Lectio Divina

XII niedziela zwykła rok A

Zdzisław Kijas OFMConv.

Bóg wszystko wie i wszystko widzi

Jer 20,10-13; Rz 5,12-15; Mt 10,26-33

Jezus powiedział: Nie bójcie! Nie ma bowiem nic zakrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć. Co mówię wam w ciemności, powtarzajcie na świetle, a co słyszycie na ucho, rozgłaszajcie na dachach! Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle. Czyż nie sprzedają dwóch wróbli za asa? A przecież żaden z nich bez woli Ojca waszego nie spadnie na ziemię. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli.Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie” (Mt 10, 26-33).

1. „Nie ma nic zakrytego, co by nie miało być wyjawione” – mówi Chrystus w dzisiejszej Ewangelii. Co oznacza, że przed Bogiem nic i nikt się nie ukryje. On wszystko widzi i wszystkie wie. Mówimy więc – powołując się na te słowa – że „wcześniej czy później prawda wyjdzie na jaw”. Chcielibyśmy, oczywiście, aby prawda wyszła na jaw wcześniej niż później.

Chcą tego szczególnie ci, którzy cierpią niesprawiedliwie, którzy odsiadują w więzieniach niesprawiedliwe wyroki, skazani przez przekupnych sędziów. Cierpię niewinne dzieci, porywane i sprzedawane na różnych targach świata. Cierpią rodzice, niesłusznie oskarżani przez swoje własne dzieci, manipulowane przez innych. Cierpią również kapłani, kiedy mówi się pod ich adresem nieprawdę lub rzuca się na nich fałszywe oskarżenia. Cierpi Kościół, który obwinia się go za to, co nie uczynił itd.

Modlimy się wtedy, aby Pan Bóg zainterweniował, aby przerwał nić kłamstwa. Często jednak odnosimy wrażenie, jakby był za wolny w swoim działaniu, jakby się nie spieszył. Oprawcy wołali też do Jezusa: „Jest królem Izraela: niechże teraz zejdzie z krzyża, a uwierzymy w Niego” (Mt 27,42). Ale Chrystus z krzyża nie zszedł. Nie zadowolił krzyczących spektakularnym zejściem z krzyża. Czy nie mógł? Oczywiście, że mógł, ale tego nie uczynił. Pozostał na krzyżu aż do śmierci. Aż do słów: „’Wykonało się!’ I skłoniwszy głowę oddał ducha” (J 19,30).

Wołali: „Zejdź z krzyża!”. Ale Jezus nie zszedł. Dlaczego? Bo to na krzyżu dokonało się nasze zbawienie. Różne są krzyże w naszym życiu. Krzyż można przyrównać do „placu boju”, do miejsca, gdzie człowiek żyje, pracuje, uczy się, ale też cierpi, rozgrywa się jego przyszłość i dokonuje się jego zbawienie. Tylko walcząc można odnieść zwycięstwo. Bez walki, bez zmagań, nie ma zwycięstwa i nie ma porażki. Nikt, kto staje do zawodów, nie chce odnieść porażki. Każdy chce zwyciężyć, dlatego musi podjąć walkę.

Bóg jest ze mną w mojej walce o lepsze jutro. Jest ze mną, kiedy choruję lub cierpię, kiedy dotyka mnie niesprawiedliwość lub prześladowanie. Jest wtedy tym bardziej ze mną. Zapewnił mnie o tym, kiedy powiedział: Bez woli Ojca nic nie spadnie na ziemię”.

On zawsze jest ze mną, szczególnie zaś wtedy, kiedy życie zbyt mocno przytłacza mnie do ziemi. Był z Jezusem na krzyżu i jest ze mną, który uwiera mnie krzyż mojego życia. Dziękował Jezus: „Ojcze, dziękuję Ci, żeś mnie wysłuchał. Ja wiedziałem, że mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie lud to powiedziałem, aby uwierzyli, żeś Ty Mnie posłał” (J 11, 41-42).

Wiara nie jest ubezpieczeniem od wypadków czy nieszczęść w ciągu życia.

