Blog
XXV Niedziela zwykła rok A
ks. Marcin Cholewa ks. Marek Gilski
Iz 55, 6-9; Flp 1, 20c-24. 27a; Mt 20, 1-16a
Ewangelia XXV niedzieli zwykłej uczy trzech postaw,
które są niezbędne dla każdego człowieka.
1. Postępować zgodnie z umową. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. Właściciel winnicy zawarł z robotnikami umowę. Za dniówkę mieli otrzymać denara. Nie trzeba było spisywać umowy. Wystarczyło słowo. I właściciel słowa dotrzymał. Umówił się o denara i taką kwotę na koniec dnia pracy wypłacił. Nikogo nie oszukał ani nie skrzywdził. Wypełnił warunki umowy. Okazał się człowiekiem wiarygodnym, na którego słowie można było polegać.
2. Okazywać miłosierdzie. A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: „Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych!” Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Jeżeli denar był zwykłym wynagrodzeniem za dniówkę, to nic zaskakującego, że ci, którzy nie przepracowali całego dnia, po sprawiedliwości nie zasługiwali na denara. Pan umówił się, że wynagrodzi ich stosownie do ich pracy. Właściciel winnicy – znając realia ówczesnego świata i problemy ze znalezieniem pracy, a także mając na uwadze konieczność zapewnienia minimalnych środków do życia – zdecydował się wypłacić denara także tym, którzy nie przepracowali całego dnia, a nawet tym, którzy przepracowali tylko jedną godzinę. Okazał się miłosierny.
3. Wyjaśnić motywy postępowania. Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje i odejdź! Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry? Ci, którzy przepracowali cały dzień szemrali przeciw właścicielowi. Nie mieli odwagi zwrócić się bezpośrednio do niego, ale czynili to za jego plecami. Skarżyli się do zarządcy na nierówne traktowanie. Właściciel nie zignorował ich narzekań. Spotkał się z nimi osobiście i wyjaśnił motywy swojego postępowania. Postąpił zgodnie z umową. Dotrzymał słowa. Ma jednak prawo do swoich pieniędzy. Może je dać komu chce, bo to są jego środki.
Czy dotrzymuję słowa? Jaka jest moja wiarygodność? Kogo skrzywdziłem, nie dotrzymując umowy? Jak to naprawię? Kiedy i wobec kogo okazałem zrozumienie i miłosierdzie? Czy nie próbuję pouczać innych, jak powinni wydawać swoje pieniądze? Czy staram się wyjaśniać motywy swojego postępowania tym, którzy ich nie rozumieją? Czy nie zamykam się na krytykę? Czy potrafię bronić się przed tymi, którzy chcą reformować moje życie?
Z życia wzięte
Rosyjski pisarz Antoni Czechow w opowiadaniu Skrzypce Rotszylda przedstawia postać Jakowa – starszego człowieka zajmującego się wyrobem trumien oraz grą na skrzypcach na weselach. Jest to osoba myśląca o wszystkim w kategoriach straty. Dzień świąteczny to strata, bo nie można pracować. Jeśli w jakimś tygodniu nie ma wesela, to strata, bo nic nie można zarobić. Nawet jego żona uległa myśleniu tego typu i gdy była chora, nie chciała się leczyć ani położyć do łóżka, bo to byłaby strata. Gdy główny bohater podliczył dochody z poprzedniego roku, przeraził się, ponieważ z racji świąt i niegrania na weselach stracił 1000 rubli. A gdyby to jeszcze dał do banku, zarobiłby jeszcze więcej. Co za strata! On sam, gdy umierał, stwierdził, że jego śmierć będzie oszczędnością, bo nie będzie jadł, pił, ani nie będzie płacił podatków a zatem nie będzie przynosił strat. W pewnym momencie po śmierci swojej żony uświadomił sobie, że nigdy nic jej nie sprezentował. Całe życie myślał o wszystkim w kategoriach straty. (A. Czechow, Moje życie i inne opowiadania, t. I, Warszawa 1979, s. 225-236.)
