Blog
Niedziela Trójcy Przenajświętszej
Wj 34, 4b–6.8–9; 2 Kor 13, 11–13; J 3, 16–18
NAJWAŻNIEJSZY DAR
1. Dramat Karola Huberta Rostworowskiego pt. Niespodzianka był wielokrotnie emitowany w polskiej telewizji. Opowiada o rodzinie Szywałów, mieszkającej na wsi, niezwykle biednej. Syn Antoni, chcąc się czegoś dorobić, za przykładem innych wyjechał do Ameryki. Co pewien czas posyłał do rodziny po parę dolarów, ale od roku nie było od niego żadnej wieści. Tymczasem młodszy syn, Franek, którego ambitni rodzice chcieli wykształcić, nie może – z braku pieniędzy – ukończyć studiów. Pełen desperacji straszy rodziców, że odbierze sobie życie. Sześciomorgowe gospodarstwo zmalało do półtorej morgi, w oborze pozostała jedna chuda krowa, którą Żyd bardzo nisko wycenia – wszystko pochłonęły studia Franka. Po małżeńskiej kłótni, w której górę wzięła miłość do syna i ambicje rodziców, oboje decydują się sprzedać ostatnią krowę. Gdy nazajutrz wracają do domu, ich córka Zośka, wychodząc im naprzeciw, opowiada, że przyszedł do nich podróżnik, prosząc, by mógł u nich przenocować. Był w gospodzie u Żyda, gdzie zjadł posiłek, ale Żyd poradził mu nocleg u Szywałów, ponieważ u nich jest wygodne łóżko. Teraz, utrudzony drogą, zasnął na stole, opierając czoło na łokciach.
Małżonkowie chcieli się pozbyć intruza, ale usiłowania, by go przebudzić, nie dały żadnego rezultatu – zmęczenie i kilka kieliszków wódki w karczmie sprowadziły na niego głęboki sen. W czasie rozmowy z Zośką matka dowiedziała się, że nieznajomy dał jej pięć dolarów, a inny banknot leżał pod ławą – co wzbudza zainteresowanie kobiety. Sięga ona do kieszeni śpiącego i wyciąga plik banknotów. Znaleźli też dolary w otwartej walizce przybysza. Widok tylu pieniędzy oszołomił Szywałów, zwłaszcza matkę. Od razu ujrzała możliwość skończenia studiów Franka i jego przyszłą karierę. Kazała Zośce zasłonić okna, wyprawiła ją spać do stajni. Ojciec szybko zrozumiał jej intencje. Oddalał złe myśli od siebie, ale zakrzyczany przez żonę przyniósł siekierę, a sam poszedł po worki do Żyda.
Żyd przywitał go ukłonami, stawiał wódkę, częstował i wypytywał o gościa. Szywał chętnie pił, kłamiąc, że nikt do nich nie przyszedł, że nikogo u nich nie ma. Wreszcie Żyd wyjawia, że przecież on doskonale wie, że ich syn Antek – bogaty i odmieniony – wrócił z Ameryki. Twarz ojca zmieniła się szybko, w pośpiechu chwycił czapkę i pobiegł do domu. Niestety, było już za późno – Antek, pragnący zrobić niespodziankę rodzicom, nierozpoznany, został zamordowany przez matkę, gdy zaczął się budzić. Końcowa scena dramatu jest przerażająca: oboje rodzice wpadają w obłęd, niszczą dolary. Wiedzą, że byli ślepi, bo pieniądz przesłonił im oczy. A czy Syn Człowieczy, posłany przez Ojca, został rozpoznany?
