Blog
26 sierpnia Uroczystość Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej
W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa rzekła do Niego: «Nie mają wina». Jezus Jej odpowiedział: «Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czy jeszcze nie nadeszła godzina moja?» Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: «Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie». Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary. Jezus rzekł do sług: «Napełnijcie stągwie wodą». I napełnili je aż po brzegi. Potem powiedział do nich: «Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu». Ci więc zanieśli. Gdy zaś starosta weselny skosztował wody, która stała się winem – a nie wiedział, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli – przywołał pana młodego i powiedział do niego: «Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory». Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie. (J 2, 1–11)
MATKA WSZYSTKICH
1. Jedno ze współczesnych opowiadań katechetycznych nosi tajemniczy tytuł Zupa z kamienia. Mówi o czasach tuż po I wojnie światowej, gdy w Europie pojawiło się wielu żebraków, włóczęgów i biedaków, proszących o kawałek chleba. Do pewnej wioski przybył wówczas wyczerpany żołnierz, słaniający się ze zmęczenia i głodu. Zapukał do drzwi pierwszej z napotkanych chat, prosząc o jedzenie. Gospodyni domu jednak spojrzała na niego krzywym okiem i przypomniała, że dopiero co skończyła się wojna, która pochłonęła wszystkie zapasy, więc ona nie ma mu co ofiarować. Żołnierz nie dał za wygraną i udał się do następnych chat, lecz wszędzie spotykał się z podobną odmową i tłumaczeniem, że teraz to już nikt nic nie ma. Zaszedł też do miejsca, gdzie zebrane kobiety plotkowały przy praniu bielizny. One też odrzekły, że są za biedne, by się z kimkolwiek dzielić jedzeniem. Niespodziewanie żołnierz powiedział, że umie przyrządzać zupę z kamieni. Wyśmiały go, bo przecież znały się na gotowaniu, a kamień nie nadaje się do jedzenia. Ktoś jednak usłyszał tę jego propozycję, bo wychodzącego już ze wsi przybysza zaczepiły dzieci, równie głodne jak on. Z zainteresowaniem zapytały, jak się robi taką zupę z kamienia, i zaoferowały mu pomoc przy jej gotowaniu. Żołnierz zdecydował się przyrządzić zupę dla wszystkich głodnych ze wsi.
Poprosił o duży garnek. Kazał zebrać trochę czystych kamieni, wrzucić je do garnka i zalać wodą, a potem postawić na ogniu. Chłopcy, z zaciekawieniem i nadzieją wykonujący polecenia mężczyzny, uczynili wszystko tak, jak im nakazał. Ledwie woda zaczęła bulgotać, niecierpliwi zaczęli próbować zupy. Żołnierz ich powstrzymywał, mówiąc, że trzeba ją odpowiednio przyprawić. Ktoś z zebranych zaoferował sól, którą miał w domu. Pobiegł i przyniósł. Po spróbowaniu zupy przybysz stwierdził, że przydałyby się jeszcze ziemniaki. Ktoś drugi przyznał, że ma je w domu. Jeszcze inny zaoferował jarzyny, kapustę, a nawet kawałek boczku. Coraz bardziej smakowita woń rozchodziła się po okolicy. W końcu zupa była gotowa i każdy głodny otrzymał swoją wyczekiwaną porcję. Wszyscy najedli się do syta. Przy okazji zrozumieli, że byli wielkimi samolubami, ukrywając produkty przed innymi, ponieważ ich wzajemna wymiana umożliwiła im zaspokojenie głodu. Od tego wydarzenia mieszkańcy wioski nauczyli się dzielić tym, co mieli, a życie powoli wracało do normalności.
Wydobycie z ukrycia tego, co posiadamy, aby służyło innym, umożliwia dokonywanie wspólnie wielkich dzieł. Każdy czas i każda sytuacja niosą z sobą nowe wyzwania. Zawsze jednak podzielenie się z kimś swymi kłopotami czyni je lżejszymi i umożliwia pokonanie ich. Maryja uczy tego, że każde z Jej dzieci ma coś, co może innych wesprzeć i podbudować. W każdy czas, nawet najtrudniejszy dla Polski i Polaków, wzywała, byśmy pamiętali o wspólnocie, o sobie nawzajem.