*****************************************
ks. Jerzy Swędrowski
Iz 55, 6–9; Flp 1, 20c–24.27a; Mt 20, 1–16a
Żyć w sposób godny Ewangelii
Dać się zaskoczyć Bogu. Nasze życie jest często naznaczone niechęcią i zwątpieniem; mówimy, że Bóg nie wysłuchuje naszych próśb, że okoliczności nam nie sprzyjają. Dzisiaj słyszymy wezwanie proroka Izajasza: „Szukajcie Pana, kiedy pozwala się znaleźć, wzywajcie Go, dopóki jest blisko”. To może nam pomóc zrozumieć sens naszego ziemskiego pielgrzymowania, naszego poszukiwania Boga. Pytajmy się, w jaki sposób szukamy Boga, czy rzeczywiście chcemy Go spotkać, czy przypadkiem nie układamy sobie życia w „bezpiecznej” odległości od Niego. Prorok mówi, że Bóg jest blisko, a Jego obecność staje się darem i zobowiązaniem. Szukanie Boga nie może być dodatkiem do naszego życia, będącego „zaliczaniem” spotkań z różnymi osobami, od których coś zyskamy.
Prorok wzywa: „Niechaj bezbożny porzuci swoją drogę i człowiek nieprawy swoje knowania”; trudno nam odnieść te słowa do siebie. Tymczasem znaki bezbożności i nieprawości pojawiają się zawsze, kiedy oddalamy się od Boga, który jest blisko. Skoro On pozwala się znaleźć, musimy oczyszczać nasze sumienie, musimy podjąć wysiłek porządkowania naszego życia. Za każdym razem, kiedy wydaje się nam, że wiemy lepiej niż Bóg, oddalamy się od Niego. On chce zmiłować się nad nami i okazać hojność w przebaczaniu. Jest tylko jeden warunek: trzeba wejść na drogę nawrócenia, czyli iść we właściwą stronę. Drogi i myśli Boże są zawsze pewne i skuteczne, nasze mogą prowadzić do szczęścia, tylko jeśli będą zgodne z tymi, po których wiedzie nas Bóg.
Nikt i nic nie przeszkodzi w chwaleniu Boga. Tylko ludzie mają przywilej poznania Boga i oddawania Mu chwały. Trzeba nam coraz lepiej rozumieć, że modlitwa liturgiczna jest zwieńczeniem postawy uwielbienia Boga. Jakże często przychodzimy na nią roztargnieni, przytłoczeni ciężarem trudów i nierozwiązanych problemów. Przychodzimy do Boga zrzucić z siebie ów ciężar, ale bywa także, że nie chcemy się z nim rozstać. Pytajmy siebie o nasz żal za grzechy i postanowienie poprawy: czy rzeczywiście chcemy wyrzucić grzech z naszego życia? „Dla mnie żyć to Chrystus, a umrzeć to zysk”, pisze Apostoł do chrześcijan w Filippi. Pisze do ludzi, których zna i z którymi jest mocno związany, bo oni współtowarzyszą mu w trudach, służą też materialną pomocą.
Słowa św. Pawła nie są na wyrost; znajduje się on w więzieniu i stamtąd daje świadectwo swojego przywiązania do Chrystusa, a także troski o wspólnotę Kościoła. Jego wezwanie: „Sprawujcie się w sposób godny Ewangelii Chrystusowej”, nie są żadnym przejawem paternalizmu, traktowania z góry, ale szczególną zachętą. Żyć w sposób godny Ewangelii Chrystusowej to doceniać dar Boży i przyjmować go z odpowiedzialnością. Bywają ludzie pretensjonalni, którzy gardzą doczesnym życiem, a właściwie jego codziennymi okolicznościami. Nasze życie już tutaj może być życiem z Bogiem; tylko On może zapełnić je szczęściem. Bóg nikomu w niczym nie przeszkadza, a Jego obecność jest zawsze dyskretna i budująca. Chrystus zapewnia, że Jego królestwo już przyszło, korzystajmy zatem z Jego darów, a wtedy właściwie ocenimy i docenimy doczesność i wieczność.