2. Do dzisiaj trwa trudny proces rozpoznawania Syna Bożego. Dla każdego pokolenia jest to bowiem nowe wyzwanie. Przebiega z wielkimi oporami, gdyż oczy wielu są na uwięzi. Kard. Joseph Ratzinger w jednej ze swych publikacji pisał o współczesnej popularnej kulturze opartej na pieniądzu, która zaprzecza Ewangelii: „Czy trzeba jeszcze wyraźnie dowodzić, że to podstawowe założenie jest nie do pogodzenia z kulturą Ewangelii, która pragnie nas wyzwolić z dyktatury pieniądza, manipulacji, miernoty i przywieść do dyscypliny prawdy, której za pomocą muzyki pop właśnie się unika? Czy jest to sukces duszpasterski, że potrafimy się uczepić wehikułu kultury masowej i stać się współodpowiedzialni za ubezwłasnowolnienie człowieka, jakie jest jej dziełem? Medium przekazu i przekazywana treść winny pozostawać ze sobą w sensownej relacji. To medium wszakże (…) niszczy orędzie: kills the message (zabija przesłanie). Banalizacja wiary nie jest żadną nową inkulturacją, lecz zaprzeczeniem jej kultury i prostytucją uprawianą z antykulturą” (Nowa pieśń dla Pana). Zwrócenie się wierzących do prymitywnych form negacji Boga, bluźnierstwa w wielu utworach czy udział w koncertach na cześć szatana są objawem nierozpoznania Ewangelii.
3. Głośnym echem odbiła się w 1998 roku w prasie polskiej i międzynarodowej tzw. walka o krzyże postawione na terenie obozu w Auschwitz. Żydzi sprzeciwiali się, by krzyż stał w miejscu, które oni traktują jako cmentarz żydowski, bo wszędzie tutaj są prochy ich ojców. Ks. prof. Waldemar Chrostowski, wówczas współprzewodniczący Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów, tłumaczył: „Jeżeli w Auschwitz zginął choćby jeden Żyd, ma on prawo do gwiazdy Dawida. A jeżeli w Brzezince zginął choćby jeden katolik, ma on prawo do krzyża. Żyjący nie mogą im tego prawa odmawiać. Nie wolno z Oświęcimia uczynić miejsca bez Boga”.
Symbole religijne powinny istnieć obok siebie tak, jak obok siebie żyją ludzie o odmiennych przekonaniach religijnych. Nie wolno nikogo zmuszać do usuwania znaków jego wiary, gdyż wówczas żąda się, by przestał on być sobą. Nie wolno doprowadzać do takiego rozmiękczania chrześcijaństwa, że wierzący będą umieszczać swe krzyże w kryjówkach, w miejscach, w których nikogo nie będą raziły. Zbytnia ustępliwość często oznacza utratę swojej tożsamości, a z pewnością nie buduje wiarygodności człowieka. Narzucanie chrześcijanom magicznego traktowania krzyża jako „kamienia obrazy Żydów” jest nie do przyjęcia. Przez całe wieki kościoły i synagogi stały w Polsce obok siebie i nikogo to nie raziło. W Lublinie czy Białymstoku cmentarz żydowski i katolicki przylegają do siebie. Krzyże stoją blisko macew z gwiazdą Dawida. Poznanie Jezusa Chrystusa jako znaku miłości Boga i źródła zbawienia zobowiązuje do wierności Jego nauce. Nic nie może zaślepić oczu człowieka przy spotkaniu z krzyżem i Ewangelią, gdyż może się okazać, że nie przyjęliśmy najważniejszego daru Boga.
ks. Andrzej Zwoliński
++++++++++++++++++++++++++++++++++
Wj 34, 4b–6.8–9; 2 Kor 13, 11–13; J 3, 16–18
Jakiego Boga szukam? Mojżesz wszedł na górę Synaj w imieniu całego swojego narodu, jako najlepiej przygotowany, aby poznać i zrozumieć słowo Boże. Czterdzieści dni na górze w oddaleniu od ludzi, ale w bliskości Boga, to czas błogosławiony. Synaj jest miejscem zawarcia przymierza pomiędzy Bogiem a narodem wybranym. To szansa, aby poznać Boga i przyjąć Jego dary. Mojżesz wszedł na górę wezwany przez Pana; nie stawiając warunków ani nie zakładając własnych scenariuszy; z pokorą wsłuchuje się w głos prawdy, bo pragnie poznać Pana. Niesie on odpowiedzialność za swój naród i widzi niewystarczalność własnych sił; ale jego bieda nie staje się powodem do rozpaczy, lecz impulsem, aby przylgnąć do Boga.