2. Nie bójcie się” – mówi jeszcze Jezus. Nie znaczy to jednak, że mamy w ogóle pozbyć się strachu, że nie powinniśmy się już nie bać niczego i nikogo. Nie chodzi o taką wolność od strachu. Jezus mówi tylko, żeby nie bać się „tych, którzy zabijają ciało”. Mamy natomiast bać się Boga. „Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle” – mówi.

Kiedy słabnie wiara rośni lęk przed tymi, którzy władają ciałem. Stąd przekupstwa, korupcje, chore układy. Stąd wzajemne oszukiwanie się, gra pozorów, układy, które są uroczyście podpisywane, ale nie przestrzegane, deklaracje o pokoju, gdy tymczasem jest go jakby coraz mniej.

Wiara oddala lęk. Wiara czyni człowieka duchowo mocnym, odważnym. Wierzący ufa bowiem, że z Bogiem będzie mógł odnieść zwycięstwo, także wtedy, kiedy wisi na krzyżu i wokół siebie nie widzi nawet jednej przyjazne duszy. Wiara mówi mu jednak wtedy, że Bóg jest z nim, bo to obiecał i słowa dotrzymuje. Bóg przyrzekł, że nie spadnie na człowieka żadne cierpienie bez Jego obecności. Że Bóg, szczególnie w cierpieniu, jest obecny przy człowieku, jest razem z nim, by pomóc mu odnieść zwycięstwa w walce ze złem, które go atakuje.

Przeciwieństwem lęku jest wiara. Chrześcijanin nie jest bohaterem. On jedynie wierzy, że Bóg, który odniósł już zwycięstwo, jest teraz przy jego boku, aby i on zwyciężył.

3. „Nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli” – dodaje Chrystus.

Lęk przed pogardą. Lęk, że się niewiele znaczy, że jest się lekceważonym, pomijanym czy pomiatanym przez innych. Ileż emocji rodzi się wtedy w sercu takiej osoby. Obmyśla, jak tego uniknąć, co zrobić, aby pokazać innym, którzy patrzą na nią z góry, że są w błędzie.

Kto czuje się pogardzanym, spychanym w niebyt, niekochanym, może stać się agresywnym. Historia zna takie drastyczne przypadki, które przerodziły się w akty zemsty, zadawania śmierci. Poczucie kompleksu nie jest dobre. Nie jest zdrowe. Człowiek, który ma poczucie kompleksu nie rośnie, karłowacieje. I kompleks ten może w nim wybuchnąć niczym wulkan, i wyrządzi wtedy wielkie szkody.

Jezus leczy człowieka z wszelkich kompleksów. Ponieważ kompleks w jakiś sposób spłaszcza człowieka, czyni go mniejszym w przyjaźni i miłości, w szczerości i kreatywności, Jezus – przeciwnie – podnosi człowieka. Nie każe człowiekowi czołgać się przez życie, ale zaprasza go, aby rozwinął skrzydła i latał wysoko. Wznosił się wysoko ponad przeciętność. Doskonalił się, duchowo piękniał. Bym stawał się ważny dla Ciebie i bliźnich, a oni stawali się ważni pełni znaczenia-wartości dla mnie.

Mówi ponadto, że nawet moje „włosy na głowie wszystkie są policzone”. Jeżeli Bóg zliczył nawet „moje włosy”, tym bardziej więc zliczył wszystkich ludzi. Każdego zna, jak nikt inny. Nawet sam człowiek nie siebie tak dobrze, jak zna go Bóg.

Jeżeli zna liczbę włosów na mojej głowie, zna też wszystkie moje lęki, ich źródła-przyczyny i chce je leczyć, usuwać z mojego życia, przywracać mi radość.

Panie, pozwól, bym poczuł bliskość Ciebie i przestał się lękać!

************************************

Jr 20, 10-13;Rz 5, 12-15; Mt 10, 26-33

ks. Marcin Cholewa ks. Marek Gilski

Ewangelia XII niedzieli zwykłej ostrzega przed złudzeniami i otwiera oczy na sprawy istotne z punktu widzenia ludzkiego życia.