Zrozumieć Bożą sprawiedliwość. Bardzo dobrze znamy przypowieść Pana Jezusa o robotnikach zaproszonych do pracy w winnicy. Kolejny symbol przybliżający nam królestwo Boże pomoże nam zrozumieć, gdzie się znajdujemy. Winnicą był w Starym Testamencie naród wybrany, w Nowym zaś staje się nią Kościół, nowy Lud Boży. Ewangeliczny gospodarz wyszedł, jak mógł najwcześniej, aby nająć robotników do swojej winnicy. Bóg wychodzi do człowieka, bo pragnie mieć go u siebie, bo chce nadać sens i wartość jego życiu. Jakże często, rozważając przypowieść o robotnikach w winnicy, skupiamy się na pozornej niesprawiedliwości gospodarza. On tymczasem daje każdemu denara, bo chce mieć u siebie tych, których wezwał.
Kiedy będziemy patrzyli na Boga jak na przedsiębiorcę czy sklepikarza, nigdy nie zrozumiemy Jego hojności. Pewnie nie rozumiemy do końca wartości Bożych darów i próbujemy je przeliczać według własnych wyobrażeń. Robotnicy pierwszej godziny są jak starszy syn z przypowieści o miłosiernym ojcu. Podobnie jak on nie doceniają, że już są w domu i wszystko staje się ich własnością, nie doznają pogardy i dramatu odrzucenia. Nikt nie chce być bezrobotny, bo nikt nie chce być niepotrzebny. Praca jest dla człowieka błogosławieństwem i szansą rozwoju; praca w winnicy Pańskiej jest udziałem w duchowym rozwoju i życiu Bożym. Zawsze kiedy cieszymy się sukcesem bliźniego, przybliżamy się do królestwa Bożego; kiedy zazdrościmy mu sukcesu, oddalamy się od źródła szczęścia.
**********************************************
Zdzisław Kijas OFMConv.
Razem z Chrystusem jest gospodarzem mojego życia
Iz 55,6-9; Flp 1,20c-24.27a.; Mt 20,1-16.
Jezus powiedział swoim uczniom następująca przypowieść: Królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: „Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam”. Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił. Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: „Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?” Odpowiedzieli mu: „Bo nas nikt nie najął”. Rzekł im: „Idźcie i wy do winnicy!” A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: „Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych!”Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: „Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekoty”. Na to odrzekł jednemu z nich: „Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje i odejdź! Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?” Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi».
1. Powyższa przypowieść jest jedną z najbardziej problematycznych w Ewangelii Mateusza. Wydaje się ona kwestionować to, co jest najbardziej ugruntowane w ludzkim doświadczeniu, a mianowicie kwestię nagrody za coś, co zrobiło się dobrze i koncepcję sprawiedliwości. Należy zatem konieczne odkryć, do czego tak naprawdę odnosi się ta przypowieść, aby zrozumieć właściwie sens zachowania gospodarza.
Opisany epizod jest paradoksalny i pod każdym względem „niewłaściwy” dla słuchacza, który zna – przynajmniej minimalnie – zasady życia na roli. I Chrystus, jak zaznaczył to na innym miejscu, zna doskonale zasady życia i umie myśleć rozsądnie/roztropnie. Ewangelista Łukasz zapisał jedną z ważnych mów Jezusa, kiedy rzekł: „Któż z was, chcąc zbudować wieżę, nie siada najpierw, aby obliczyć jej koszt, jeśli ma środki na jej ukończenie?” (Łk 14:28). Tymczasem w niniejszej przypowieści jakby zabrakło rozsądku gospodarzowi.
Gospodarz winnicy, który wzywa robotników o piątej po południu, jest z pewnością głupcem, tym bardziej, jeśli płaci tym, którzy pracowali jedną godzinę i tym, którzy pracowali dwanaście, taką samą dzienną stawkę w wysokości jednego pieniądza. Działanie gospodarza, opisane w przypowieści o Królestwie, pokazuje jednak, że mądrość i moc Boga jest „głupstwem dla pogan” (1 Kor 1,23).
Bóg nie wychodzi o piątej po południu, by szukać robotników i wysłać ich do swojej winnicy. Bóg nie szuka robotników, On udaje się – o każdej porze dnia – na szukanie człowieka, by go zbawić.
Gospodarz, który pyta o powód bezczynności osoby spotkane, słyszy, że nie zostały wezwane. Ale ci, którzy wychodzą z domu po południu, z nadzieją znalezienia pracy, oznacza, że prawdopodobnie nie było ich tam o świcie, a zatem nie podjęli wysiłku, by zdobyć pracę na cały dzień. Dlaczego? Bywa, że w obliczu pewnych niepowodzeń w życiu, człowiek udaje, jakoby pewne rzeczy się nie wydarzyły, jakby nie miały miejsca.
Bóg jednak nie rezygnuje z człowieka. Szuka go ciągle, o każdej porze dnia, zawsze.
2. Nasz Bóg nie jest księgowym. Jest rozrzutny, hojny, bynajmniej nie skąpy i chytry na zyski. Raczej gotów jest chętniej stracić, niż kogoś skrzywdzić, nawet minimalnie.
Ideą naczelną przypowieści, że jedni otrzymali więcej, niż to, co zostało uzgodnione zaś inni, którzy pracowali od rana, szemrali, że zostali zrównani z robotnikami ostatniej godziny. Lecz gospodarz był sprawiedliwy. Wypłacił im tyle, ile obiecał. Dotrzymał umowy. Nie skrzywdził. Oni chcieli jednak być traktowani inaczej.
Zbawienie ma się nijak do logiki tego świata, do jego wymogów. W przypowieści nie ma nic z tego, czym żyje współczesność, a co da się wyrazić słowami: spiesz się, działaj, nie mamy czasu, rob szybciej, produkuj więcej i bądź bardziej owocny w swojej pracy, itd. Nie ma nic z tego! W przypowieści jest natomiast wiele pokoju i spokoju. Gospodarz jawi się jako ten, kto ma wiele cierpliwości. Nigdy z niczego nie rezygnuje. Jeśli nie uda mu się spotkać człowieka o jednej godzinie, rusza na jego poszukiwanie w godzinie późniejszej. Nie rezygnuje dopóty, dopóki go nie znajdzie.
Przypowieść mówi ponadto, że zbawienie nie jest zapłatą za dobre życie. Oczywiście, dobre życie jest ważne. Jest ono bardzo istotne, ale dobre postępowanie człowieka nie wymusza na Bogu otrzymania przez człowieka łaski zbawienia. Ona jest darmowa. Jest hojnością Boga. W istocie człowiek nigdy nie może sobie zasłużyć na zbawienie. Nie może go sobie kupić przez dobre sprawowanie.
3. Dzisiejsza przypowieść, mimo takich czy innych trudności, jest pełna nadziei. Któż z nas, patrząc uczciwie na swoje życie, może powiedzieć, że pracuje dla Pana od pierwszej godziny? Każdy z nas pracuje w Jego winnicy, czyli żyje według Jego przykazań, słabo lub mało, ciągle lub sporadycznie. Fakt, że mimo wszystko, mimo naszego ociągania się w pracy i w życiu przykazaniami, mimo duchowego lenistwa, Bóg obdarza nas zbawieniem. Z nikogo z nas nie rezygnuje, nikim nie pogardza, nikogo nie odrzuca, ale dla każdego jest otwarty, niezmordowanie szuka każdego. O każdej porze dnia wychodzi na drogi, którymi przemieszcza się człowiek, na place jego obowiązków, i zaprasza do Siebie. Wszystko to jest źródłem wielkiej chrześcijańskiej nadziei. Lecz największym źródłem nadziei jest fakt, że Boska Mądrość przekracza granice ludzkiej sprawiedliwości. Prawda ta jest niezmierzonym źródłem radości.
„Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?” – pyta gospodarz. Czy jest mi przykro, że Pan jest dobry? Przeciwnie! Zupełnie przeciwnie! Dziękujemy Bogu, że jest Dobry, że Jego dobroć jest tak wielka, że przekracza radykalnie nasze ludzkie wyobrażania dobroci, hojności, szczodrości itd., że jest zupełnie inna od dobroci, jaką zna nasze życie, że ją przewyższa wielokrotnie, w sposób nieskończony.
Spraw, Panie, abym i ja był człowiekiem pełnym dobroci dla moich bliźnich!