Mojżesz znosi z góry kamienne tablice przykazań; nie są one dla niego ciężarem, ale znakiem troski Boga o Jego lud. Przyjmując tablice Dekalogu, pokazuje nam, jak je należy czytać. Przykazania nie są ciężarem, ale drogowskazem, Bożym darem, bez którego świat nas zlekceważy i odrzuci. Mojżesz słyszy słowa Boga, który jest miłosierny, litościwy, cierpliwy, bogaty w łaskę i wierność. Oto cechy miłującego nas Pana, który rządzi z miłością i oddaniem. Dla ludzi nieznających Boga, szukających jedynie własnych dróg te cechy są oznakami słabości. Mojżesz wie, że Bóg będzie tak postrzegany w jego narodzie, ale wie też, że tylko z Nim dotrą do celu.
Pozdrawiać się imieniem Boga. Mojżesz zaprosił Boga, aby prowadził Izraelitów do Ziemi Obiecanej, aby szedł pośród ludzi o „twardym karku”. W nowym ludzie wybranym, czyli w Kościele, Bóg objawia się w Osobach Ojca i Syna, i Ducha Świętego; prowadzi ten lud nie do ziemi po drugiej stronie Jordanu, ale do ojczyzny, która jest w niebie. Św. Paweł będzie wzywał chrześcijan, aby zaczęli rozumieć, że nie muszą być dla siebie wrogami ani nawet rywalami; dla każdego jest miejsce w królestwie Bożym, a jego wzrost służy wszystkim. Pozdrowienie chrześcijańskie, do którego zachęca Apostoł, jest wezwaniem na pomoc samego Boga. W pierwotnym chrześcijaństwie uczniów Pana nazywano „świętymi”; nie znaczy to wcale, że osiągnęli doskonałość i nie zmagali się ze swoimi wadami. Oni chcieli czerpać siłę ze wspólnoty z Bogiem i z ludźmi.
Żadna wspólnota, choćby najsprawniej funkcjonująca, nie może być żywotna bez jedności z Bogiem; Kościół będzie borykał się z podziałami wśród wiernych aż do skończenia świata, ale będzie trwał, wzywając imienia Bożego. Aby zachować jedność i pokój między ludźmi, trzeba nam ciągle patrzeć na Jezusa i przyjmować Jego łaskę. Może wierni zbyt często jedynie ustami proszą o łaskę jedności; musimy uznać, że sami jej nie osiągniemy. Pozdrawianie się w Imię Trójcy Świętej jest nam potrzebne, abyśmy nie pozwolili się dzielić; jest to wypełnienie pragnienia miłości.
Miłość Boża kluczem do zrozumienia życia. Kiedy mówi się, że od miłości do nienawiści jest bardzo blisko, popełnia się wielki błąd rzutujący na postawy, decyzje i działania. Miłość i nienawiść nie mają ze sobą nic wspólnego, a kto uważa inaczej, sam siebie oszukuje. Ewangeliczny Nikodem miał wielką wiedzę i doświadczenie życiowe, ale przede wszystkim z wielkim wysiłkiem i wytrwałością szukał Boga. Znał Pismo Święte i historię zbawienia, ale szukał tej najważniejszej racji działania Boga. Sam Jezus Chrystus powie mu, że jest nią miłość Ojca, z powodu której Syn przychodzi na ziemię, aby dać człowiekowi życie wieczne. Słowa o miłości Boga są często nadużywane; jakże często mówi się w sposób fałszywy o miłosierdziu Bożym.
Miłość Boga została nam dana, abyśmy nie zginęli, ale przez przyjęcie wiary i życie nią osiągnęli życie wieczne. Uroczystość Trójcy Świętej to dobra okazja, aby potwierdzić wiarę w prawdziwego, realnego Boga w Trzech Osobach, i odrzucić nasze mylne wyobrażenia o Nim, które sugerują, że życie bez przykazań to gwarancja beztroski i znalezienia nieba na ziemi. Tymczasem w świecie, który przez grzech stał się dla człowieka niebezpieczny, potrzebujemy zbawienia, a tego nikt poza Jezusem Chrystusem dać nam nie może. To my potrzebujemy Ducha Świętego, bez którego żadna wspólnota ludzka się nie ostoi.
ks. Jerzy Swędrowski
