ziemi czy błota”. Święty radzi oddać Mu to, co się posiada: siły i słabości, zdrowie i choroby, bogactwo i biedę. Wyrzeczenie się wszelkiego posiadania w sercu musi być całkowite. Gdy cokolwiek w nim pozostawimy, grozi nam powrót do pełnego „posiadania”, a więc zaspokojenia egoizmu, który jest przyczyną wewnętrznego rozdarcia człowieka. Lubił powtarzać: „Wszystko przez miłość, nic siłą!”.
ks. Andrzej Zwoliński
****************************
I. O czym Bóg mówi?
Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny, czyli zakończenie Jak rozumieć tajemnicę naszej wiary, która nie jest zawarta w Piśmie świętym, a jest dogmatem od 1950 roku, ale przekazywanym i rozwijanym od IV w., zgodnie z którym Maryja została wzięta do nieba z ciałem i duszą. Słowa Ewangelii przygotowane na dzisiejszą uroczystość prowadzą nas do Elżbiety. Po spotkaniu z Gabrielem Maryja zgodziła się być matką Jezusa. Jako znak wiarygodności usłyszanej obietnicy słyszy zapewnienie, że Jej krewna Elżbieta, będąca już w podeszłym wieku spodziewa się dziecka. Maryja wyrusza do niej, by jej pomagać, ale patrząc na nią przekona się także o prawdzie słów posłańca Bożego.
II. Co Bóg mówi do mnie?
„W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem”. Maryja, która pod sercem nosi już Jezusa, idzie do swej krewnej Elżbiety. Idzie szybko, ponieważ taka jest potrzeba Jej serca. „Pośpiech” oznacza także „gorliwość, gotowość, entuzjazm, poświęcenie”. Maryja myśli tylko o jednym, w jaki sposób może być pomocna dla starszej od siebie kobiety, która w jesieni swojego życia doświadczyła niezwykłej interwencji Boga: była w stanie błogosławionym. Pomyślę o moim stylu pomagania. Ile w nim jest tych samych cech , co w Maryi? Kiedy mi jest najtrudniej pomagać innym?
Udanie się do Elżbiety mogło mieć także i dodatkowy powód. Dla Maryi chwila rozmowy z Gabrielem, słowa, które usłyszały musiały wzbudzić zdumienie i pewne zaniepokojenie. Choć dialog z aniołem mógł Jej wiele wyjaśnić, nie można by się dziwić – była kilkunastoletnią prostą dziewczyną – jednocześnie mógł pozostawić w sercu niepewność. Gabriel powiedział Maryi, że potwierdzeniem prawdziwości jego słów niech będzie dla Niej Elżbieta – kobieta w podeszłym wieku, która również jest w stanie błogosławionym. „Dla Boga nie ma bowiem nic niemożliwego”. Uzmysłowię sobie, że Pan Bóg zawsze dotrzymuje swoich obietnic, a jednocześnie jest wyrozumiały na moje wątpliwości.
„Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się z radości dzieciątko w jej łonie”. Podczas pobytu u Elżbiety następuje pierwsze spotkanie w łonach swych matek Jezusa i Jana. Ich życie od poczęcia będzie ze sobą bardzo związane. Są kuzynami, a w dorosłym życiu staną się dla siebie przyjaciółmi. Będą się wspierać, dodawać odwagi i nadzieję. Nigdy nie będą zazdrośni. „On ma wzrastać, a ja się umniejszać”. Podziękuję za moich przyjaciół.
Maryja wyśpiewuje „Magnificat”, wielbi Boga za to, co już dokonał w Jej życiu, ale jest też modlitwą ufności – uwielbia swego Stwórcę za to, co ją jeszcze czekać – dlatego jest tez modlitwą ufności i zawierzenia, wie, że Bóg Ja wybrał, dlatego będzie Ja prowadził i umacniał.
III. Do czego Bóg mnie wzywa?
Maryja Wniebowzięta pociąga mnie ku górze, ku temu co piękne i dobre. Została wzięta do nieba jako prawdziwy człowiek, normalna kobieta, która zmagała się z różnymi trudnościami życia, a jednocześnie było przenikające się nawzajem dobrem i cierpieniem.
Piotr Koźlak CSsR