Lectio Divina

Poniedziałek V tydzień zwykły

Gdy Jezus i uczniowie Jego się przeprawili, przypłynęli do ziemi Genezaret i przybili do brzegu. Skoro wysiedli z łodzi, zaraz Go poznano. Ludzie biegali po całej owej okolicy i zaczęli znosić na noszach chorych, tam gdzie, jak słyszeli, przebywa. I gdziekolwiek wchodził do wsi, do miast czy do osad, kładli chorych na otwartych miejscach i prosili Go, żeby choć frędzli u Jego płaszcza mogli się dotknąć. A wszyscy, którzy się Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie. (Mk 6, 53–56)

Kiedyś przychodzili, a teraz odchodzą…

Znam dobrze biblijne: Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają (Mk 2, 17). Dla zdrowego jest oczywiste, że nie musi iść do lekarza, zaś osoby chore wiedzą, że od czasu do czasu muszą wybrać się do przychodni i zrobić badania kontrolne. Dzisiaj nie brakuje również takich, którzy wiedząc o swojej chorobie, nie chcą się leczyć, bo nie wierzą, że im to pomoże.

Za czasów chodzenia Jezusa po ziemi ludzie lgnęli do Niego. Gdy tylko dowiadywali się, gdzie przebywa, udawali się tam czym prędzej. Chcieli być blisko Niego. Chcieli, aby ich uzdrowił. Mieli ogromną nadzieję, że ich wspomoże, podniesie na duchu, przywróci im sprawność. Lgnęli do Niego, pokładając w Nim całą nadzieję…

W kim ja pokładam nadzieję? Gdzie szukam uzdrowienia? W czym upatruję źródło szczęścia i bezpieczeństwa? Współcześnie pojawiło się tylu uzdrowicieli. W każdym mniejszym miasteczku reklamują się wróżki i przepowiadacze przyszłości. Na wielkich billboardach można znaleźć obietnice łatwego szczęścia, spokoju i zdrowia. Wokół nas jest tyle pogańskich świątyń.

Kiedyś przychodzili do Jezusa, a teraz od Niego odchodzą… A ja? Do kogo idę?

A wszyscy, którzy się Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie. Panie Jezu, pozwól mi przyjść do Ciebie. Pozwól mi wrócić do Ciebie i doświadczyć, że Ty jesteś jedynym źródłem szczęścia i pokoju!

ks. Eugeniusz Ploch

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *