Blog
Uroczystość narodzenia św. Jana Chrzcicela
Dla Elżbiety nadszedł czas rozwiązania i urodziła syna. Gdy jej sąsiedzi i krewni usłyszeli, że Pan okazał jej tak wielkie miłosierdzie, cieszyli się z nią razem.
Ósmego dnia przyszli, aby obrzezać dziecię, i chcieli mu dać imię ojca jego, Zachariasza. Ale matka jego odpowiedziała: «Nie, natomiast ma otrzymać imię Jan».
Odrzekli jej: «Nie ma nikogo w twoim rodzie, kto by nosił to imię».
Pytali więc na migi jego ojca, jak by chciał go nazwać. On zażądał tabliczki i napisał: «Jan będzie mu na imię». I zdumieli się wszyscy.
A natychmiast otworzyły się jego usta i rozwiązał się jego język, i mówił, błogosławiąc Boga.
Wtedy strach padł na wszystkich ich sąsiadów. W całej górskiej krainie Judei rozpowiadano o tym wszystkim, co się zdarzyło. A wszyscy, którzy o tym słyszeli, brali to sobie do serca i pytali: «Kimże będzie to dziecię?» Bo istotnie ręka Pańska była z nim.
Chłopiec zaś wzrastał i umacniał się na duchu, a żył na pustkowiu aż do dnia ukazania się przed Izraelem.
Łk 1, 57-66.80
SIŁA SŁABYCH
1. W każdej epoce mają miejsce takie procesy sądowe, decyzje prawne i wyroki, które można zakwestionować, które oburzają swoją niesprawiedliwością i pogardą dla wszelkich norm moralnych. Proces Jezusa, Joanny d’Arc, polskich żołnierzy Armii Podziemnej, rosyjskie procesy pokazowe łączy głęboki cynizm, wcześniej ustalony wyrok i zaprzeczenie samej idei prawa. Jednym z pierwszych procesów tego typu był proces Sokratesa, 400 lat przed narodzeniem Chrystusa. Kult cnoty głoszony przez filozofa i posłuszeństwo tylko głosowi sumienia („daimonionowi”) mogły wyglądać jak przejaw wzgardy wobec opiekuńczych bóstw. Oskarżenie wniesione przez demokratów (Sokrates był powiązany z oligarchami, z których wielu było jego uczniami) wymieniało więc bezbożność, szerzenie nowinek religijnych i deprawowanie młodzieży. Już wcześniej takie oskarżenia sformułował komediopisarz Arystofanes, lecz przegrana przez Ateny wojna ze Spartą nie pozwoliła na przeprowadzenie procesu. Ponownie oskarżenie wnieśli poeta Meletos i mówca Likon, a poparł ich przywódca demokratów ateńskich Anytos. Rozprawa odbywała się przed gremium co najmniej 501 obywateli. Zażądano dla Sokratesa kary śmierci, którą uchwalono nieznaczną przewagą głosów. W ateńskim sądzie istniał zwyczaj, że oskarżony miał prawo sam zaproponować dla siebie rodzaj kary. Jednak kiedy Sokrates zabrał głos, nie uznał przegłosowanej winy, a zamiast kary zaproponował dla siebie nagrodę – utrzymanie na koszt państwa (co było przywilejem najbardziej zasłużonych, jak honorowe obywatelstwo). Stanowiło to obrazę dla sędziów, którym przyszło głosować między karą a nagrodą – gdy winy były konkretne i udowodnione, a zasługi abstrakcyjne. Ponowne głosowanie dało fatalny wynik: za miesiąc Sokrates miał wypić truciznę. Mógł jeszcze uciekać do innego miasta (wiele by go chętnie przyjęło), lecz to oznaczałoby przyznanie się do winy, a on był niewinny.
