Blog
XV niedziela zwykła rok A
ks. Marcin Cholewa ks. Marek Gilski
Iz 55, 10-11; Rz 8, 18-23; Mt 13, 1-23
Ewangelia XV niedzieli zwykłej ukazuje trzy przeszkody, które uniemożliwiają wydawanie dobrego owocu.
1. Twardość. A gdy siał, niektóre [ziarna] padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Droga jest twarda i ubita. Nie stwarza więc możliwości zakorzenienia się ziarna. Ono pozostaje na powierzchni ziemi. Nie wchodzi w głąb. Dlatego nie może przynieść owocu. Podobnie jest z człowiekiem twardym dla siebie i dla innych, który stawia wymagania na ostrzu noża. Nie dopuszcza delikatności, serdeczności, współczucia, wyrozumiałości, miłosierdzia. Pomimo idealnego realizowania obowiązków może nie przynieść owoców.
2. Nieczystość. Inne padły na miejsca skaliste, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Ziemia, w której znajduje się sporo kamieni, skał, to ziemia nieczysta, brudna, z domieszką. Ziarno, które wpada w taką ziemię, nie może rozwinąć w pełni swoich sił wewnętrznych. Tam, gdzie mało ziemi, a dużo kamieni, nie ma warunków do rozwoju. Podobnie jest z człowiekiem, który nie jest czysty, w którym wszystko się miesza, rzeczy dobre ze złymi, intencje dobre z intencjami złymi. Nic w nim nie jest całkowicie dobre, w pełni prawe. Chociaż jest w nim dobro, to jednak nie może on przynieść owoców, ponieważ każda dobra intencja, każde dobry czyn ma domieszkę złej intencji.
3. Złe towarzystwo. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Chwasty często rosną szybciej niż rośliny, które są pożyteczne. Potrafią utrudnić wzrost dobrym roślinom. Dlatego ziarno, wokół którego rosną ciernie, nie ma właściwych warunków rozwoju. Cały czas musi walczyć o światło, o pokarm z ziemi. Ciernie uniemożliwiają mu rozwój. Podobnie jest z człowiekiem, którego zdominowało złe towarzystwo. Staje się duchowym karłem, nie urośnie i nie przyniesie dobrych owoców.
Czy nie jestem zbyt twardy dla siebie i dla innych? Jakie są intencje i motywacje moich działań? Co ostatnio zrobiłem z czystej intencji, w której nie było żadnej domieszki siebie i swoich korzyści? Kto utrudnia mi duchowy wzrost? Kto ma na mnie pozytywny wpływ? Z kim powinienem spędzać więcej czasu, a z kim mniej? Jakie są owoce mojego życia?
Z życia wzięte
– Bądź tak dobry i oddaj mi te brylanty, Flambeau.
Zielona gałąź, na której huśtała się błyszcząca swym srebrzystym strojem postać złodzieja zaszeleści jakby ze zdumienia, ale głos ciągnął dalej: Chcę, żebyś je oddał, Flambeau i chcę żebyś wyrzekł się tego życia. Masz jeszcze młodość i honor, i poczucie humoru; nie wyobrażaj sobie jednak, że w twoim fachu zachowasz je na zawsze. Można się zatrzymać na pewnym poziomie dobra, ale jeszcze nikomu nie udało się zatrzymać na pewnym poziomie zła. Ta droga prowadzi wciąż niżej. Dobry człowiek zaczyna pić i staje się okrutnikiem; szczery człowiek zabija i chcąc ukryć ten fakt, staje się kłamcą. Znałem wielu ludzi jak ty, którzy zaczynali jako uczciwi banici, weseli rabusie polujący na bogaczy, a kończyli w bagnie. Maurice Bloom na początku był anarchistą z zasadami, ojcem ubogich; skończył jako wstrętny szpieg i donosiciel, którego obie strony wykorzystywały z odrazą. Harry Burke zaczynał dość szczerze swój ruch wolnego pieniądza; teraz od głodującej siostry wyciąga grosze na kolejną szklaneczkę whisky. Lord Amber wdał się w awanturnicze towarzystwo ze swego rodzaju galanterią; teraz jest szantażowany przez najgorsze hieny Londynu. Wiem, że lasy za twoimi plecami wydają ci się oazą wolności, Flambeau; wiem, że potrafisz zniknąć w nich w mgnieniu oka jak małpa. Ale pewnego dnia będziesz starą, siwą małpą, Flambeau. Będziesz siedział w swojej oazie wolności z wyziębłym sercem, bliski śmierci, i nie będzie już liści na nagich wierzchołkach drzew.