2. Sama Maryja, jako Matka wszystkich, jest wzorem postawy zatroskania o innych, przygarnięcia ich w różnych potrzebach. Uczy miłości, która jest ratunkiem dla świata. W 1991 roku na włoskim cmentarzu w L’Aquila odsłonięto monument, który ma być głośnym wołaniem przeciwko aborcji i zabijaniu niewinnych dzieci. Przedstawia on stylizowaną Madonnę – Maryję w długim płaszczu, która przytula do siebie czworo tylko w zarysach widocznych dzieci. Na murze, zaraz za pomnikiem, obok mapy świata, widnieje dedykacja: „50 milionom dzieci, które każdego roku są zabijane przez aborcję”. Blisko rzeźby, jak doniosła prasa, znajduje się zbiorowy grób, w którym włoscy przeciwnicy aborcji pogrzebali demonstracyjnie zabite dzieci ze szpitala w L’Aquila. Pomnik ma przypominać o dzieciach, które nie przyszły na świat, ale są z nami duchem. Jednocześnie przypomina o Maryi, dla której nie ma „niepotrzebnych” dzieci, która jest Matką każdego poczętego dziecka. Polacy w sposób szczególny mają w pamięci obecność Matki, zwłaszcza w trudnych czasach niewoli, podległości, wojen i totalitaryzmu. Maryja zawsze była nadzieją, że dzieci nie będą głodne i przeżyją, i przypominała, że mają być razem, by trwać.
3. Wielkim orędownikiem obecności Maryi w życiu narodu polskiego był sługa Boży kard. August Hlond. Umarł 22 października 1948 roku, w dzień Matki Bożej – Patronki Dobrej Śmierci. Walka o życie prymasa zaczęła się 13 października, gdy poprosił o pomoc współpracowników, gdyż źle się poczuł. Następnego dnia poddał się operacji w szpitalu Sióstr Elżbietanek w Warszawie. Zabieg zakończył się pomyślnie, ale natychmiast wystąpiły kolejne komplikacje. 20 października prymas poprosił o przyniesienie Wiatyku i zapowiedział: „Jutro przyjmę ostatnie namaszczenie, a potem was opuszczę”. Nazajutrz, po przyjęciu sakramentu chorych, zachęcał zebranych wokół niego kapłanów: „Walczcie z odwagą! Pracujcie pod opieką Błogosławionej Maryi Dziewicy! A po zwycięstwie wspomnijcie także moją duszę”. Po wyrażeniu ostatniej woli powiedział: „Niczego mi nie żal. Do nikogo i niczego się nie przywiązałem, więc z radością odchodzę. Żal mi tylko moich grzechów, bo nie zawsze dopełniłem wszystkiego, co mi Bóg zlecił. Ale ufam i mam nadzieję, że Pan Bóg weźmie mnie za uszy i wciągnie do nieba, bo niejedną ofiarę dla Niego wykonałem i jedynie Jego chwały chciałem”.
Prymas wierzył, że jedynie Matka Boża może go uratować. Napił się wody z Lourdes. „Widzę w tym pokoju walkę między złem a dobrem. Duchy ciemności chcą mnie powalić, a powaliwszy mnie, wezmą górę. Od początku października rozpętała się walka duchów ciemności z duchami jasności. Dlatego gorąco polecałem Różaniec. Siostry, z różańcem w ręku módlcie się o zwycięstwo Matki Najświętszej” – prosił. Późnym wieczorem, w obecności najbliższych współpracowników, kard. Hlond wypowiedział znane proroctwo: „Nie rozpaczajcie! Zwycięstwo, gdy przyjdzie – będzie zwycięstwem Maryi Dziewicy”. W pogrzebie, wśród ruin Warszawy, brało udział ponad 100 tys. wiernych. Dokładnie 30 lat po śmierci prymasa, 22 października 1978 roku, w Rzymie odbywała się inauguracja pontyfikatu papieża Polaka, który przyjął jako zawołanie słowa Totus Tuus.
ks. prof. Andrzej Zwoliński