1. Ujawnianie tajemnic. Nie ma bowiem nic zakrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć. Ludzie łudzą się, że można coś czynić w tajemnicy, że to nigdy nie ujrzy światła dziennego. Pan Jezus ostrzega przed takimi złudzeniami. Prędzej czy później wszystko zostanie ujawnione. Mądry człowiek bierze to pod uwagę i przygotowuje się na taki moment. Co zrobię, gdy wszystkie moje wpadki, słabości i grzechy zostaną ujawnione? Będę szedł w zaparte i kłamał? A może przyznam się do nich i wezmę za nie odpowiedzialność? Będzie wstyd, ale potem przyjdzie wolność.

2. Wskazanie rzeczywistych problemów. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle. Jest w nas wiele lęków. Boimy się różnych rzeczy, jednych bardziej, innych mniej. Są jednak rzeczy kluczowe z punktu widzenia życia wiecznego. I tu jest miejsce na lęk. Jezus tym razem zachęca, żeby się bać. Niech ten lęk mobilizuje nas, aby nie zmarnować swojego życia. Czego boję się najbardziej? Czego się bałem się w przeszłości? Jakie nowe lęki pojawiły się w moim życiu?

3. Wyjątkowa wartość człowieka. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli. Jezus zapewnia, że jesteśmy dla Niego bardzo ważni. Nic innego nie jest dla Boga tak ważne jak człowiek. I to jest źródło nadziei dla każdego z nas. A cenię każdego człowieka? Czy cenię siebie?

Można się oszukiwać i zamykać oczy na rzeczywistość, ale nie warto. Lepiej kierować się słowami Jezusa, który ostrzega nas przed złudzeniami i pomaga już teraz przygotować się na trudne sytuacje. One nadejdą. Moje tajemnice zostaną ujawnione. Trzeba będzie się z tym zmierzyć.

Z życia wzięte

Kiedy odpadłam z programu America’s Next Top Model, przeprowadziłam się do Nowego Jorku, co tydzień chodziłam na castingi i czekałam na telefony z odpowiedzią. Tak naprawdę czekałam na ponowną ocenę i akceptację mojego wyglądu, mojego piękna i mojej tożsamości. Zamieszkałam z moim chłopakiem, którego poznałam w mieście. Robiłam wszystko to, co według mnie miało się składać na wymarzone życie młodej osoby w Nowym Jorku. Nie było jednak tak, jak to sobie wymarzyłam.

Pamiętam dokładnie jedno jesienne popołudnie w Bryant Park, kiedy szał Tygodnia Mody przenikał wszystko. Zostałam zaproszona do pracy dla nowego projektanta i do pokazania się na wybiegu podczas Nowojorskiego Tygodnia Mody, co jest jednym z najbardziej ekscytujących doświadczeń dla modelki. Miałam nadzieję, że to pomoże mi wspiąć się wyżej w mojej karierze.

Mijając ochronę, rozejrzałam się wokół. To, co zobaczyłam, przypominało bardziej cyrk mody, a nie Tydzień Mody. Półnagie modelki biegały po całym pomieszczeniu, a asystenci, styliści i producenci wypełniali polecenia projektantów. Znalazłam swoje stanowisko, gdzie zrobiono mi fryzurę i makijaż, i czekałam na sygnał, żeby zająć właściwą pozycję do wybiegu.

Wtedy usłyszałam te słowa.

– Załatwcie mi nowy wieszak! – krzyknął jakiś mężczyzna.

Jeden z asystentów zaczął biegać w kółko i w pośpiechu wysyłać SMS-y, aż ktoś wypchnął przed niego jedną z nowych dziewczyn.

– No dobra, ta ujdzie – powiedział i chwilę później dziewczyna maszerowała po wybiegu.

Ten mężczyzna nazwał nas wieszakami – nie kobietami, nie modelkami, nie ludźmi, ale wieszakami. Czekając na moją kolej na wyjście na wybieg, czyli moją kolej na bycie wieszakiem, zaczęłam rozmyślać nad jego komentarzem: „Kim dla nich jesteśmy? Zwykłym przedmiotem, na który narzucają ubrania? Czy naprawdę marzę o byciu wieszakiem?”.