Wszystko zastygło w bezruchu, jakby mały człowieczek w dole trzymał tego na górze na długiej niewidzialnej smyczy i mówił dalej:
– Zacząłeś już drogę w dół. Szczyciłeś się, że nie popełniasz żadnych podłości, ale dziś robisz coś podłego. Zrzucisz podejrzenie na uczciwego chłopca, który ma już i tak niemało przeciwko sobie; oddzielasz go od kobiety, którą kocha i która darzy go wzajemnością. Ale będziesz robił o wiele większe podłości, nim umrzesz.
Trzy lśniące brylanty spadły z drzewa na darń. Ojciec Brown schylił się, aby je podnieść, a kiedy znów podniósł wzrok, zielona klatka drzewa była pusta; Flambeau zniknął.
*******************************
ks. Jerzy Swędrowski
Iz 55, 10–11; Rz 8, 18–23; Mt 13, 1–23
Skuteczność Bożej łaski. Dzieci bardzo żywiołowo okazują swe pragnienia; widząc coś, co im się podoba, chcą mieć to natychmiast. U dzieci można to zrozumieć, a w wychowaniu udaje się zwykle tę postawę uporządkować. Jeżeli dorosły nie dojrzeje duchowo i emocjonalnie, może zachowywać się podobnie jak dziecko, jednak konsekwencje tego bywają opłakane. Dziecko jest przekonane, że mama czy tata wszystko mogą, nic nie jest dla nich niemożliwe. My jako dzieci Boże mamy uwierzyć i przekonać się, że to u Boga nie ma nic niemożliwego. Warto się zastanowić: jak czytamy Pismo Święte? Czy nie znudziło się nam nawoływanie do nawrócenia? Czy chcemy jeszcze słuchać o Bożej miłości, której nie rozumiemy?
Tymczasem Biblia zapowiada nam pomyślność, czyli szczęście i spełnienie naszych pragnień. Słowo Boże, jak mówi prorok Amos, nie wraca do Boga bezowocne, ale pomyślnie wypełnia swoje zadanie. Może jesteśmy zbyt zajęci swoimi sprawami i mało skupieni na duchowym rozwoju, ale zawsze możemy zachować postawę otwartości i zainteresowania. Nie warto skupiać się tylko na sobie oraz swoich problemach i radościach; trzeba odrobinę oddechu, wolności także od samego siebie. Słowo Boże jest jak deszcz i śnieg, które nawilżają ziemię i uzdalniają ją do dawania plonów. Boży głos nie jest jedynie źródłem pokrzepienia, balsamem na rany, ale pobudza do działania i wzrostu. Możemy i powinniśmy wzrastać w łasce Bożej i w naszym człowieczeństwie; wtedy dary Boże będą w nas owocne.
Odwaga patrzenia w przyszłość. Odwaga jest niezwykłym darem Ducha Świętego. Nie ma ona nic wspólnego z niepotrzebnym ryzykiem. Nasza chrześcijańska odwaga poszerza horyzonty myślenia; nie musimy być niewolnikami codzienności (choć nie zwalnia nas to ze zwykłych obowiązków). Odwaga chrześcijańska wyzwala nas z wyolbrzymienia spraw mniej istotnych. Jak często skupiamy się na sprawach innych ludzi, którym i tak nie potrafimy albo nie chcemy pomóc? Św. Paweł mówi, że teraźniejsze cierpienia niewiele znaczą wobec przyszłej chwały, w której możemy uczestniczyć. Najczęściej chcielibyśmy zrezygnować z owej przyszłej chwały na rzecz bezpiecznego i przyjemnego „teraz”. Utrapienia codzienności, problemy z pracą, zdrowiem, brak zrozumienia i pokoju wewnętrznego czy zewnętrznego powodują, że pragniemy chwili wytchnienia.
Bóg daje nam o wiele więcej, bowiem stworzenie, które doświadcza bólów rodzenia, staje się strażnikiem życia. Apostoł Narodów, używając analogii związanych z macierzyństwem i porodem, poucza nas, jak wielką odpowiedzialnością zostaliśmy wyróżnieni. Już nie żyjemy tylko dla ziemi, ale oczekujemy przybrania za synów i odkupienia naszego ciała. Nasze ludzkie pragnienia muszą wyrastać ponad codzienną egzystencję, bowiem odkupienie jest zerwaniem z tym, co doczesne. My zaś nie chcemy zrywać z tym, co doczesne, ponieważ lękamy się, że utracimy wszystko. Dlatego tak potrzebna jest nam głęboka wiara: nie wiemy, jak będzie z odkupieniem naszego ciała, ale wierzymy Bogu, który nas nigdy nie oszukał.
Hojność Boga. Znamy przypowieść o siewcy lepiej niż pozostałe; wiemy, że obraz rzucania ziarna na drogę, między chwasty, na skałę i żyzną ziemię jest jednocześnie dosłowny i symboliczny. Może on rodzić pytania: czy warto marnować dobre ziarno i rzucać je tam, gdzie nie wyda plonu? Wiemy, że Siewcą jest Bóg, który nikomu nie zamyka drogi do siebie; cierpliwie czeka na wzrost tam, gdzie wszyscy ludzie już by zrezygnowali. Obfitość Bożych darów może budzić zdziwienie i nawet rozdrażnienie, ale tylko u ludzi, którzy sami ich nie przyjęli. Pamiętamy Judasza, który zgorszył się, kiedy kobieta namaściła stopy Jezusa drogocennym olejkiem.
Bogu nigdy nie zabraknie dobra dla nas, a my możemy mieć udział w dzieleniu go. Kiedy zatrzymamy Boży dar jedynie dla siebie, stajemy się jak strażnicy grobu w wielkanocny poranek; nie upilnowali ciała Pana ani nie zrozumieli Jego największego cudu. Ziarno Bożego słowa i ziarno Bożej łaski pada na każde pole naszego życia i zaangażowania. Przecież nie słuchamy słowa Bożego jedynie w kościele czy przy osobistej lekturze, ale dociera ono do nas poprzez innych ludzi i cały stworzony świat. Słowo braterskiej rady, ostrzeżenia; słowo podziękowania i przeproszenia także wpływa na nasz duchowy rozwój. Starajmy się rozpoznawać pola naszego życia, na których rodzi się najwięcej dobra, abyśmy te obszary poszerzali. Jeżeli będziemy się duchowo rozwijali, nawet zachwaszczona i nieurodzajna ziemia może wydać plony. Warto być uważnym na wszystkie wymiary naszego życia.
***************************************
Zdzisław Kijas OFMConv.
XV Niedziela Zw. A; Iz 55,10-11; Rz 8,18-23; Mt 13,1-23
„Owego dnia Jezus wyszedł z domu i usiadł nad jeziorem. Wnet zebrały się koło Niego tłumy tak wielkie, że wszedł do łodzi i usiadł, a cały lud stał na brzegu. I mówił im wiele w przypowieściach tymi słowami:
«Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, niektóre [ziarna] padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na miejsca skaliste, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Inne w końcu padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny. Kto ma uszy, niechaj słucha!».
Przystąpili do Niego uczniowie i zapytali: «Dlaczego w przypowieściach mówisz do nich?» On im odpowiedział: «Wam dano poznać tajemnice królestwa niebieskiego, im zaś nie dano. Bo kto ma, temu będzie dodane, i nadmiar mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą również to, co ma. Dlatego mówię do nich w przypowieściach, że otwartymi oczami nie widzą i otwartymi uszami nie słyszą ani nie rozumieją. Tak spełnia się na nich przepowiednia Izajasza:
Słuchać będziecie, a nie zrozumiecie,
patrzeć będziecie, a nie zobaczycie.
Bo stwardniało serce tego ludu,
ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli,
żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli,
ani swym sercem nie rozumieli: i nie nawrócili się, abym ich uzdrowił.
Lecz szczęśliwe oczy wasze, że widzą, i uszy wasze, że słyszą.Bo zaprawdę, powiadam wam: Wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło ujrzeć to, na co wy patrzycie, a nie ujrzeli; i usłyszeć to, co wy słyszycie, a nie usłyszeli.
Wy zatem posłuchajcie przypowieści o siewcy! Do każdego, kto słucha słowa o królestwie, a nie rozumie go, przychodzi Zły i porywa to, co zasiane jest w jego sercu. Takiego człowieka oznacza ziarno posiane na drodze. Posiane na miejsce skaliste oznacza tego, kto słucha słowa i natychmiast z radością je przyjmuje; ale nie ma w sobie korzenia, lecz jest niestały. Gdy przyjdzie ucisk lub prześladowanie z powodu słowa, zaraz się załamuje. Posiane między ciernie oznacza tego, kto słucha słowa, lecz troski doczesne i ułuda bogactwa zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne. Posiane w końcu na ziemię żyzną oznacza tego, kto słucha słowa i rozumie je. On też wydaje plon: jeden stokrotny, drugi sześćdziesięciokrotny, inny trzydziestokrotny»” (Mt 13,1-23).
1. To pierwsza przypowieść, jaką przekazuje Ewangelią św. Mateusza. Przypowieści Jezusa rodzą się z obserwacji. Ma oczy, które widzą i uszy, które słyszą. Nie jest zamknięty w sobie. Nie jest wpatrzony w swoje wyłącznie myśli. Jezus uważnie obserwuje ludzi, ich zajęcia, sposób pracy, radości, których dostarcza ich praca, ale także trudności, na jakie napotykają.
Czy umiem patrzeć na świat, który mnie otacza? A może widzę wyłącznie swoje problemy, swoje trudności, swoje pragnienia? Może jestem tak bardzo zamknięty w swoim świecie, że nie interesuje mnie już żaden inny? Czy interesują mnie problemy mojej żony czy męża, moich dzieci czy przyjaciół? Czy interesują mnie problemy parafii i Kościoła? Żaden z nas nie jest samotną wyspą. Jesteśmy członkami większej wspólnoty, stąd musimy interesować się tym co dzieje się w nich, czego doświadczają, jakie przeżywają radości czy trudności, aby cieszyć się z cieszącymi s smucić z płaczącymi.
Jezus patrzy. Jest uważnym, wnikliwym obserwatorem. Uczy się wszędzie. W każdym miejscu zdobywa mądrość. Życie jest najlepszą szkołą mądrości dla tych, którzy chcą się uczyć. Kto nie chce się uczyć, nawet dyplom z ważnego uniwersytetu nie uczyni z niego mędrca. Stracił tylko czas i pieniądze, lecz mędrcem nie został. Może oszukiwać innych swoim dyplomem, radzić jako ekspert, lecz nim nie jest. W istocie oszukuje ludzi.
Wiara jest szkołą życia. Dla tego, kto wierzy, nawet cierpienie, choroba, różne nieszczęścia stają się wyjątkową szkołą życia.
2. „Siewca wyszedł siać”. Niezwykle proste stwierdzenie. Siewca po prostu wyszedł z domu, aby siać. Na ogół życie składa się z prostych gestów i prostych słów. Nie ma w nim wiele czasu na teatralność, wielkie słowa czy deklaracje. Jakiś rodzaj szarości jest w żuciu najczęstsza, ale właśnie w codziennej szarości dokonują się rzeczy wyjątkowe. Wspominałem o tym w powieści „Nawet szarość jaśnieje”.