Wielokrotnie w historii zdarzało się, że obowiązujące prawa były zmieniane, naginane i wciąż od nowa ustanawiane przez będących u władzy, którzy czuli się ponad prawem. Podobnie tzw. nowoczesny człowiek uznaje stanowisko pozytywizmu prawnego, w którym „dobre” jest to, co zostało przegłosowane przez większość i przyjęte przez prawo. Niektórzy określają ludzi tak myślących słowem „papuleon”, jako skrzyżowanie papugi (powtarzającej bezmyślnie słowa prawnych formuł) i kameleona (zmiennego w zależności od okoliczności). Uważa się, że wszystko jest „negocjowalne”. Już Chesterton pisał: „Ludzie nie różnią się zbytnio, jeśli chodzi o to, co nazywają złem, ale różnią się ogromnie, jeśli chodzi o to, jaki rodzaj zła uznają za możliwy do usprawiedliwienia”.
2. Atak rządzących na ludzi uczciwych, głoszących prawdę i przypominających o normach moralnych jest dla tych pierwszych sposobem na zyskanie wewnętrznego spokoju, a dla społeczności – zasianiem strachu przed dalszymi dywagacjami na „zakazane tematy”. Najstarsze podręczniki socjotechniki, jak np. osławiona chińska Sztuka wojny Sun Tzu z V wieku przed Chr., wymieniają wykorzystanie ludzkiego strachu jako najskuteczniejszą technikę psychomanipulacji. Żeby zabieg ten był skuteczny, trzeba odwołać się do czegoś najgłębszego, najbardziej pierwotnego w człowieku, a więc do instynktu samozachowawczego. Musi pojawić się strach o własne życie, którego społeczeństwo w żaden sposób nie zabezpiecza – jest ono w rękach władzy i zależy od kaprysu jej przedstawicieli. Widmo zagłady powinno zawisnąć nad całą społecznością. Należy stworzyć sytuację „zero-jedynkową”, dać wybór między śmiercią a życiem, a wówczas każdy zawsze wybiera życie – choćby wiązało się to z zamilknięciem, porzuceniem drażliwych tematów czy zgodą na bezprawie.
W październiku 1947 roku, po rozprawieniu się z resztkami opozycji politycznej (w postaci Stanisława Mikołajczyka z PSL), szef Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego Stanisław Radkiewicz za „najbardziej zorganizowaną reakcyjną siłę występującą przeciwko obozowi demokracji w Polsce” uznał Kościół katolicki. Z tego płynął prosty wniosek: „Trzeba bić takiego wroga jak kler. Mamy bowiem do czynienia z przeciwnikiem najbardziej wyrafinowanym, najlepiej umiejącym posługiwać się podstępem i tym wszystkim, co łączy się z pojęciem »jezuici«”. W lipcu 1949 roku ambasador sowiecki w Warszawie Wiktor Lebiediew donosił zwierzchnikom w Moskwie: „Kościół w Polsce w ciągu czterech lat walki o umocnienie demokracji nie doznał żadnego poważnego uszczerbku (…). W dziedzinie walki z Kościołem nasi polscy przyjaciele znajdują się dopiero na samym początku realizacji tego zadania. Rozumieją jednak, że zadanie to wysuwa się obecnie na pierwszy plan”.
Plon tej walki jest przerażający: ks. Michał Pilipiec, kapelan Armii Krajowej w diecezji przemyskiej – zginął od strzału w tył głowy; ks. Władysław Gurgacz SJ, „krwawy jezuita” – otrzymał karę śmierci w krakowskim więzieniu Montelupich; ks. Michał Rapacz – zamordowany przez grupę komunistów w Płokach koło Chrzanowa. Więzienia, sfingowane procesy o „szpiegostwo na rzecz Watykanu”, ataki na „duszpasterzy robotników”, aż do męczeństwa bł. Jerzego Popiełuszki – całe pasmo zastraszeń i prób zniewolenia.