Patrzę wstecz na tamten okres mojego życia i uświadamiam sobie, że tylko udawałam. Udawałam, że nie przeszkadza mi bycie ocenianą przez projektantów mody i agencje modelingowe. Udawałam, że chcę życia, które było spełnieniem cudzych marzeń. Udawałam, że jestem spełniona.

Moje życie opierało się wtedy na jednym bardzo znaczącym kłamstwie: moje ciało było przedmiotem do użytku, środkiem do uzyskania pewnych celów. Wykorzystywałam moje ciało zawodowo, żeby rozwijać swoją karierę, i osobiście, by poczuć się kochaną. Pozwoliłam też innym używać mojego ciała, nawet gdy nie miałam na to ochoty, a wszystko po to, żeby uzyskać poczucie wartości, akceptacji i miłości.

To bez znaczenia, czy zezwalamy na bycie wykorzystanym, czy dzieje się to bez naszej zgody. Problem tkwi w tym, że nie zgadza się to z godnością, którą Bóg nas obdarował, stwarzając nas1.

1 L. Darrow, Inna strona piękna. Świadectwo nawróconej modelki, Kraków 2019, s. 20-24.

**************************************

ks. Jerzy Swędrowski

Jr 20, 10–13; Rz 5, 12–15; Mt 10, 26–33

Dobra wola czy zaufanie Bogu?

Bywa często, że dobrzy i życzliwi ludzie doznają niezrozumienia i niesprawiedliwości. Wielu słabnie wtedy w swojej gorliwości i rezygnuje z podejmowania nowych wysiłków. Oszczerstwo jest jednym z najcięższych kamieni, które nie tylko ranią, ale nawet mogą doprowadzić do śmierci. Dzisiaj słyszymy o tym z ust proroka Jeremiasza – doświadcza on niesprawiedliwości i kłamstwa od ludzi, na których wydawało się, że mógł liczyć. Wyznanie proroka ukazuje wielką nierówność sił; on jest sam, a przeciw niemu wielu, którzy oczekują jego upadku. Oni chcą go zwieść, to znaczy oszukać i osłabić; chcą pokazać, że nie ma żadnych szans, że powinien się poddać. Człowiek niespodziewający się uderzenia, niesprawiedliwie atakowany, może bardzo boleśnie upaść. Jednak to słowo proroka jest dane ku naszemu pokrzepieniu.

Jeremiasz nie był jedynym, który doświadczał rozterek wobec grzechu i niesprawiedliwości; każdy z proroków szedł taką drogą. Trudne doświadczenia stają się łaską, w której odnajdziemy pewną ostoję, bowiem sam Bóg przychodzi nam z pomocą. Oszczerstwo może być bardzo bolesne, ale ono pozostaje na zewnątrz; my możemy w sobie szukać siły, która jest od Boga. „Pan jest przy mnie jak potężny mocarz” – to słowa otuchy i pewności, że nie jesteśmy sami. Ta Boża moc niekoniecznie będzie się wiązała z siłą fizyczną czy wielkimi po ludzku środkami, ale ona zawsze ochrania nasze człowieczeństwo. Jeremiasz widział niebezpieczeństwo, jakie groziło jego narodowi, i jedyny wytrwał przy prawdzie, bowiem zaufał Bogu.

Dar łaski zwycięża grzech.

Bardzo często odrzuca się nauczanie Kościoła, bo ciągle powraca w nim tematyka grzechu. Ludzie wewnętrznie pragną życia w łasce, ale jednocześnie czynią grzech pewnego rodzaju zabezpieczeniem w życiu ziemskim. Jakże wielu widzi go jako cząstkę samego siebie; to przywiązanie do niego jest rozpaczliwym szukaniem sensu życia jedynie na własną rękę. Bezradność może rodzić grzech, ale może też być początkiem nawrócenia. Św. Paweł stwierdza, że przez grzech śmierć weszła na świat i wszyscy są jej poddani. Można więc mówić o wspólnocie ludzi, którzy idą ku śmierci; będą oni wzajemnie się obciążali i osłabiali. Bóg nie chce wspólnoty, która zmierza ku śmierci, ale takiej, która odkrywa dar łaski.

