Blog
Poniedziałek XXXI tydzień zwykły
Jezus powiedział do pewnego przywódcy faryzeuszów, który Go zaprosił: «Gdy wydajesz obiad albo wieczerzę, nie zapraszaj swoich przyjaciół ani braci, ani krewnych, ani zamożnych sąsiadów, aby cię i oni nawzajem nie zaprosili, i miałbyś odpłatę. Lecz kiedy urządzasz przyjęcie, zaproś ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych. A będziesz szczęśliwy, ponieważ nie mają czym tobie się odwdzięczyć; odpłatę bowiem otrzymasz przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych». Łk 14, 12-14
I. O czym mówi Bóg?
Jezus znajduje się w domu przywódcy faryzeuszów, który zaprosił Go do siebie na posiłek (14, 1-11). Najpierw delikatnie skrytykował tych, którzy okazali złe maniery, gdy zaczęli prześcigać się, by zająć lepsze miejsca przy stole. W kolejnych zdaniach udziela rady gospodarzowi. Jest to niezwykłe przesłanie, które na pewno wzbudziło wśród słuchających zdumienie. Czterem grupom, które najczęściej są zapraszane na ucztę, Jezus przeciwstawia cztery inne kategorie osób z najniższych warstw społecznych. Nawiązał tym samym do zdań z księgi Izajasza, który prorok zapowiadał, że w czasach mesjańskich wszyscy usunięci na margines życia otrzymają szczególne względy od Boga.
II. Co Bóg mówi do mnie?
Jezus daje mądrościową radę gospodarzowi domu, żeby zapraszał na posiłek nie tylko swoich najbliższych, ale z życzliwością spojrzał na ludzi, którzy są zepchnięcia na margines życia społecznego. Po raz kolejny Jezus troszczy się o ludzi biednych, cierpiących i zlekceważonych przez ludzi bogatych i znaczących w życiu społecznym i religijnym. „Gdy urządzasz przyjęcie, zaproś ludzi ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych”. Pomyślę, czy w moim otoczeniu są ludzie, którymi nikt się nie interesuje, a i oni sami nie upominają się, by zwrócić na nich uwagę?
Jezus wylicza, kogo najchętniej zapraszamy na uroczyste posiłki: przyjaciół, braci, krewnych i bogatych. Są to ludzie nie tylko nam bliscy, ale jak wskazuje Jezus, zapraszamy ich, ponieważ oni zrewanżują się podobnym zaproszeniem do siebie. Taki układ kulturalno-grzecznościowy wszystkim odpowiada, bo nikt na nim nie traci. Zawsze za nasze zaproszenie mamy odpłatę w formie zaproszenia przez kogoś z tego zamkniętego kręgu. Jezus nie boi się tego nazwać: to interesowność w czynieniu dobra: „daję innym, by w przyszłości inni dali mnie”. W takim postępowaniu nie ma bezinteresowności. Zastanowię się, ile w moim życiu jest dzieł, w których nie myślę o sobie?
Gdy Jezus radzi, aby nie zapraszać tylko tych, którzy potem zrewanżują się podobnym zaproszenia, a zwraca uwagę na biednych i odrzuconych, krytykuje powszechną praktykę, której nikt do tej pory nie ośmielał się podważyć. Nie boi się mówić trudnej prawdy. Czy stać mnie kiedyś było powiedzieć najbliższym zdanie, które byłoby „w poprzek” dotychczasowym zwyczajom rodzinnym, z którymi się nie zgadzam?
Zakończenie wypowiedzi Jezusa to podanie motywacji, dla której w ten sposób należałoby postępować. Zapraszając ubogich „będziesz szczęśliwy, ponieważ nie mają czym się tobie odwdzięczyć”. Źródłem prawdziwego szczęścia nie jest otrzymanie z powrotem tego, co się dało, ale poczucie zrobienia czegoś bezinteresownie. „Odpłatę otrzymasz przy zmartwychwstaniu” – zapewnia mnie Jezus.
III. Do czego Bóg mnie wzywa?
Pomogę komuś, kto nie może się mi zrewanżować.