3. Łasica, której łupem padają nawet dorosłe zające, ciągnąc swoją zdobycz, wykonuje – w stosunku do swych rozmiarów – pracę lwa, który taszczyłby zabitego słonia z prędkością 10 km na godzinę. Jej siła jest więc imponująca. Wydaje się, że niektórzy ludzie wykonują taką ogromną pracę, na którą nie potrafią się zdobyć całe pokolenia. Karol Hubert Rostworowski (1877–1938), pisarz i dramaturg, w czasach II Rzeczypospolitej przypominał, że losy Polski nie zależą od programów politycznych, socjalnych czy gospodarki, ale od siły moralnej jednostek. To siła potężniejsza od władzy Heroda czy buty antychrześcijańskich komunistów.
ks. Andrzej Zwoliński
++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++
I. O czym mówi Bóg?
Zgodnie z zapowiedzią anioła, Elżbieta urodziła dziecko. Okazał się nim chłopiec. Gdy przyszedł czas obrzezania matka i ojciec sprzeciwili się rodzinnej tradycji w nadaniu imienia, które wypadało dać chłopcu. Można było domyślać się, że wraz z narodzeniem i nadaniem dziecku imię Jana rozpocznie się kolejny etap niezwykłego czasu w ich życiu rodzinnym, bo pierwszym znakiem było doświadczenie miłosierdzia Bożego dla rodziców w zapowiedzi, że mimo podeszłego wieku mogą spodziewać się narodzin dziecka. Potwierdzeniem szczególnego wybraństwa i posłannictwa Jana, nazwanego później Chrzcicielem było odzyskanie mowy przez jego ojca Zachariasza. Swoje uwielbienie Boga wyraził w pieknej modlitwie, która odmawiana jest codziennie przez duchowych i wiernych na całym świecie.
II. Co Bóg mówi do mnie?
„Elżbieta urodziła syna”. Narodziny św. Jana Chrzciciela wskazują przede wszystkim na fakt narodzenia człowieka. Narodziny to zawsze dobra wiadomość. Dziewięć miesięcy wcześniej począł się nowy człowiek w łonie matki, a gdy się rodzi się, przychodzi na świat, jego życie, nieżalenie od zewnętrznych okoliczności jestem życiem wiecznym. Każdorazowe narodziny człowieka, szczególnie w mojej najbliższej rodzinie kierują ku tajemnicy moich osobistych narodziny. Coroczne wspomnienie urodzin winno być dniem wdzięczności dla rodziców, dla mamy, podziękowaniem, że przyszedłem na świat, że ktoś chciał, abym zaistniał. Że byłem oczekiwany i jestem kochany.
„Nadali mu imię Jan”. W rodzinie Elżbiety i Zachariasza powstała konsternacja podczas nadawania imienia. Rodzicie chcą być wierni temu, co usłyszeli od anioła. Rozumieją, że niejako samo Bóg wybiera imię dla ich dziecka. Jego imię zostaje wybrane ze względu na objawienie się Boga.
„Pytali jego ojca, jak by chciał go nazwać. On zażądał tabliczki i napisał: Jan mu będzie na imię”. Nadawanie imienia ma znaczenie, ponieważ wyraża kim ma być dziecko w przyszłości, określa sposób życia i postępowania. Posiadać imię, to mieć swoją tożsamość, wiedzieć kim się jest i do kogo się należy. Jan oznacza ”Bóg jest łaskawy”.Bóg pragnął przez Jana okazać swą łaskawość ludowi. Pomyślę o swoim imieniu z chrztu i bierzmowania. Co one wyrażają, koga i w jakich cecha winienem naśladować?
III. Do czego Bóg mnie wzywa?
Uświadomię sobie jednak, że z faktu, że narodzinom wielkich ludzi towarzyszą w Biblii nadzwyczajne okoliczności nie wynika wcale, że kto narodził się zupełnie „zwyczajnie”, nie może zostać wielkim człowiekiem.
Moim zadaniem niech będzie zdanie: „Chłopiec rósł i wzmacniał się duchem” (Łk 1, 80).
Piotr Koźlak CSsR
.