Wiara nie jest teorią, jest siłą życiową, wiedzą praktyczną, która zmienia życie.
Siewca nie wsadza w ziemię pojedynczych ziaren, on bierze w garść dużą ich ilość i rozsypuje po ziemi. On sieje nie sadzi.
Jak nie myśleć tutaj o pewnego rodzaju hojności. Siewca jest po prostu człowiekiem hojnym. Nie skąpi ziemi ziaren, ale rozrzuca je całymi garściami, w ufności, że niektóre z nich wydadzą plon. Uczy bowiem św. Paweł: „Kto skąpo sieje, ten skąpo i zbiera, kto zaś hojnie sieje, ten hojnie też zbierać będzie” (2Kor 9,6).
Hojność to także jakiś rodzaj wspaniałomyślności. To pragnienie obdarowania innych czymś pięknym, czymś najlepszym, czymś najbardziej cennym. Dla ziemi czymś najlepszym i najcenniejszym jest właśnie ziarno.
W swoim życiu człowieku musi siać, musi siać obficie. Życie jest niczym ziemia, w którą człowiek musi wrzucać ziarno. Takim ziarnem jest dobre słowo, życzliwe słowo, mądre i cierpliwe słuchanie innych, świadczenie im nawet drobnej pomocy, bycie obok, kiedy tego potrzebują itd. Dobrym ziarnem są również dobre myśli o bliźnich, modlitwa za nich, szczególne zaś tymi, którzy jej potrzebują itd.
Tylko wtedy, kiedy człowiek sieje wokół siebie dobro, życzliwość, uśmiech, uczynność i tym podobne gesty, może się spodziewać, że coś dobrego z tego wyrośnie. Być może nie z każdego dobrego słowa, z gestu życzliwości czy cierpliwości wyrośnie plon stokrotny. Bywa, że jego dobre nasienie padnie na serce nieczułe, że ten, kto został nim obdarowany, dobra nie zauważy, nie doceni, a nawet zlekceważ. Może nawet uznać, że mu się należało. I tak może być i często tak jest.
Nie można jednak nie siać. Trzeba być dobrym. Zawsze coś dobrego wyrośnie. Bóg nie pozwoli, aby każde dobro, które czynię, poszło na marne.
Trzeba ufać. Mieć nadzieję, że tak będzie. Wiara jest tego rękojmią.
Życie winno wydać owoc. Nie zawsze jednak człowiek wie jak, kiedy, gdzie, w jakiej formie wyda owoc swoje życie. Musi więc ufać Bogu, że tak będzie o siać na różne sposoby dobro wokół siebie.
3. Siewcą jest przede wszystkim. On rozsiewa hojnie dobro. Udzielnie hojnie swojej łask. Nikomu niczego nie szczędzi. Każdy człowiek jest obdarowany Jego darami. Nikt nie może więc powiedzieć, że ominęła go Boża łaska. Każdy ma jej tyle, ile potrzebuje.
Czy otwieram się na Bożą łaskę? Czy ją przyjmuję? Czy pozwalam, aby we mnie wzrastała? Czy przynoszę owoce Bożej łaski? Każdy otrzymuje tyle, ile mu potrzeba do życia pięknego i szczęśliwego. Problem w tym, że nie każdy umie wykorzystać Boże dary.
Mówi o tym przypowieść o talentach (zob. Mt 25, 14-30). Pan, który wyrusza w podróż, zostawia własność sługom. Jeden otrzymuje 5 talentów, drugi 2, a trzeci jeden talent, każdy według swojej zdolności. Po powrocie pan pyta sługi o ich zarząd nad powierzoną własnością. Pierwsi dwa podwoili stan posiadania i otrzymali nagrodę. Trzeci zmarnował swój talent i otrzymał karę.
Panie, naucz nas rozsiewać dobro wokół siebie!