Blog
VI niedziela zwykła rok A
VI niedziela zwykła
Syr 15, 15–20; 1 Kor 2, 6–10; Mt 5, 17–37
ks. Wojciech Jaźniewicz
O prawie i sprawiedliwości
William Szekspir powiada, że kiedy zauroczony pięknością Julii Romeo stanął pod jej balkonem, usłyszał przerywane westchnieniami takie oto słowa:
Romeo! Czemuż ty jesteś Romeo?
Wyrzecz się ojca i odrzuć nazwisko
Lub jeśli nie chcesz, powiedz, że mnie kochasz,
A ja wyrzeknę się swojego rodu.
(…)
O zmień nazwisko, nazwij się inaczej!
Cóż znaczy nazwa? To, co zwiemy różą
Pod inną nazwą nie mniej by pachniało.
Tym krótkim tekstem autor Hamleta włącza się w wielką dyskusję na temat stosunku nazw do rzeczy. Dyskusję, która wcale nie wygasła, lecz wręcz przybiera na sile. Pełno jest wokół takich, którym się wydaje, że jeśli nazwie się jakąś rzecz inaczej, to natychmiast zmieni się jej istota. Jeśli nazwie się sodomitów z angielska „wesołkami”, to zaraz zniknie cała obrzydliwość ich grzechu. Jeśli nazwie się ich związek małżeństwem, to on się małżeństwem stanie. Jeśli życie bez ślubu nazwie się „związkiem partnerskim”, to nie jest to już żaden konkubinat, bo przecież konkubinat to takie brzydkie, wartościujące słowo.
Cała ta zabawa pojęciami wcale nie zmienia istoty rzeczy, lecz jest środkiem pomocnym w oszukiwaniu samego siebie, oszukiwaniu, którego celem jest poczuć się lepiej z samym sobą.
Tacy właśnie są faryzeusze z dzisiejszej Ewangelii. To, co czynili, nazwali sprawiedliwością, i faktycznie we własną sprawiedliwość uwierzyli. Dawali dziesięcinę, modlili się, regularnie pościli, zachowywali zewnętrzne przykazania, a nawet organizowali misje, nie wiedzieli więc, co można by im zarzucić. Byli sprawiedliwi.
Ciekawe, że takie podejście do sprawiedliwości nie jest bynajmniej zjawiskiem li tylko historycznym. Nie jest wcale tak, że w przeciwieństwie do faryzeuszy myśmy posiedli mądrość i zrozumieliśmy sprawiedliwość. Także dziś sprawiedliwość kojarzy się bowiem przede wszystkim z porządkiem jurydycznym. Sprawiedliwe jest zatem w powszechnym pojęciu to, co zgodne z prawem. Sędzia czyni sprawiedliwość, wydając wyroki i przywracając naruszony przez złoczyńcę porządek społeczny. Jednakże – jak to przedstawiają media – przeżywamy kryzys nawet takiej sprawiedliwości. Oto zgodnie z prawem wypuszczono swego czasu na wolność członków mafii pruszkowskiej. Zgodnie z prawem odebrano rodzicom dzieci ze względu na trudną sytuację materialną. Zgodnie z prawem oddaje się polskie dzieci za granicę. W końcu zgodnie z prawem zasądzono areszt dla chorego psychicznie człowieka za kradzież wafelka wartego 99 groszy, podczas gdy wielcy przestępcy chodzą na wolności. To tyko nieliczne przykłady, które pokazują, że sprawiedliwość musi być jednak czymś więcej niż prostym przestrzeganiem prawa.
Bliższe prawdy wydaje się popularne stwierdzenie starożytnych, że sprawiedliwością jest oddanie każdemu tego, co mu się słusznie należy. Czy jednak ta definicja jest wystarczająca?
Zastanawiał się nad tym już starożytny mędrzec Sokrates, który zagadnienie sprawiedliwości postawił w samym centrum swoich filozoficznych zainteresowań. Chodząc boso po Atenach, pijąc świetne greckie wino (że takie jest, osobiście sprawdziłem) i rozmawiając z młodzieżą, doszedł Sokrates do wniosku, że prawdziwa sprawiedliwość jest pewną sprawnością, dzięki której dokonuje się doskonalenie człowieka. A zatem sprawiedliwość to jest to, co sprawia, że człowiek staje się lepszy. W Platońskim dialogu Gorgiasz Sokrates ściera się z przedstawicielami grupy sofistów, którzy dowodzą, że sprawiedliwość jest prawnym ograniczeniem narzuconym siłą człowiekowi. Każdy bowiem – ich zdaniem – w głębi duszy pragnie czasem kogoś okraść, kogoś zabić i kogoś zgwałcić, a nie czynimy tego tylko dlatego, że boimy się nałożonej na ludzi dopuszczających się takich czynów kary. Ze swej strony Sokrates udowadnia, że sprawiedliwość nie jest czymś zewnętrznym, narzuconym człowiekowi z góry przemocą. Jest ona raczej cnotą duszy, która sprawia, że jesteśmy lepsi.
I teraz nagle otwierają się nam ze zdumienia oczy! Przecież o tym samym mówi dziś do nas Pan Jezus! Spotyka faryzeuszów, którzy przestrzegają zewnętrznego prawa: nie zabijają, nie cudzołożą, nie przysięgają fałszywie, a żonie, która się znudziła, uczciwie wręczają list rozwodowy, tak jak nakazał Mojżesz. Jednak dzięki temu wcale nie stają się lepsi. Gdyby bowiem prawo było inaczej sformułowane, zaraz z mieczem w ręku rzuciliby się na swych przeciwników, zapełniliby lupanary, szafowaliby fałszywymi przysięgami na prawo i lewo i za nic mieliby małżeństwo. Jest to zatem w ich wypadku jedynie sprawiedliwość zewnętrzna, która nie sprawia, że stają się lepszymi ludźmi.
Pan Jezus wzywa Cię, drogi Czytelniku, do czegoś zgoła innego, czy też – jak sam mówi – do czegoś więcej. Nie tylko chce, byś nie zabijał, lecz byś nawet nie gniewał się na Twego bliźniego – a wtedy staniesz się lepszym człowiekiem.
Nie tyko nie cudzołóż, ale nie patrz lubieżnie na kobiety (lub na mężczyzn), a będziesz miał czyste serce i staniesz się lepszy.
Nie tylko nie przysięgaj fałszywie, ale nigdy nie mów kłamstwa, a nawet nie myśl kłamstwa, wtedy staniesz się lepszy.
Nowe Chrystusowe prawo dotyka więc nie tylko tego, co zewnętrzne – słów i czynów, ale wprost duszy i serca i w ten sposób jest sprawiedliwe zgodnie z definicją Sokratesa, że sprawiedliwe jest to, co sprawia, że człowiek staje się lepszy. A więc to chyba nieprawda, że sprawiedliwość jest ślepa. Sprawiedliwość ma oczy, i to oczy pełne miłosierdzia, jak to pięknie pisał ks. Jan Twardowski w takim oto wierszu:
Gdyby wszyscy mieli po cztery jabłka
gdyby wszyscy byli silni jak konie
gdyby wszyscy byli jednakowo bezbronni w miłości
gdyby każdy miał to samo
nikt nikomu nie byłby potrzebny
Dziękuję Ci że sprawiedliwość Twoja jest nierównością
to co mam i to czego nie mam
nawet to czego nie mam komu dać
zawsze jest komuś potrzebne
jest noc żeby był dzień
ciemno żeby świeciła gwiazda
jest ostatnie spotkanie i rozłąka pierwsza
modlimy się bo inni się nie modlą
wierzymy bo inni nie wierzą
umieramy za tych co nie chcą umierać
kochamy bo innym serce wychudło
list przybliża bo inny oddala nierówni potrzebują siebie
im łatwiej jest zrozumieć że każdy jest dla wszystkich
i odczytywać całość
+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++
ks. Jerzy Swędrowski
VI niedziela zwykła
Syr 15, 15–20; 1 Kor 2, 6–10; Mt 5, 17–37
Pragnąć Bożej mądrości. Nie ma chyba człowieka, który świadomie wybrałby niewolę; każdy pragnie wolności i swobody. O słowie Bożym zawartym na kartach Pisma Świętego mówimy, że jest żywe, to znaczy, że Bóg mówi do nas tak, jak kiedyś przemawiał do spisujących Jego orędzie. Pismo Święte jest szkołą mądrości, a uczenie się zakłada dobrą wolę i gotowość słuchania innych. Mamy przed sobą piękną perspektywę znalezienia mądrości, która pomoże nam dobrze żyć. Przed każdym położono: ogień i wodę, życie i śmierć, co wymaga od nas dokonania wyboru, ze wszystkimi jego konsekwencjami. Nie da się zmieszać ognia z wodą ani życia ze śmiercią, dlatego wybór powinien być jasny.
Wybór może być łatwy, jeśli zaprosimy do naszego życia Boga, który jest „potężny władzą i widzi wszystko”. On tej władzy i wiedzy nie używa przeciw człowiekowi. Ilu dało się oszukać, że Bóg, znając nasze życie, będzie je komplikował i utrudniał? On „nikomu nie przykazał być bezbożnym i nikomu nie zezwolił grzeszyć”; On do niczego nie zmusza ani nie przyłoży ręki do zła. Często jesteśmy poddawani terrorowi propagandy, która mówi o bezgranicznej wolności, bez żadnych zasad. Z takiej wolności nie da się skorzystać; potrzeba nam wskazówek, potrzeba troski Tego, kto dał życie i przykazania. Bóg zna nasze czyny i nasze pragnienia, dlatego proponuje pewną i bezpieczną drogę; nikt zdrowo myślący nie uda się w góry, aby zdobywać wysokie szczyty, jeśli się do tego wcześniej nie przygotuje, nie zapyta bardziej doświadczonych. Bóg wskaże drogę i środki, aby dotrzeć do najważniejszego szczytu: aby zdobyć życie wieczne.
Usłyszeć Boga. Jeżeli człowiek uwierzy i uzna, że jest dzieckiem Bożym, że jest chciany i kochany, otwiera się na mądrość nie z tego świata. Żyjemy na tym dotykalnym i dostrzegalnym świecie, ale życie otrzymaliśmy od Tego, który go stworzył. Św. Paweł głosi „mądrość między doskonałymi”, a przecież takich ludzi nie ma na ziemi. Jednak on pisze o ludziach, którzy prawdziwie uwierzyli, którzy mimo niesprzyjających okoliczności okazali odwagę. W pierwotnym Kościele wierzących nazywano „świętymi”, choć nie byli oni wolni od wad i grzechów, lecz wybierali wierność Chrystusowi nawet w niebezpieczeństwie śmierci. Nie jesteśmy powołani do bycia świętoszkami, ale świętymi. Mądrość nie z tego świata zakłada odwagę i wielkie zaufanie – jeśli nie jest z tego świata, sami jej nie osiągniemy. Trzeba nam zaufać wbrew innym, a nawet czasem wbrew sobie.
Dążenie do prawdziwej mądrości oznacza, że żyjemy pełnią życia, nie jesteśmy niewolnikami swoich planów i tego świata. Władcy tego świata ukrzyżowali Pana chwały, my mamy w tym udział, poprzez nasze niewierności. Pewność Bożej drogi daje nam przestrzeganie przykazań, pewność tej drogi daje „ból” sumienia, kiedy o przykazaniach zapominamy. W życiu możemy i powinniśmy uczyć się od innych; korzystać z doświadczenia i nie popełniać błędów już wykonanych. Jednocześnie Bóg wzywa nas do szukania drogi, która jest tylko dla nas wyznaczona, owszem, idziemy nią we wspólnocie, ale odpowiedzialni jesteśmy osobiście. Przez chrzest św. Bóg otworzył nam drogę do poznania największych tajemnic, ale ta droga jest naszym zadaniem i znakiem zaufania Boga.
Boże wymagania. Nie przypadkiem uczy nas Pan Jezus w Modlitwie Pańskiej prośby: „Bądź wola Twoja, jako w niebie, tak i na ziemi”. Zaufanie Bogu jest gwarancją naszego sukcesu, a sukcesem jest zbawienie. Tylko ufając Panu, możemy uniknąć grzechu bałwochwalstwa. On jest jedynym Bogiem i pełnią dobroci, a my mamy Mu służyć na Jego chwałę, wtedy zyskujemy. Pan Jezus przynosi orędzie o nieograniczonej miłości Boga; przejawia się ona w trosce, abyśmy się nie pogubili, dlatego otrzymaliśmy dziesięć przykazań. A kiedy Syn Boży wyszedł na górę i wygłosił mowę o błogosławieństwach, dał nam jednocześnie wyjaśnienie, jak w praktyce życia je zyskiwać.
Wypełnianie przykazań nie dokonuje się w próżni; słyszymy dzisiaj słowo Pana o dwóch z nich. „Nie zabijaj” i „Nie cudzołóż” nie są pierwszymi w Dekalogu, a jednocześnie stanowią wielkie wyzwanie dla człowieka. Bóg nie powiedział: „nie powinieneś zabijać, nie powinieneś cudzołożyć”, Jego kategoryczne „nie” wynika z troski o nasze życie i zbawienie. Pokusa uczynienia życia swojego albo innych swoją własnością będzie zawsze groźna, ale kiedy zostaje tylko pokusą, nie niszczy nas wewnętrznie. Nie pozwalajmy sobie na traktowanie życia własnego i innych niepoważnie. Jeśli będziemy strzegli swojego życia, jeśli nie zapomnimy, że jesteśmy świątynią Boga – będziemy bezpieczni. Warto zachwycić się darem życia, warto odkrywać jego piękno i wielkość.