Potrzeba nam czytać całe Pismo Święte, poczynając od Księgi Rodzaju. Jest ona fundamentalna, bo tam czytamy o miłości Boga do człowieka i dramacie Adama. W pierwszym z ludzi widzimy samych siebie; konsekwencje jego grzechu pierworodnego są w każdym z nas. Bóg zechciał dla nas wspólnoty Kościoła, abyśmy nie błąkali się sami po bezdrożach grzechu. Co więcej, Bóg chce dla nas wspólnoty, w której nie obciążamy się wzajemnie, ale wspomagamy. Dziękujmy za ludzi, którzy idą przez życie obok nas; oni nie są naszymi wrogami. Bóg widzi i wie, że nikt z nas nie jest bez grzechu, dlatego potrzeba było nowego Adama – Jezusa Chrystusa, który na nowo odkryje przed nami dar łaski. Społeczność ludzka nie poradzi sobie bez Boga, żadne ideologie, koncepcje i programy nas nie odkupią, może to zrobić jedynie Ten, który jest bez grzechu – Jezus Chrystus.

Prawda źródłem siły.

Bóg nigdy nie oszukał człowieka, ale objawił mu prawdę swojej miłości. Ludzie bywają nieufni wobec innych, a nawet wobec siebie samych. Czasami łatwiej wierzymy ludziom, którzy kłamią, niż tym, którzy mówią trudną prawdę. Jezus niczego nie ukrywa przed swoimi uczniami, lecz stopniowo przybliża ich do pełnego poznania prawdy. Możemy się dziwić, że uczniowie nie rozumieli Jego słów o męce i śmierci; nie rozumieli zapowiedzi paschalnych, bo nie słuchali słów wypowiedzianych wcześniej. Bóg poważnie traktuje nasze życie i troszczy się o to, abyśmy byli silni w obliczu zagrożenia, jakie niesie kłamstwo. Jezus Chrystus przyszedł na świat, abyśmy chodzili w światłości, abyśmy nie błądzili w mroku. Jeżeli zdamy sobie sprawę z wartości naszego życia, pójdziemy do źródła łaski, szukać mądrości w słowie Bożym.

Jezus zachęca nas do odwagi, ale Jego słowo może budzić zdziwienie, gdy mówi: „Nie bójcie się ludzi”. On nie chce, abyśmy pokładali nadzieje w samych sobie czy w innych; pamiętamy o przeklętym mężu ze Starego Testamentu, który w sobie pokłada nadzieję. Jezus nie chce naszej wspólnoty dla niej samej; ludzie mają być zjednoczeni w Kościele prawdą. Bóg, posyłając uczniów, nakazuje im nie ukrywać prawdy. Prawdą jest On sam, i jeżeli żyjemy Jego łaską, prawda nigdy nie będzie dla nas zagrożeniem. Prawda Chrystusa jest dla nas gwarancją życia: „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą”; te słowa mogą nas uwolnić od lęku. Ludzi nie trzeba się obawiać, natomiast warto dawać im świadectwo odwagi i roztropności. Nawet najwięksi wrogowie, dysponujący władzą życia i śmierci, nie pokonają tego, kto prawdziwie oparł się na Bogu.

**********************************

ks. Wojciech Jaźniewicz

Jr 20, 10–13; Rz 5, 12–15; Mt 10, 26–33

O strachu, odwadze i św. Korduli

Po okresach Wielkiego Postu i Wielkanocy oraz dwóch wielkich uroczystościach: Trójcy Przenajświętszej i Bożego Ciała, wracamy do przerwanej lektury kolejnych perykop Mateuszowej Ewangelii. Od razu uderzają nas słowa, które wobec wciąż wychodzących na światło dzienne afer i machinacji politycznych brzmią gorzko i ironicznie: „Nie ma bowiem nic zakrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć” (Mt 10, 26).

