Blog
XII niedziela zwykła rok C
Za 12, 10–11; Ga 3, 26–29; Łk 9, 18–24
O pewności w wierze
Wybitny teolog protestancki Karl Barth napisał przed laty takie oto zdanie: „Nie ma pewności wiary, ale Bóg daje pewność wiary”.
Dzisiaj chciałbym przez chwilę zastanowić się, drogi Czytelniku, nad trudnym zagadnieniem, a mianowicie: kto nam daje pewność wiary i czy w ogóle taka pewność jest możliwa? Czy fakt, że wiara wydaje się nam przekonująca, jest jej dostateczną legitymizacją? Czy zatem nasze odczucia można uznać za ostateczne kryterium w sprawie Boga?
Ileż to razy słyszeliśmy takie oto tłumaczenia katolików, którzy uczestniczą we Mszy św. tylko z okazji pogrzebu, chrztu i coraz rzadziej ślubu: „Nie chodzę do kościoła, bo nie czuję takiej potrzeby”.
A cóż to za instancja – owo uczucie?! Czyż jest coś bardziej nietrwałego, zmiennego i ulotnego niż ludzkie uczucia? Literatura pełna jest opisów tego, jak niespodziewanie one przychodzą i równie niespodziewanie znikają. Przypomnijmy sobie choćby niejakiego Romea, który może być doskonałym przykładem takiej zmienności. Zadumany nad płochością młodzieńca wielki dramaturg pisze:
Jak prędko dawna namiętność przeminie,
Gdy nowa miłość z serca ją wypiera!
Gotów był życie oddać Rozalinie;
Spojrzał na Julię – z zachwytu umiera.
O tym, jak łatwo jest ulec uczuciom, które – choć może i szczere, może i silne – szybko się zmieniają, pisał też Henryk Sienkiewicz, tworząc postać Michała Wołodyjowskiego. W jednej z moich ulubionych scen Trylogii (czasem wydaje mi się, że mam w tej książce same ulubione sceny), podczas rozmowy między Kmicicem a Małym Rycerzem, która toczy się niedługo po słynnym pojedynku, pan Andrzej czyni Wołodyjowskiemu wyrzut:
– Chyba waćpan nie wiesz, co jest afekt i do jakiej desperacji człowiek przyjść może, gdy to, co najwięcej umiłował, utraci.
– Ja nie wiem, co jest afekt? – zakrzyknął z oburzeniem pan Wołodyjowski. – Od czasu jak szablę począłem nosić, zawsze byłem zakochany… Prawda, że się subiectum zmieniało, bo nigdy mi wzajemnością nie wypłacono. Gdyby nie to, nie byłoby wierniejszego nade mnie Troila.
– Taki tam i afekt, gdy się subiectum zmienia! – rzekł Kmicic.
Takie to właśnie są ludzkie uczucia, a że nie tylko mężczyzn, ale i kobiet, słyszymy w operze Giuseppe Verdiego zatytułowanej Rigoletto, gdy książę Mantui śpiewa słynną arię:
La donna è mobile,
Qual piuma al vento,
Muta d’accento – e di pensiero
czyli:
Kobieta zmienną jest
Jak piórka na wietrze,
Zmienia akcent i zdanie.
Wreszcie polski poeta Jan Andrzej Morsztyn swój wiersz Niedostatek kończy w następujący sposób:
Prędzej prawdę poeta powie i sen płonny,
Prędzej i aniołowi płacz nie będzie płonny,
Prędzej słońce na nocleg skryje się w jaskini,
W więzieniu będzie pokój, ludzie na pustyni,
Prędzej nam zginie rozum i ustaną słowa,
Niźli będzie stateczną która białogłowa.
Do tych to uczuć odwołuje się więc człowiek, wyrokując o Bogu, świecie, o sobie i o sprawach wiecznych. Bo człowiek czuje – ot, romantyk się znalazł. Czy to oznacza, drogi Czytelniku, że jak jeden czuje bardziej, to Boga jest więcej, a drugi czuje mniej, to Go ubywa?
Nikt nie przekona mnie, że uczucie może gwarantować pewność myślenia. Nie dają go też – wbrew oczekiwaniom – nauki ścisłe. I tutaj aż roi się od paradygmatów, czyli twierdzeń niemożliwych do udowodnienia, i pojęć niedefiniowalnych. Z jednej strony Husserl, a z drugiej Kurt Gödel udowodnili, że absolutna pewność, spójność systemów myślenia jest niemożliwa do osiągnięcia, i to nawet w tak szlachetnej nauce jak matematyka.
Kto zatem daje nam tę pewność? Pamiętamy, co mówi Barth: „Nie ma pewności wiary, ale Bóg daje pewność wiary”.
A zatem, paradoksalnie, to Bóg jest gwarantem prawdy Objawienia, co doskonale obrazuje tekst dzisiejszej Ewangelii. Oto Pan Jezus zwraca się do swoich uczniów z zapytaniem: „Za kogo uważają Mnie ludzie?”. Po kilku mniej lub bardziej zaskakujących odpowiedziach występuje Piotr ze swoim wyznaniem wiary: „Ty jesteś Mesjaszem Boga”, czyli – Ty jesteś tym, na którego czekali ojcowie, Ciebie zapowiadali prorocy, w Tobie upodobał sobie Bóg, z Tobą utożsamił się Jahwe (por. Łk 9, 18–24). Pytamy: jak Apostoł doszedł do tego stwierdzenia? Kto dał mu tę pewność wiary?
Pan Jezus powie: „Ojciec”. Św. Mateusz po wyznaniu Piotra notuje takie słowa: „Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie” (Mt 16, 17).
Potwierdzenie tych słów stanowi historia Jezusa, w której Bóg pozwolił się zweryfikować. Człowiek podniósł ręce na Boga i powiedział: „Sprawdzam! Sprawdzam Twoją miłość, wiarygodność i prawdomówność”. Cóż się okazało? Że prawdę mówił Bóg ustami proroka Zachariasza z dzisiejszego pierwszego czytania: „Będą patrzeć na tego, którego przebili, i boleć będą nad nim, jak się boleje nad jedynakiem, i płakać będą nad nim, jak się płacze nad pierworodnym” (Za 12, 10).
Prawdę mówił Pan do Piotra w Ewangelii: „Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; będzie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie” (Łk 9, 22).
Poznanie tej prawdy nie jest jednak wynikiem wysiłków człowieka, lecz darem Boga, Ducha Świętego, który został nam dany zgodnie ze słowami proroctwa: „wyleję Ducha pobożności” (Za 12, 10).
Chcesz zatem, drogi Czytelniku, otrzymać pewność wiary? Módl się o Ducha. Zanurz się w rzeczywistość Kościoła, w którym Bóg złożył depozyt wiary, i otwórz się na sakramenty, które – jak mówi nam dzisiaj św. Paweł – upodabniają nas do Chrystusa (por. Ga 3, 27). I pamiętaj: myśmy już sprawdzili prawdomówność Boga. Teraz jest czas, aby On poddał nas próbie, dlatego mówi: „Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa” (Łk 9, 23–24).
ks. Wojciech Jaźniewicz