Jest to i dla nas przestroga przed plugawym życiem oraz zachęta do takiego zachowania, którego nie trzeba się potem wstydzić, i mówienia w taki sposób, by każdemu móc potem spojrzeć prosto w oczy. Nie to jednak pragnę uczynić przedmiotem naszej dzisiejszej refleksji. Rozpocząć chcę mianowicie od krótkiego spojrzenia na charakter wspólnoty, dla której Mateusz pisze swoje dzieło o Jezusie Zbawicielu.

Zgodnie z wynikami badań prowadzonych nad tekstem Ewangelii, można powiedzieć, że Mateusz myśli o bardzo konkretnym Kościele. Jest to grupa ludzi w miarę zamożnych, żyjących najprawdopodobniej w Antiochii Syryjskiej lub w jej okolicach, a pochodzących zarówno od Żydów, jak i od pogan. Atmosfera, w jakiej żyją ci chrześcijanie, jest atmosferą napięcia i pewnego konfliktu. Od zewnątrz Kościół spotyka się ze sprzeciwem i prześladowaniem ze strony Żydów i pogan. Od wewnątrz zaś jest niepokojony przez samozwańczych, fałszywych proroków. Jest to zatem sytuacja niepewności, która generuje strach oraz opory przed publicznym przyznaniem się do Chrystusa.

Wydaje się, że ten obraz jest jakimś archetypem, wzorem Kościoła wszystkich czasów, także naszych. Czy nie potwierdza tego przykład lekarzy, którzy wahają się publicznie przyznać do wiary i wyznawanych zasad moralnych, bo konsekwencją pokazania siebie jako ludzi sumienia jest więcej niż pewny publiczny i medialny lincz? Czy dowodem na to nie jest strach, jaki towarzyszy i nam w sytuacjach, w których czujemy, że powinniśmy stanąć po stronie Boga i Kościoła?

Strach jest częścią naszego życia i towarzyszy nam od dzieciństwa aż po grób. Dziecko boi się wielu rzeczy: boi się, że zostanie porzucone; boi się ciemności; boi się kogoś, kto krzyczy; boi się złych wilków, wilkołaków, duchów i potworów, którymi straszą je dorośli, by było grzeczne. Jest taki wierszyk, w którym poetka Ewa Szelburg-Zarębina nawiązywała do tych dziecięcych lęków i pisała:

Ciemnego pokoju nie trzeba się bać,

bo w ciemnym pokoju czar może się stać…

Ach! W ciemnym pokoju, powiadam wam, dzieci,

lampa Aladyna czasami się świeci…

Ach! W ciemnym pokoju wśród łóżka poduszek

spoczywa z rodzeństwem sam Tomcio Paluszek…

Ach! W ciemnym pokoju podobno na pewno

zobaczyć się można ze Śpiącą Królewną…

Ach! W ciemnym pokoju Kot, co palił fajkę,

opowiedzieć gotów najciekawszą bajkę,

a wysoka czapla chodzi wciąż po desce

i pyta się dzieci: − Czy powiedzieć jeszcze?

Tak staramy się przezwyciężyć nasz dziecięcy strach, który potem przeradza się w lęki młodości: lęk przed płcią przeciwną, kompleks niższości, nieśmiałość.

Potem przychodzą już lęki dorosłe, związane ze światem, pracą, słabością, a w końcu z chorobą i śmiercią. Strach jest przejawem ukształtowanego na drodze ewolucji instynktu samozachowawczego. To reakcja na zagrożenie, jakie pojawia się w bliższej lub dalszej perspektywie. Dlatego szczególnie intensywnie odczuwa się strach przed definitywnym końcem życia i niewiadomą, jaką jest hipotetyczna egzystencja po śmierci. Co ze mną będzie – myśli człowiek – gdy już spadną na moją trumnę grudy ziemi? Polski poeta Jan Andrzej Morsztyn powiadał tak:

A jak się w ciemnym raz oglądasz grobie,

Ani ty takich win obiecuj sobie,

Ani ochłody pod gęstą drzewiną,

Ani gry, ani zabawek z dziewczyną.

Chcąc przezwyciężyć ten lęk przed nicością, człowiek wymyślał sobie różne historie, jak choćby pitagorejska wiara w metempsychozę, czyli wędrówkę dusz. Zarażony tą ideą Owidiusz pisał w Metamorfozach:

O rodzie ludzki zdjęty zimnym lękiem przed śmiercią, czemuż obawiasz się Styksu? Nasze dusze nie podlegają śmierci i opuściwszy poprzednią siedzibę, zawsze żyją w nowych ciałach i mieszkają tam, gdzie zostały przyjęte. Duch błądzi, przechodzi raz tu, raz tam, wstępuje w jakie chce ciała, ze zwierzęcych w ludzkie i z ludzkich w zwierzęce, lecz nigdy nie ulega zagładzie.

W kontraście do tych wątpliwych pociech Pan Jezus nie wymyśla i nie opowiada bajek o wędrówce dusz. Człowiek nie jest samą duszą, lecz osobowym zjednoczeniem duszy i ciała, zawsze pozostającym samym sobą. Chrystusowe orędzie jest innej natury. W dzisiejszej Ewangelii trzykrotnie wypowiada słowa: „Nie bójcie się!”.

Są one skierowane do członków Kościoła, którzy za swoje przepowiadanie wiary w jednego Boga są narażeni na prześladowanie, a nawet śmierć. Nic więc dziwnego, że łatwo mogą ulec pokusie cichego, dziś powiemy: prywatnego, praktykowania chrześcijaństwa. Do nich więc Pan Jezus mówi: Nie bójcie się! Wasze świadectwo musi być jawne wobec świata. Nie bójcie się wrogości i przemocy ludzkiej, bo żadne prześladowanie i żadna wrogość nie mogą przeszkodzić w głoszeniu orędzia o zbawieniu. Nikt was nie może uciszyć! Nie bójcie się człowieka! Boga się bójcie!, który jest sędzią żywych i umarłych, a za swoją wierność Ewangelii otrzymacie w nagrodę życie wieczne. Ludzi się nie bójcie, bo Bóg ma was w swojej opiece!

W tej perspektywie śmierć i prześladowanie tracą naturalną grozę. Nie są czymś najgorszym, co może się przytrafić człowiekowi. Stokroć gorsze jest zaparcie się Boga, czego konsekwencją jest śmierć wieczna. Stąd w innym miejscu Ewangelista notuje takie słowa Pana Jezusa: „Kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa” (Łk 9, 24).

W słynnej Złotej legendzie Jakuba de Voragine możesz, drogi Czytelniku, przeczytać opowieść o św. Korduli, która za łaską Bożą przezwyciężyła swój lęk. A miało być tak:

Gdy Hunowie ujrzeli służki, z wielkim krzykiem rzucili się na nie i srożyli się jako lwy pomiędzy owcami i pozabijali je wszystkie pospołu. A oto była pewna dziewica imieniem Kordula, która z wielkiego strachu ukryła się tej nocy na statku; następnego jednak ranka dobrowolnie wydała się na śmierć, i w ten sposób otrzymała koronę męczeństwa. Ale skoro jej święto nie było obchodzone, ponieważ nie cierpiała razem z innymi, długi czas po tym ukazała się pewnej pustelnicy i oznajmiła jej, że święto Korduli powinno być obchodzone następnego dnia po święcie jedenastu tysięcy dziewic.

Tak oto strach uczynił jej męczeństwo jeszcze czystszym.

W katedrze w Kamieniu Pomorskim znajduje się kopia relikwiarza, w którym złożono głowę świętej męczennicy. Oryginał niestety zaginął w czasie ostatniej wielkiej wojny. Może jednak będziesz chciał, drogi Czytelniku, odbyć kiedyś pielgrzymkę do tego niezwykłego miejsca. Zatrzymaj się wtedy przy owym relikwiarzu i wspomnij świętą męczennicę. Wezwij jej wstawiennictwa wtedy, gdy trzeba będzie przezwyciężyć własny lęk, by dać świadectwo wiary w Twoim domu, w pracy, we wrogim środowisku. I niech wtedy znów odezwą się w Twym sercu płynące dziś ze wszystkich ambon na świecie słowa: „Nie lękajcie się! Nie ma bowiem nic zakrytego, co by nie miało być odkryte”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *